czwartek, 31 grudnia 2015

Happy New Year :*

Kochani wszystkiego, wszystkiego najlepszego. Dużo zdrówka, spełnienia marzeń
, szalonego sylwestra i nowego roku ;*
Przepraszam, że bez żadnego obrazu, ale mój laptop nie żyje i pisze z telefonu :/
Mam nadzieje, że może ktoś podzieli się jak spędza sylwestra i może ma jakieś postanowienia.
Ja siedzę z przyjaciółką i na kupiłyśmy sobie słodyczy w żabce ^^
A postanowienie mam na razie jedno
1 Nie zaniedbywać już tak bloggera ;*

piątek, 18 grudnia 2015

Rozdział 26

- Dziękuję ci za miły wieczór i jeszcze raz przepraszam za twoją koszulkę, nie wiedziałam, że stoisz za mną.- właśnie żegnam się z Leonem, tak wystarczyły trzy godziny, a ja zrobiłam coś głupiego. Do tego to trzeba mieć specjalny dar.

 Siedzimy w kuchni i czekamy, aż pizza, którą zamówiliśmy.
- A co tam u ciebie?- pyta gdy sięgam po szklanki. 
- A wszystko dobrze, nie ma na co narzekać. Zmieniłam kierunek już nie muzyka.- mówię w skrócie.- A u ciebie?
- W sumie to nic, mam własną firmę, też porzuciłem muzykę, ale da się przeżyć.- zaśmiałam się, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi Leon powiedział, że otworzy. Postawiłam szklanki, talerze i sztućce na stół i otworzyłam lodówkę z zamiarem wyciągnięcia soku. Gdy odwróciłam się z napojem wpadłam na Leona, który akurat wracał z pizzą. Sok okazał się źle zakręcony i dość duża ilość cieczy wylała się na jego koszulkę. Brawo Violetta, przerosłaś samą siebie!
- Bardzo cię przepraszam!- mówię, gdy odkłada pizzę.- Sok był źle zakręcony i jak wpadłam na ciebie to się lekko wzburzył.- mówiłam szybko i pokazałam co stało się z sokiem, ale oczywiście zapomniałam jej zakręcić. Kolejny chlust odbił się od torsu szatyna, a ja zrobiłam się cała czerwona.- To nie tak mało być! Przepraszam!- zaczęłam się tłumaczyć, a Leon wybuchł śmiechem.
- Więc tak wygląda twoja zemsta na mnie za to, że przez wypadek wylałem na ciebie kawę?- sama zaczynam się śmiać.
- Nie, czasem nie dokręcam butelki z sokiem, a gdy ci pokazywałam to zapomniałam, że tego nie poprawiłam. Przepraszam.
- Spoko, nic się nie stało.- powiedział, a mokra koszulka przylepiła się do jego naprawdę umięśnionego torsu.
- Nie mam nic na przebranie dla ciebie, ale chyba lepiej jak ściągniesz koszulkę, a ja ci ją zapiorę.- próbuję ukryć zażenowanie swoją głupotą.
- Nic się nie stało, to tylko koszulka, ale byłbym wdzięczy, żeby chociaż się nie kleiła.- powiedział wciąż rozbawiony. Szybkim ruchem pozbył się koszulki, a ja wstrzymałam na chwilę oddech, nie wiarygodnie, że przez kilka lat utrzymał i nawet polepszył swoją sylwetkę. Wzięłam od szatyna koszulkę i szybko skierowałam się do łazienki, aby dłużej się na niego nie patrzeć, bo rzuciłabym się na niego, a mamy jeszcze tak zjeść pizzę. Brawo Vilu ty jednak potrafisz! Kpię sama z siebie.

Siedzę na kanapie i oglądam telewizję. Czekam właśnie na Lu, gdy usłyszała o tym co zrobiłam od razu powiedziała, że za pięć minut jest i mam jej wszystko ładnie opowiedzieć. Słyszę jak drzwi się otwierają i stukot szpilek.
- No to ja przyniosłam wino i czekam na ploteczki.- zaśmiałyśmy się razem. Po kilku minutach usiadłyśmy na kanapie i zaczęłyśmy gadać, Lu prawie spadła z wygodnego mebla, śmiejąc się z moich przygód z Leonem.
- Na ciebie trzeba uważać.- śmieje się po raz kolejny.

- Fran po raz kolejny ci mówię, NIE.- włoszka próbuje namówić na wyjście do klubu całą paczką, ale nie mam ochoty.
- Ale czemu? Podaj mi chociaż jeden powód.- nalega.
- Nie chce mi się.
- Lenistwo to nie powód.- stwierdza.
- Ehh... Dobra...- tak Fran zawsze udaje się mnie namówić, nie dziwmy się, ona  nie daje spokoju póki nie dojdzie do celu. Czasem jest to bardzo denerwujące, ale czasem jest bardzo przydatne.
- Wiedziałam!- ucieszyła się.- Dzisiaj o 18 wychodzimy.

Siedzimy w klubie jakieś trzy godziny i każdy z nas jest już nie źle wstawiony. Lu i Fede gdzieś zniknęli, a Fran z Diego pojechali do bruneta, dla tego nie chciałam z nimi jechać, bo to zawsze się tak kończy... Zostaje sama pod wpływem. Nagle ktoś siada obok mnie.
- Cześć piękna.- kolejny nachalny gość.
- Spadaj nie mam ochoty gadać.- próbuje go spławić, lecz to nie pomaga, bo czuję jego rękę na moim udzie.
- Wcale nie musimy gadać.- syczy i zaczyna masować moje udo wędrując coraz wyżej. O cholera...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej!
Wow jakaś nowość rozdział tydzień po ostatnim wpisie.
Jak obiecałam jest rozdział.
Mam nadzieję, że wam się podoba.
I dziękuje tym wszystkim, którzy zostali ze mną.
Nie mam zbyt dużej weny na notkę.
 To do następnego :*

niedziela, 13 grudnia 2015

Rozdział 25 + PRZEPRASZAM

Siedzimy z Lu i Fran na kanapie jak zawsze w niedzielę plotkujemy, nagle z kuchni wybiega Fede, a za nim wkurzony Diego.
- Zeżarłeś moje ulubione ciastka!- krzyczy.
- Nie...- Fede próbuje się wybronić, ale coś mu nie idzie za dobrze.
- To niby co masz w ręce?!- wszystkie trzy wybuchamy śmiechem widząc minę mojego brata. Hiszpan rzuca poduszką, niestety szatyn wykonuje unik i miękki przedmiot trafia w głowę Ludmi, chłopcy wstrzymują oddech, a ja z Fran wybuchamy jeszcze głośniejszym śmiechem.
- Diego!- wybucha w końcu- Czy ty jesteś...
- Przepraszam, to przez Fede, bo się schylil.- przerwał blondynce tłumacząc się, strasznie mie bawiła ta sytuacja. Lu stała się kobietą pewną siebie, słodką, kochaną, ale gdy się tylko zdenerwuje jest jak przecinak, nic po sobie nie zostawi.
- A ty się nie śmiej! - już po kilku sekundach poczułam poduszkę na twarzy. Przestałam się śmiać i spojrzałam na nią z wyrzutem, udaje, że wypada mi lakier i schylam się po niego, ale przy okazji sięgam po poduszkę, którą uderzyła mnie blondynka. Szybko wyprostowyje się i miękki przedmiot znów trafia kochaną blondynkę w głowę tym razem psują fryzurę. Szybko wstaje i chowam się za brata, gdyż wiem co to znaczy zepsuć włosy Luso.
- Przepraszam, to nie tak miało być!- zaczynam się tłumaczyć, lecz to nic nie daje, na mone szczęście Lu nie trafia w moją głowę,  tylko w grzywkę Fede. No to się zaczęło... Szatyn podchodzi do blondynki i bierze na ręcę i przenosi na podłogę, po czym siada na niej i zaczyna łaskotać.
- P-prze-przestań!- ledwo wydusza z siebie.
- To mnie przeproś.
- P-przep-przepras-szam!- gdy Fede puszcza Lu mój telefon zaczyna wibrować, szybko wstaje  i sięgam po telefon, niestety moje zamiary uniemożliwia Fede.
- Czemu dzwoni do ciebie Leon?- pyta zdziwion, a ja karce siebie za powolność.
- Pogodziłam się z nim, przegadaliśmy wszystko i postanowiliśmy zacząć od nowa,  ale tym razem on ma narzeczoną i nie chcemy być razem.- powiedziałam jakby to była najnormalnoejsza rzecz w życiu. Wszyscy na mnie spojrzeli.- Tak wiem co robię.- Wtedy spojrzeli już spokojniej.
- Wierzymy ci- powiedziała Lu i przytuliła mnie.

-Dzwoniłeś, ale nie zdążyłam odebrać.- mówoe gdy Leon odbiera.
- Tak chciałem cię zapytać, czy masz może czas, żebyśmy posiedzieli razem?- zapytał nie pewnie.
- Tak, jasne jak chcesz to możesz przyjść do nas to poznasz Diego i pogadasz z Lu, Fran, Fede.- zaproponowałam.
- Nie wiem, czy na pewno chcą mnie widzieć...- mówi lekko skruszony.
- Nawet tak nie mów! Oczywiście, że chcą.- słyszę jak wzdycha.
- No dobrze, to gdzie?- słyszę ile go to kosztuje, ale cieszę się, że jednak udaje mi się go przekonać.
- Wyślę c sms-em i czekam na ciebie.- uśmiecham się.
- Dobrze, to do zobaczenia.- mówi i rozłącza się. Szybko biegnę do salonu gdzie wszyscy siedzieli i śmiali się z jakiegoś filmu.
- Mam do was prośbę.- zaczynam szybko,  a oni patrzą na mnie zdziwieni.
- Więc?- pyta Fede
- Leon przyjdzie tu za chwilę i wymijając wasze pytanie ja go zaprosiłam i tak musicie być dla niego mili.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, przepraszam. przepraszam i jeszcze raz przepraszam.
Wiem, że dawno rozdziału nie było choć obiecywałam.
Nie będę się tłumaczyć, bo wiem, że was trochę olewałam...
A ten rozdział wcale nie jest ani ciekawy ani długi.
Ale ten tydzień dał mi dużo do myślenia.
Tym razem OBECUJĘ na wszystko, że kolejny rozdział pojawi się albo za tydzień,
albo za dwa tygodnie.
Spinam dupcie i nie chodzi mi tylko o bloggera.
Moje oceny fatalnie się obniżyły, ale nie będę was zanudzać swoimi problemami.
Kocham was 
Przepraszam jeszcze raz
I do następnego max za 2tyg
I dziękuje bardzo mocno wszystkim, którzy skomentowali ostatni post.
Obiecuję wam poprawię się 

czwartek, 12 listopada 2015

Rozdział 24 " Kocham cię "





Już jestem po trzech kieliszkach alkoholu, a bal się rozkręca. Tańczę z jakimś mężczyzną nie ukrywam, że jestem zła na Toma, bo napił się trochę za dużo i zaczyna zaprzyjaźniać z Verdasem, który ma ubaw z bruneta, gdyż słowa zaczynają mu się plątać. Do tego zostawił mnie, widzę jak Leon klepie go po plecach, a on uśmiechnięty wyszedł i mnie ZOSTAWIŁ. To koniec ja już sobie z nim pogadam. Nagle ktoś łapie mnie w talii, spoglądam w tamtą stronę i widzę Leona

- Odbijany.- oznajmia z uśmiechem na twarzy, a ja zesztywniałam. Mój wcześniejszy partner odszedł, a szatyn objął moją talię i przyciągnął mocno do siebie. Nasze klatki piersiowe zderzyły się, a z moich ust wyrwał się cichy jęk.
- Czego chcesz? - próbuję się odsunąć, ale szatyn jest za silny jak zawsze pewnie chodzi na siłownię, Violka czemu cię to interesuje?!
- Twój chłopak cię zostawił. - udaje, że nie usłyszał mojego pytania.
- Wiem...- wyznałam zażenowana.-A gdzie twoja narzeczona?- zmieniłam temat.
- Powiedziała, że mam sobie iść, bo ją rozpraszam.- parsknął śmiechem.
- To dlaczego tańczysz ze mna?- przyciągnął mnie mocniej, tak potrzebowałam takiego zachowania szatyn wie, że nie jestem szkłem, nie rozsypie sie na milion kawałków jak mnie ktoś przyciągnie do siebie, a sprawi mi to przyjemność i poczucie bezpieczeństwa. Leon zawsze wiedział kiedy jak mnie traktować, czemu to musiało się zniszczyć... chwila... Nie Violka, nie możesz tak myśleć!
- Bo mam nadzieję, że zgodzisz sie wyjść ze mną porozmawiać.- szepcze mi do ucha lekko sztywnieje na ten ruch, a po moim ciele przepływa fala rozkoszy, mimo wszystko przymykam oczy tak bardzo potrzebowałam takiego traktowania Tom jest pod tym względem trochę jak ciota.- To co dasz sie namówić? - szepcze i przyciąga mnie tak jak to tylko możliwe, rozpadam się pod jego dotykiem, jakby mnie teraz puścił to upadła bym. Lekko przytakuje, bo nie jestem w stanie zrobić nic innego. Nie puszcza mnie całkowicie, przytrzymując mnie w talii kieruje nas ku wyjściy. Zaciągam się jego pięknymi perfumami. Gdy jesteśmy na zewnątrz otwiera mi drzwi od swojego samochodu, a ja patrzę na niego jak na idiotę.
- Nie wypiłem ani grama alkoholu, a jakbyś chciała wiedzieć to nie będę z tobą rozmawiał tu.- no tak jego narzeczona... ehh. Lekko przytakuje głową i wsiadam do auta, ufam mu. Zamyka drzwi od mojej strony, obchodzi pojazd i sam wsiada. Jedziemy przez kilka minut, aż zatrzymujemy sie przy wejściu na plażę. Nie pytam, nie odzywam się tylko wychodzę i staje obok szatyna. Ten znowu łapie mnie w talii i wchodzi na plażę, stajemy po kilku minutach  stajemy.
- Violu wiem, że mi nie wierzysz.-chce mu przerwać.- Nie przerywaj mi nie mas pojęcia ile razy chciałem się do ciebie odezwać. Ale nie miałem odwagi i teraz chce ci wszystko powiedzieć.- wziął wdech- Nigdy cię nie zdradziłem ona się mnie uczepiła, ale było minęło teraz myślisz, że pocieszyłem się Amber, ale prawda jest taka, że nikt nigdy nie zastąpi mi prawdziwej miłości, Ciebie.- przybliżył się i objął mnie po raz kolejny dzisiejszego wieczoru. Jego usta były milimetry od moich, ciągle patrzyłam na nie są tak kuszące...- Nie chcę, abyś zmieniała dla mnie swoje życie wiem, że masz spokój i już uporządkowałaś swoje życie beze mnie , ale żebyś mi chociaż wybaczyła i dała szansę sie zaprzyjaźniać, bo bez ciebie chociaż jako przyjaciółki moje życie nie ma sensu, nie mam po co wstawać codziennie rano wstawać z łóżka...- tak chce się zgodzić i go pocałować, ale nie mogę.
- Dobrze, ale masz jedną szansę.- czy ja się właśnie zgodziłam?! Boże Violetta nie pij już więcej wina! Na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech, wiec nie kłamał.
- Czy mogę cie tylko raz pocałować? - jego twarzy zrobiła się lekko czerwona przynajmniej tak było widać w świetle odległych latarni. Po chwili zastanowienia lekko przytakuje, raz jedyny i zaczniemy od nowa z czystą kartą. Mi też brakuje Leona.
Lekko się do niego przybliżam, szatyn od razu przycisnął mnie do swojej klatki i wbił się w moje usta. Szybko odwzajemniłam i pogłębiłam pocałunek, przejechał koniuszkiem języka po mojej dolnej wardze prosząc , abym uchyliła usta co natychmiastowo uczyniłam, nie wiarygodne, że potrafi być taki czuły i delikatny, a w tym samym czasie lekko brutalny jakby wiedział czego potrzebuje. Nasz nie winny pocałunek zmienił się w brutalne i bardzo stęsknione pocałunki. Żadne z nas nie chciało tego przerywać. Nie wierzę, że właśnie całuję się z Leonem Verdasem, moim byłym. Lekko odchylam się do tyłu pod siłą naszego pocałunku, a szatyn mocniej przytrzymuje mnie mocno i przybliża się jeszcze bardziej co mi się bardzo podoba, więc przygryzam lekko jego wargę i lekko odciągając swoją głowę od jego, nie pozostał mi długo dłużny, gdyż zrobił to samo. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie, ale zaczęło brakować mi powietrza, więc niechętnie odsunęłam się od niego i lekko otworzyłam oczy uśmiechając się mimowolnie.
- Nie wierzę, że jestem tu z tobą, kocham cię.- mówi.
- Ja ciebie też, ale lepiej jak zaczniemy od początku z czystymi kartami, ale pamiętaj też, że tym masz Amber, a ja Toma.- mówię nie chętnie.
- Ale...
- Ale tak będzie lepiej jak zaczniemy tak, może staniemy się przyjaciółmi, bo cię kocham, ale jak...przyjaciela, brata- skłamałam- Teraz Toma kocham tak jak ciebie kiedyś i ty też musisz sobie kogoś znaleźć.- mówię z wielkim bólem.
- Rozumiem...- po tym co powiedziałam stał się strasznie smutny.
~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej, hej!
Znów rozdział później niż planowałam,
ale i tak wcześniej  niż ostatnio. (moja logika xD)
Mam nadzieję, że wam się podoba (choć ja poprawiłabym kilka szczegółów, ale ciiii)
Leonetta znowu się zaprzyjaźnia, 
ale nie martwcie się tak szybko nie będą razem xD
Miałam napisać jeszcze OS'a z okazji 11 listopada i miałam już pomysł.
Ale nie miałam jak, bo i tak ten rozdział jest pisany z telefonu, więc przepraszam za błędy.
Może napiszę podobny OS ale to w między czasie 
No cóż to już koniec dość długiej jak na mnie notki xD
Do następnego :*

niedziela, 1 listopada 2015

Rozdział 23 " To będzie ciekawy wieczór"

- Lu nie wiem.- blondynka nadam próbuje mnie przekonać, że powinnam iść na bal z Tomem i utrzeć Verdasowi nosa.
- No, ale co masz do stracenia? Musiałaś przecież prawie trzy godziny chodzić po sklepach z dziewczyną swojego byłego.- znowu zaczęła.
- No tak, ale z Tomem ? Nie wiem, czy to dobry pomysł.- nie chcę iść na ten głupi bal.
- No, ale jak założysz tą sukienkę co dostałaś za pomoc to Verdas będzie pluł sobie w brodę.
- Nie wiem…- wciąż uważam to za zły pomysł.
- Nie ma co, musisz iść na ten bal i pokazać, że się nie załamałaś, i że żyjesz dalej. Oraz to, że otworzyłaś serce na kogoś innego. Poza tym to on pierwszy pocałował jakąś dziewczynę przy tobie, a ty mu tylko odpowiesz.- chce coś powiedzieć, ale przeszkadza mi dzwonek do drzwi. Podeszłam do nich i otworzyłam je, a moim oczom ukazał się Tom.
- O właśnie Tom może ty przekonasz Viole, żebyście poszli na bal charytatywny.- podeszła uśmiechnięta blondynka i przywitała się z brunetem.
- W sumie to spoko pomysł, możemy się wybrać, kiedy?
- W piątek, ale nie chce mi się iść.- wyznałam.
- Czemu? Rozerwiemy się trochę...- zaproponował.
- No dobrze, ale tylko dla tego, że ty mnie namawiasz.- zaśmiałam się i przytuliłam się do niego. Pójdę na ten cholerny bal z Tom'em, pokarzę Verdas'owi, że nie tylko on ma mnie już gdzieś.
- To co idziemy na spacer?- zaproponował.
- Z miłą chęcią.- uśmiechnęłam się i złapałam za podaną mi dłoń. Chodziliśmy między alejkami, uwielbiam spacery, uwielbiam obcowanie z naturą, daje mi to spokój i bezpieczną odległość od wszystkich spraw. Gdy jestem sama z naturą to zawsze rozmyślam nad problemami, wtedy jest mi łatwej znaleźć rozwiązanie. Gdy zerwałam z Leonem, gdy się tu przeprowadziliśmy, bardzo dużo czasu spędziłam z naturą.

Przejeżdżam jeszcze tylko czerwoną szminką po ustach i gdy uznaję, że jestem gotowa wychodzę z łazienki. 
- Masz nowy rekord.- Tom lekko się zaśmiał, gdy weszłam do salonu.- Twoje "Jeszcze tylko minutka" zajęły tylko dziesięć minut.
-No widzisz, to były prawdziwa minuta przecież musiałam się ładnie uratować a tego nie można pospieszać.- próbowałam zachować powagę, ale nie wyszło mi to zbytnio, bo zaczęłam się śmiać. A on przybliżył się do mnie i złożył na moich ustach przelotny pocałunek.
- Idziemy?- pyta mnie po oderwaniu,  lekko kiwnęłam główną i wzięłam torebkę. Wsiedlismy do samochodu i ruszyliśmy,  nie ukrywam, że strasznie się boję spotkania z Verdasem. Gdy byliśmy już pod odpowiednim budynkiem wyjęłam zaproszenie, ktore dostałam od Amber, no tak bal charytatywny dla samych ważnych osób, co ja tu robię? 
Dziewczyna ze sklepu z ciuchami. 
- Kochanie nie denerwuj sie.- uspokajał mnie widząc moje nerwy Tom. 
- Wiem, po prostu nie wiem, czy jest sens iścia na tak ważne przyjęcie.- może uda mi się gi namówić na powrót do mieszkania i obejrzenia jakiegoś filmu.
- Violu przecież dostałaś zaproszenie, wejdziemy, przywitamy sie z organizatorami- cholera Leon, chwila może to i lepiej.- zjemy coś- zaśmieliśmy się razem,  właśnie za to go kocham, zawsze potrafi mnie rozbawić nawet jak mam stresa, bo mam się zobaczyć ze swoim byłym.- potańczymy i wrócimy kiedy tylko zechcesz.- położył dłoń na moim kolanie, ale nie poczułam mrowienia. Cóż na miłość trzeba poczekać, narazie jestem zauroczona, a w czasie okaże się co dalej.
- No dobrze.- powiedziałam jak małe obrażone dziecko, a on sie tylko zaśmiał. Wysiedliśmy z auta, Tom od razu do mnie podszedł i chwycił w talii lekko się uśmiechnęłam i ruszyliśmy ku sali. Od wejścia było czuć smakowite potrawy i słuchać było muzykę. Rozejrzałam się po salii i zauważyłam Amber, poszliśmy w jej kierunku.
- Hej- powiedziała radośnie, gdy mnie zauważyła,  także się uśmiechnęłam.
- Hej, mam nadzieję, że nie jesteś zła, że przyszłam z chłopakiem.- przy jej boku stanął Leon, przyglądał mi się bacznie jeżdżąc wzrokiem po całym ciele co mnie lekko zirytowało, wiec pokazałam na Toma.- To jest Tom, a to Amber i Leon.- Verdas spojrzał złowrogo na mojego chłopaka.
- Muszę przyznać, że masz gust Violu.- powiedziała przyglądając sie Tomowi, teb tylko mocniej objął mnie w talii, co nie uszło wzroku Leonowi. To będzie zabawny wieczór.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej, hej!
Wybaczcie, że dopiero teraz, ale mój laptop padł i moja wena też. Ale rozdział jest ^^
Mam nadzieję, że wam sie podoba i nie jesteście na mnie bardzo źli.
Postaram się, aby next był jak najszybciej.
Zapraszam was do komentowania :*
Przepraszam za błędy, ale jak mówiłam mój laptop nie działa, więc piszę z telefonu.
Do następnego ;*

sobota, 26 września 2015

Rozdział 3

Dziś mam to głupie spotkanie, które miało być tydzień temu, ale co się stało? Zawalił to jakiś koleś, super co nie? Co z tego, że pędziłam na łeb, na szyję i połamałam szpilki. Siedzę właśnie w gabinecie i czekam, aż się zjawią. Moje przemyślenia przerywa pukanie do drzwi, rzucam oschłe proszę i poprawiam żakiet. 
- Dzień dobry pani Castillo.- widzę, że Hernandez zjawia się znowu bez swojego towarzysza, to chyba kpiny...
- Dzień dobry, nie ma z panem naszego długo wyczekiwanego gościa?- lekko zakpiłam, brunet jest do tego przyzwyczajony, zawieramy dużo umów i nie zwraca już na to uwagi.
- Nie ma jeszcze pół godziny, aby się nie spóźnić, przyszedłem wcześniej, aby poprosić panią o bycie choć trochę milszą dla pana Verdasa, bo od tego zależy, czy podpiszemy tą umowę.- powiedział ostrożnie.
- Postaram się.- rzuciłam beznamiętnie. Mężczyzna usiadł na przeciwko mnie i zaczęliśmy omawiać szczegóły, w między czasie Francesca przyniosła nam zamówione przeze mnie kawy. Tak zatrudniłam ją jako moją sekretarkę i szczerzę mówiąc świetnie się sprawdza, nadal mieszkamy razem, ale jest o wiele ciekawiej we dwie niż jak siedziałam sama. Oczywiście odbija się to na moim charakterze publicznym staję się słabsza czasem potrafię się zaśmiać nawet przy facecie. Tak właśnie się przed chwilą stało Hiszpan zażartował, a ja jak nigdy cicho się zaśmiałam. Rozmowa stała się luźniejsza. No cóż znamy się trzy lata.
- Czy możemy mówić sobie po imieniu?- zapytał.- Jesteśmy w podobnym wieku i znamy się już trochę.- zaczął tłumaczyć, może będę żałować, bo nie mam do nich zaufania, ale brunet wydaje się miły, trochę jak Fede, ale bardziej...hm... opanowany, myślący, tak wydaję się bardziej myślący niż Fede, nie oszukujmy się. 
- Violetta.- podałam mu rękę.
- Diego.- uścisnął ją. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, co przerwało nam pukanie. Lekko uśmiechnięta zaprosiłam gościa do gabinetu.
- Dzień dobry, jestem Leon Verdas.- przedstawił się dość wysoki szatyn o szmaragdowych oczach, muszę przyznać, że jest przystojny i widać, że nie unika siłowni ani ćwiczeń. Gdyby nie to wszystko pomyślałabym na ten temat dłużej... Violetta co się z tobą dzieje?!
- Violetta Castillo.- wstałam i uścisnęłam dłoń szatyna. Gdy usiadłam od razu przywitał się z Diego, ale nie tak oficjalnie, tylko jak, jak przyjaciele.
- Stary tak cię dawno nie widziałem.
- I vice versa, tylko ja nie wyjeżdżałem.- zaśmiał się, okey o tym nie wiedziałam. Poprosiłam Fran o trzy kawy i zaczęliśmy omawiać szczegóły i wszystkie ważne kwestie. Verdas wydaje się miły i podobny do Diego. Dogadaliśmy się gdzie ma być budowa i do kiedy ma trwać, oraz to kiedy około będę mogła wejść ze swoją ekipą. Szatyn dał mi też projekt 3D na laptopa, żebym mogła już sobie po planować, nie ukrywam, że oszczędził mi tym sporo pracy i przeprosił za to, że w tamtym tygodniu się nie zjawił, ale miał kłopoty na budowie. Nie wiem czemu, ale byłam dla niego milsza i nawet śmiałam się z ich żartów, i najdziwniejsze, że szczerzę. Pod koniec przeszłam z szatynem na Ty i zaprosił mnie na kawę, ale szybko odmówiłam zwalając na papiery, które tak naprawdę skończyłam wczoraj, ale on o tym nie wie. 
- No to już chyba mamy wszystko omówione?- spytałam, tak zaczynam się ich pozbywać.
- Tak. Umówimy się jeszcze na podpisanie umowy, ale to za jakiś tydzień góra dwa.- Leon chyba zrozumiał, bo zaczął się powoli pakować.
- W takim razie do zobaczenia.- powiedziałam gdy wychodzili.
- Do zobaczenia- odpowiedział mi szatyn i zamknął za sobą drzwi.

Właśnie nie uwierzycie, co robię. Robię ciasto z Fran, ja i gotowanie to są dwie nigdy nie łączące się rzeczy, gdyby nie włoszka dawno już bym coś zepsuła. No co nie gotowałam z jakieś pięć lat...
- Nieźle ci poszło.- odezwała się do mnie.
- Nie oszukuj mnie. Wiem, że gdyby nie ty to dawno ciasto byłoby przyklejone do sufity.- śmieję się.
- Nie prawda, świetnie ci poszło jak na kogoś kto przez pięć lat nie zawitał w kuchni.
- Oczywiście. A dzisiaj ma przyjść Fede z Lu i jeszcze kimś.- mówię z mieszanymi uczuciami. 
- To świetnie, a wiesz z kim?- uradował się.
- Z jakimiś przyjaciółmi, więc ja idę do sklepu po coś do picia i inne przekąski.- powiedziałam zakładając buty na nogi.
- Spoko, to ja ogarnę w salonie.- stwierdziła kierując się w odpowiednią stronę. Gdy szłam z zakupami ktoś złapał mnie za ramię, trochę się przestraszyłam, więc szybko się odwróciłam.
- Widzę, że organizuje się ciekawa imprez ciekawe jaka będzie bez ciebie.- facet pod trzydziestkę, masywnie zbudowany stoi przede mną i próbuje gdzieś zaciągnąć. Upuszczam zakupy.
- Zostaw mnie!- krzyczę.
- Nie tak ostro, kochanie, na to będzie jeszcze czas, ale i innym miejscu.- zakpił szybko stanęłam mu na bucie szpilką.- O ty suko jak śmiesz?!- uderzył mnie w policzek.
- Zostaw moją siostrę!- słyszę Fede, ale facet nie odpuszcza i ciągnie mnie, a mój brat zostaje uderzony przez jakiegoś innego kolesia, Szybko się odwracam w stronę mojego napastnika i robię to samo co on mi tylko mocniej.
- Kobiet się nie bije!- krzyczę i kopię go w krok, tak to jest mój ulubiony i najczęściej używany cios w samoobronie. Widzę na jego policzku rozcięty ślad od mojego uderzenia i jeszcze raz wymierzam mu siarczysty cios w ten sam policzek. Nagle podbiega ktoś do mnie i przytula, abym się uspokoiła. Nie wiem kto to, ale czuję się w nich najlepiej pod słońcem, natychmiast się wtulam i daje upust łzą, nie wiem czemu, ale przy tej osobie czuję, że nie muszę udawać zimnej suki. Ręce mocniej mnie opatulają, a jedna ręka jeździ pokrzepiająco po plecach. Gdy się uspokajam patrzę na twarz nieznajomego i zamieram...
~~~~~~~~~
Hej !
Mam nadzieję, że wam się podoba.
Jak widzicie znowu się coś dzieję.
 Co z tego, że pewnie wam się nie podoba...
Czekam na wasze opinie :*

piątek, 18 września 2015

Rozdział 22 "Mogę jakoś pomóc?"

Nie wierzę, że wpakowałam się w związek z Tomem, no dobra jest przystojny, kochany, romantyczny i wiele dziewczyn się za nim ogląda. No i to mój przyjaciel, wspierał mnie w trudnych chwilach nawet jak Lu i Fede się poddawali, ale brakuje jednej rzeczy... chemii, głębszego uczucia i miłości z mojej strony. Zasługuje na kogoś o wiele lepszego, na kogoś kto odwzajemni jego uczucie tak samo mocno jak on.
- Castillo, znowu się zawiesiłaś.- wrzasnęła Bry kiedy nie było nikogo w sklepie.
- Przepraszam, mam naprawdę duży problem.- zaczęłam lecz przerwała mi.
- Nie obchodzi mnie to, jeszcze raz się dziś zawiesisz to wylatujesz.- powiedziała ostro, jak ja jej nienawidzę...
- Przepraszam- wymamrotałam.
- Dobra, ja wychodzę na przerwę zostajesz sama.- rzuciła, gdy była przy wyjściu.
- Okey.-m powiedziałam szczęśliwa perspektywą 30 minut bez niej. Niestety nie mogłam się długo cieszyć, bo do sklepu weszła jakaś kobieta. Ma długie czarne włosy zwinięte w kok, opaloną cerę (widać, że w solarium), piękne błękitne oczy oraz krótkie spodenki i bluzkę na ramiączka, na moje oko ma około 24/26 lat.
- Dzień dobry.- wymuszam uśmiech i obserwuję klientkę, wyraźnie nie wie za co się zabrać.- Może mogę pani jakoś pomóc?- spytałam uprzejmie, a ta na mnie spojrzała z uśmiechem.
- Tak. Czy mogłaby pani pokazać mi jakieś seksowne sukienki w rozmiarze 36?- wstałam z krzesła i skierowałam się w kierunku odpowiedniego wieszaka, szczerze mówiąc wydawało mi się, że ma rozmiar 38, ale klient nasz pan.
- Tutaj są wszystkie. Mogę jeszcze jakoś pomóc?- proforma...
- Tak, ale to już bardziej dziwna prośba...- spuściła głowę w dół, gdyż się lekko zarumieniła, już się boję.- Widzi pani, ja się nie zmieszczę.- pokazała na swoją figurę.- A chcę kupić siostrze prezent niespodziankę, jest pani do niej podobna i też taka drobna...- o cholercia, ja nie chcę.- Czy mogłaby pani przymierzyć kilka.
- Nie wiem, czy mogę, bo jestem w pracy i obecnie sama.- trochę mi głupio, bo wydaję się strasznie miła.
- Wiem, ale to sklep mojej przyjaciółki Bry, więc jak wróci i pani się zgodzi to nie będzie problemu.- i nie mam wyboru...
- No dobrze, tylko wróci dopiero za jakieś 20 minut.
- Dobrze to ja wrócę za pół godziny.- uśmiechnęła się i wyszła.
- Co to kuźwa było?- spytałam sama siebie i wróciłam za ladę. Po dwudziestu minutach wróciła Bry i jak jej powiedziałam to nie była szczęśliwa, jednak kiedy weszła to kobieta od razu zmieniła wyraz twarzy.
- Amber. Stęskniłam się- przytuliły się obie.
- Nie będzie problemu jak...
- No skądże, Violetta przebierz się i masz dodatkową przerwę.- powiedziała uśmiechnięta. Po raz pierwszy powiedziała do mnie Violetta, postęp? Szybko zrobiłam to co mi kazała i wyszłam z Amber.
- To od którego zaczynamy?- pokazała mi kilka najdroższych sklepów w galerii, oczywiście jak mogłoby być inaczej.
- Nie wiem, jestem tu tylko pani manekinem.- zaśmiałam się, a ona razem ze mną.
- Nie pani tylko Amber i bardzo jestem ci wdzięczna za pomoc,- powiedziała.
- Violetta.- uścisnęłam jej rękę i poszłyśmy do najbliższego. Musze przyznać, że sukienki są piękne i czuje się w nich naprawdę seksownie. Z tego co wiem to zostały nam tylko cztery sklepy. Gdy wychodzę z przymierzalni oczy Amber się zaświeciły, sama przyznam, że podoba mi się najbardziej, pasuje na mnie jak ulał.
- Tą bierzemy! - zawołała,- Ale idź dalej mierzyć.- nagle do sklepu wszedł szatyn... nie, nie, nie, nie i jeszcze raz NIE. Tylko nie Leon, lustruję wzrokiem cały sklep i zmierza w naszą stronę, wita się z Amber pocałunkiem. Auć, to zabolało w serce, ale wiem, że też powinnam tak zrobić i może właśnie z Tomem... Gdy mnie zauważa sztywnieje.
- Hej.- odzywam się pierwsza ukrywając ból jaki spowodował mi ten widok.
- Hej.- odpowiada speszony.
- Wy się znacie?- pyta nic nie podejrzewająca brunetka, nie pasują do siebie, ale cóż ich wybór.
- Tak ze szkoły, chodziliśmy do jednej klasy.- mówię za mężczyznę, bo on nie wie co powiedzieć.
- I jak się dogadywaliście kochanie?- to pytanie wbiło mi sztylet w serce. Szatyn zaniemówił.
- Byliśmy znajomymi...- kłamię i widzę ból w jego oczach, sam do ego doprowadziłeś!
- Co sądzisz o tej sukience?- zmienia temat, a on patrzy na mnie. Czuje się skrępowana, bo sukienka sięga do połowy ud i jest dość wyraźny dekolt, jest bez ramiączek, dokładnie uwydatnia moja talię i jest koloru czarnego. Jego wzrok śliska się pomiędzy dekoltem, końcem sukienki i moją twarzą.
- Jest przepiękna.- ledwo wydusił.
- Też tak sądzą, a Violu odwróć się.- poleciła. Plecy miałam wycięte do paska stanika.- Dobra możesz iść przymierzać dalej.- wykonałam jej polecenie, ale zostałam trochę dłużej w przymierzalni, musiałam się uspokoić. Leon już o mnie dawno zapomniał, ma dziewczynę, a ja? Nadal to głupio przeżywam... Nie koniec! Od teraz zapominam o nim, o tym, że coś nas łączyło, o tym jak go bardzo kocham kochałam. Teraz jestem z Tomem, może właśnie on jest tym jedynym?

- Strasznie dziękuje ci za pomoc.- mówi Amber tuląc się do Leona.
- Nie ma za co.- wymuszam uśmiech i już chce wrócić do tej cholernej pracy. gdy mnie zatrzymuje.
- Violu poczekaj!- odwracam się w jej stronę zdezorientowana.- To dla ciebie.- wręcza mi jakąś torbę ze sklepu, w której jest ta piękna czarna sukienka.
- Wybacz, ale nie mogę tego przyjąć,- od razu zaprzeczyła.
- Musisz, bo w niej pokarzesz się na balu, który organizuje. Mam nadzieje, że przyjdziesz.- że co? Ja nie chcę spędzać czasu z Leonem i jego dziewczyną.- Jest w piątek.- mam wymówkę.
- Wybacz, ale w piątek kończę trochę wcześniej niż zwykle i jestem już umówiona z chłopakiem na maraton.- gdy powiedziałam o chłopaku oczy Leona lekko przygasły, niech wie, że nie tylko on może mnie ranić.
- A może z nim przyjdziesz?- pyta z nadzieją
- No dobrze.- ciężko wzdycham. Po krótkiej rozmowie żegnam się z Amber całusem w policzek, a Leonowi rzucam bezuczuciowe "pa". Już się boję tego balu...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej!
Mam nadzieję, że wam się podoba.
Jak zwykle nie mam weny na notkę xD
Czekam na wasze opinie.
Do następnego :*

niedziela, 13 września 2015

Rozdział 2

Violetta:
Od samego rana siedzę nad tymi pojebanymi papierami. Nie wierzę, że mam cztery razy więcej pracy przez to, że jakiś debil źle się z nami umówił. Wczoraj musiałam przekładać wszystkie spotkania z następnego tygodnia na dziś i jutro. Jest prawie 12, więc niedługo pójdę na lunch, potem tylko cztery spotkania i będę mogła iść do domu. Od kiedy powiedziałam Fede co się stało trochę mi ulżyło, ale nadal nie zamierzam zmieniać niczego w moim życiu. Ciężko wzdycham i sięgam po kolejny stosik papierów, obiecuję sobie, że to ostatni przed jedzeniem, resztę zabiorę do domu. Po kilkunastu minutach męki energicznie wstaję i prawie, że wrzucam resztę papierów do torby. Wychodzę z gabinetu i kieruje się do wyjścia:
- Idę na lunch, proszę przygotować salę konferencyjną i zaprosić tam wszystkich z którymi jestem umówiona.- rzucam beznamiętnie. 

Gdy idę parkiem moją uwagę przyciąga płacząca brunetka, urodą trochę przypomina włoszkę. Dobra rozumiem jestem dla wielu ludzi zimna suką, ale szkoda mi płaczących kobiet... No tak, wada doświadczeń życiowych. Nagle widzę jak podchodzi do niej jakiś brunet, z daleka słyszę jak krzyczy i zamachuje się na nią. Bez namysłu biegnę w tamta stronę i zatrzymuje jego rękę swoją, wściekły odwraca się. Ma w oczach to samo co mój ojciec, brzydzę się nim. Przerażona kobieta patrzy się na mnie i wzrokiem każe mi uciekać.
- Co ty suko robisz?! Czy kurwa ktoś kazał ci się szmato wpierdalać?!- wrzeszczy na mnie, staram się opanować, ale nie wychodzi mi to.- I co dziwce zabrakło słów? Idź niech przeleci cię ktoś za rogiem i będziesz szczęśliwa.- zadrwił, tego dość. Zgięłam nogę w kolanie i cofnęłam do tyłu, następnie wycelowałam i kopnęłam go z całej siły w jaja, niech nie myśli, że jeśli je ma to jest lepszy. Szybko zwinął się z bólu, aby nie podniósł się tak od razu kopnęłam go szpilką w piszczel.
- Pomyśl zanim jeszcze raz skrzywdzisz jakąś dziewczynę, chuju.- wysyczałam mu w twarz, którą podtrzymywałam dłonią, następnie lewą wymierzyłam mu siarczysty cios w policzek. Szybko podeszłam do zdezorientowanej włoszki.
- Wszystko w porządku?- popatrzyła się na mnie ze zdziwieniem. 
- T-tak. A-ale czemu się za mną wstawiłaś?- była bliska płaczu.
- Nie lubię jak faceci podnoszą rękę lub głos na kobiety.- wymamrotałam.- Powiedz mi tylko szczerzę, czy to pierwszy raz?
- Nie Marco stał się taki rok temu, zawsze się go bałam, więc nie miała odwagi...- jej oczy się zeszkliły.
- Spokojnie. Ale wiesz, że teraz musisz iść na policję?- zapytałam spokojnie.
- Wiem, ale nie chcę, boję się. Nie mam co ze sobą zrobić.- powiedziała na jednym wdechu.- Zabrał mi wszystko.- wyszeptała. Dobra Violetta musisz jej pomóc, przysunęłam się do niej lekko i przytuliłam, zdziwiona wtuliła się ze mnie i zaczęła szlochać.
- Jak coś możesz u mnie zamieszkać, mam wielkie mieszkanie, mieszkam sama i możesz łatwo sprawdzić moja tożsamość.- powiedziałam myśląc nad każdym słowem.
- Mogłabym?- zapytała z nadzieją, jej była potrzebna troska, to jak przed chwilą potraktowałam tego całego "Marco" dodało mi jej zaufania, ale może i lepiej...
- Tak oczywiście, teraz muszę iść na lunch i wrócić do pracy, więc możesz iść ze mną.- zaproponowałam.
- Dziękuję.- powiedziała cicho.- Ale ja nic nie mam.- powiedziała ze wstydem.
- Spokojnie, tak w ogóle jestem Violetta Castillo.- spojrzała na mnie zdziwiona.
- V-violetta Castillo, a-ale wszyscy mówią o tobie źle...- no cóż wszystko się roznosi.
- Czasem taka nie jestem.- zażartowałam i zrobiłam "urażona"minę małego dziecka, Boże co ze mną?! 
- Francesca Cauviglia- zaśmiała się.

Razem z Francescą wracamy do domu z policji, obiecali, że jak go złapią to zadzwonią do mnie. Gdy weszłyśmy do środka pokazałam włoszce jej pokój i zrobiłam kolację, swoja drogą ostatnio robiłam ją jakoś rok temu. Napisałam Fede sms z planem wszystkich wydarzeń jakie się stały, żeby się nie zdziwił jak zobaczy Francescę u mnie. Nagle zadzwonił mój telefon.
- Dobry wieczór, czy mam przyjemność z Violettą Castillo?- kurwa facet nie przymilaj się tak i mów czego chcesz.
- Tak, słucham?- starałam się opanować.
- Złapaliśmy pana Travelli.- och nawet się schować nie umie.
- Dziękuję za wiadomość.- bardzo szybko zbywam facetów, ciekawe czemu? Na pewno nie dla tego, że są ciotami i myślą, że jak mają jaja to mogą wszystko.
- Dobranoc.- rozłączyłam się. Skierowałam się do pokoju mojej "współlokatorki", lekko uchylam drzwi i widzę jak siedzi na łóżku i płaczę.
- Ej wszystko okey?- pytam z troską.
- T-tak, a-ale się b-boję.- wyszlochała.
- Nie ma czego właśnie dzwonił policjant i powiedział, że go złapali.- usiadłam obok,  ona od razu przytuliła się.
- Czemu mi pomagasz?- zapytała naglę.
- Bo mogę, bo chcę.- zaczęłam żartobliwie wymieniać na palcach.
- Opowiesz mi coś o sobie?- zapytała.
- No to tak mam na imię Violetta, mam 24 lat i prowadzę firmę.- uściśliłam.- Teraz ty.
- Mam na imię Francesca, ale błagam mów mi Fran, też mam 24 lata i obecnie nie mam nic.- zaśmiała się smętnie.
~~~~~~~~~~~~
Oto kolejny!
Mam nadzieję, że wam się podoba.
Nie wiem co mam jeszcze napisać.
Wiem, że pewnie za szybko się dzieję, ale zaczynam pisać od zmiany życia Violi.
Jak widzicie nasza dzielna V ratuję Fran.
Może się zaprzyjaźnią?
A może coś pęknie w Violi?
Dobra już nic nie piszę.
Do następnego :*
PS zachęcam do głosowania ;)

sobota, 5 września 2015

Rozdział 21 " Kocham cię "

Możecie mieć mnie za tchórza, ale jak zorientowałam się, że ta sukienka jest od niego to szybko zakończyłam rozmowę i uciekłam. Może zrobiłam źle, ale jak miałam się wytłumaczyć z tej cholernej sukienki?! Wchodzę do windy i gdy drzwi się zamykają szybko wchodzi jakiś mężczyzna. Po całym dniu pracy potrzebuję chwili, żeby rozpoznać, że to Tom, mój "przyjaciel". Znaczy dla mnie jest tylko przyjacielem, ale boję się, że on czuję do mnie coś więcej. Uśmiecha się do mnie i opiera się o przeciwległą ścianę.
- Co tam?- pyta.
- Jak zawsze po ośmiogodzinnej pracy w sklepie, gdzie przychodzą tylko kobiety z duża ilością kasy i myślą, że są lepsze od innych.- narzekam, tylko z nim mogę pogadać na ten temat, nigdy mnie nie skarcił, że w takim razie nie powinnam tam pracować- jak robi to Ludmiła- tylko pociesza, że jak skończę studia to będę mogła sobie pozwolić na jej zmianę, bądź proponuje pomoc w szukaniu innej. Pod tym względem jest naprawdę kochany.
- Wiesz, że jak coś o zawsze mogę ci pomóc w szukaniu nowej.
- Wiem, ale ta jest naprawdę dobrze płatna i muszę znosić tylko nadęte babki i Bry.- to nie jest tak wiele, a gdzie indziej musiałabym naprawdę za taką ilość kasy harować dwa razy więcej.
- Czyli zostajemy przy wersji " Jeszcze tylko kilka lat"- zaśmiał się uroczo.
- Właśnie tak.- kiwam energicznie głową, przy nim nie muszę udawać. No dobra nie powiedziałam mu o Leonie, ani o gwałcie, ale wiem, że mogę na  nim polegać.
- Oj Viola ja cię naprawdę podziwiam.- stwierdza po chwili- Ja bym już dawno zrezygnował.- zaśmiałam się cicho.
- Ale przynajmniej mnie wspierasz, a nawet Lu mnie opieprza o to.- lekko się skrzywiłam.
- Nie przejmuj się, minie jej. Poza tym ona też nie chce, żebyś cierpiała i wydaje jej się, że jak cię zniechęci to wszystko będzie dobrze.
- Dziękuję.- przytuliłam się do niego, zawsze potrafi mnie pocieszyć.
- Właśnie pamiętasz jak tydzień temu odwołałaś spotkanie, bo byłaś zmęczona?- przytaknęłam głową, zawsze w niedzielę oglądamy razem film to jest wieczór dla nas i naszej przyjaźni. Ale tydzień temu Bry zjechała mnie o to, że nie sprzedałam jakiejś babie droższej sukienki tylko taką, w której wyglądała dobrze.- Dziś tak nie ma. Wybrałem nawet film, który powinien ci pasować.
- No dobrze, ale tylko dla tego, że wybrałeś film.- zaśmiałam się. Gdy winda otworzyła się wyszliśmy i weszliśmy do mojego mieszkania, tam się przebrałam i zostawiłam rzeczy. Zamknęłam drzwi na klucz i ruszyliśmy do mieszkania Tom'a, które było pięć pięter wyżej.

Siedzimy na kanapie i śmiejemy się co chwilę, rzeczywiście wybrał idealny film, aby mnie dzisiaj rozbawić.
- Zawsze mnie dziwi to, że ciągle jesteś uśmiechnięta.- mówi nagle.
- No cóż, wada wrodzona.- śmieję się, patrzy na mnie i lekko się przybliża.
- Kocham cię Violetto Castillo.- mówi wprost w moje usta. Co ja mu powiem?! Viola los daje ci szanse, możesz znowu spróbować być w związku, Leon już nie ma prawa wstępu do twojego serca, stracił swoją szansę, a Tom? Przecież jest naprawdę kochany, nigdy mnie nie zranił, zawsze wspierał, wie o mnie prawie wszystko.
- Ja ciebie też.- przychodzi mi to trudno, ale muszę zrobić jakiś postęp, więc to najlepsza okazja.
- Ty mnie co?- pyta szczęśliwy.
- Ja ciebie też kocham Tomie.- bez namysłu wbija się w moje usta nie opieram się oddaję pocałunek, ale jednak Leon całował o wiele lepiej nie Violetta, Leon to już przeszłość teraz jest Tom. Resztę filmu obejrzeliśmy wtuleni, a po seansie mimo oporu Toma wróciłam do siebie.
- W ja się wpakowałam?!
~~~~~~~~~~~~~~
Wybaczcie, że taki krótki i do kitu, ale jak mówiłam nie mam za dużej weny na to opowiadanie.
Jak widzicie publikuję dziś kolejny rozdział, ale nie przyzwyczajacie się xD
Po prostu trochę mnie nie było i nie ukrywam, że trochę was ubyło.
Ale i tak się cieszę, że nie wszyscy mnie opuściliście.
Do następnego :*

piątek, 4 września 2015

Rozdział 1

Dwudziestoczteroletnia szatynka idzie do pracy. Ma własną firmę, która zajmuje się dekoracją wnętrz, jest ona dość popularna. Niestety jak pewnie myślicie jej wcześniejsze życie zmieniło ją i to dość mocno. Nigdy nie miała chłopaka, zawsze ich odtrącała, bojąc się cierpieć jak matka, o przyjaciółkach też zapomniała. Oboje z Federico umówili się, że nie będą rozpowiadać jak było, zachowają to dla siebie i osób im naprawdę bliskim. Właśnie a jak już jesteśmy przy szatynie, znalazł dziewczynę trzy lata temu- Ludmiłę. Bardzo się kochają, a blondynka jako jedyna wie co przeżywało rodzeństwo jako dzieci, zawsze starała się pomóc Violetcie, ale ona ją odtrącała- jak innych. Taka się właśnie stała, zimna, poważna, nie potrzebująca nikogo. Nawet sama dźwigała zakupy na sam szczyt wieżowca, w którym mieszkała- dwudzieste dziewiąte piętro. Czasem zdarzało się, że winda nie działała, ale nawet wtedy nie prosiła o pomoc chociażby Fede, tamten moment zmienił ją bardzo, nie do poznania. Nawet szatyn nie mógł już uwierzyć, że to ona była kiedyś kochaną, otwartą i śmiało proszącą o pomoc go siostrą. Nagle szatynka wpada w dół i łamie się jej szpilka.
- Cholera!- wrzeszczy cicho.- Nie mam innych, a i tak zaraz się spóźnię.- syknęła sama do siebie. Nie myślała długo szybko ściągnęła oba buty i szybkim krokiem ruszyła do sklepu w pobliżu Trudno, spóźnię się chwilę, ale przynajmniej będę miała buty, bo nie zamierzam się pokazywać na boso. Pomyślała zła. Szybko weszła do środka i skierowała się w odpowiednią stronę, szybko wybrała czerwone, wysokie szpilki, takie bardzo lubiła. Zmierzyła i podeszła do kasy.
- Dzień dobry.- przywitała się urocza blondynka.
- Dobry.- burknęła i szybko wyciągnęła kartę- Od razu założę je na nogi.- powiedziała, gdy kobieta chciała zapakować. Zapłaciła odpowiednią ilość pieniędzy i wyszła w nowym obuwiu, a stare wylądowały w koszy na przeciwko sklepu. Sprawdziła godzinę na zegarku. Super, teraz jak nie wezwę taxi to będzie po projekcie. Wściekła wyciągnęła telefon z torebki i zadzwoniła.
- Dzień dobry, chciałabym zamówić taxi.- powiedziała szybko.
- Um, oczywiście proszę poczekać dosłownie chwilkę, bo właśnie nasz kierowca jest niedaleko.- powiedziała kobieta. Super kolejny facet, od którego jestem uzależniona. Ta myśl wprawiała ją w wściekłość.
- Wie pani co, może jednak podziękuję.- powiedziała i rozłączyła się szybko. Cisnęła komórką do torby i szybkim tempem ruszyła do firmy. Zawsze unikała takich momentów gdzie to ona była uzależniona od jakiegokolwiek facet, nawet Fede. Oczywiście oprócz pracy, tam nie miała wyboru, bo jej firma dawno by splajtowała.

Gdy weszła do swojego gabinetu od razu zauważyła wysokiego bruneta.
- Przepraszam za spóźnienie, ale była to naprawdę ważna sprawa.- Przecież mu nie powiem, że but mi się zepsuł i wolałam przyjść na pieszo niż jechać taksówką, bo musiałabym czekać na jakiegoś pojebanego faceta.
- Dobrze, nic się nie stało, bo jak się okazało nasz współpracownik nie doleciał dzisiaj.- powiedziała spokojnie.
- Czyli nic nie zrobimy, bo ktoś jest poza krajem?- starała się ukryć wściekłość.
- Tak, ale spokojnie, jeszcze nie mamy nawet wyznaczonego miejsca, ani czasu. A za tydzień powinniśmy być już wszyscy.- powiedział ze spokojem. Kurwa, wspaniale! Jakiś face zawalił, a ja pędziłam głupia na łeb i szyję, aby tylko nie stracić tak ważnego przedsięwzięcia. 
- Czyli widzimy się za tydzień?- chciała jak najszybciej pozbyć się nie chcianej przez nią osoby.
- Tak, do widzenia.- odpowiedział uprzejmie i wstał z fotela.
- Do widzenia.- również wstała i podała mu rękę, uścisnął ją i wyszedł.- Jak zawsze wszystko zawalają faceci.- syknęła już sama do siebie.

Reszta dnia minęła jej dość szybko i zanim się obejrzała była już w apartamencie. Gdy była w kuchni, zadzwonił dzwonek. Niechętnie podeszła do drzwi i otworzyła je, oczywiście przed drzwiami stali Fede i Lu.
- Hej- powiedzieli razem, często przychodzili do niej bez zapowiedzi, gdyż bali się o nią.
- Ja naprawdę nie potrzebuję żadnego towarzystwa.- powiedziała zła.
- Kiedy ty zrozumiesz, że się o ciebie martwimy.- powiedział Fede.- To co było już nie ma znaczenia, było minęło. Przestań to wreszcie rozpamiętywać.- powiedział na jednym wdechu.
- Tobie to tak łatwo przyszło.- fuknęła dość skutecznie denerwując brata.
- Czy masz kurwa masz zamiar do końca życia przeżywać krzywdy mamy, a nie swoje. Przecież do cholery on nic ci nie zrobił.- wrzasnął.
- Łatwo ci powiedzieć, bo ciebie nie zgwałcił.- po chwili się zorientowała, że powiedziała mu coś o czym nigdy nie chciała, prawdę. Gdy matka wyzdrowiała, poszli do nowej szkoły, nowe miasto, rozwód. Lecz pewnego dnia rano ojciec ją porwał i brutalnie zgwałcił. Od tamtej pory stała się taka.
- C-co?!- zapytał przerażony, stał jak wryty i ledwo wypowiedział jedno słowo.
- Nie ważne, idźcie już.- wskazała drzwi, znów chciało jej się przez to płakać, często właśnie to robiła po nocach. Ludmiła nic nie mówiąc podeszła do niej i przytuliła ją, nigdy nie widziała szatynki ze łzami w oczach. To co zdziwiło blondynkę to to, że Violetta jej nie odepchnęła tylko przytuliła się jak mała dziewczynka i nie wytrzymała, zaczęła płakać.


Właśnie cała trójka siedzi na kanapie i ogląda jakąś komedię. Ludmiła z Federico tulą Violettę, teraz kiedy już wiedzą wszystko chcą jej pomóc dając miłość. Szatynka cieszy się, że wreszcie mogła wyrzucić z siebie coś co ciążyło jej kilkanaście lat.
- Idę po sok, chcecie?- zapytała Lu, oboje przytaknęli głowami.
- Czemu wcześniej mi nie powiedziałaś?- zapytał gdy byli sami.
- Bo nie chciałam znów wam przypominać.- powiedziała tym samym głosem jak kiedyś.
- To dla tego się taka stałaś?- zapytał niepewnie.
- Tak, bo tylko tak mogła to zatrzymać dla siebie. Gdybym dalej była taka jak kiedyś dowiedziałbyś się wcześniej, ale nadal nienawidzę facetów.- zażartowała lekko. Przytulił ją tylko mocniej.
- Kocham cię siostrzyczko.
- Ja ciebie też braciszku.- te dwa zdania znaczyły dla nich dużo, zawsze jako dzieci tak mówiły do siebie.  Podczas kolejnego filmu zasnęła, a szatyn i Ludmiła poszli do pokoju gościnnego, lecz przed tym Federico zaniósł siostrę do jej pokoju i ułożył wygodnie na łóżku. 
~~~~~~~~~~~~~
Oto kolejny.
Mam nadzieję, że wam się podoba.
Jak widzicie od razu zaczyna się coś dziać, ale mam nadzieję, ze jest spoko.
Proszę was o opinie w komentarzach.
I o odpowiedź w ankiecie, tylko szczerzę mówiąc na razie mam większą wenę na to opowiadanie. 
To do następnego :*

wtorek, 1 września 2015

WAŻNE!!!

W pasku obok dodałam notkę oraz nową ankietę. Jest ona bardzo ważna dla mnie, więc BARZO was proszę o udzielenia w niej głosu. Macie czas do 10 listopada, w tym czasie będę starała się dodawać oba po równo. Chyba, że napiszecie w komentarzach, aby któreś było częściej. Z góry dziękuję i mam nadzieję, że poświęcicie mi te kilka sekund z waszego życia :)
W weekend ukaże się kolejny rozdział tylko, że nowego opowiadania, gdyż musicie się z nim trochę zapoznać.
To do następnego posta :*

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Prolog

- Mamusia z tatusiem znowu się kłócą- mówi Viola do swojego starszego brata Fede.- Myślisz ze znowu będzie musiała uciekać?
- Nie martw się mała. Spróbuj zasnąć, dzisiaj nic się nie stanie.
- Ale proszę  powiedz mi czy dzisiaj tatuś znowu zbije mamę, czy mamusia będzie musiała uciekać?
Zmęczony chłopiec musiał uspokoić siostrę. Mała brązowowłosa zawsze martwiła się ale on wiedział ze jego 3 letnia siostra nie rozumie wiele. Po prostu dziewczynka się boi, a on jako starszy brat miał za zadanie pomóc małej. Te 2 lata różnicy czyniły go bardzo dorosłym i odpowiedzialnym za dwie kobiety ważne jego życiu mała brązowooką co człapała z anim jak wierny pies w wielkimi oczami i matkę, wiecznie przestraszoną kobietę, która gotowa była bronić dzieci jak lwica.
- Chodź do mnie, połóż się- chłopiec przytulił małą- Idź spać i nie martw się, ja będę blisko ciebie.

czwartek, 13 sierpnia 2015

Rozdział 20 " Zobacz co zrobiłeś mi z sukienką."

Pięć lat później:
Właśnie idę na spotkanie z Ludmiłą, jak zawsze trochę się spóźnię. Nie wiem co jest ze mną nie tak, ale zawsze zaczynam szykować się za późno... Przez te pięć lat dużo się zmieniło. Straciłam kontakt prawie z cała paczką, ta lafirynda i Leon zniszczyli wszystko. Został mi tylko Lu, Fran i Fede oraz Diego. Oczywiście nadal wszyscy są razem szczęśliwi, tylko ja miałam pecha. Niby próbował mi tłumaczyć, że to nie tak, że mnie kocha, ale za chwilę znów widziałam ich razem. Obecnie mieszkam w Los Angeles tak przeprowadziłam się rozmachem, ale jak poszło się na najlepsze studia projektanckie w całych Stanach Zjednoczonych to się trzeba poświęcać. Dla tego nie mam kontaktu z Cami, ona tego nie rozumiała. Na szczęście Lu poszła tu na modeling, a Fran z Diego studia ekonomiczne jedne z lepszych też w LA, a Fede

piątek, 10 lipca 2015

Rozdział 19 " Nie mam gdzie mieszkać"

- Lu ja... Nie chcę widzieć Leona na oczy.- wyznałam wreszcie.- Błagam cię zrozum mnie.- westchnęła.
- Ale ty też musisz zrozumieć, że nie zawsze masz okazje do zwiedzania kraju o którym marzyłaś.- powiedziała.
- A jeśli aż tak boli to co zrobił Leon i nie chcesz z nim gadać to ci... pomożemy.- wtrącił się Fede, a Lu przytaknęła.
- Wybaczcie, ale nie.- powiedziałam z ciężkim sercem.- Wiem, że ta wycieczka jest marzeniem wielu ludzi, ale Leon
- To nie jest powód żeby z niej rezygnować.- przerwała mi blondynka.
- No dobrze...- nie wiem czy dobrze robię, ale może Lu ma racje?
- Jej. Wiedziałam, że masz głowie na karku.- ucieszyła się i uścisnęła mnie.

piątek, 19 czerwca 2015

Rozdział 18 " To już koniec " + ważna infornacja.

Dobra to nie jest śmieszne od dwóch godzin szukamy chłopaków, bo okazało się, że żadna z nas nie ma przy sobie telefonu. Właśnie przechodzimy przez jakiś park.
- Ej to nie ma sensu.- stwierdziłam.- Teraz całkowicie nie wiem gdzie jesteśmy.
- Myślałam, że wiesz, bo ja straciłam tą wiedzę kilkanaście minut temu.- obie zaczęłyśmy panikować.
- Dobrze wiedzieć...- zakpiłam.
- Ej sama mogłaś uważać.- powiedziała lekko poirytowana.
- Chce mi się jeść i pić, nie mamy żadnych drobnych.- zaczęłam wyliczać na palcach- A w dodatku nie wiemy gdzie jesteśmy i nie ma z nami chłopaków!- krzyknęłam jej w twarz.

wtorek, 12 maja 2015

Notka...

Wybaczcie, że dopiero teraz, ale prawie w ogóle nie mam czasu. Więc przejdźmy do szczegółów.
Zawieszam bloga! Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie, ale jak już mówiłam:
  • Niestety, ale brak czasu.
  • Brak weny, nie wiem czemu, ale nie mam pomysłu jak zapisać kolejny rozdział.
  • No i to, że ostatni rozdział skomentował tylko anonimek i wygląda to tak jakby tylko on czytał. Jeśli tak jest to proszę napiszcie mi o tym  w komentarzach, to przestanę dawać szantażyki, oraz ustalę dni, w których będą pojawiać się posty.
Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie i odezwiecie się w komentarzach jak chodzi o ostatni punkt. Postaram się wrócić do końca maja z nowymi rozdziałami i pomysłami. A może jak wrócę to urządzę konkurs? Czekam na wasze opinie w komach.

piątek, 24 kwietnia 2015

Rozdział 17 " Zgubiliśmy się ! "

Właśnie siedzę w samolocie. Fran się do mnie nie odzywał i nawet nie przyszła, Lu mówi, że jej przejdzie i nie ma się co przejmować. Myśląc nad całą tą sytuacją zaczynam się robić coraz bardziej śpiąc, aż w końcu opieram głowę o ramię Leon'a i zasypiam.
- Kochanie, zaraz lądujemy, musisz już wstać.- budził mnie swoim melodyjnym głosem.
- Jeszcze chwilę.- powiedziałam jak małe dziecko, a on cicho się zaśmiał i pocałował mnie namiętnie. Oczywiście oddałam pocałunek, a on odsunął się ode mnie, spojrzałam na niego zdezorientowana.
- Widzisz, obudziłem cię.- szepnął mi do ucha, a ja uśmiechnęłam się.
Kilka godzin później , hotel:
Właśnie rozpakowuję się z Lu. W końcu Antonio stwierdził, że ja będę z Lu w pokoju, a Fede z Leon'em. Pewnie w nocy wyjdzie i tak inaczej, ale... No co?! Nagle Lu uderzyłam mnie poduszką.
- Ej!- spojrzałam zdezorientowana w jej stronę.

czwartek, 23 kwietnia 2015

OS " Marzenia się spełniają " z okazji 5tys. wyświetleń!!! CZ. I

On- 20 latek znany aktor i piosenkarz. Gra w zespole All For You wraz z przyjaciółmi. Marzy o prawdziwej miłości nie mam dziewczyny.

Ona- 18 latka szara myszka. Ma niezwykły talent muzyczny, ale wiedzą o nim tylko jej przyjaciółki Lu i Fran, bo jej rodzice nie żyją. Wraz z Lu uwielbiają zespół All For You i marzą o poznaniu ich.

Violetta:
Właśnie idę z Lu do kawiarni, bo Fran ma dla nas jakąś niespodziankę, aż się boję.
- Jak sądzisz co Fran ma na myśli mówiąc "mała niespodzianka".- zaczęłam.
- Nie wiem, sama się boję.- zaśmiała się i otworzyła drzwi kawiarni.
- No wreszcie jesteście.- krzyknęła uradowana Włoszka.
- Fran spokojnie.- powiedziałyśmy na raz.
- Siadajcie, bo ta wiadomość zwali was z nóg.- powiedziała, a ja się lekko przeraziłam, usiadłyśmy z Lu naprzeciwko Fran.
- No więc.- pospieszyła ją blondynka.
- Mam trzy bilety na koncert All For You!- wszystkie pisnęłyśmy z radości, tak bardzo chciałyśmy tam pójść.- Ale to nie wszystko.- powiedziała jeszcze szczęśliwsza, a ja z Lu wstrzymałyśmy oddech na chwilę.- Nie będziemy patrzyły na nich jak inni, cały czas będziemy za kulisami i będziemy mogły z nimi gadać między piosenkami.- pisnęła, a my zrobiłyśmy to samo.
- Fran jak ty to zrobiłaś?- zapytałam nie dowierzając.
- Ale to też dzięki wam.- powiedziała już spokojnie jakby bała się mojej reakcji.- Bo wiecie jak ostatnio śpiewałyśmy to nagrałam nas i wysłałam na konkurs, który wygrałyśmy. Nie złość się Vils.
- Spoko i tak nie wiedzą, która to ja.- powiedziałam spokojnie, a Fran się skrzywiła.
- No właśnie mamy z nimi zaśpiewać jedną wszystkie i każda duet z jednym z członków zespołu.- powiedziała cicho.
- To wspaniale!- krzyknęła Lu.
- Jezu poznamy All For You!- krzyknęłam szczęśliwa.
- Nie złościsz się.- spytała mnie Fran.
- Nie. Dziękuję ci za wszystko.- powiedziałam radosna, wszystkie się przytuliłyśmy. Nie mogę uwierzyć poznamy All For You i jeszcze z nimi zaśpiewamy! Po kilku godzinnych ploteczkach wracamy z Lu do domu, tak mieszkam z nią.
- Lu nie wierzę, że już pojutrze poznamy All For You!- tak nadal to przeżywam.- Tylko muszę jakoś poćwiczyć śpiewanie przed ludźmi.- jak to powiedziałam Lu zatrzymała się.
- Spoko, obie poćwiczymy.- uśmiechnęła się chytrze.
- Już się boję.- powiedziałam widząc jej minę.
- Zaczynaj, śpiewamy... hmm...- zaczęła myśleć.- O już wiem! "Want U Back".- powiedziała radośnie.
- Ale Lu.- chciałam się wymigać, bo było dość sporo osób.
- Żadne Lu, zaczynaj!- jak zawsze kochana przyjaciółka. Nie mając wyjścia zaczęłam śpiewać, ludzie patrzyli się na nas na początku dziwnie, ale potem zaczęli się schodzić na około nas. Czułam się świetnie, muszę przyznać, że żałuję tego, że dopiero teraz wiem jak to jest wspaniale pokazywać ludziom jaki ma się talent.

Właśnie jedziemy na koncert, musimy być kilka godzin wcześniej, żeby poćwiczyć i poznać chłopaków. Boże jak się cieszę, wszystkie trzy ledwo siedzimy i nie możemy się doczekać jak dojedziemy na miejsce. Wreszcie jesteśmy!!! Właśnie jakiś miły pan o imieniu Pablo prowadzi nas za scenę.
- Hej chłopaki, jak tam jest trema?- zapytał jak weszliśmy.
- Nie szczególnie, że są z nami wszyscy z naszej klasy.- powiedział Leon, tak wiem jak się wszyscy nazywają, oprócz ich klasy. Szkoda trochę, że są jeszcze inny ludzie, ale poznamy ich część życia.
- Pamiętacie konkurs?- zapytał Pablo.
- Tak, właśnie kto wygrał?- spytał Fede, a Lu złapała się mnie, żeby nie upaść.
- Trzy dziewczyny.- powiedział i spojrzał na nas.- No możecie wejść.- otworzył nam drzwi. Weszłyśmy po kolei, oczywiście pierwsza wepchnęła się Fran, potem Lu, a ja na końcu.- To jest Francesca, Ludmiła i Violetta.- powiedział, a my czułyśmy wzrok innych na nas.- Razem śpiewacie " En gira ". Słuchałem dokładnie waszych głosów i wydaje mi się, że Francesca zaśpiewa z Diego " Yo soy asi ".- Fran nie wytrzymała i pisnęła ze szczęścia i rzuciła mi się w ramiona.- Ludmiła z Fede " Rescta mi carazón "- Lu zrobiła to samo, a ja zaśmiałam się cicho, bo musiało to śmiesznie wyglądać- A Violetta z Leonem " Podemos "- chciałam skakać ze szczęścia, bo według mnie właśnie Leon jest najprzystojniejszy, ale musiałam się jedyna jakoś zachować.- Teraz macie chwilę na poznanie się i za około pół godziny widzimy sie na scenie na próbie.- powiedział do nas i wyszedł. A dziewczyny spojrzały na mnie błagalnie, żebym powiedziała coś, bo one nie są w stanie. Cicho się zaśmiałam.
- To tak ja jestem Vilu, a to Fran- pokazałam na nią.- a to Lu.- obie się uśmiechnęły, a ja zaczęłam się śmiać. Za co dostałam knykcia w żebra.- Ej!- krzyknęłam cicho, ale wszyscy zaczęli się śmiać razem ze mną.
- Ja jestem Leon, to Fede, Diego, Maxi, Andreas.- pokazywał po kolei, ale my to już wiedziałyśmy- Broadway, Cami, Naty i Lara- pokazał na grupkę, pewnie ich reszta klasy.
- To co robimy?- zapytał Fede.
- Może pokarzecie jak śpiewacie?- zadał pytanie Diego.
- Spoko.- odpowiedziała Fran.- która pierwsza ?
- Viola.- powiedział Leon, o Boże. Dziewczyny odsunęły się ode mnie.
- Co?- zapytałam dziewczyn, to musiało wyglądać komicznie.
- Tą najnowszą " Supercreativa "- powiedziała Fran. Zaczęłam śpiewać, a wszystkim opadły szczęki.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No hej!
Wybaczcie mi, że dopiero teraz, ale nie mogłam wcześniej.
Mam nadzieję, że podoba wam się OS z okazji 5 tys. wyświetleń!!!
Dziękuję wam za to, bo bez was by się nie udało. 
Mam nadzieję, że podobają się wam moje opowiadania.
Kolejny rozdział postaram się dodać dość szybko, ale mam tylko połowę, tak opublikuję go choć nie ma tych 5 kommów. Ale dlatego, że jest, aż 5 tyś. wyświetleń.
Ale zastanawiam się się czemu nie ma nawet ty 5 komentarzy.
No nic na dziś to tyle.
Buziaczki i do następnego Julia :*

piątek, 17 kwietnia 2015

Kolej blog ! :)

Hej oto kolej mój blog, tym razem jest on z Natalią Comello. Oczywiście o Leonetcie xd. serdecznie was zapraszam ;)
A oto on [link] 
 

wtorek, 14 kwietnia 2015

Rodział 16 " Wyjdź "

Właśnie idziemy do Stud!a. Dzisiaj jest dość ważny dzień dla mnie, właśnie dzisiaj jest konkurs i cztery osoby które wygrają jadę do Hiszpanii na tydzień. Oczywiście będziemy śpiewać i tańczyć, w końcu to szkoła dla osób utalentowanych muzycznie. Brawo Violu! Drwi ze mnie moje podświadomość. Nagle słyszę jak ktoś mnie woła, odwracam się i widzę Cami i Fran. Szybko się przywitałyśmy i zaczęłyśmy gadać.
- Leon, Marco chciał coś od Ciebie.- powiedziała Fran w stronę mojego ukochanego, a ten skinął głowa i poszedł w stronę klasy. 
- No kochana, opowiadaj.- zaczęły na raz, Fran serio?
- Ale co mam wam opowiadać?- podroczę się z nimi, poza tym co mam im powiedzieć ?
- No jak było z Leonem.- zaczęła Cami.
- Fran powiedziałaś Cami?- zapytałam lekko zdziwiona.
- Nie.- zaśmiała się.- Powiedziałam wszystkim dziewczyną z paczki.-  Czego się spodziewałaś? Znowu moja podświadomość.
- No oczywiście.- zaczęłam
- No nie gniewaj się.- powiedziała szybko Fran.- To normalne, ja już z Marco tez przeżyłam.- a ja się zdziwiłam.
- Cco? Ale kiedy?- nie mogłam pozbierać myśli, zawsze myślałam, że Fran jest najbardziej poukładana z nas wszystkich.
- Posłuchaj, byłam pewna, że go kocham.- powiedziała jakby się nic nie stało.

piątek, 10 kwietnia 2015

Blog?

Hej, wiem, że długo nie było rozdziału, ale nadal nie ma odpowiedniej ilości komentarzy :(
Ale nie po to teraz piszę.
Mam propozycję mam nadzieję, że ktoś będzie zainteresowany pisaniem ze mną bloga.
Oczywiście nie tego, tylko innego z inną historią itd. 
Jak do tej pory o Leonettcie i innych parach.
Jeśli jest ktoś chętny to zapraszam do wysłania mi waszego krótkiego pomysłu na opowiadanie, albo linka do waszego bloga na mojego maila:
jverdas2001@gmail.com
lub na GG:
 52391851
Zapraszam :)

PS. Nie długo postaram się dodać rozdział, bo mam już około połowy, ale jeśli pod następnym nie będzie odpowiedniej ilości to nie dodam tak rozdziału. To mnie naprawdę motywuje do pisania. Już niedługo 5 000 wy,świetleń, może jakiś OS lub konkurs ? Niedługo się sami dowiecie ;)

niedziela, 5 kwietnia 2015

Czemu?

Pewnie nazwa post nic wam nie mówi, jednak już wam tłumaczę. Nie ma ani jednego komentarza, czemu? Tak źle piszę ? Myślałam, że podoba się wam to opowiadanie. Z resztą dopóki pod ostatnim rozdziałem nie znajdą się te cztery komentarze, to nie pojawi się next.  
Życzę wam mokrego dyngusa, bo już za późno na dzisiejsze życzenia, mądra ja xd.
Do zobaczenia, mam nadzieję, że nie długo. 

niedziela, 29 marca 2015

Nowy Blog!



Jak w tytule przychodzę do was z nowym blogiem. Razem z Mrs. Pain piszemy blog i mam nadzieję, że odwiedzicie nas i ocenicie ;)
leonetta-milosc-nas-zmienia.blogspot.com
Zapraszam :)
Znalezione obrazy dla zapytania leonetta 2015

sobota, 28 marca 2015

Rozdział 15 " Wyjątkowy dzień " +18

Właśnie siedzimy z Leonem na kanapie i oglądamy film. Jutro minie nasze sześć miesięcy razem i właśnie wtedy mam zamiar oddać Leonowi swoje dziewictwo. Z moich rozmyśleń wyrwał mnie aksamitny głos Leona.
- Kochanie, co jutro roisz?- zapytał
- Jutro jeszcze nic, a co?
- To może poszłabyś ze mną do kina?
- Czy mam się czuć zaproszona na randkę?- zaśmiałam się.
- Może.- zaśmiał się.
- Jeśli chodzi o randkę to oczywiście, że tak.- zaśmiałam się. On nic nie powiedział tylko bardzo namiętnie mnie pocałował. Szybko oddałam pocałunek i oddawałam każdy, usiadłam na jego kolanach, a on zszedł z pocałunkami na szyję. Odchyliłam ją, aby miał lepszy dostęp, było mi ta przyjemnie, niestety musiałam to przerwać, bo to dopiero jutro. 
- Leoś, nie mogę dzisiaj.- powiedziałam szybko.

sobota, 21 marca 2015

LBA # 1

Dzięki za nominację ;) Jest to moje pierwsza.

1. Ile masz lat?
- Rocznikowo 14 ;)
2. Jak długo prowadzisz bloga?

- Już pół roku, szybko zleciało.
3. W jakim województwie mieszkasz?

- W Dolnośląskim.
4. Fedemiła VS Diecesca?

- Szczerze to obie pary :)
5. Ulubiony kolor?

- Mam dwa niebieski i fioletowy.
6. Czytasz mojego bloga? Jak tak to co o nim sądzisz?

- Tak czytam i sądzę, że jest świetny ;)
7. Jakie jest twoje życiowe motto?

- "Co Cię nie zabije to Cię wzmocni i tak trzeba iść pod górkę" chyba od dziecka mam to samo.
8. Masz drugą połówkę?

- Niestety nie.
9. Jak masz na imię?

- Julia
10. Ulubiona postać żeńska z serialu oprócz Violetty?

- Sądzę, że Francesca
11. Masz rodzeństwo?

- Tak mam dwójkę rodzeństwa, tylko są ode mnie starsi.

Ja nominuję:
leonettamiamor.blogspot.com
te-qiuero-leonetta.blogspot.com
te-amo-violetta.blogspot.com
leonetta-love-forever.blogspot.com
newstoryaboutleonetta.blogspot.com


 Moje pytania:
1. Ile masz lat?
2. Jak masz na imię?
3. Masz rodzeństwo?
4. Co się stało, że zaczęłaś pisać?
5. W jakim województwie mieszkasz?
6. Jakie jest twoje moto?
7. Czytasz mojego bloga, co o nim sądzisz?
8. Czy masz jakieś inne blogi?
9. Co najbardziej lubisz robić w wolnym czasie?
10. Jaki przedmiot najbardziej lubisz?
11. Jaki masz kolor włosów :P

piątek, 20 marca 2015

Rozdział 14 " Czuję, że ten dzień będzie wyjątkowy "


Obudziłam się, a Leoś jeszcze spał wyglądał przy tym słodko. Spojrzałam na zegarek, jej już 10, postanowiła, obudzić Leona. Zaczęłam go lekko szturchać, nic, 
- Leoś wstawaj.- powiedziałam łagodnie i pocałowałam go w policzek, nic. W końcu usiadłam na nic okrakiem, nic. Pocałowałam go w usta, a on od razu oddał pocałunek, nawet pogłębił i nie wiem kiedy byłam na dole.- Nie ładnie tak oszukiwać.- powiedziałam gdy się oderwaliśmy.- Jeszcze leże pod tobą, a t ja Cię budziłam.- powiedziała udając obrażoną.
- Wiesz kochanie czemu?- pyta mnie cwaniacko, a ja w odpowiedzi kiwam przecząco głową.- Bo jak bym się obudził, to od razu byś wstała i nie mógł bym

niedziela, 15 marca 2015

Rodział 13 "Ty debilu" + ważna sprawa

Znalezione obrazy dla zapytania leonetta
- Kochanie.- zaczęłam i w jego oczach zauważyłam te iskierki szczęścia.- Nie mam powodu być na Ciebie zła.- powiedziałam i pocałowałam go, a on oddawał każdy pocałunek, które stawały coraz brutalniejsze, że aż pod ich siłą położyłam się na łóżku, a Leon na mnie, gdy nagle ktoś wszedł do pokoju. Szybko się od siebie oderwaliśmy i zobaczyliśmy Fran. Co ona tu robi? Popatrzyła na na zmieszana.
- Przeszkadzam?- zaczęła się powoli wycofywać.
- Nie, o co chodzi.- zapytałam od razu, a ona przestała się wycofywać.
- Chciałam zaprosić Cię na zakupy.- powiedziała powoli.
- Niestety mamy inne zajęcie na dziś.- spojrzała na mnie dziwnie.- Musimy powiedzieć Cami coś o Brodwey'u.- wyznałam.- Leon powiedział mi powiedział, że [...] i dla tego musimy powiedzieć o tym Cami.- gdy skończyłam Fran miała

piątek, 13 marca 2015

Rozdział 12 "Uważajcie na Brodweya"



Kolejka się zatrzymała, nie powiem trochę się przestraszyłam, ale od razu Leon mnie objął ramieniem jakby wyczuł, że czuję strach.
- Nie bój się.- powiedział spokojnie.
- Leon, mam pytanie, które mnie nurtuje już od dłuższego czasu.- zaczęłam teraz nie ma już odwrotu i muszę zapytać, a on mi odpowiedzieć.
- Słucham?- on też się trochę denerwuje tym pytaniem wiem, że teraz nie mam odwrotu i muszę je zadać.
- Czemu jesteś taki miły dla mnie?- powiedziałam na jednym wdechu. Leon też wziął głęboki oddech i spojrzał na mnie, lekko się przybliżając.
- Po prostu od dłuższego czasu podobasz mi się, ale źle do tego podeszłem, za kogoś radą i Cię raniłam,lecz ciągle kochałem. Jak w drugiej klasie powiedziałaś, że coś do mnie czujesz wcześniej ktoś powiedział, że będziesz chciała mnie ośmieszyć, więc się bałem.- wyznał, a moje serce się ucieszyło.- Proszę powiedz coś.- dodał po chwili.
- Leon.- zaczęłam, ale nie byłam wstanie dokończyć, gdyż mi przerwał.
- Może nie powinienem Ci tego mówić.- zaczął się wycofywać.- Pewnie już nic o mnie nie czujesz i szczerzę to nie dziwię Ci się.- mówi to bardzo szybko.
- Leon.-znowu spróbowałam.
- Nie Viola, nie było tematu, nie chce stracić naszej przyjaźni.- powiedział, a po moim ciele rozeszło się przyjemne ciepło.- Choćby tylko.- dodał ciszej, aby nie usłyszała, ale mu się nie udało.
- Leon.- próbowałam po raz trzeci.
- Nie Viola...- chciał jeszcze coś powiedzieć, więc szybko złapałam Leona za kołnierzyk od koszuli i mocno przyciągnęłam do siebie. Zaskoczony dopiero zdał sobie sprawę z tego co się właśnie dzieje i od razu oddał pocałunek, pogłębiając go przy tym. Całowaliśmy się tak przez dłuższą chwilę.
- To za to, że nie dałeś mi dojść do słowa.- powiedziałam po oderwaniu.
- W takim razie częściej nie będę Ci pozwalał mówić.- powiedział uśmiechnięty.
- Już nie musisz.- powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego, a on tym razem przyciągną mnie do siebie i pocałował, tym razem dłużej i namiętniej, dy zabrakło powietrza i lekko uchyliłam usta wtedy wykorzystał ten moment i zaczął pieścić swoim językiem moje podniebienie i zaczął mnie zachęcać do wspólnej zabawy, nie długo przyjęłam zaproszenie i zaczęliśmy "walczyć" oczywiście wygrał Leon.
- Kocham Cię Violu.- powiedział po oderwaniu.
- Ja Ciebie też kocham.- powiedziałam.
- Zostaniesz moją dziewczyną.- zaczął nie pewnie.
- Tak. -powiedziałam szczęśliwa i w tym samym momencie co mu odpowiedziałam kolejka ruszyła, a zaczęliśmy się śmieć. Potem poszliśmy do domu strachów i Leon cały czas mnie tulił. Po kilku godzinach wróciliśmy do domu i usiedliśmy na jego łóżku.
- Podobało Ci się dzisiaj?- spytał p chwili.
- Tak,a najbardziej na zepsutej kolejce.- powiedziałam, a Leon uśmiechną się jeszcze bardziej.
- Mi też.- przyznał i położył się, ja zrobiłam to samo, tylko głowę miałam na jego ramieniu.- Nie mogę uwierzyć, że to się dzieje na prawdę.- wyznał szczęśliwy.
- Czemu?- zapytałam ciekawa.
- Bo na początku bardzo źle Cię traktowałem.- wyznał ze skruchą.
- Tego co było nie ma co sobie przypominać, teraz jest inaczej.- powiedziałam i poczułam jak się uśmiecha.
- Tylko nie mów nikomu.- zaczął- To muszę Ci powiedzieć, bo to powinnaś wiedzieć.- zaczął.
- No słucham.- powiedziałam i przewróciłam się na brzuch, żeby móc patrzeć mojemu ukochanemu w oczy.
- Uważajcie na Brdweya, to on mnie nastawiał przeciwko tobie i dał mi twój pamiętnik, bo na samym początku gimnazjum założyłem się z nim o to, że nie poderwie Cami, jeszcze nie wiedząc jacy wy wszyscy jesteście. Przegrałem i kazał mi być nie miły dla Ciebie, bo powiedział, że powie Ci coś strasznego o mnie, a ja się bałem, bo ju wtedy czułem coś do Ciebie.- wyznał dość szybko.
- Wiesz, że powinniśmy powiedzieć to Cami?- zapytałam spokjnie.
- Tak, wiem kochanie- gdy to powiedział moje serce przyspieszyło rytm, a ciało zadrżało.- Jesteś na mnie zła?- zapytał nie pewny.
- Kochanie.- zaczęłam i w jego oczach zauważyłam te iskierki szczęścia.- Nie mam powodu być na Ciebie zła.- powiedziałam i pocałowałam go, a on oddawał każdy pocałunek, które stawały coraz brutalniejsze, że aż pod ich siłą położyłam się na łóżku, a Leon na mnie, gdy nagle ktoś wszedł do pokoju.
Hej, dziękuję wam za 4 komentarze i przepraszam, że tak długo nie dodawałam, ale nie miałam go kiedy napisać, wreszcie jest Leonetta. Ciekawe kto im przeszkodził... Mam nadzieję, że ten rozdział wam się podoba.
2 kom ---> NEXT
Buziaczki ;)

niedziela, 8 marca 2015

Rozdział 11 " Noc horrorów "

Stało się tak jak sądziłam, Fede miał spać z Lu, Cami z Sebą, swoją drogą przecież ona ma chłopaka Brodweya, nie przepadam za nim, ale sam fakt. Fran miała spać z Marco, więc ja musiałam spać z Leonem, ale szczerze to chyba nie byłabym do końca przekonana, żeby spać z kimś innym niż Leon, bo to właśnie z nim spędzałam czas i czasem jak się bardzo bałam do z nim spałam.Właśnie chłopaki wybierają film jaki będziemy oglądać.
- Mam!- zawołał szczęśliwy Fede.- Dziś będzie noc horrorów.- powiedział dość niskim głosem, a ja z dziewczynami zaczęłyśmy protestować. Do Cami podszedł Seba i powiedział coś na ucho, a ona się zgodziła, Marko pocałował Fran i powiedział coś na ucho i ona też się zgodziła. Zostałyśmy tylko ja i Lu, do niej podszedł Fede i zaczął ją prosić. Po DŁUGICH namowach zgodziła się i zostałam tylko ja. Podszedł do mnie Leon zaczął mnie łaskotać, a ja ze śmiechu upadłam na kanapę i zaczęłam się wierzgać, ale on był

środa, 4 marca 2015

Rozdział 10 " Masz prawo się bać "

Ważne: przeczytaj notkę pod.  Właśnie Leon pomógł mi zejść na kolację. Pomógł czyli zniósł, nie dałabym sobie sama rady, bo mnie za bardzo boli.Podczas jedzenia rozmawiamy ze sobą i się śmiejemy.Kto by pomyślał, że tak świetnie będziemy się dogadywać. Po kilku minutach siedzenia i gadania, bo w jego towarzystwie chętnie i dość szybko na mój stan zjadłam. Stwierdziłam, że powinnam się wreszcie umyć.
- Leon, dasz mi jakiś t-shirt, bo chciałabym się umyć.- zaczęłam niepewnie. 
- Nie ma problemu.- powiedział i podszedł do mnie i wziął mnie na ręce.- Zaniosę Cię do łazienki i przyniosę koszulkę i ręcznik.- oznajmił i wyszedł, po nie całej minucie wrócił z wyżej wymienionymi rzeczami. Wzięłam je od niego i
zamknęłam drzwi, podczas mycia starałam się domyć ślady krwi, ale miałam  tym drobny problem, w końcu się poddałam i ubrałam się w koszulkę Leona sięgającą mi do połowy ud. Niestety na moich nogach było jeszcze widać jak

niedziela, 22 lutego 2015

Rozdział 9 " I tak mi nie uwierzysz "

Fran:
Gdy policjanci wypuścili już nas, zapytałam się chłopaków:
- Jakim cudem Leon wiedział, że nas porwano.
- Gdy was szukaliśmy dowiedział się o tym.- powiedział Fede, tulą Lu. Ja szłam przytulona do Marco, a Cami do Seby. 
- A widziałyście jak zareagował jak zobaczył Viole.- powiedziała Lu.
- Bo on czuje coś do niej.- wyznał Fede.- Przyznał się.- powiedział, gdy zauważył, że wszystkie si na nie patrzymy. Może powinnam pójść do niego i z nim pogadać. 
- Wiecie co, ja idę do domu.- wymyśliłam.
- Odprowadzę cię.- powiedział dość szybko Marco.
- Nie, nie trzeba, chce sobie wszystko sama przemyśleć.- dobra jestem w wymyślaniu różnych argumentów pod presją chwili.
- No dobrze, ale uważaj.- powiedział nie przekona

wtorek, 17 lutego 2015

Rozdział 8 "Ja się boję"

Nie mogłem uwierzyć, że Viola jest w takim stanie. Wszystkie dziewczyny siedziały i pocieszały ją, natomiast ona płakała i była skulona, oraz jako jedyna miała na sobie tylko bieliznę. Gdy podszedłem bliżej dopiero zobaczyłem zło, była cała zakrwawiona. Chciałem podejść, ale w tym momencie wszedł ktoś do garażu.
- To która teraz?- zapytał z kpiną w głosie, ja zdążyłem schować się w pokoju obok, tam znalazłem porozrywanie i pokrwawione rzeczy Violi. Serce mnie ściskało i coraz bardziej chciałem mu przywalić.- Jakoś nie słyszę, żadnej z was.- znów zakpił, nie on szuka guza.- To może... ty!- powiedział, a ja usłyszałem pisk, już po chwili rozpoznałem, że jest to moja kuzynka ( tylko prawie nikt o tym nie wie) Fran. Zaciągnął ją do pokoju, w którym byłem. Nie zdążył wciągnąć tam Fran, gdy mu przywaliłem z pięści, lekko się zachwiał

niedziela, 8 lutego 2015

Rozdział 7 "Czemu my??"


Po chwili doszedł do mnie jeszcze ból tyłu głowy. Zaczęła się zastanawiać co się stało, gdzie mój telefon i czemu my?? Nagle do garażu wszedł jakiś zamaskowany koleś, popatrzył na nas i zaśmiał się pod nosem. W ręku miał mój telefon i w tym samym momencie rzucił go o podłogę i zdeptał po czym wyrzucił do kosza. Myślę nad następnymi poczynaniami tego oto typa. Obszedł nas do okoła i staną przede mną. Chwycił mnie za nogę i zaciągną do jakiegoś pomieszczenia, gdzie było łóżko. Tam rzucił mnie na łóżko i zaczął się do mnie dobierać, nic nie pomagały moje opierania, bez problemu zerwał ze mnie spodnie i zaczął ślinić moją szyję, i usta. Niczego nie oddawałam, gdyż chciałam przeżyć swój pierwszy raz jakoś... wyjątkowo. Przez cały czas piszkałam, a gdy we mnie wszedł zaczęłam płakać, po jakiś kilku godzinach zostawił mnie i zaciągną do pokoju gdzie była reszta dziewczyn. Miałam tylko majtki, które były zakrwawione i stanik, który już nie był taki jak rano. Byłam

sobota, 7 lutego 2015

Rozdział 6 " Fede, nie wiem..."

Nie wiem co mi jest, znowu czuję coś do Leona. Ale przecież nienawidziłam go. Z zamyśleń wyrywa mnie MÓJ BRAT Fede.
- O czym myślisz sisiter?- mówi do mnie, wie, że jest to dla mnie dość ważne, bo wreszcie czuję, że mam kogoś. Od dowiedzenia się prawdy miną miesiąc, nie mieliśmy dokończonej z Leonem chorografii, więc Gregorio przedłużył mam czas i mamy jeszcze miesiąc, od czasu tamtej rozmowy w ogóle za sobą nie gadamy.

 Wychodzę ze szkoły zatłoczonym korytarzem i nagle wpadam na jakąś dziewczynę.
- Przepraszam śpieszę się.- powiedziałam szybko.
- Uważaj jak łazisz, pokrako.- wrzeszczy, super kolejny plastik... Nie zwracając na nią uwagi poszłam w stronę Leona.
- Musimy umówić się na próbę, bo został tylko miesiząc, a nie mamy piosenki i nie dokończyliśmy układu.