sobota, 26 września 2015

Rozdział 3

Dziś mam to głupie spotkanie, które miało być tydzień temu, ale co się stało? Zawalił to jakiś koleś, super co nie? Co z tego, że pędziłam na łeb, na szyję i połamałam szpilki. Siedzę właśnie w gabinecie i czekam, aż się zjawią. Moje przemyślenia przerywa pukanie do drzwi, rzucam oschłe proszę i poprawiam żakiet. 
- Dzień dobry pani Castillo.- widzę, że Hernandez zjawia się znowu bez swojego towarzysza, to chyba kpiny...
- Dzień dobry, nie ma z panem naszego długo wyczekiwanego gościa?- lekko zakpiłam, brunet jest do tego przyzwyczajony, zawieramy dużo umów i nie zwraca już na to uwagi.
- Nie ma jeszcze pół godziny, aby się nie spóźnić, przyszedłem wcześniej, aby poprosić panią o bycie choć trochę milszą dla pana Verdasa, bo od tego zależy, czy podpiszemy tą umowę.- powiedział ostrożnie.
- Postaram się.- rzuciłam beznamiętnie. Mężczyzna usiadł na przeciwko mnie i zaczęliśmy omawiać szczegóły, w między czasie Francesca przyniosła nam zamówione przeze mnie kawy. Tak zatrudniłam ją jako moją sekretarkę i szczerzę mówiąc świetnie się sprawdza, nadal mieszkamy razem, ale jest o wiele ciekawiej we dwie niż jak siedziałam sama. Oczywiście odbija się to na moim charakterze publicznym staję się słabsza czasem potrafię się zaśmiać nawet przy facecie. Tak właśnie się przed chwilą stało Hiszpan zażartował, a ja jak nigdy cicho się zaśmiałam. Rozmowa stała się luźniejsza. No cóż znamy się trzy lata.
- Czy możemy mówić sobie po imieniu?- zapytał.- Jesteśmy w podobnym wieku i znamy się już trochę.- zaczął tłumaczyć, może będę żałować, bo nie mam do nich zaufania, ale brunet wydaje się miły, trochę jak Fede, ale bardziej...hm... opanowany, myślący, tak wydaję się bardziej myślący niż Fede, nie oszukujmy się. 
- Violetta.- podałam mu rękę.
- Diego.- uścisnął ją. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, co przerwało nam pukanie. Lekko uśmiechnięta zaprosiłam gościa do gabinetu.
- Dzień dobry, jestem Leon Verdas.- przedstawił się dość wysoki szatyn o szmaragdowych oczach, muszę przyznać, że jest przystojny i widać, że nie unika siłowni ani ćwiczeń. Gdyby nie to wszystko pomyślałabym na ten temat dłużej... Violetta co się z tobą dzieje?!
- Violetta Castillo.- wstałam i uścisnęłam dłoń szatyna. Gdy usiadłam od razu przywitał się z Diego, ale nie tak oficjalnie, tylko jak, jak przyjaciele.
- Stary tak cię dawno nie widziałem.
- I vice versa, tylko ja nie wyjeżdżałem.- zaśmiał się, okey o tym nie wiedziałam. Poprosiłam Fran o trzy kawy i zaczęliśmy omawiać szczegóły i wszystkie ważne kwestie. Verdas wydaje się miły i podobny do Diego. Dogadaliśmy się gdzie ma być budowa i do kiedy ma trwać, oraz to kiedy około będę mogła wejść ze swoją ekipą. Szatyn dał mi też projekt 3D na laptopa, żebym mogła już sobie po planować, nie ukrywam, że oszczędził mi tym sporo pracy i przeprosił za to, że w tamtym tygodniu się nie zjawił, ale miał kłopoty na budowie. Nie wiem czemu, ale byłam dla niego milsza i nawet śmiałam się z ich żartów, i najdziwniejsze, że szczerzę. Pod koniec przeszłam z szatynem na Ty i zaprosił mnie na kawę, ale szybko odmówiłam zwalając na papiery, które tak naprawdę skończyłam wczoraj, ale on o tym nie wie. 
- No to już chyba mamy wszystko omówione?- spytałam, tak zaczynam się ich pozbywać.
- Tak. Umówimy się jeszcze na podpisanie umowy, ale to za jakiś tydzień góra dwa.- Leon chyba zrozumiał, bo zaczął się powoli pakować.
- W takim razie do zobaczenia.- powiedziałam gdy wychodzili.
- Do zobaczenia- odpowiedział mi szatyn i zamknął za sobą drzwi.

Właśnie nie uwierzycie, co robię. Robię ciasto z Fran, ja i gotowanie to są dwie nigdy nie łączące się rzeczy, gdyby nie włoszka dawno już bym coś zepsuła. No co nie gotowałam z jakieś pięć lat...
- Nieźle ci poszło.- odezwała się do mnie.
- Nie oszukuj mnie. Wiem, że gdyby nie ty to dawno ciasto byłoby przyklejone do sufity.- śmieję się.
- Nie prawda, świetnie ci poszło jak na kogoś kto przez pięć lat nie zawitał w kuchni.
- Oczywiście. A dzisiaj ma przyjść Fede z Lu i jeszcze kimś.- mówię z mieszanymi uczuciami. 
- To świetnie, a wiesz z kim?- uradował się.
- Z jakimiś przyjaciółmi, więc ja idę do sklepu po coś do picia i inne przekąski.- powiedziałam zakładając buty na nogi.
- Spoko, to ja ogarnę w salonie.- stwierdziła kierując się w odpowiednią stronę. Gdy szłam z zakupami ktoś złapał mnie za ramię, trochę się przestraszyłam, więc szybko się odwróciłam.
- Widzę, że organizuje się ciekawa imprez ciekawe jaka będzie bez ciebie.- facet pod trzydziestkę, masywnie zbudowany stoi przede mną i próbuje gdzieś zaciągnąć. Upuszczam zakupy.
- Zostaw mnie!- krzyczę.
- Nie tak ostro, kochanie, na to będzie jeszcze czas, ale i innym miejscu.- zakpił szybko stanęłam mu na bucie szpilką.- O ty suko jak śmiesz?!- uderzył mnie w policzek.
- Zostaw moją siostrę!- słyszę Fede, ale facet nie odpuszcza i ciągnie mnie, a mój brat zostaje uderzony przez jakiegoś innego kolesia, Szybko się odwracam w stronę mojego napastnika i robię to samo co on mi tylko mocniej.
- Kobiet się nie bije!- krzyczę i kopię go w krok, tak to jest mój ulubiony i najczęściej używany cios w samoobronie. Widzę na jego policzku rozcięty ślad od mojego uderzenia i jeszcze raz wymierzam mu siarczysty cios w ten sam policzek. Nagle podbiega ktoś do mnie i przytula, abym się uspokoiła. Nie wiem kto to, ale czuję się w nich najlepiej pod słońcem, natychmiast się wtulam i daje upust łzą, nie wiem czemu, ale przy tej osobie czuję, że nie muszę udawać zimnej suki. Ręce mocniej mnie opatulają, a jedna ręka jeździ pokrzepiająco po plecach. Gdy się uspokajam patrzę na twarz nieznajomego i zamieram...
~~~~~~~~~
Hej !
Mam nadzieję, że wam się podoba.
Jak widzicie znowu się coś dzieję.
 Co z tego, że pewnie wam się nie podoba...
Czekam na wasze opinie :*

piątek, 18 września 2015

Rozdział 22 "Mogę jakoś pomóc?"

Nie wierzę, że wpakowałam się w związek z Tomem, no dobra jest przystojny, kochany, romantyczny i wiele dziewczyn się za nim ogląda. No i to mój przyjaciel, wspierał mnie w trudnych chwilach nawet jak Lu i Fede się poddawali, ale brakuje jednej rzeczy... chemii, głębszego uczucia i miłości z mojej strony. Zasługuje na kogoś o wiele lepszego, na kogoś kto odwzajemni jego uczucie tak samo mocno jak on.
- Castillo, znowu się zawiesiłaś.- wrzasnęła Bry kiedy nie było nikogo w sklepie.
- Przepraszam, mam naprawdę duży problem.- zaczęłam lecz przerwała mi.
- Nie obchodzi mnie to, jeszcze raz się dziś zawiesisz to wylatujesz.- powiedziała ostro, jak ja jej nienawidzę...
- Przepraszam- wymamrotałam.
- Dobra, ja wychodzę na przerwę zostajesz sama.- rzuciła, gdy była przy wyjściu.
- Okey.-m powiedziałam szczęśliwa perspektywą 30 minut bez niej. Niestety nie mogłam się długo cieszyć, bo do sklepu weszła jakaś kobieta. Ma długie czarne włosy zwinięte w kok, opaloną cerę (widać, że w solarium), piękne błękitne oczy oraz krótkie spodenki i bluzkę na ramiączka, na moje oko ma około 24/26 lat.
- Dzień dobry.- wymuszam uśmiech i obserwuję klientkę, wyraźnie nie wie za co się zabrać.- Może mogę pani jakoś pomóc?- spytałam uprzejmie, a ta na mnie spojrzała z uśmiechem.
- Tak. Czy mogłaby pani pokazać mi jakieś seksowne sukienki w rozmiarze 36?- wstałam z krzesła i skierowałam się w kierunku odpowiedniego wieszaka, szczerze mówiąc wydawało mi się, że ma rozmiar 38, ale klient nasz pan.
- Tutaj są wszystkie. Mogę jeszcze jakoś pomóc?- proforma...
- Tak, ale to już bardziej dziwna prośba...- spuściła głowę w dół, gdyż się lekko zarumieniła, już się boję.- Widzi pani, ja się nie zmieszczę.- pokazała na swoją figurę.- A chcę kupić siostrze prezent niespodziankę, jest pani do niej podobna i też taka drobna...- o cholercia, ja nie chcę.- Czy mogłaby pani przymierzyć kilka.
- Nie wiem, czy mogę, bo jestem w pracy i obecnie sama.- trochę mi głupio, bo wydaję się strasznie miła.
- Wiem, ale to sklep mojej przyjaciółki Bry, więc jak wróci i pani się zgodzi to nie będzie problemu.- i nie mam wyboru...
- No dobrze, tylko wróci dopiero za jakieś 20 minut.
- Dobrze to ja wrócę za pół godziny.- uśmiechnęła się i wyszła.
- Co to kuźwa było?- spytałam sama siebie i wróciłam za ladę. Po dwudziestu minutach wróciła Bry i jak jej powiedziałam to nie była szczęśliwa, jednak kiedy weszła to kobieta od razu zmieniła wyraz twarzy.
- Amber. Stęskniłam się- przytuliły się obie.
- Nie będzie problemu jak...
- No skądże, Violetta przebierz się i masz dodatkową przerwę.- powiedziała uśmiechnięta. Po raz pierwszy powiedziała do mnie Violetta, postęp? Szybko zrobiłam to co mi kazała i wyszłam z Amber.
- To od którego zaczynamy?- pokazała mi kilka najdroższych sklepów w galerii, oczywiście jak mogłoby być inaczej.
- Nie wiem, jestem tu tylko pani manekinem.- zaśmiałam się, a ona razem ze mną.
- Nie pani tylko Amber i bardzo jestem ci wdzięczna za pomoc,- powiedziała.
- Violetta.- uścisnęłam jej rękę i poszłyśmy do najbliższego. Musze przyznać, że sukienki są piękne i czuje się w nich naprawdę seksownie. Z tego co wiem to zostały nam tylko cztery sklepy. Gdy wychodzę z przymierzalni oczy Amber się zaświeciły, sama przyznam, że podoba mi się najbardziej, pasuje na mnie jak ulał.
- Tą bierzemy! - zawołała,- Ale idź dalej mierzyć.- nagle do sklepu wszedł szatyn... nie, nie, nie, nie i jeszcze raz NIE. Tylko nie Leon, lustruję wzrokiem cały sklep i zmierza w naszą stronę, wita się z Amber pocałunkiem. Auć, to zabolało w serce, ale wiem, że też powinnam tak zrobić i może właśnie z Tomem... Gdy mnie zauważa sztywnieje.
- Hej.- odzywam się pierwsza ukrywając ból jaki spowodował mi ten widok.
- Hej.- odpowiada speszony.
- Wy się znacie?- pyta nic nie podejrzewająca brunetka, nie pasują do siebie, ale cóż ich wybór.
- Tak ze szkoły, chodziliśmy do jednej klasy.- mówię za mężczyznę, bo on nie wie co powiedzieć.
- I jak się dogadywaliście kochanie?- to pytanie wbiło mi sztylet w serce. Szatyn zaniemówił.
- Byliśmy znajomymi...- kłamię i widzę ból w jego oczach, sam do ego doprowadziłeś!
- Co sądzisz o tej sukience?- zmienia temat, a on patrzy na mnie. Czuje się skrępowana, bo sukienka sięga do połowy ud i jest dość wyraźny dekolt, jest bez ramiączek, dokładnie uwydatnia moja talię i jest koloru czarnego. Jego wzrok śliska się pomiędzy dekoltem, końcem sukienki i moją twarzą.
- Jest przepiękna.- ledwo wydusił.
- Też tak sądzą, a Violu odwróć się.- poleciła. Plecy miałam wycięte do paska stanika.- Dobra możesz iść przymierzać dalej.- wykonałam jej polecenie, ale zostałam trochę dłużej w przymierzalni, musiałam się uspokoić. Leon już o mnie dawno zapomniał, ma dziewczynę, a ja? Nadal to głupio przeżywam... Nie koniec! Od teraz zapominam o nim, o tym, że coś nas łączyło, o tym jak go bardzo kocham kochałam. Teraz jestem z Tomem, może właśnie on jest tym jedynym?

- Strasznie dziękuje ci za pomoc.- mówi Amber tuląc się do Leona.
- Nie ma za co.- wymuszam uśmiech i już chce wrócić do tej cholernej pracy. gdy mnie zatrzymuje.
- Violu poczekaj!- odwracam się w jej stronę zdezorientowana.- To dla ciebie.- wręcza mi jakąś torbę ze sklepu, w której jest ta piękna czarna sukienka.
- Wybacz, ale nie mogę tego przyjąć,- od razu zaprzeczyła.
- Musisz, bo w niej pokarzesz się na balu, który organizuje. Mam nadzieje, że przyjdziesz.- że co? Ja nie chcę spędzać czasu z Leonem i jego dziewczyną.- Jest w piątek.- mam wymówkę.
- Wybacz, ale w piątek kończę trochę wcześniej niż zwykle i jestem już umówiona z chłopakiem na maraton.- gdy powiedziałam o chłopaku oczy Leona lekko przygasły, niech wie, że nie tylko on może mnie ranić.
- A może z nim przyjdziesz?- pyta z nadzieją
- No dobrze.- ciężko wzdycham. Po krótkiej rozmowie żegnam się z Amber całusem w policzek, a Leonowi rzucam bezuczuciowe "pa". Już się boję tego balu...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej!
Mam nadzieję, że wam się podoba.
Jak zwykle nie mam weny na notkę xD
Czekam na wasze opinie.
Do następnego :*

niedziela, 13 września 2015

Rozdział 2

Violetta:
Od samego rana siedzę nad tymi pojebanymi papierami. Nie wierzę, że mam cztery razy więcej pracy przez to, że jakiś debil źle się z nami umówił. Wczoraj musiałam przekładać wszystkie spotkania z następnego tygodnia na dziś i jutro. Jest prawie 12, więc niedługo pójdę na lunch, potem tylko cztery spotkania i będę mogła iść do domu. Od kiedy powiedziałam Fede co się stało trochę mi ulżyło, ale nadal nie zamierzam zmieniać niczego w moim życiu. Ciężko wzdycham i sięgam po kolejny stosik papierów, obiecuję sobie, że to ostatni przed jedzeniem, resztę zabiorę do domu. Po kilkunastu minutach męki energicznie wstaję i prawie, że wrzucam resztę papierów do torby. Wychodzę z gabinetu i kieruje się do wyjścia:
- Idę na lunch, proszę przygotować salę konferencyjną i zaprosić tam wszystkich z którymi jestem umówiona.- rzucam beznamiętnie. 

Gdy idę parkiem moją uwagę przyciąga płacząca brunetka, urodą trochę przypomina włoszkę. Dobra rozumiem jestem dla wielu ludzi zimna suką, ale szkoda mi płaczących kobiet... No tak, wada doświadczeń życiowych. Nagle widzę jak podchodzi do niej jakiś brunet, z daleka słyszę jak krzyczy i zamachuje się na nią. Bez namysłu biegnę w tamta stronę i zatrzymuje jego rękę swoją, wściekły odwraca się. Ma w oczach to samo co mój ojciec, brzydzę się nim. Przerażona kobieta patrzy się na mnie i wzrokiem każe mi uciekać.
- Co ty suko robisz?! Czy kurwa ktoś kazał ci się szmato wpierdalać?!- wrzeszczy na mnie, staram się opanować, ale nie wychodzi mi to.- I co dziwce zabrakło słów? Idź niech przeleci cię ktoś za rogiem i będziesz szczęśliwa.- zadrwił, tego dość. Zgięłam nogę w kolanie i cofnęłam do tyłu, następnie wycelowałam i kopnęłam go z całej siły w jaja, niech nie myśli, że jeśli je ma to jest lepszy. Szybko zwinął się z bólu, aby nie podniósł się tak od razu kopnęłam go szpilką w piszczel.
- Pomyśl zanim jeszcze raz skrzywdzisz jakąś dziewczynę, chuju.- wysyczałam mu w twarz, którą podtrzymywałam dłonią, następnie lewą wymierzyłam mu siarczysty cios w policzek. Szybko podeszłam do zdezorientowanej włoszki.
- Wszystko w porządku?- popatrzyła się na mnie ze zdziwieniem. 
- T-tak. A-ale czemu się za mną wstawiłaś?- była bliska płaczu.
- Nie lubię jak faceci podnoszą rękę lub głos na kobiety.- wymamrotałam.- Powiedz mi tylko szczerzę, czy to pierwszy raz?
- Nie Marco stał się taki rok temu, zawsze się go bałam, więc nie miała odwagi...- jej oczy się zeszkliły.
- Spokojnie. Ale wiesz, że teraz musisz iść na policję?- zapytałam spokojnie.
- Wiem, ale nie chcę, boję się. Nie mam co ze sobą zrobić.- powiedziała na jednym wdechu.- Zabrał mi wszystko.- wyszeptała. Dobra Violetta musisz jej pomóc, przysunęłam się do niej lekko i przytuliłam, zdziwiona wtuliła się ze mnie i zaczęła szlochać.
- Jak coś możesz u mnie zamieszkać, mam wielkie mieszkanie, mieszkam sama i możesz łatwo sprawdzić moja tożsamość.- powiedziałam myśląc nad każdym słowem.
- Mogłabym?- zapytała z nadzieją, jej była potrzebna troska, to jak przed chwilą potraktowałam tego całego "Marco" dodało mi jej zaufania, ale może i lepiej...
- Tak oczywiście, teraz muszę iść na lunch i wrócić do pracy, więc możesz iść ze mną.- zaproponowałam.
- Dziękuję.- powiedziała cicho.- Ale ja nic nie mam.- powiedziała ze wstydem.
- Spokojnie, tak w ogóle jestem Violetta Castillo.- spojrzała na mnie zdziwiona.
- V-violetta Castillo, a-ale wszyscy mówią o tobie źle...- no cóż wszystko się roznosi.
- Czasem taka nie jestem.- zażartowałam i zrobiłam "urażona"minę małego dziecka, Boże co ze mną?! 
- Francesca Cauviglia- zaśmiała się.

Razem z Francescą wracamy do domu z policji, obiecali, że jak go złapią to zadzwonią do mnie. Gdy weszłyśmy do środka pokazałam włoszce jej pokój i zrobiłam kolację, swoja drogą ostatnio robiłam ją jakoś rok temu. Napisałam Fede sms z planem wszystkich wydarzeń jakie się stały, żeby się nie zdziwił jak zobaczy Francescę u mnie. Nagle zadzwonił mój telefon.
- Dobry wieczór, czy mam przyjemność z Violettą Castillo?- kurwa facet nie przymilaj się tak i mów czego chcesz.
- Tak, słucham?- starałam się opanować.
- Złapaliśmy pana Travelli.- och nawet się schować nie umie.
- Dziękuję za wiadomość.- bardzo szybko zbywam facetów, ciekawe czemu? Na pewno nie dla tego, że są ciotami i myślą, że jak mają jaja to mogą wszystko.
- Dobranoc.- rozłączyłam się. Skierowałam się do pokoju mojej "współlokatorki", lekko uchylam drzwi i widzę jak siedzi na łóżku i płaczę.
- Ej wszystko okey?- pytam z troską.
- T-tak, a-ale się b-boję.- wyszlochała.
- Nie ma czego właśnie dzwonił policjant i powiedział, że go złapali.- usiadłam obok,  ona od razu przytuliła się.
- Czemu mi pomagasz?- zapytała naglę.
- Bo mogę, bo chcę.- zaczęłam żartobliwie wymieniać na palcach.
- Opowiesz mi coś o sobie?- zapytała.
- No to tak mam na imię Violetta, mam 24 lat i prowadzę firmę.- uściśliłam.- Teraz ty.
- Mam na imię Francesca, ale błagam mów mi Fran, też mam 24 lata i obecnie nie mam nic.- zaśmiała się smętnie.
~~~~~~~~~~~~
Oto kolejny!
Mam nadzieję, że wam się podoba.
Nie wiem co mam jeszcze napisać.
Wiem, że pewnie za szybko się dzieję, ale zaczynam pisać od zmiany życia Violi.
Jak widzicie nasza dzielna V ratuję Fran.
Może się zaprzyjaźnią?
A może coś pęknie w Violi?
Dobra już nic nie piszę.
Do następnego :*
PS zachęcam do głosowania ;)

sobota, 5 września 2015

Rozdział 21 " Kocham cię "

Możecie mieć mnie za tchórza, ale jak zorientowałam się, że ta sukienka jest od niego to szybko zakończyłam rozmowę i uciekłam. Może zrobiłam źle, ale jak miałam się wytłumaczyć z tej cholernej sukienki?! Wchodzę do windy i gdy drzwi się zamykają szybko wchodzi jakiś mężczyzna. Po całym dniu pracy potrzebuję chwili, żeby rozpoznać, że to Tom, mój "przyjaciel". Znaczy dla mnie jest tylko przyjacielem, ale boję się, że on czuję do mnie coś więcej. Uśmiecha się do mnie i opiera się o przeciwległą ścianę.
- Co tam?- pyta.
- Jak zawsze po ośmiogodzinnej pracy w sklepie, gdzie przychodzą tylko kobiety z duża ilością kasy i myślą, że są lepsze od innych.- narzekam, tylko z nim mogę pogadać na ten temat, nigdy mnie nie skarcił, że w takim razie nie powinnam tam pracować- jak robi to Ludmiła- tylko pociesza, że jak skończę studia to będę mogła sobie pozwolić na jej zmianę, bądź proponuje pomoc w szukaniu innej. Pod tym względem jest naprawdę kochany.
- Wiesz, że jak coś o zawsze mogę ci pomóc w szukaniu nowej.
- Wiem, ale ta jest naprawdę dobrze płatna i muszę znosić tylko nadęte babki i Bry.- to nie jest tak wiele, a gdzie indziej musiałabym naprawdę za taką ilość kasy harować dwa razy więcej.
- Czyli zostajemy przy wersji " Jeszcze tylko kilka lat"- zaśmiał się uroczo.
- Właśnie tak.- kiwam energicznie głową, przy nim nie muszę udawać. No dobra nie powiedziałam mu o Leonie, ani o gwałcie, ale wiem, że mogę na  nim polegać.
- Oj Viola ja cię naprawdę podziwiam.- stwierdza po chwili- Ja bym już dawno zrezygnował.- zaśmiałam się cicho.
- Ale przynajmniej mnie wspierasz, a nawet Lu mnie opieprza o to.- lekko się skrzywiłam.
- Nie przejmuj się, minie jej. Poza tym ona też nie chce, żebyś cierpiała i wydaje jej się, że jak cię zniechęci to wszystko będzie dobrze.
- Dziękuję.- przytuliłam się do niego, zawsze potrafi mnie pocieszyć.
- Właśnie pamiętasz jak tydzień temu odwołałaś spotkanie, bo byłaś zmęczona?- przytaknęłam głową, zawsze w niedzielę oglądamy razem film to jest wieczór dla nas i naszej przyjaźni. Ale tydzień temu Bry zjechała mnie o to, że nie sprzedałam jakiejś babie droższej sukienki tylko taką, w której wyglądała dobrze.- Dziś tak nie ma. Wybrałem nawet film, który powinien ci pasować.
- No dobrze, ale tylko dla tego, że wybrałeś film.- zaśmiałam się. Gdy winda otworzyła się wyszliśmy i weszliśmy do mojego mieszkania, tam się przebrałam i zostawiłam rzeczy. Zamknęłam drzwi na klucz i ruszyliśmy do mieszkania Tom'a, które było pięć pięter wyżej.

Siedzimy na kanapie i śmiejemy się co chwilę, rzeczywiście wybrał idealny film, aby mnie dzisiaj rozbawić.
- Zawsze mnie dziwi to, że ciągle jesteś uśmiechnięta.- mówi nagle.
- No cóż, wada wrodzona.- śmieję się, patrzy na mnie i lekko się przybliża.
- Kocham cię Violetto Castillo.- mówi wprost w moje usta. Co ja mu powiem?! Viola los daje ci szanse, możesz znowu spróbować być w związku, Leon już nie ma prawa wstępu do twojego serca, stracił swoją szansę, a Tom? Przecież jest naprawdę kochany, nigdy mnie nie zranił, zawsze wspierał, wie o mnie prawie wszystko.
- Ja ciebie też.- przychodzi mi to trudno, ale muszę zrobić jakiś postęp, więc to najlepsza okazja.
- Ty mnie co?- pyta szczęśliwy.
- Ja ciebie też kocham Tomie.- bez namysłu wbija się w moje usta nie opieram się oddaję pocałunek, ale jednak Leon całował o wiele lepiej nie Violetta, Leon to już przeszłość teraz jest Tom. Resztę filmu obejrzeliśmy wtuleni, a po seansie mimo oporu Toma wróciłam do siebie.
- W ja się wpakowałam?!
~~~~~~~~~~~~~~
Wybaczcie, że taki krótki i do kitu, ale jak mówiłam nie mam za dużej weny na to opowiadanie.
Jak widzicie publikuję dziś kolejny rozdział, ale nie przyzwyczajacie się xD
Po prostu trochę mnie nie było i nie ukrywam, że trochę was ubyło.
Ale i tak się cieszę, że nie wszyscy mnie opuściliście.
Do następnego :*

piątek, 4 września 2015

Rozdział 1

Dwudziestoczteroletnia szatynka idzie do pracy. Ma własną firmę, która zajmuje się dekoracją wnętrz, jest ona dość popularna. Niestety jak pewnie myślicie jej wcześniejsze życie zmieniło ją i to dość mocno. Nigdy nie miała chłopaka, zawsze ich odtrącała, bojąc się cierpieć jak matka, o przyjaciółkach też zapomniała. Oboje z Federico umówili się, że nie będą rozpowiadać jak było, zachowają to dla siebie i osób im naprawdę bliskim. Właśnie a jak już jesteśmy przy szatynie, znalazł dziewczynę trzy lata temu- Ludmiłę. Bardzo się kochają, a blondynka jako jedyna wie co przeżywało rodzeństwo jako dzieci, zawsze starała się pomóc Violetcie, ale ona ją odtrącała- jak innych. Taka się właśnie stała, zimna, poważna, nie potrzebująca nikogo. Nawet sama dźwigała zakupy na sam szczyt wieżowca, w którym mieszkała- dwudzieste dziewiąte piętro. Czasem zdarzało się, że winda nie działała, ale nawet wtedy nie prosiła o pomoc chociażby Fede, tamten moment zmienił ją bardzo, nie do poznania. Nawet szatyn nie mógł już uwierzyć, że to ona była kiedyś kochaną, otwartą i śmiało proszącą o pomoc go siostrą. Nagle szatynka wpada w dół i łamie się jej szpilka.
- Cholera!- wrzeszczy cicho.- Nie mam innych, a i tak zaraz się spóźnię.- syknęła sama do siebie. Nie myślała długo szybko ściągnęła oba buty i szybkim krokiem ruszyła do sklepu w pobliżu Trudno, spóźnię się chwilę, ale przynajmniej będę miała buty, bo nie zamierzam się pokazywać na boso. Pomyślała zła. Szybko weszła do środka i skierowała się w odpowiednią stronę, szybko wybrała czerwone, wysokie szpilki, takie bardzo lubiła. Zmierzyła i podeszła do kasy.
- Dzień dobry.- przywitała się urocza blondynka.
- Dobry.- burknęła i szybko wyciągnęła kartę- Od razu założę je na nogi.- powiedziała, gdy kobieta chciała zapakować. Zapłaciła odpowiednią ilość pieniędzy i wyszła w nowym obuwiu, a stare wylądowały w koszy na przeciwko sklepu. Sprawdziła godzinę na zegarku. Super, teraz jak nie wezwę taxi to będzie po projekcie. Wściekła wyciągnęła telefon z torebki i zadzwoniła.
- Dzień dobry, chciałabym zamówić taxi.- powiedziała szybko.
- Um, oczywiście proszę poczekać dosłownie chwilkę, bo właśnie nasz kierowca jest niedaleko.- powiedziała kobieta. Super kolejny facet, od którego jestem uzależniona. Ta myśl wprawiała ją w wściekłość.
- Wie pani co, może jednak podziękuję.- powiedziała i rozłączyła się szybko. Cisnęła komórką do torby i szybkim tempem ruszyła do firmy. Zawsze unikała takich momentów gdzie to ona była uzależniona od jakiegokolwiek facet, nawet Fede. Oczywiście oprócz pracy, tam nie miała wyboru, bo jej firma dawno by splajtowała.

Gdy weszła do swojego gabinetu od razu zauważyła wysokiego bruneta.
- Przepraszam za spóźnienie, ale była to naprawdę ważna sprawa.- Przecież mu nie powiem, że but mi się zepsuł i wolałam przyjść na pieszo niż jechać taksówką, bo musiałabym czekać na jakiegoś pojebanego faceta.
- Dobrze, nic się nie stało, bo jak się okazało nasz współpracownik nie doleciał dzisiaj.- powiedziała spokojnie.
- Czyli nic nie zrobimy, bo ktoś jest poza krajem?- starała się ukryć wściekłość.
- Tak, ale spokojnie, jeszcze nie mamy nawet wyznaczonego miejsca, ani czasu. A za tydzień powinniśmy być już wszyscy.- powiedział ze spokojem. Kurwa, wspaniale! Jakiś face zawalił, a ja pędziłam głupia na łeb i szyję, aby tylko nie stracić tak ważnego przedsięwzięcia. 
- Czyli widzimy się za tydzień?- chciała jak najszybciej pozbyć się nie chcianej przez nią osoby.
- Tak, do widzenia.- odpowiedział uprzejmie i wstał z fotela.
- Do widzenia.- również wstała i podała mu rękę, uścisnął ją i wyszedł.- Jak zawsze wszystko zawalają faceci.- syknęła już sama do siebie.

Reszta dnia minęła jej dość szybko i zanim się obejrzała była już w apartamencie. Gdy była w kuchni, zadzwonił dzwonek. Niechętnie podeszła do drzwi i otworzyła je, oczywiście przed drzwiami stali Fede i Lu.
- Hej- powiedzieli razem, często przychodzili do niej bez zapowiedzi, gdyż bali się o nią.
- Ja naprawdę nie potrzebuję żadnego towarzystwa.- powiedziała zła.
- Kiedy ty zrozumiesz, że się o ciebie martwimy.- powiedział Fede.- To co było już nie ma znaczenia, było minęło. Przestań to wreszcie rozpamiętywać.- powiedział na jednym wdechu.
- Tobie to tak łatwo przyszło.- fuknęła dość skutecznie denerwując brata.
- Czy masz kurwa masz zamiar do końca życia przeżywać krzywdy mamy, a nie swoje. Przecież do cholery on nic ci nie zrobił.- wrzasnął.
- Łatwo ci powiedzieć, bo ciebie nie zgwałcił.- po chwili się zorientowała, że powiedziała mu coś o czym nigdy nie chciała, prawdę. Gdy matka wyzdrowiała, poszli do nowej szkoły, nowe miasto, rozwód. Lecz pewnego dnia rano ojciec ją porwał i brutalnie zgwałcił. Od tamtej pory stała się taka.
- C-co?!- zapytał przerażony, stał jak wryty i ledwo wypowiedział jedno słowo.
- Nie ważne, idźcie już.- wskazała drzwi, znów chciało jej się przez to płakać, często właśnie to robiła po nocach. Ludmiła nic nie mówiąc podeszła do niej i przytuliła ją, nigdy nie widziała szatynki ze łzami w oczach. To co zdziwiło blondynkę to to, że Violetta jej nie odepchnęła tylko przytuliła się jak mała dziewczynka i nie wytrzymała, zaczęła płakać.


Właśnie cała trójka siedzi na kanapie i ogląda jakąś komedię. Ludmiła z Federico tulą Violettę, teraz kiedy już wiedzą wszystko chcą jej pomóc dając miłość. Szatynka cieszy się, że wreszcie mogła wyrzucić z siebie coś co ciążyło jej kilkanaście lat.
- Idę po sok, chcecie?- zapytała Lu, oboje przytaknęli głowami.
- Czemu wcześniej mi nie powiedziałaś?- zapytał gdy byli sami.
- Bo nie chciałam znów wam przypominać.- powiedziała tym samym głosem jak kiedyś.
- To dla tego się taka stałaś?- zapytał niepewnie.
- Tak, bo tylko tak mogła to zatrzymać dla siebie. Gdybym dalej była taka jak kiedyś dowiedziałbyś się wcześniej, ale nadal nienawidzę facetów.- zażartowała lekko. Przytulił ją tylko mocniej.
- Kocham cię siostrzyczko.
- Ja ciebie też braciszku.- te dwa zdania znaczyły dla nich dużo, zawsze jako dzieci tak mówiły do siebie.  Podczas kolejnego filmu zasnęła, a szatyn i Ludmiła poszli do pokoju gościnnego, lecz przed tym Federico zaniósł siostrę do jej pokoju i ułożył wygodnie na łóżku. 
~~~~~~~~~~~~~
Oto kolejny.
Mam nadzieję, że wam się podoba.
Jak widzicie od razu zaczyna się coś dziać, ale mam nadzieję, ze jest spoko.
Proszę was o opinie w komentarzach.
I o odpowiedź w ankiecie, tylko szczerzę mówiąc na razie mam większą wenę na to opowiadanie. 
To do następnego :*

wtorek, 1 września 2015

WAŻNE!!!

W pasku obok dodałam notkę oraz nową ankietę. Jest ona bardzo ważna dla mnie, więc BARZO was proszę o udzielenia w niej głosu. Macie czas do 10 listopada, w tym czasie będę starała się dodawać oba po równo. Chyba, że napiszecie w komentarzach, aby któreś było częściej. Z góry dziękuję i mam nadzieję, że poświęcicie mi te kilka sekund z waszego życia :)
W weekend ukaże się kolejny rozdział tylko, że nowego opowiadania, gdyż musicie się z nim trochę zapoznać.
To do następnego posta :*