piątek, 18 marca 2016

Rozdział 5

Pewnie wiecie co zrobiłam jak się obudziłam następnego dnia. Uciekłam, szybko założyłam spodnie, które były jeszcze trochę mokre, ale nie przeszkadzało mi to. Nie wierzę w to co zrobiłam... Brawo właśnie dałaś się przelecieć jakiemuś kolesiowi, który pewnie tylko na to czekał. Z przemyśleń wyrywa mnie dzwonek do drzwi, lekko się wzdrygam, lecz szybko uspokajam się myślą, że Verdas dostał to czego chciał i da mi już spokój. Gdy otworzyłam drewnianą konstrukcję moim oczom ukazała się postać blondynki.
- Hej. Pamiętasz, że dzisiaj jesteśmy umówione na zakupy?- pyta widząc moją lekko zdziwioną minę.
- Nie zapomniałam, ale to nic, poczekaj minutę, tylko wezmę torebkę.- uśmiecham się lekko.
- Ej. Co ci jest? Jesteś strasznie niemrawa.- martwi się.
- Nic, muszę się tylko lekko rozruszać, bo się dzisiaj nie wyspałam.
- A jaki jest powód twojego niewyspania.- pyta poruszając śmiesznie brwiami.

piątek, 11 marca 2016

Rozdział 4 18+

Od kiedy tylko wstałam zastanawiam się, czy na pewno robię dobrze idąc na tą randkę z Verdas'em.
Nie wiem czemu za każdym razem tracę przy nim kontrolę nad sobą, Ale wiem jedno, że nie wiem o nim kompletnie nic a mimo to pcham się na spotkanie z nim. Gdyby Lu zamiast Fede zaczęłaby kręcić z takim typkiem jakim jest Verdas to chyba sama bym go wykastrowała, ale moja przyjaciółka ma to w nosie... Nie wiem, czy powinna się cieszyć, czy raczej płakać, ale cóż żyję się tylko raz. Z przemyśleń wybudza mnie dźwięk gotującej się wody w czajniku, szybkim ruchem wstaje z kanapy i ruszam w kierunku kuchni, gdzie zalewam kakao i znów idę kontynuować oglądanie jakiejś tandetniej telenoweli. Szczerzę to nie rusza mnie historyjka o miłości wyssana z palca i mało prawdopodobna. Po co dawać ludziom nadzieję na taką miłość, czy po co ich uczulać na fałszywość

piątek, 4 marca 2016

Rozdział 3

Leon Verdas, 26 letni szatyn o zielonych oczach, znany z wielu bójek, wcześniejszych latach swojego życia zajmował się dilerką, ale skończył z tym po śmierci matki. Tego dowiedziałam się od Lu, po wielokrotnych błaganiach jej aby wytłumaczyła mi o co z nim chodzi, ona wypowiada tylko jedno zdanie. Koleś postawił sobie mnie za kolejny cel, a moja przyjaciółka streszcza jego życiorys do jednego pieprzonego zdania. Własnie siedzę z herbatą w ręku i parze przez okno, mała wiewiórka przebiega po gałęziach drzew i przejmuje się tylko tym, żeby nie spaść lub miejscem, w którym schowała orzeszka. Cały czas rozmyślam nad wczorajszą sceną, a o tym przypomina mi skutecznie malina na szyi, która wciąż lekko piecze. Mój umysł był tak pochłonięty pożądaniem, że nie panowałam nad ciałem, nigdy nie zdarzyło mi się nic podobnego przy kimkolwiek. W głowie nadal mam jego szmaragdowe oczy, zapach cudnych perfum, wyczuwalnych mięśni spod warstwy cienkiego materiału i skórzanej kurtki.
- Co się ze mną dzieje.- szepczę sama do siebie. Jestem przerażona tym wszystkim co się dzieje dookoła mnie. Wstaję z wygodnego fotela i odnoszę pusty już kubek do zlewu, po czym idę do pokoju i zaczynam się szykować, umówiłam się z Lu, że jej pomogę w wyborze mebli do wspólnego mieszkania jej i Federico. Po kilku minutach wychodzę gotowa z łazienki i ruszam w stronę przedpokoju, gdzie ubieram kurtkę i buty. Po raz ostatni przeglądam się w lustrze i wychodzę zamykając drzwi na klucz, który następnie chowam do torebki. Idąc chodnikiem poprawiam włosy tak, aby zakrywały "prezent" od szatyna.


- Wreszcie jesteś!- śmieję się ze mnie blondynka, przyznam, że się lekko zgubiłam, bo źle przeczytałam adres. Niestety zdarza mi się to często.
- Przepraszam.- mówię szybko i siadam na krześle na przeciwko Lu.
- Zamówiłam już dla nas, więc zaraz będzie.- uśmiecha się do mnie wyrozumiale.
- Dziękuje, nie wiem czemu, ale cały czas jestem zamotana.- tłumaczę się dalej.
- Vils spokojnie.- śmieje się.- Mam nadzieję, że Fede nie będzie ci przeszkadzał, bo jedzie z nami.- mówi radosna. Eh... Czyli znowu będę piątym kołem u woku.
- Nie no coś ty, to przecież będzie wasze mieszkanie.- tylko po co prosiłaś mnie o pomoc?!
- Proszę oto wasze zamówienie.- uśmiecha się do blondynki brunet o ciemnych oczach.

Mija już druga godzina a ja chodzę za moimi przyjaciółmi i patrzę jak całują się, śmieją i wybierają nie pytając mnie o zdanie. Mam dość!
- Lu, wiesz co, jestem strasznie zmęczona, bo nie spałam w nocy, więc wy sobie dalej patrzcie, a ja wrócę do domu.- powiedziałam i nie czekając na jej reakcje wyszłam z budynku. Wzięłam głęboki oddech wiedząc, że czeka mnie dość długi marsz. Nie czekając dłużej ruszyłam w stronę domu, gdy po kilku minutach zaczął padać deszcz, ale jakie byłoby to szczęście jakby akurat w obrębie kilkuset metrów nie było by niczego, gdzie można się schować. Naglę czuję jak moje barki przykrywa suchy materiał, przestraszona odwracam się w tamtą stronę i napotykam nikogo innego jak Leona Verdasa. W pierwszej chwili zastygam nie wiedząc co zrobić.
- Znów się spotykamy, śliczna.- puszcza do mnie oko jestem troszkę przestraszona, bo nie wiem czy nic mi nie zrobi.- No przykryj się kurtką, żebyś nie zmokła do końca.- posłusznie wypełniam jego polecenie.
- Dziękuję.- mruczę nie śmiało. Nie wiem, co mam robić, idziemy dalej w ciszy, aż w końcu szatyn chwyta mnie za ramię i pociąga lekko w lewo. Zdezorientowana patrzę na zielonookiego.
- Podwiozę cię.
- Chyba wolę nie...- mówię cicho.
- Nie wygłupiaj się, pada deszcz.- mówi ciągnąc mnie w stronę auta.- Nic ci nie zrobię.- zapewnia, naglę zabłysło.
- Okey.- mówię szybko na co on się śmieje.
- Nie wiedziałem, że jesteś taka strachliwa, Violetto.- uśmiecha się zadziornie, a ja drżę gdy wypowiada moje imię. Otworzył mi drzwi. Przez całą drogę siedzieliśmy w ciszy. Gdy dotarliśmy pod moje mieszkanie zaprosiłam go na herbatę, sama nie wiem dlaczego, to był impuls. Wpuściłam go do salonu i poszłam wstawić wodę, po kilku minutach przyszłam z dwoma kubkami parującego napoju. Usiadłam obok niego na kanapie i podałam mu jeden.
- Mam pytanie, które nurtuje mnie od dyskoteki.- zaczynam nie pewnie, a on patrzy na mnie wzrokiem zachęcającym do kontynuowania.- Czemu mówisz, że jestem twoja?
- Bo jesteś krucha, bezbronna, gdybym ci wtedy nie pomógł to dobrze wiesz jakbyś skończyła.- mówi tak lekkim tonem jakby to była jedna z najnormalniejszych rzeczy na świecie.
- A to na dyskotece?- dopytuje.
- A to był taki dodatek.- uśmiecha się porozumiewawczo i odrzuca na plecy kosmyk zakrywający mi malinkę od niego.- Może by ją poprawić.- bardziej stwierdza jak pyta. Lekko nachyla się nad moja szyją i muska wargami moją szyję i znów ssie moją skórą, jestem tak zdziwiona obrotem spraw i strachem przed ponownym bólem. O dziwo nie czuję bólu tylko ogromną przyjemność, czuję jak Leon przyciąga mnie do siebie i znów nasze klatki się zderzają, a ja nie wiem kiedy znajduję się na jego kolanach. Pod wpływem jego dotyku zapominam o wszystkim. Odrywa się ode mnie i zsuwa swoje ręce z talii na biodra i przyciąga do siebie.- Jutro 18 przyjdę po ciebie.- mruczy mi do ucha i lekko mnie zsuwa ze swoich kolan i wychodzi znów zostawiając mnie w szoku.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej!
Szczerzę to nawet podoba mi się 3
i mam nadzieję, że wam też.
Czekam na wasze opinie 
Do następnego ;*