sobota, 30 kwietnia 2016

Rozdział 9

Kolejne 7 dni, 168 godzin, 10 080 minut, 604 800 sekund z poczuciem winy. Tyle właśnie minęło od rozmowy z Fede, czy coś się zmieniło? Spotkałam Leona? Zerwałam kontakt z Ludmiłą? Zmieniłam pracę? Zrobiłam sobie tatuaż? Na każde z tych pytań jest taka sama odpowiedź, nie, choćbym nawet bardzo chciała, nie. Z każdym kolejnym dniem, czy nawet sekundą jest mi coraz ciężej wytrzymać z samą sobą. Może uważacie, że się nad sobą użalam, ale co wy byście czuli na moim miejscu? Ludmiła była moją najlepszą przyjaciółka, myślałam, że mnie nigdy nie oszuka, a tu co? A Verdas, był jedyna osobą przy której czułam się inaczej, piękniej, bezpieczniej i seksowniej. Moja praca daje mi teraz jeden dzień wolnego na cały tydzień, a reszta to 10/12 godzin w pracy od 6 do 18 czy nawet czasem do 20. Wszystkie te wydarzenia nakładają się na jedną rzecz, wyglądam jak trup, wory pod spuchniętymi oczami, blada przemęczona skóra i praktycznie przestałam jeść, więc jak się pewnie domyślacie schudłam 3 kilo w jeden tydzień. Blondynka cały czas się pyta co ze mną jest, ale ja robię to co ona robi doskonale, kłamałam. Teraz mam właśnie jedyny wolny dzień w tygodniu, jest już 7, a ja nie mam zamiaru kłaść się jeszcze spać. Jedyną rzeczą jaką jadłam ostatnio to była kanapka wczoraj o 13, więc mój żołądek domaga się czegoś co zatka go na kolejne kilka godzin. Niestety dziś nie jest dla mnie szczęśliwym dniem, bo okazuje się, że moja lodówka świeci pustkami. Przewróciłam, lekko zdenerwowana, oczami i ubrałam buty. 

 Wracając ze sklepu wpadłam na kogoś, niepewnie podniosłam głowę ku twarzy mężczyzny i znieruchomiałam. 
- L-le-leon?- wydukałam, a w moich oczach stanęły łzy. Nie wyglądał najlepiej, jego oczy były smutne a twarz bledsza, niestety na mój widok, nawet oczy nie zmieniły wyrazu, o prócz nuty przerażenia, pewnie moim wyglądem.
- Violetta, dobrze się czujesz?- zapytał, ale w jego głosie było słychać tę obojętność do mojej osoby.
- T-tak, ale my musimy porozmawiać.- mówię szybko, gdy szatyn chce odejść.
- Nie mamy o czym, powiedziałaś już chyba wszystko co o mnie sądzisz.- stwierdził z wyrzutem.
- Nie to nie tak, wysłuchaj mnie proszę.- łapię go z rękę, którą szatyn szybko wyrywa i odchodzi.- Proszę! Ja ci to wszystko wytłumaczę, wcale nie sądzę tak o tobie, daj mi chwilę.- krzyczę za nim, lecz on nie reaguje na mój głos.- Leon.- szepczę już sama do siebie, a moje oczy zachodzą łzami. On mi nigdy nie wybaczy, zraniłam go. Szybko pobiegłam do domu, rzuciłam zakupy na podłogę, już nie jestem głodna. Pobiegłam do sypialni i rzuciłam się na łóżko płacząc jak mała dziewczynka. Naglę usłyszałam, że ktoś wchodzi do mieszkania.
- Vils, mam dobrą wiadomość.- słyszę głos Włocha.- Zgadałem się z Leonem.- wchodzi do pokoju, w którym właśnie siedzę i zamiera gdy mnie widzi.- Boże co się stało?
- Też widziałam Leona, ale on ze mną nie chciał gadać.- chlipię.- On mi nigdy nie wybaczy.
- Nie przejmuj się tym, że mieliście spięcie, dzisiaj wieczorem wszystko mu wyjaśnisz, bo idziemy we trójkę do klubu.- pociesza mnie.
- A on wie, że ja też tam będę?
- Leon jest bardzo ostrożny i bardzo rzadko potrafi zaufać po raz drugi komuś, ale jak wytłumaczysz mu, to na pewno może nie od razu, ale da ci drugą szansę.- uśmiech się do mnie pokrzepiająco.
- Dziękuję ci bardzo za wszystko co dla mnie robisz.- mówię i przytulam się do przyjaciela.
- Czego nie robi się dla przyjaciółki, dobra teraz musisz coś zjeść, a tak się składa, że przyniosłem pizzę, bo nudziło mi się siedzenie samemu w domu, więc przyszedłem ciebie pomęczyć. A i nie przyjmuje tekstów typu ja nie jestem głodna, jadałam nie dawno.- grozi mi palcem jak małemu dziecku, przez co lekko się uśmiecham. Schodzimy do salonu, włączamy telewizję i jemy posiłek przyniesiony przez chłopaka.

 Przejeżdżam ostatni raz czerwoną szminka po ustach i uśmiecham się. Po zjedzeniu zdrzemnęłam się kilka godzin, więc wyglądam lepiej oraz jestem kobietą, więc mam jeszcze swoje magiczne pomoce zwane kosmetykami. Po zjedzeniu jednej całej dużej pizzy, którą Fede kazał mi zjeść, bo bym się nie dowiedziała na którą i gdzie idziemy, nie wyglądam już tak okropnie,
- Gotowa?- pyta mój przyjaciel czekający na mnie od pół godziny.
- Już idę.- odkrzykuje i zakładam kurtkę.

 Czuję jak mój żołądek robi fikołki, a serce bije szybciej niż zwykle.
- A jak nie przyjdzie?- pytam sparaliżowana tą myślą.
- Już jest widzisz?- wskazuje palcem ca stolik w kącie.- Idziesz.- lekko mnie popycha w stronę szatyna. Wycieram spocone dłonie w bluzkę i powolnym krokiem ruszam do niego.
- Co ty tu robisz?- zauważa mnie dopiero gdy podchodzę do stolika. Wygląda lepiej niż rano, jego skóra już ma ten sam piękny odcień co zwykle, lecz oczy nadal pozostały nie zmienne.
- Leon, posłuchaj mnie muszę ci wyjaśnić to wszystko.- zaczynam.
- Nie masz mi czego wyjaśniać powiedziałaś co sądzisz, dotarło, nie mam zamiaru utrudniać ci życia i się odsunąłem.- mówi zły.
- Ale ja tak nie sądzę,  wcześniej Ludmiła naopowiadała mi głupot o tobie, a ja jak debilka jej uwierzyłam i nawet nie próbowałam ciebie poznać, co było błędem. Leon przepraszam, rozumiem, że możesz mnie nie chcieć znać, ale wiedz, że nie wiem czemu, ale jesteś jedyną osobą przy której czuję się dobrze. Spieprzyłam! Wiem, to przeświadczenie nie daje mi spać w nocy. Są momenty, w których wspominam jak nazywałeś mnie księżniczką, piękną i brakuje mi tego. Jesteś dla mnie bardzo ważny i przepraszam jeszcze raz.- wycieram łzy ze swoich policzków. A szatyn bez słowa wstaje i wychodzi z klubu, na ten ruch jeszcze bardziej zaczynam płakać, nie mam już ani siły, ani ochoty na nic siedzę tylko i skulam się najbardziej jak jest to możliwe. Spieprzyłam, on już mi nigdy nie wybaczy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej, hej!
Przepraszam, że tak późno, ale nie miałam pomysłu na ten rozdział :/
Mam nadzieję, że wam się podoba.
Mam wolny teraz cały tydzień więc postaram się trochę częściej dodawać ;)
Do następnego :*

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

OS z okazji 20tys!

Dziewięcioletnia szatynka o czekoladowych oczach, siedzi sama w parku i płaczę. Jest środek dnia, więc większość ludzi siedzi w pracy, ale nie jej rodzice...Oni jak zawsze piją w domu i nie interesują się własną córką. Biedna maleńka istota przeżyła w swoim króciutkim życiu więcej niż niektórzy z nas. Nagle podszedł do niej chłopczyk w tym samym wieku o pięknych szmaragdowych oczkach.
- Cemu płaces?- pyta zdziwiony zachowaniem dziewczynki.
- Bo moi lodzice znowu piją i kłocą sie.- chlipie, chłopczyk siada na drugiej huśtawce i uśmiecha się do niej.
- Leon, chces być moją pzyjaciółkom?- wyciąga w stronę zdziwionej szatynki dłoń.
- V-Viola- lekko uśmiecha się.

Siedem lat później...
Violetta po raz kolejny ucieka z domu, po raz kolejny nie ma gdzie się podziać. Tylko raz w życiu wyciągnął ktoś do niej rękę, Leon, pamięta go doskonale, pamięta jak miesiąc temu wolał iść na randkę z Amy niż jej pomóc. Prawda była taka, że miał dość tego, że szatynka nie chce wydać ojca. Jej mama zmarła z przedawkowania trzy lata temu, a ojciec zmienił się. Nie pił przez dwa lata, ale od roku piję dwa razy więcej, zabierał pieniądze szatynki. Niestety od dwóch tygodni Violetta pokłóciła się z Leonem i nie odzywają się do siebie, a od trzech dni w jej domu dzieje się piekło, ojciec pobił ją dwa razy. Na razie nikt nie zauważył, bo mieli dłuższe wolne, ale pojutrze trzeba iść do szkoły, jeszcze nie wie jak to zatuszuje. Zmęczona ucieczką usiadła na ławce i mimo woli zaczęła płakać, czemu akurat ona? Czemu nie ma nikogo bliskiego? Mogła by się zabić i nikt by nie płakał po niej, nie tęsknił, ani jedna osoba nie pamiętałaby o niej, że ktoś taki jak Violetta Castillo żył... Ta prawda przytłaczała ją, z każdym kolejnym dnie coraz ciężej jej było budzić się i funkcjonować. Nagle poczuła jak ktoś siada obok niej.
- Hej, wszystko w porządku?- pyta nieznajoma, szatynka podnosi na nią zapłakane oczy i widzi czarnowłosą dziewczynę.
- T-tak- duka.
- Właśnie widzę, jestem Francesca.- przedstawia się.
- Nie chcę litości.- szepczę.
-Ale to nie litość pytam się czy jest okey i przy okazji chce poznać kogoś z San Diego, bo przyleciałam tu dwa dni temu z Rzymu.- mówi i podaję szatynce chusteczkę.
- Violetta.- rozmawiały dwie godziny w końcu brązowooka otworzyła się przed Włoszką, okazało się, że będą chodzić razem do klasy. Szatynkę ucieszył fakt, że całkowicie będzie mogła odsunąć się od Leona za to jak ją potraktował. Wymieniły się numerami telefonów i rozeszły się do domów, Violetta miała nadzieję, że jej ojciec już śpi. Nagle usłyszała dźwięk sms'a.
Od: Fran <3
Jak chodzi o ślady przy godzinę przed szkołą do parku gdzie się spotkałyśmy ;)
Uśmiechnęła się, że ktoś chce jej pomóc.

Kilka dni później:
Właśnie obie dziewczyny szły do szkoły, jak Francesca obiecała pomogła zamaskować szatynce uciążliwe ślady. Gdy tylko doszły do budynku włoszka poszła do dyrektora, a Violetta pod salę, która była już otwarta, a uczniowie zbierali się powoli do środka. Szatynka weszła do środka i zauważyła też szatyna, ale nie usiadła jak zawsze obok niego, lecz podeszła do ostatniej ławki, w której nikt nie siedzi i zaczęła się rozpakowywać. Zielonooki spojrzał na nią smutny i powoli podszedł.
- Violetta możesz nie robić cyrku i usiąść ze mną? - zapytał lekko zły.
- Po co? Przecież ostatnio powiedziałeś mi co sądzisz o mnie i moim rozumowaniu, więc nie mamy już o czym ze sobą gadać.- mówi zła.
- Jestem twoim przyjacielem.- krzyczy, nie chciał aby tamta rozmowa tyle zmieniła między nimi.- Przepraszam za to co powiedziałem, byłe wściekły bo ryzykujesz życie.- przyciszonym głosem. Chciała coś powiedzieć, ale on dotknął miejsca gdzie było limo, zesztywniała.- Uderzył cię.- syczy i wychodzi z klasy, a szatynka przestraszona za nim.
- Leon. co ty chcesz zrobić.- pyta, on odwraca się i podciąga jej rękawy i odsłania brzuch, teraz widzi wiele siniaków, w jego oczach płonie gniew.
- Nie daruje mu!- wrzeszczy.- Nie może cie krzywdzić!
- Ale tylko dwa lata.- próbuje przekonać bardziej siebie niż jego.
- I przez te dwa lata zabiję osobę, którą kocham! Violetta ja nie chce się stracić.- w jego głosie słychać lekką panikę a mnie osłupiło wyznanie szatyna.
- T-t-ty mnie kochasz?- pyta nie dowierzając. Twarz szatyna lekko zmienia się ze złość na delikatne zawstydzenie. Przybliżył się do dziewczyny i lekko przyciągnął ją za talię do siebie.
- Kocham cię Violetta od kiedy tylko pamiętam, nigdy nie mogłem przeżyć tego jak rodzice cie traktują. Starałem się pomóc, a jak odtrącałaś moje pomysły to całkowicie ogarniała mnie złość, nie mogę stać z boku i patrzeć jak cierpisz. Dlatego wtedy powiedziałem, że nie mogę, nigdzie z nikim nie wyszedłem, siedziałem w domu i zastanawiałem się jak ci pomóc, ale ty zawrzeszczałaś na mnie i odcięłaś się. A jak widzę cię w szkole to może i masz zamaskowane rany i siniaki, ale ja cię znam i wiem co jest nie tak.- lekko opuszkami palców zaczął zmazywać podkład szatynki.
- Leon, proszę nie rób tego.- jęczy przerażona, przecież nikt nie może zauważyć jej śladów zostawionych przez ojca.
- Violetta koniec. Już dłużej nie mogę powiedziałem ci co do ciebie czuję, teraz twoja kolej,
- Kocham cię, ale jak przyjaciela, nigdy nie sądziłam, że możesz czuć coś do mnie i nawet się nie zastanawiałam nad uczuciami do ciebie.- mówi, a na jego twarzy maluje się smutek.- Ale wiem, że nigdy, ale to nigdy nie chcę cię stracić.- szepczę.
- Violetta to nie jest o samo.- odrywa się lekko zły od kobiety.- Ciężko mi to mówić, ale ciężko jest mi się dłużej z tobą tylko przyjaźnić.- mówi powoli, a do moich oczu napływają łzy.
- A-a-ale j-ja c-cię po-potrzebuję.- chlipie.
- Za każdym razem gdy ci jakąś oferowałem ty nie uważałaś tego za dobry plan. Ale Francesca to inna rzecz co? Jej uwierzyłaś szybciej niż mnie i jej rozwiązanie było strzałem w dziesiątkę!- krzyczy, milczy chwilę i znów przybiera swoją barwę lecz bardziej smutną i załamującą się.- Za dwa dni wyjeżdżam do Meksyku, miałem zostać dla ciebie, ale widzę, że znalazłaś sobie kogoś lepszego na moje miejsce, więc nie mam po co tu zostawać. Wyświadczę ci przysługę i zniknę z twojego życia raz na zawsze.- odwrócił się i poszedł do swojego domu, a szatynka właśnie zrozumiała swój błąd. Zielonooki był zawsze przy niej nie ważne jak było ciężko, nigdy jej nie zostawił, chciał jej pomóc prawie za każdym razem przez rok codziennie jak się widzieli to szatyn podsuwał jej jakiś sposób aby uwolniła od ojca, ale ona go nie słuchała. Teraz go straciła, przez własną głupotę. Nie wiedziała co robić, jak zareagować, iść za nim czy nie? Jedyną rzeczą jaką była w stanie zrobić to płakać.

Następnego dnia obudziła się o 7 czyli spała całe trzy godziny, od felernego zdarzenia szatynka nie mogła nic powiedzieć, ani zasnąć. Zeszła po cichu do kuchni mając nadzieję, że jej ojciec jeszcze śpi, a ona weźmie tylko jabłko i pójdzie do Leona, powiedzieć, że go kocha, bo taka była prawda. Brązowooka czuła się głupio, że nie zauważyła tego co czuje do szatyna. Niestety dziś los jej nie sprzyjał a w kuchni przy blacie siedział już nawalony ojciec.
- Ty szato!- krzyknął- Tu jesteś! Wczoraj do 23 cię nie było. Co puszczałaś się?!- zakpił, a w jej oczach stanęły łzy.- Wiesz za co cię nienawidzę?- syczy.- Cały czas przypominasz mi o Marii!- wrzasnął i uderzył ją z pięści w policzek, poczuła piekący ból, osunęła się po ścianie z kolejnym jego uderzeniem w brzuch. Wiedziała, że nie wygra, udała, że zemdlała, zamknęła oczy i wstrzymywała oddech. Kopnął ją jeszcze kilka razy w brzuch i głowę i wyszedł z domu zamykając drzwi na klucz. Przerażona szybko wstała nie zważając na ból i nagle dostała niewiarygodny przypływ adrenaliny. Otworzyła okno i wyskoczyła przez nie, lecz nie poczuła kostki, którą w tym momencie skręciła. Biegła ile miała sił do jedynego miejsca, gdzie czuła się dobrze, zapomniała o swoim stanie teraz liczyły się tylko jego ramiona. Gdy tylko dotarła pod dobrze jej znane drzwi nie śmiało zapukała w nie. Po kilku minutach otworzył jej szatyn, przerażony tym, że zobaczył szatynkę całą zakrwawioną.
- Leon proszę nie zostawiaj mnie, ja ciebie też kocham, obiecuję, że już zawsze będę się ciebie słuchała, tylko nie zostawiaj mnie. Tylko w twoich ramionach czuję się dobrze, bezpiecznie i, że coś znaczę. Proszę nie wyjeżdżaj.- zaczęła chlipać. Szatyn osłupiały uśmiechnął się lekko i przytulił ją. Ta zaczęła płakać jeszcze bardziej i wtuliła się w jego tors jakby już nigdy nie miała go puścić.
- Nie zostawię cię, bo ty jedziesz ze mną.- szepnął w jej włosy.
- A-a-ale mój ojciec.
- Nic nie zrobi, bo wie, że będzie miał problemy, kochanie od jutra zaczniemy wszystko od nowa.- pocałował ją czule, co zaskoczona odwzajemniła.
- Kocham cię- powiedziała.
- Ja ciebie też kocham.- Mruknął w jej usta i znów pocałował.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak oto prezentuje sie OS
Przepraszam, że musieliscie tak długo czekać,
ale dopadł mnie brak weny.
Postaram sie, aby rozdział pojawił się najpóźniej w piątek.
Mam nadzieję, że podoba się wam to co wyskrobałam wyżej.
I chciałabym podziękować wszystkim, którzy są ze mną i czytają ten blog
to dla mnie naprawdę wiele znaczy.
Do następnego :*

sobota, 16 kwietnia 2016

Rozdział 8+ 20tys wyświetleń !!!

Przeczytaj notkę!!! :* 
Powolnym ruchem zbieram brudne naczynia i kieruję się z nimi do kuchni, gdzie wkładam je do zmywarki. Niechętnym ruchem odwracam się i biorę do ręki notesik, aby zebrać nowe zamówienia, znów wchodzę na salę. Moje opuchnięte oczy od płaczu przykrywa makijaż, który jednak dużo nie pomaga. Ludmiła przygląda mi się cały czas, to nie moja wina, że cały czas męczą mnie wspomnienia z rozmowy z szatynem, która odbyła się tydzień temu od tamtego czasu ani razu nie widziałam Leon'a na oczy.
- Violka co ci jest?- blondynka w końcu się przełamuje i mnie pyta.
- Nic.- mamroczę i mam zamiar iść dalej.
- Od tygodnia, jesteś zamknięta w sobie, płaczesz, to widać i nawet ze mną nie chcesz pogadać, martwię się o ciebie.- to prawda od rozmowy z Leonem nie odezwałam się do nikogo, a jak Lu chciała wyciągnąć mnie gdzieś to po raz pierwszy od dawna odmówiłam jej i nie dałam się złamać. Nie wiem czemu to wszystko tak przeżywam. Przecież z szatynem znałam się tylko tydzień w czasie czego przespałam się z nim i był praktycznie zawsze kiedy go potrzebowałam, Mimo tego jaką miał opinię nie sądziłam, że to może być prawda, zawsze przy nim mój umysł wyłączał się z racjonalnego myślenia i zaczynałam żyć chwilą, nawet przy mojej przyjaciółce wszystko kalkuluje. On był wyjątkiem, którego, spławiłam i zraniłam.
- Właśnie o tym mówię.- wzdycha blondynka.
- Lu nie chcę gadać.- mówię szybko, podchodzę do stolika i zbieram zamówienie. Blondynka cicho wzdycha i odchodzi. Jest mi ciężko samej, ale nie chcę jej znów zamęczać swoimi problemami...

Wchodzę zmęczona do mieszkania i pierwsze co robię jest to umycie się. Gdy jestem w łazience, zdejmuję swoje ubrania i wchodzę pod prysznic. Zmywam z siebie cały brud z dzisiaj zawsze mi to pomaga, lecz nie dzisiaj, zaczynam płakać jak mała dziewczynka, czemu byłam taka głupia i obraziłam Leon'a nie wiedząc o nim nic. Gdy skończyłam użalać się nad tym jaka jestem głupia dokończyłam mycie się i wysuszyłam włosy.
- Federico!- krzyczę- Przecież to przyjaciel Leon'a!- szybko dzwonię do Włocha.
- Co się stało?- pyta zdziwiony.
- Nie, ale muszę z tobą pogadać tylko, że Lu nie może o tym wiedzieć.- mówię szybko i wyobrażam sobie jego zdziwioną minę.
- Okey, to ja może przyjadę do ciebie?- proponuje, a ja w duchu dziękuję, że szatyn zawsze jest w stanie mi pomóc, gdy tego potrzebuję, jest dla mnie jak brat.
- Dziękuję.- uśmiecham się sama do siebie.
- Będę za 10 minut.- rozłącza się.

Siedzimy z Fede na kanapie i wiem, że muszę już zacząć temat po co go prosiłam o spotkanie.
- Fede, to trochę głupie, ale chciałabym, żebyś był ze mną szczery.
- Dobra, o co chodzi?- pyta zdziwiony moim zachowaniem.
- Przyjaźniłeś się z Leon'em.- rzucam, a on się spina.
- Tak, ale to już przeszłość.- mówi przestraszony.
- Czemu?- szatyn wzdycha.
- Nie powinienem ci tego mówić.- szepcze sam do siebie.- Ale to zostaje między nami?- upewnia się.
- Nawet na paluszka.- śmieję się i wyciągam w jego stronę małego palca jak mała dziewczynka, która uważa, że to najważniejsza przysięga, Włoch uśmiecha się i robi to samo.
- Przyjaźniłem się z Leon'em, ale jak poznałem Ludmiłę trochę się pozmieniało. Lu nie polubiła go, a jego charakter jest taki, że jak ktoś go nie lubi to nie jest nawet miły dla tej osoby. Jednak jako mój przyjaciel starał się, serio, ale wiesz jaka jest Ludmiła. Pewnego dnia jak byliśmy we trójkę w klubie, poszedłem po drinki, a gdy wróciłem nie było już Leon'a, była tylko roztrzęsiona blondynka, zaczęła opowiadać, że dobierał się do niej. Następnego dnia kazała mi wybierać albo ona, albo on. Jak się domyślasz wybrałem ją, bo myślałem, że Verdas to najgorsza osoba na świecie.- skończył, a mnie zamurowało.- Ale kilka dni tego spotkałem go nieźle wciętego, chciałem go minąć, ale on mnie zatrzymał i powiedział, że wtedy Ludmiła zaczęła wyzywać go od najgorszych i, że ja też tak sądzę, więc wyszedł. a ona mnie okłamała, rozumiesz?! Wierzyłem jej a nie najlepszemu przyjacielowi i go odstawiłem, wiedząc, że miał ciężko.- mówi zrezygnowany.- Ludmiła przyznała się, gdy ją zapytałem i od czterech dni nie jesteśmy razem.- mówi, a ja nie wierzę, że Ludmiła okłamała również mnie.
- Mi powiedziała, że pokłóciłeś się z Leon'em przed jej poznaniem i, że jest najgorszym człowiekiem na ziemi.- szepczę.- A ja jej uwierzyłam i nagadałam mu, a teraz tego żałuję.- w moich oczach pojawiają się łzy.
- Nie tylko ty.- mówi,  a ja wybucham płaczem, szatyn przytula mnie.- Postaram się pomóc ci do naprawić.- obiecuje mi.
- Dziękuję.- szepczę w jego ramię.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej!
Mam nadzieję, że się wam podoba 8.
Właśnie wybiło 20 000 wyświetleń
jestem strasznie szczęśliwa z tego powodu!
A dzięki dłuższemu weekend'owi
postaram się więcej opublikować.
Z racji tylu wyświetleń, które zawdzięczam wam
możecie wybrać, czy z tej okazji woli jakiegoś OS'a
czy kolejne rozdziały.
Czas macie do północy, bo później biorę się za pisanie.
Możecie napisać w komentarzu lub zagłosować w ankiecie ;)
Chyba muszę zacząć pisać dłuższe rozdziały xD

niedziela, 10 kwietnia 2016

Rozdział 7

Kolejny męczący dzień, dzisiaj wstałam wyjątkowo wcześnie, ale po przeżyciach jakie wczoraj miałam to sama się dziwię, że w ogóle spałam.
Podjechaliśmy pod mój dom, szybko odpięłam pasy.
- Dziękuję za pomoc.- mruknęłam szybko i już chciałam wysiąść, lecz szatyn złapał mnie za nadgarstek, spojrzałam na niego pytająco.
- Nie zaprosisz mnie nawet na herbatę, w podzięce za pomoc?- uśmiecha się zadziornie, a moje serce mięknie.
- Dobrze, ale tylko herbatka, skarbie.- mrugam do niego i staram się nie wybuchnąć śmiechem, gdy widzę jego zaskoczenie, na "skarbie"
- Chyba, że będziesz chciała więcej, kocico.- teraz to on uśmiechnął się do mnie zwycięsko i wysiadła z auta, podszedł do moich drzwi, których nie byłam w stanie otworzyć, gdyż poznałam kolejne słowo opisujące mnie według niego.- Wysiadasz, piękna.- mam tego powili dosyć. 

- Jaką chcesz herbatę?- pytam, gdy wchodzimy do mojego mieszkania.
- Obojętnie.- rzuca i podąża za mną do kuchni. Gdy podeszłam do kuchenki po raz kolejny tego wieczoru poczułam jego dłonie na biodrach i usta na szyi, które szukają najbardziej czułego miejsca na mojej skórze. 
- Leon... Mówiłam Ci już jakie mam zdanie na ten temat.- mówię nie chętnie, lecz wiem, że nie mogę pokazać mu, że jestem łatwa i mimo tego co mówię to się z nim prześpię, o nie ma takiej możliwości. 
- Ale o co ci chodzi, śliczna?- udaje, że nie wie o co mi chodzi, ale oboje wiemy, że kłamie.
- Nie mam zamiaru po raz kolejny przespać się z kimś takim jak ty.- mówię wprost, lecz zaczynam żałować tego po chwili, bo szatyn przestaje całować moją szyję i obraca mnie do siebie przodem.
- Czyli jaki według ciebie jestem?- pyta lekko zły z mojej wcześniejszej wypowiedzi, właśnie sobie zdaję sprawę, że teraz mogę skończyć naszą znajomość, nie wiem czy tego chce. Niestety zdaję sobie sprawę z tego, że muszę to zrobić.
- Mężczyzną, który jest jak dziwka, bo codziennie śpi z inną, myśli, że wszystko może i ma w dupie wszystkie zakazy. Tak przespałam się z tobą, ale żałuję tego jak nie wiem i wiesz co? Wstydzę się tego, że zadaję się z tobą. Nie rozumiem jak ty możesz patrzeć w swoje odbicie. Nie wiem o tobie prawie nic, a ty chcesz mnie po raz kolejny przelecieć. Czemu? Może dlatego, że nie mogłeś znaleźć innej, która zaspokajałaby twój chory popęd?- chce żeby dał mi spokój i, żeby moje życie było takie same jak to przed jego spotkaniem. W jego oczach widzę złość, ale nie tylko. W głębi jego oczu widzę smutek, wręcz rozpacz, niestety jest tak zamaskowana pod wzrokiem "chcę cię zabić", że może to zauważyć ktoś, kto parzy dość głęboko w jego oczy. 
- Jeśli masz o mnie takie zdanie to się nie przejmuj, więcej nie będę ci przeszkadzał, ale wiesz co? Jesteś taka sama jak inni, a myślałem, że jesteś inna, wyjątkowa. Myliłem się- cedzi zły i wychodzi, trzaskając drzwiami, a po moich policzkach zaczynają płynąć łzy, czuję się winna, musiałam tak zrobić. W poczuciu cholernych wyrzutów sumienia zrzucam kubek z blatu, który roztrzaskuje się na malutkie kawałki, gdy tylko styka się z podłogą, a sama oparta o blat siadam i zanoszę się płaczem. Dlaczego?

Na te wspomnienia po raz kolejny na moich policzkach pojawiają się łzy, jestem najgorszą osobą na świecie. Cały czas przed oczami mam jego piękne szmaragdowe tęczówki, ale nie tę złość, lecz żal i smutek. Nigdy nie sądziłam, że powiem mu coś takiego i, że w jego oczach zobaczę smutek, jakby po raz kolejny go ktoś zranił i to byłam ja. Przecież musiałam to zrobić, ale czemu czuję się cholernie winna.
- Leon...- łkam, nie jestem wstanie normalnie myśleć, nie jestem wstanie normalnie oddychać i teraz to ja nie jestem wstanie spojrzeć w swoje odbicie, bo czuję, że skrzywdziłam osobę, która była już skrzywdzona więcej niż powinna, a ja dołożyłam mu bólu. Nie znam go, a tak osądziłam...
~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej.
Mam nadzieję, że podoba wam się 7.
Dzisiaj trochę inaczej...
Bardzo dziękuję wszystkim osobą, które skomentowały
wcześniejszy rozdział, jestem wam naprawdę wdzięczna.
Nie rozpisuje się, bo mam jutro test z chemii... 
I oczywiście jak zawsze czekam na wasze opinie ;)
Do następnego weekendu :*
PS Przepraszam, że taki krótki, ale miałam ciężki tydzień...

sobota, 2 kwietnia 2016

Rozdział 6+ ważna notka, przeczytaj!!!

!!!Przeczytaj notka, ważna!!!
Dzisiejszy dzień nie potoczył się tak jakbym chciała i na dodatek nie chce się szybko skończyć tylko ciągnie się wiekami. Też tak macie, że dni, które są nawet zadowalające mijają tak, że nie masz czasu na wszystko co zaplanowałeś, a te okropne ciągnął się w nieskończoność, w skutek czego obie zostaje jeszcze do przepracowania sześć godzin. Ale czym było by szczęście Violetty Castillo, gdyby nie byłoby dzisiaj bankietu i akurat w mojej części siedzi nie kto inny jak Verdas. Nie mam pojęcia co on tu robi, ale wiem, że nie mogę się z nikim zamienić, a szatyn uparcie mnie zaczepia, co coraz trudniej jest mi to ignorować.
- Viola sprawdź, czy na pewno wszystko jest na stole, bo u mnie strasznie szybko kończy się wino.- karze mi Ami, która jest naszą kierowniczką, więc chcąc nie chcąc muszę to zrobić. Ciężko wzdycham i kieruję się do stolików określanych przez nas jako strefą szóstą. Niestety brunetka miała rację i znalazłam cztery puste butelki wykwintnego czerwonego alkoholu. Zebrałam wszystkie i już z nabytą tu zręcznością i gracją wirowałam z nimi między ludźmi, aby donieść je w całości na zaplecze i wymienić na pełne.
- Widzę, że naszym gościom szybko idzie wino.- śmieje się Alex, mój kolega z pracy, bardzo go lubię, zawsze mogę z nim się pośmiać i czasem chodzimy razem na piwo.
- Daj spokój, mam już dość pełnej sali, że akurat dzisiaj musiał się odbyć, mógłby być wczoraj, albo w czwartek, jakby mnie nie było.- narzekam, na co blondyn się śmieje.
- Wczoraj jakiś gościu się ze mną wykłócał, że jego jedzenie jest za zimne.- na dane wspomnienie mężczyzna lekko się skrzywił.- zajął mi godzinę, rozumiesz?! A akurat miałem przerwę na lunch.- oburzył się, a ja zaśmiałam się i podmieniłam butelki na pełne. Uśmiechnęłam się dając mu do zrozumienia, że muszę już wracać na salę i wyszłam, na każdym stoliku położyłam jedną butelkę.
- Rozlało się, posprzątaj.- oznajmiła jakaś nie znana mi rudowłosa kobieta, która powinna skończyć picie dwie lampki temu. Nie zadowolona jej tonem przekręciłam oczami i ruszyłam po mopa, niestety moje zamiary uniemożliwił jakiś mężczyzna łapiąc mnie za nadgarstek. Przyciąga mnie płynnym ruchem, w skutek tego moja głowa boleśnie uderza w klatkę piersiową tego debila.
- Co sobie wyobrażasz?!- krzyczę zła i dopiero teraz rozpoznaję Verdasa, o nie, próbuję się wyrwać, lecz nie wychodzi mi to.
- Nie sądzisz, że powinnaś mi coś wytłumaczyć?- uśmiecha się do mnie zaczepnie.
- Chyba nie mamy o czym.- mój oschły ton zaskakuje mnie samą, ale on się nie przejmuję tym, jedyne co robi to śmieję się i przyciąga mnie do siebie łapiąc w talii.
- Naszą ostatnią randkę skarbie.- szepcze zmysłowo do mojego ucha- A raczej- przerywa i przygryza płatek mojego ucha, a jego dłoń zsuwa się tak, że szatyn bez problemu lekko masuję mój pośladek.- nasze dość bliskie zapoznanie się ze sobą w aucie.- całuję moją szyję, a ja walczę ze sobą, aby nie poddać się, lecz gdy zielonooki przytrzymuje mnie jak chce się odsunąć lekko pojękuję z powodu tego, że mocniej przyciska moje ciało do swojego.
- Nie mamy o czym.- ledwo wymawiam i podejmuję kolejną próbę uwolnienia, która kończy kończy się w ten sam sposób co poprzednia.- Puść mnie.- syczę, lecz on ma to po prostu w dupie.- Jestem w pracy to po pierwsze, a po drugie nie mam zamiaru kolejny raz dać ci się uwieść.- jestem wściekła, że naprawdę trudno przychodzi mi przeciwstawianie się mu, ale nie mogę, obiecałam to sobie.
- Ojj, kochanie, nie bądź taka, przecież ci się podobało, sama chciałaś więcej i teraz też to czujesz, tracisz kontrolę na sobą gdy tylko jestem obok. Nie zaprzeczysz temu. wiem to i ty też to wiesz.- całuję moją szyję dość zachłannie.
- Verdas zabieraj ode mnie te łapy i daj mi pracować.- warczę i odpycham go jak najmocniej potrafię, może rzeczywiście się odsuwa, ale robi to tylko i wyłącznie z własnej woli, i robi to na odległość jednego kroku, a na ego twarzy tkwi łobuzerski uśmieszek.
- Śliczna- znów jego usta muskają moje ucho, przymykam oczy.- Jak woli, ale pamiętaj, że jak coś to jetem tu, wiesz...- przerywa i lewą dłoń kładzie na moich żebrach na wysokości biustu, a mnie przechodzą ciarki.- noc jest jeszcze długa.- gdy odsuwa swoje usta od mojego ucha to całuję delikatnie kącik moich warg. Przez to było mi jeszcze gorzej odejść od niego, pragnę go, wiem jaki jest, ale tylko przy nim czuję tak silne pożądanie i nie ukrywajmy jest wprost genialny w łóżku.

Przez cały wieczór nie mogłam się skoncentrować i nie ukrywam, że Verdas jeszcze dwa razy próbował mi "umilić" godziny mojej pracy. Zaczynam powoli mieć dość i niestety Lu musiała mnie opuścić wcześniej, bo poślizgnęła się nie za bardzo wiem czym i chyba skręciła kostkę, bo nie mogła normalnie stanąć. więc Ami zwolniła ją z reszty pracy i biedna Meg musiała ogarniać dwie części sali. Cieszę się, że to nie przeszło na mnie, ale zastanawiam się jak wrócić do domu, bo przyjechałam razem z blondynką. Na szczęście reszta wieczoru odbyła się bez niespodzianek, lecz musiałam zostać godzinę i przeliczyć kasę, więc na mnie spadł obowiązek zamknięcia lokalu i wracania na pieszo do mieszkania. Przebrałam się, włączyłam alarm i powolnym krokiem ruszyłam w stronę mojego miejsca zamieszkania, po jakiś trzech minutach znów zaczął padać deszcz, a ja pogratulowałam sobie głupoty, bo nie wzięłam parasolki i nie mam choćby kaptura. Nagle poczułam jak ktoś nakłada mi na ramiona kurtkę, skórzaną, pachnącą perfumami, które zdążyłam już tak poznać, iż wiem, że tylko jedna osoba tak bosko pachnie- Leon. Odwróciłam się w jego stronę.
- Czego chcesz?- warczę, choć jestem wdzięczna, że tu jest, sama nie wiem dla czego.
- Oh, kochanie, nie unoś się tak.- mówi zmysłowym tonem.
- Zostaw mnie wreszcie w spokoju.- syczę, nie zwracając uwagi na to co powiedział.
- Przecież ty tego nie chcesz.- stwierdza, a ja zamieram.
- Skąd ty możesz wiedzieć co JA chcę.
- Bo nigdy, ani razu nie sprzeciwiłaś się temu jak cię nazywam, nie zauważyłaś, skarbie?- jego usta przybierają łobuzerski uśmieszek.
- Bo nie zwracałam na to uwagi.- zmyślam szybko, ale wiem, że tak naprawdę podobało mi się jak się do mnie zwraca.
- Nie kłam, widać po tobie, że cieszysz się, gdy słyszysz jak zwracam się do ciebie, śliczna, czy kochanie.- mówi pociągającym głosem, przyciągając mnie do siebie. Nasze mokre ciała zderzają się ze sobą, a ja wzdycham czując jego mięśnie, przez dwie mokre koszulki.- Widzisz, teraz jesteś podniecona i chcesz więcej.- szepce mi do ucha, a jego ręce schodzą na moje pośladki, a ja cały czas stoję jak zahipnotyzowana i nie wiem co robić, mój umysł jest całkowicie w innej rzeczywistości, w której liczy się tylko bliskość Leona. Niestety wiem, że nie mogę na to pozwolić, ale sprzeciw działaniom Leona jest jak walka z samą sobą i swoimi pragnieniami.
- I jeszcze więcej.- mówi szatyn i zaczyna całować moją szyję, ssąc w jednym miejscu, tym samym kiedy byliśmy na dyskotece.- Nie zaprzeczysz?- pyta oderwawszy się od mojej szyi.
- Leon...- próbuję coś z siebie wydusić, ale nie wiem co.
- Choć, zawiozę cię do domu, śliczna.- nie jestem w stanie wypowiedzieć czegokolwiek, idę za szatynem milcząc.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej!
Przepraszam, że tydzień emu nic nie dodałam,
ale pisałam na telefonie i w sumie rozdział był dość długi.
Niestety stwierdziłam, że jest słaby i wolałam nic nie dodać.
Później szkoła, ale ten rozdział pisałam trzy dni nie mogąc nic wymyślić.
Tak oto przedstawiam wam moje wypociny i mam nadzieje, że wam się spodobają.
Mam jeszcze jedną sprawę i to super ważną.
Nie wiem czemu pod ostatnim rozdziałem jest ponad 200 wyświetleń,
a komentarzy 3. 
Staram się pisać coraz lepiej dla was i jest mi przykro kiedy nie widzę 
chociażby złego zdania o moim opowiadaniu.
Mi wystarczy nawet kropka, jedno słowo.
Ale chciałabym wiedzieć, ile osób to naprawdę czyta.
Czy jest sens dalej ciągnąć bloga.
Szczególnie, że widzę czasem więcej komentarzy.
Najwięcej to 5, a jak patrzę pod rozdziałami innych
ponad dziesięć razy więcej komów, to zastanawiam się, czy serio jestem,
aż tak słaba?
Proszę was, żebyście pod tym rozdziałem zostawili
chociaż kropkę, jeśli czytacie. 
Bo zastanawiam się od dłuższego czasu nad sensem istnienia tego bloga...