sobota, 18 października 2014

6 Rozdział: "Jak wam się podoba?"



Jeszcze tylko 3 dni do ślubu i wesela. Dzisiaj impreza, którą szykowaliśmy przez prawie 3 tygodnie. Są wszyscy ich znajomi. I atrakcje też są! No i oczywiście 6 litrów wódki na 8 osób, 5 pizz, 7 butelek różnych napojów i różne inne przekąski.
-Chyba im się spodoba?- mówię do Leona. Jestem ubrana w krótką, czerwoną sukienkę z dekoltem i wysokie buty. Nasze relację z Leonem nieco się polepszyły wysłuchałam jego tłumaczenia i wierzę mu. Ale nie jesteśmy parą i dobrze mi z tym na razie. A Leon był ubrany w koszulę w kratkę i jeansowe spodnie. Imprezę urządziliśmy u mnie, żeby nie wiedzieli.
-Sądzę, że spodoba im się. Mi przynajmniej się podoba.- czekamy już tylko na Lu i Fede. Gdy nagle wchodzą wszyscy krzyczą niespodzianka.
-Jak wam się podoba?- pytam ucieszona widząc ich uśmiechy.
-Jest super skąd mieliście taki pomysł?- pyta Fede jak zawsze z dużą ilością energii.
-Jakoś oboje wpadliśmy na to samo.- powiedzieliśmy w tym samym momencie i zaczęliśmy się z tego śmiać. Impreza mijała super. Teraz wszyscy siedzimy w kółku i gramy w butelkę.
-Ten kto nie wykona zadania oddaje jakąś część garderoby, Oki?- pytam i wszyscy przytakują- To co Lu zaczyna.- Lu zakręciła butelką i wypadło na Cami.
-Cami…hm…zatańcz na stole jak striptizerka do końca piosenki.- Cami z uśmiechem wstała i weszła na stół. Tańczyła, aż skończyła ubrała się i usiadła pogroziła mi palcem, bo ja najgłośniej się śmiałam. I akurat wypadło na mnie. Tylko ja i Fede znaliśmy Leona, więc Cami to wykorzystała.
-Całuj się z Leonem do końca piosenki- miała chytry uśmiech, nie mogła odmówić, bo miałam sukienkę i w sumie to mi pasowało. Więc usiadłam na Leonie i zaczęliśmy się całować. To było niebo gdy skończyła się piosenka oderwaliśmy się od siebie z żalem. Zakręciłam butelką  i wypadło na Fede musiał przebrać się w jedną z moich sukienek i założyć moje buty (które były bardzo wysokie) i miał zatańczyć z Lu przez piosenkę. Wyglądało to komicznie, Fede ledwo „wszedł” w moją sukienkę (krótką, zieloną, z dekoltem), a jak założył buty to raczej nie tańczyli tylko Lu pomagała mu stać. Po tym kręcił Fede i wypadło na Leona musiał zatańczyć ze mną na stole tak jak zawsze czyli do końca piosenki. Gdy Leon kręcił wypadło na Naty, miała zatańczyć jak striptizerka, po skończeniu butelka wybrała mnie. Musiałam rozebrać się (oczywiście do bielizny) i zatańczyć na rurze przez jedną piosenkę. Zabawa trwała do 6 rano. Wszyscy mieli pokuj dla siebie, może nie do końca. Bo Lu i Fede poszli do siebie. Naty i Maxi, zajęli jeden pokój. Cami i Brodwey drugi, a Leon trzeci pokuj, a ja sypialnię. Obudziłam się pierwsza o 15:30 i sama zjadłam coś i naszykowałam coś dla innych. W połowie jedzenia przeze mnie posiłku zszedł Leon. Po jego minę sądzę, że nie tylko ja mam kaca.
-Masz sok z pomarańczy?- pyta bardzo cicho.
-Tak. A co na kaca ci pomaga?- pytam z uśmiechem i wyciągam z lodówki sok.
-Żebyś wiedziała, że tak pozatym to mój ulubiony owoc.- on ma tak samo jak ja.
-To już wiem do kogo przyjść jak mi się skończy a sklepy będą zamknięte.- zaśmiałam się.
-Ja też już wiem.- uśmiechnął się do mnie. Ja znowu zaczynam coś do niego czuć!
-Hej.-mówi ledwo żywym głosem Cami. Rudowłosa dziewczyna trzyma się za głowę. Ja z Leonem patrzymy na siebie i w tym samym momencie pytamy:
-Soku z pomarańczy?- pytamy na raz, a Cami tylko kiwa przecząco głową. Już wszyscy poszli został tylko Leon i pomagał mi sprzątać. Nagle sobie przypomniałam, że ja miałam zrobić tort weselny. Przecież ja nie umiem, ale może Leon umie jest moją ostatnią deską ratunku.
- Leon proszę cię powiedz, że umiesz robić torty weselne.- powiedziałam nagle, a on się lekko zdziwił.
-Tak, ale o co chodzi?
-Bo ja mam zrobić im tort na wesele, ale oni zapomnieli, że ja nie umiem gotować, więc zapytałam ciebie i proszę cię pomóż mi.- zaczęłam go błagać, a on od razu się zgodził jest już 21:30 czyli około 39h do wesela a ten tort musi postać, żeby super smakował. Pokazałam mu co mam na ten tort i skierowałam się ku wyjściu a on nagle złapał mnie w talii i przerzucił mnie przez ramię i zaniósł mnie do łazienki i postawił mnie nie krzyczałam wiedziałam, że nie mam szans i nie miałam siły.
-Nie zrobię tego za ciebie, ja ci tylko pomogę- oznajmił mi z uśmiechem, który odwzajemniłam. Umyliśmy ręce i zabraliśmy się do pracy. Przy pracy oczywiście pijemy wino, które mi zostało. Gdy skończyliśmy była 4 nad ranem, ale byliśmy tak pijani, że nie mogło skończyć się spokojnie. Jak szłam do sypialni potknęłam się i już byłam gotowa na twarde spotkanie z ziemią. Ale na szczęście Leon mnie złapał. Wtedy nasze usta były nie bezpiecznie blisko. Gdy wstaliśmy nasze usta złączyły się. Zaskoczona oddałam pocałunek, lecz gdy zabrakło mi powietrza Leon to wykorzystał i wsadził swój język do moich ust. Wtedy nasze języki zaczęły walczyć. Ciągle się całując przenieśliśmy się na łóżko, położył mnie i zaczął całować po szyi. Zaczęłam rozpinać mu koszulę, gdy mi się to udało rzuciłam ją daleko za siebie. On zrobił to samo i zaczął całować po brzuchu. Rozpiął stanik, który powędrował tam gdzie nasze bluzki. Teraz pieścił moje piersi ja jednym zwinnym ruchem zmieniłam nasze pozycje to on był teraz na dole. Rozpięłam mu spodnie i ściągnęłam. Widziałam, że jego kolega jest już gotowy by pobawić się z moją przyjaciółką. Gdy zdjęłam mu bokserki to on wykorzystał to i znowu byłam na dole. Już chciał włożyć, ale się zawahał.- Leon działaj!- wykrzyknęłam nie znałam siebie takiej- Pokarz mi tygrysie co potrafisz.- prowokowałam go- Chyba, że jesteś cienki.- prowokowałam go i się udało- To mój pierwszy raz, więc pokarz jak to wygląda.- UDAŁO SIĘ!!! Już bez zbędnych myśli wszedł we mnie tym ruchem przebił moją błonę dziewiczą, której miałam już serdecznie dość. Ale wracając do Leosia zaczął się ruszać do przodu i tyłu, co raz szybciej. Boże jakie to fajne. Nagle poczułam, że doszłam Lu miała rację, że to takie miłe. Nie długo po moim dojściu Leon zaczął mnie wypełniać od środka, ale PRZYJEMNIE. Przez cały czas było słychać nasze głośne jęki rozkoszy. Po kilku upojnych godzinach zasnęliśmy w swoich objęciach.
Mam nadzieję, że się podoba. Codziennie sprawdzam liczę wyświetleń jest ich nawet sporo, ale tylko jedna osoba komentuje, więc następny rozdział jak będą... na początek 3 komentarze. Pozdrawiam Julia Verdas.
 

piątek, 17 października 2014

WAŻNE!!!

Proszę was wszystkich. piszcie komentarze. Dzięki nim mam motywację do pisania i chce znać wasze opinie na temat moich opowiadani i pomysłów. Pozdrawienia Julia Verdas.
 

5 Rozdział: "Skond ty go zanasz?"



Minęły już 3 lata. Lu i Fede biorą ślub za 3 tygodnie ja jestem druhną Lu, a Fede nie chce nam powiedzieć kogo wybrał pewnie jeszcze nikogo nie ma. Właśnie myślę nad imprezą, którą muszę zorganizować.
Federico:
Dzwonie to swojego starego przyjaciela mam nadzieję, że odbierz, bo chce, żeby do on był światkiem jest odpowiedzialnym pyzatym organizuje świetne wieczory kawalerskie.
-Halo?- zaczynam.
-Kto mówi?- pyta bardzo smutnym głosem.
-Twój stary najlepszy przyjaciel, Fede.- przypominam mu.
-O Fede. Co u ciebie? Sorry, że dawno nie dzwoniłem, ale miałem dużo pracy.- tłumaczy się nadal smutny.
-Może się spotkamy, bo to nie jest prośba na telefon.
-Okey. Kiedy?
-Teraz z godzinę u mnie.
-Oki czyli gdzie?
-Na ulicę Kaktuską 50. Czekam!- mówię jak zawsze nakręcony.
Violetta:
Idę do Lu dom obok. Tak mieszkają obok mnie. Chociaż Lu się cofa i pyta czy mam już sukienkę na jej wesele. Kiwam tylko przecząco głową,  a ona ciągnie mnie powrotem do domu. Wbiegamy po schodach i otwieramy moją szafę. W niej same sukienki. Obie bierzemy się do wybierania.
Federico:
Ktoś puka do drzwi. Otwieram drzwi, a tam coś czego się nie spodziewałem. Mój przyjaciel Leon, który zawsze był promiennie uśmiechnięty nawet jak było źle. Teraz WRAK CZŁOWIEKA!
-Leon co się z tobą stało?- pytam przerażony.
-Nic po prostu kilka lat temu popełniłem błąd i straciłem dziewczynę swojego życia i ona nie chce mnie znać.- mówi prawie płacząc. To nie ten sam Leon, on tą dziewczynę kochał chyba bardzo mocno.
-Współczuje. Ale mam prośbę, czy mógłbyś zostać moim świadkiem?- pytam z nadzieją jak się zgodzi to poproszę Vilu, żeby się z nim poznała nie chce wykorzystywać siostry, ale nie mogę patrzeć na takiego Leona.
-Jane nie ma problemu. Kiedy?
-Za 3 tygodnie.
-Spoko, a kiedy chcesz mieć wieczór kawalerski?
-Kiedy ty ustalisz, jesteś jak chodzi o to mistrzem.- a on się tylko bardzo lekko uśmiecha. Gadamy sobie no wiecie 5 lat zaległości.
Violetta:
Wreszcie znalazłyśmy jakąś sukienkę. Krótką, fioletowej sukienkę z dekoltem oczywiście krótką. Założyłam ją. Lu mnie uczesała i umalowała.
-Wyglądasz nie ziemsko! Tak masz się ubrać na moje wesele.- mówi ucieszona- Choć idziemy pokazać cię Fede.- łapie mnie za nadgarstek i ciągnie ku drzwi. Gdy wchodzimy do jej mieszkania słyszymy śmiechy. Stajemy i Lu mówi
-Ty Fede i twój kolega macie zamknąć oczy.- rozkazała i wypchnęła mnie na środek salonu- Otwórzcie oczy. A oto twoja siostra.
-A oto mój stary przyjaciel. On jest moim świadkiem. CHWILA!? Gdzie on jest!?- Fede zaczął się śmiesznie rzucać. Powiedziałam, że musze do łazienki i poszłam na górę. W łazience poprawiłam makijaż i sukienkę. Gdy schodziłam wiedziałam, że jego kolega już jest.
-Już. To super to jest Leon. Leon to Viola.- przedstawia nas ucieszony Fede. A Leon podaję mi rękę i udaje przed Fede, że mnie nie zna. To samo chciałam zrobić. No cóż podałam mu rękę i poczułam jak odpływam. A teraz musze spędzać też czas poza pracą, bo musimy im naszykować wesele. Chwila spojrzałam na niego wygląda jak WRAK CZŁOWIEKA. Wszyscy usiedliśmy na kanapie i akurat przez wypadek obok niego używa nadal tych samych perfum, ale ma smutek w oczach a te piękne oczy zawsze się uśmiechały. Dobra Viola ogarnij się!
-To co wy idźcie do Vilu i planujcie wesele. Oki to pa.- wyskoczył nagle Fede i Wypych nas z domu. Już wiem o co mu chodzi, ale… nieważne musze planować imprezy mojej przyjaciółki i swojego brata. Nie źle łatwo będzie znam ich oboje na wylot. A teraz musze wszystko ustalić z Leonem.
-To jakie masz pomysły?- pytam go siadając na kanapie.
-Może weźmiemy tą kapele co Fede uwielbiał na studiach?
-Okey. Chcesz kawy, herbaty?- pytam, bo nie wiem co zrobić.
-Nie dzięki.- czemu on tak się tak patrzy na mnie. Chwila ja jestem w tej sukience!
-Zaraz wrócę tylko się przebiorę.- co ja mam robić przecież kocham go i nienawidzę zranił mnie jednak jak go zobaczyłam on jest wrakiem człowieka. Ale zasłużył sobie mógł mnie nie zwodzić i tak ma dobrze, że go nie zwolniłam! Kiedy schodziłam zauważyłam jak patrzy na zdjęcie mnie z Marco, on teraz jest moim przyjacielem, a na zdjęciu mamy głupie miny. Leon jak patrzy na to zdjęcie to ma w oczach łzy. Gdy mnie usłyszał szybko je wytarł i odwrócił wzrok od zdjęcia.
-Jak tam z Marco?- pyta jedna ciężko jest mu uwierzyć.
-Jesteśmy przyjaciółmi. A jak z Francescą?- też nie wytrzymałam.
-Mnie nic z nią nie łączy i nie łączyło!- mówi a w jego oczach nie ma już ani jednego blasku życia. Nagle wstaje i kieruje się do drzwi- Może innym razem zaplanujemy to ich wesele.
Powiedział i wyszedł WYBIEGŁ ile miał sił. Co mu jest nie mam pojęcia lecz wiem, że nie dam rady się z nim widywać. MAM wszystkie pomysły wyśle mu na maila. Po 2h wreszcie odeszłam od komputera. Miałam bardzo dużo pomysłów. Zeszłam do kuchni i zjadłam pizzę i popiłam sokiem pomarańczowym. Umyłam się i poszłam spać cały czas myślę czemu tak zaragował.
Leon:
Gdy mi powiedziała o Francesce to chciałem płakać ona mi nie wierzy, że to Francesa mi kazała. Powiedziała, że jak ją pocałuję w usta w pizzerii przy Marco to ona mi powie wszystko o Vilu. Więc zrobiłem to, bo mi bardzo zależy na Violettcie. Tylko wszystko spieprzyłem. Ona czuła coś to mnie, a teraz przeze mnie cierpi. Ma przynajmniej bliskie osoby.
Violetta i Leon:
Obudziłam/em się nagle w nocy z pomysłem na imprezę Fede i Lu. Zaprosimy wszystkich znajomych do domu i będziemy grać w butelkę itp. Napisałam/em to i wysłałam/em na maila. I zasnęłam/em dalej.
 Mam nadzieję, że się podoba, na komputerze mam już do 7 rozdziału włącznie, ale myślę nad nowym opowiadaniem i wtedy będzie to i jeszcze jedno. naiszcie co sadicie

czwartek, 16 października 2014

4 Rozdzial: „ona cos do ciebie czula!”



LEON!!! Co!? On chodzi z Fran? Czuję się jak debilka jak mogłam się w nim zakochać!? Nie chce mi się żyć. A Francesca jest okropną przyjaciółką ona wiedziała, że po raz pierwszy od bardzo dawna się zakochałam, a ona zabrała mi go z przed nosa. To po co Leon mnie zapraszał na to głupie świętowanie!? On jest zwykłym chujem. Chce mi się płakać chwila!? Ja już płaczę!! Chciałam już wyjść lokalu, na szczęście Lu zobaczyła to samo i od razu gdy spojrzała w moje oczu wstała i obie wyszłyśmy. Niestety zauważyli to Marco nagle wybiegł też…PŁACZĄC!!! I tylko gdy był obok mnie powiedział cicho „Czuję się tak samo jak ty zemściła się na mnie!”. A Francesca cieszyła się z całej tej sytuacji. Już z Lu wychodziłyśmy, gdy nagle ktoś złapał mnie za nadgarstek.
-Violu, daj wytłumaczyć.
-NIE MÓW DO MNIE TAK!!!- wykrzyknęłam i wyrwałam swój nadgarstek. Nie wiedziałam co robić…uciekłam.
-Ty debilu ona cos to ciebie czuła. Jesteś chory!!!- też wykrzyknęła na niego moja PRAWDZIWA PRZYJACIÓŁKA i wybiegła za mną. Siedzę na polance, na której zawsze siedziałyśmy z mamą, gdy było mam źle. Po jakiś 10 minutach Lu była obok mnie.
-Nie przejmuj się! A z Francescą poradzimy sobie, a on będzie żałował.- próbuje mnie pocieszyć.
-Nie! Francesca od tej pory jest na okresie próbnym, czyli na tym na czym już dawno wylądowałby każdy inny pracownik. A Leon, nic nas nie łączyło bolało mnie to, ale nie byliśmy parą, więc nic z nim nie zrobimy, niech zobaczy co stracił. Lu! Już wiesz czemu nie chciałam się zakochiwać, to zawsze się tak kończy!- zaczęłam płakać. Lu bez słowa wzięła mnie pod ramię i podniosła, doszłyśmy do mojego domu.
-Trzymaj to powinno ci pomóc. Dzisiaj śpię u ciebie.- oznajmia mi i podaje wielkie pudełko z lodami oraz szklankę soku pomarańczowego. Poczym włączyła jakąś komedie i zamówiła wreszcie tą pizzę i Coco-Colę, więc miałyśmy dużo atrakcji. Jednak nadal w sobie jest mi cholernie źle, nadal nie chce mi się żyć. Jednak nie pokazuje tego Lu, bo ona bardzo się o mnie martwi.
Następnego dnia wstałam jak zawsze, zrobiłam wszystkie poranne czynności, zjadłam jeszcze wczorajszą pizzę i ruszyłyśmy z Lu do pracy. Gdy zobaczyła nasz Francesca po prostu kipiała ze złości. Oczywiście musiałam się bardzo dużo pomalować, żeby nie było widać opuchniętych oczu. Na 9 piętrze rozdzieliłyśmy się ja poszłam w lewo a Lu w prawo. Gdy weszłam do swojego gabinetu wszedł Marco.
-Hej co cię sprowadza?- pytam nie zbyt wesołym głosem, ale widzie, że on też nie wygląda najlepiej.
-Chciałbym pracować u was jako projektant, bo nie mam żadnej pracy, a wiesz, że jestem w tym dobry.-powiedział, ale mówił jak wrak człowieka, czyli ja bym tak mówiła bez Lu. O matko, on nie mam nikogo, zostawił wszystko dla tej debilki. Ale musze zapytać Lu bo nie mogę dać dodatkowego miejsca pracy bez jej zgody.
-Wiesz co choć ze mną, bo muszę zapytać Lu, ale raczej będziesz pracować.- powiedziałam a on uśmiechną się? Chyba, bo zrobił to bardzo znikomo. Wyszliśmy z gabinetu i poszliśmy do Lu. Powiedziałam, żeby poczekał. Sama weszłam. Powiedziałam Lu o tym i o swoich przemyśleniach.
-Więc co przyjmujemy go?- pytam Lu choć znam odpowiedź.
-Okey. Niech wejdzie.- zaprosiłam go do nas i powiedziałam, że ma u nas pracę i już od jutra zaczyna. Po wszystkim wróciłam do swojego pokoju. Usiadłam za biurkiem. Nagle wszedł Leon.
-Viola, daj mi wytłumaczyć.
-Skończyłeś tamtą umowę?- przerwałam mu- Nie wiem co chcesz mi tłumaczyć. Pamiętaj jesteśmy w pracy i tylko te relacje są między nami – mówiłam co raz trudnie było mi to wymówić, ale mnie zranił. On też po usłyszeniu tego posmutniał. Chciał coś powiedzieć, ale nie dałam mu dojść do słowa- proszę do mnie przyjść do mnie ze skończoną umową. Dowidzenia.
*****
Od spotkania w pizzerii minęło pół roku. Ja, Lu i Marco jesteśmy przyjaciółmi. Francesca już nie pracuje u nas. Mnie i Marco łączy nienawiść do Franceski i Leona. Lu jest zaręczona z Fede. Mój brat już „wie”, że zerwałam z Leonem. Na szczęście zachował to dla siebie jak go o to prosiłam. Nadal nie zapomniałam o Leonie kocham go, ale też nienawidzę. Teraz idę z Lu na pizzę i znowu widzę Francescę, która jest znowu z innym, gdy nas zauważyła pokazała nam fucka i zaczęła się śmiać. Co ona sobie myśli? Nie ważne teraz już nie jest naszą przyjaciółką i nie jest jej przykro, że zraniła dwie osoby które ją kochały. Siedzę już na kanapie w pizzerii i czekam z Fran na pizzę. Nagle widzę prze okno Leona on… PŁACZE i pisze jakiegoś sms-a. Nagle dostałam wiadomość patrzę na ekran:
Od Debil:
Violu daj mi wytłumaczyć ja nigdy nie kochałem i nie kocham Franceski. To ona mnie zmusiła. ZAKOCHAŁEM się w TOBIE od pierwszego spojrzenia KOCHAM CIĘ.
Do Debil:
Daj mi wreszcie spokój niby jak cię zmusiła jak ty podeszłeś i ja pocałowałeś nie rób ze mnie debila.
Wyłączyłam telefon i akurat przyszła pani z pizzą .