niedziela, 31 stycznia 2016
Przepraszam, przepraszam, przepraszam.
Przepraszam, że znowu nie ma rozdziału, ale przez te trzy tygodnie cały czas uczyłam się i poprawiałam oceny. Teraz mam ferie i postaram się coś naskrobać, ale niczego raczej nie opublikuje. Nie wiem co dalej z tym opowiadaniem, bo nie mam na nie pomysłu... Ale o wszystkim dowiecie się najpóźniej za trzy tygodnie, ale postaram się wcześniej. Jeszcze raz was przepraszam, szczególnie, że pod ostatnim rozdziałem były 4 komy i może to nie dużo, ale dla mnie to jest naprawdę ważne. No to do zobaczenia.
niedziela, 3 stycznia 2016
Rozdział 27 i wytłumaczenie
Szybko spycham dłoń mężczyzny z mojej nogi i kieruje się w stronę wyjścia. Niestety w połowie drogi ktoś łapie mnie za nadgarstek i odwraca w swoją stronę, okazuje się, że to ten nachalny człowiek.
- Puść mnie!- krzycze najgłośniej jak potrafię, lecz muzyka i tak zagłusza mnie.
- No jak będziesz grzeczna to obędzie się bez zbędnej agresji.- boję się, co ten facet ode mnie chce?! Ciagnie mnie w stronę jakiś schodów i przyssiewa się do moich ust swoimi, przyciska mnie do ściany swoim ciałem. Obiema rękami rozdziera moją sukienkę na wysokości piersi i przy okazji stanik kończy jak ubranie, jego jedna dłoń tam zostaje i zaczyna bawić się nimi. Druga zaś szybko odnajduje koniec krótkiej sukienki i podwija tak aby mieć spokojny dostęp do moich majtek. Z moich oczu już strumieniami lecą łzy, nie mogę się poruszać przez jego ciało. Czuje jak moja bielizna zostaje zerwana ze mnie, a jego obślizgła łapa zaczyna wchodzić we mnie co raz brutalnej. Słyszę jak rozpina rozporek i nagle nie czuje już nic opadam przerażona na zimną posadzkę i otwieram oczy, aby zobaczyć co się dzieje. Zamieram... widzę Leona uderzającego mojego napastnika w głowę, ten upada nie przytomny. Szatyn szybko odwraca się w moją stronę i mocno przytula.
- Już wszystko dobrze Violu.- mocze kego koszulkę łzami i wtulam się w niego. Gdyby nie on, to ten fagas dawno by mnie pieprzył bez mojej zgody.
- D - dziękuję- łkam cicho.
- Nie masz za co.- głaszcze mnie po włosach, a ja po kilku minutach się uspokajam- Chodź pojedziemy do mnie, tam umyjesz się i pójdziesz spać.- prawie nie zauważalnie przytaknęłam głową. Szatyn odsunął się ode mnie i gdy zobaczył rozdarty przód sukienki zacisnął mocno szczękę, a ja próbowałam zasłonić się rękami. Zielonooki szybkim ruchem rozebrał się z górnej części stroju i ubrał mnie w nią. Byłam mu strasznie wdzięczna, pomógł mi wstać i przyciąga do siebie obejmując ramieniem. Gdy wychodzimy z klubu oddycham z ulgą.
- Dziękuję ci.- szepcze zznów zanosząc się płaczem, nagle czuję ogromny ból w głowie i po kilku sekundach czuję jak Leon podtrzymuje mnie przed upadkiem na chodnik.
Budzą mnie promienie słońca, gdy otwieram oczy czuję ból głowy, a wszystkie wspomnienia wracają, Boże dobrze, że Leon tam był. Jak na zawołanie do pomieszczenia wchodzi szattn z tabletką i szklanką wody.
- Lepiej się czujesz?- pyta zmartwiony.
- Tak już wszystko dobrze.- uśmiecham się lekko do niego- Jeszcze raz dziękuję ci za wszystko, gdyby nie ty... to...-moje oczy znów nabierają łez.
- Spokojnie Violu, nic ci nie zrobił.- przytulam się do niego najmocniej jak potrafię, teraz czuję się bezpiecznie. Po paru minutach Leon nie wypuszczając mnie z uścisku kładzie mnie i tuląc całuje w skroń. Bicie jego serca usypia mnie w ekspresowym tępie.
Właśnie weszłam do mojego mieszkania i czuję wzrok włoszki na sobie.
- Czemu wracasz o 19 następnego dnia?!-pyta wkurzona.
- Gdybyś mnie nie zostawiła to była bym wcześniej. Żaden fagas nie próbowałeby mnie zgwałcić, a Leon nie musiałby mnie ratować i przenocowywać!- krzyczę zdenerwowana postawą przyjaciółki, która blednie słysząc moje słowa.
-A-ale jak to?!- pyta przerażona.
- No (...) i gdyby nie on to nie skończył by na obmacywaniu mnie...- kończę płacząc po raz kolejny.
- Przepraszam Violu.- płacze razem zr mną.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejo!
Wiem znowu krótki rozdział, ale pisze po raz kolejny z telefonu i inaczej nie mogę jak tylko dodawać krótsze rozdziały. Za tydzień rozdział na drugim blogu. Mam nadzieję, że wam się podoba.
Do następnego :*
PRZEPRASZAM ZA BŁĘDY
- Puść mnie!- krzycze najgłośniej jak potrafię, lecz muzyka i tak zagłusza mnie.
- No jak będziesz grzeczna to obędzie się bez zbędnej agresji.- boję się, co ten facet ode mnie chce?! Ciagnie mnie w stronę jakiś schodów i przyssiewa się do moich ust swoimi, przyciska mnie do ściany swoim ciałem. Obiema rękami rozdziera moją sukienkę na wysokości piersi i przy okazji stanik kończy jak ubranie, jego jedna dłoń tam zostaje i zaczyna bawić się nimi. Druga zaś szybko odnajduje koniec krótkiej sukienki i podwija tak aby mieć spokojny dostęp do moich majtek. Z moich oczu już strumieniami lecą łzy, nie mogę się poruszać przez jego ciało. Czuje jak moja bielizna zostaje zerwana ze mnie, a jego obślizgła łapa zaczyna wchodzić we mnie co raz brutalnej. Słyszę jak rozpina rozporek i nagle nie czuje już nic opadam przerażona na zimną posadzkę i otwieram oczy, aby zobaczyć co się dzieje. Zamieram... widzę Leona uderzającego mojego napastnika w głowę, ten upada nie przytomny. Szatyn szybko odwraca się w moją stronę i mocno przytula.
- Już wszystko dobrze Violu.- mocze kego koszulkę łzami i wtulam się w niego. Gdyby nie on, to ten fagas dawno by mnie pieprzył bez mojej zgody.
- D - dziękuję- łkam cicho.
- Nie masz za co.- głaszcze mnie po włosach, a ja po kilku minutach się uspokajam- Chodź pojedziemy do mnie, tam umyjesz się i pójdziesz spać.- prawie nie zauważalnie przytaknęłam głową. Szatyn odsunął się ode mnie i gdy zobaczył rozdarty przód sukienki zacisnął mocno szczękę, a ja próbowałam zasłonić się rękami. Zielonooki szybkim ruchem rozebrał się z górnej części stroju i ubrał mnie w nią. Byłam mu strasznie wdzięczna, pomógł mi wstać i przyciąga do siebie obejmując ramieniem. Gdy wychodzimy z klubu oddycham z ulgą.
- Dziękuję ci.- szepcze zznów zanosząc się płaczem, nagle czuję ogromny ból w głowie i po kilku sekundach czuję jak Leon podtrzymuje mnie przed upadkiem na chodnik.
Budzą mnie promienie słońca, gdy otwieram oczy czuję ból głowy, a wszystkie wspomnienia wracają, Boże dobrze, że Leon tam był. Jak na zawołanie do pomieszczenia wchodzi szattn z tabletką i szklanką wody.
- Lepiej się czujesz?- pyta zmartwiony.
- Tak już wszystko dobrze.- uśmiecham się lekko do niego- Jeszcze raz dziękuję ci za wszystko, gdyby nie ty... to...-moje oczy znów nabierają łez.
- Spokojnie Violu, nic ci nie zrobił.- przytulam się do niego najmocniej jak potrafię, teraz czuję się bezpiecznie. Po paru minutach Leon nie wypuszczając mnie z uścisku kładzie mnie i tuląc całuje w skroń. Bicie jego serca usypia mnie w ekspresowym tępie.
Właśnie weszłam do mojego mieszkania i czuję wzrok włoszki na sobie.
- Czemu wracasz o 19 następnego dnia?!-pyta wkurzona.
- Gdybyś mnie nie zostawiła to była bym wcześniej. Żaden fagas nie próbowałeby mnie zgwałcić, a Leon nie musiałby mnie ratować i przenocowywać!- krzyczę zdenerwowana postawą przyjaciółki, która blednie słysząc moje słowa.
-A-ale jak to?!- pyta przerażona.
- No (...) i gdyby nie on to nie skończył by na obmacywaniu mnie...- kończę płacząc po raz kolejny.
- Przepraszam Violu.- płacze razem zr mną.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hejo!
Wiem znowu krótki rozdział, ale pisze po raz kolejny z telefonu i inaczej nie mogę jak tylko dodawać krótsze rozdziały. Za tydzień rozdział na drugim blogu. Mam nadzieję, że wam się podoba.
Do następnego :*
PRZEPRASZAM ZA BŁĘDY
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)