Obudziłam się o 8
i myślałam, że dzisiaj jest poniedziałek, więc zerwałam się na równe nogi.
Nadal myślę o wczoraj. Czemu byłam tak nie mi dla Francesci, może sobie trochę
zasłużyła, ale tyle razy przepraszała. Ale mniejsza o to czemu wczoraj
wymiotowałam? Nie mam pojęcia… może… tak! Na pewno! To tylko… jakaś choroba.
Pewnie do poniedziałku mi przejdzie. No dobra jest 8:10 i nie mam planów, więc
idę spać.
Jednak nie udało
mi się zasnąć i musiałam wstać i pójść zjeść śniadanie, ostatnio bardzo dużo
jem. Po jedzeniu wstałam i ruszyłam do łazienki tam podczas codziennych
czynności znowu zrobiło mi się nie dobrze. To mnie już wkurza! Ubyłam jeszcze
raz zęby i ubrałam się. dzisiaj wróciła Lu nie mogę się doczekać jak się z nią
zobaczę. Założyłam wysokie buty, ale od razu je zdjęłam i usiadłam na kanapie.
Strasznie zakręciło mi się w głowie, kolejne podejście skończyło się tak samo,
więc zadzwoniłam do Lu, bo nie mogłam wstać.
-Hejo! Gdzie
jesteś czekam na ciebie już 10 minut.- pyta szczęśliwa przyjaciółka.- Już
stwierdziłam, że jak się nie odezwiesz to pójdę po ciebie.
-Lu, proszę choć
do mnie ja nie mogę.- powiedziałam szybko.
-Jak w
przedszkolu.- śmieje się- Oki. Już idę.
Gdy weszła od razu
usiadła obok mnie i się przytuliłyśmy. Powiedziałam jej o wszystkim, a ona
powiedziałam, żebym się nie przejmowała i, że to nie długo minie i się wszystko
wyjaśni. Zawsze umie nie pocieszyć. A ja ją i dlatego jesteśmy przyjaciółkami.
Cały weekend źle
się czułam, Ale nie powiedziałam o tym Lu. Właśnie jadę do pracy strasznie się
spieszę, bo trochę mi się zaspało i jestem bez śniadania, ale nadrobię sobie to
lunchem. Weszłam do budynku i od razu przywitałam się z moją asystentką i
weszłam do windy wcisnęłam guzik z napisem 10 i pojechałam na górę. Gdy winda
się otworzyła wyszłam i ruszyłam w kierunku swojego biura. Za nie całą minutę
znalazłam się na miejscu weszłam i usiadłam na fotelu. Dopiero teraz poczułam
jak naprawdę się czuje ciągle kręci mi się w głowie i jest nie dobrze dodatkowo
okres mi się spóźnia kilka dni zaczynam się bardzo obawiać. Z zamyśleń wyrwał
mnie Leon z gotową umową. Dał mi ją i chciał coś powiedzieć, ale nie dałam mu.
-Jeszcze coś panie
Verdas?- pytam a on momentalnie robi się jeszcze smutniejszy (jeśli to możliwe.
SORRY NIE MOJA WINA!)
-Nie. Jest jeszcze
jakaś umowa?
-Tak. Ta- chce
wstać i mu podać, ale w tym momencie prawie nie zemdlałam, więc usiadłam i
podałam mu siedząc. Chciał mnie zapytać, ale szybko zgasiłam- To tylke
dowidzenia.
Wreszcie koniec
pracy jeszcze trochę i chyba ze świrowałabym zamiast pracować. Właśnie
zauważyłam, że jestem w windzie sama z Leonem. Tyle pamiętam. Spojrzałam się na
niego i zachwiałam.
Obudziłam się w…
gdzie ja jestem? Nagle wchodzi Leon i siada obok mnie z szklanką wody.
-Już Oki?- pyta.
-Tak. Dziękuje.-
mówie i chce wstać, ale nie daje rady co ze mną jest.
-Violetta. Może
nie jestem lekarzem, ale wiem gdzie właśnie jedziemy.- mówi i wstaje z łóżka.
-Nigdzie nie jadę!-
krzyczę, bo obawiam się, że jestem w ciąży i nie chce by się ewentualnie
dowiedział.- Po prostu dzisiaj nic nie zdąrzyłam zjeść i tyle.
-Oki, ale niech mi
to powie lekarz.- łapie mnie z rękę, żeby pomóc mi wstać. Jednak nie udaje mi
się, gdyż nie mogę ruszyć nogami. Więc gdy mnie lekko pociągnął zsunęłam się z
łóżka i upadłam na podłogę. Strasznie się boję, nie wiem co jest ze mną
najpierw wymioty, złość, kręcenie w głowie i spóźniony okres to jakby myślałam,
że to może ciąża, ale nogi?! Leon też się zmartwił, ale musiałam coś powiedzieć
-No co mówiłam, że
nigdzie nie jadę.- 1:0 Castillo!!! Nie
domyśli się.
-Violetta nie
zachowuj się jak dziecko! Chyba, że masz coś o ukrycia?
-Nie, ale nikt nie
będzie mi rządził!- krzyknęłam, a on się przestraszył z resztą nie tylko on.
-Violetta co się z
tobą dzieje?- pyta spokojny
-Nic!- burknęłam
-Wstawaj odwiozę
cię tylko do domu.- powiedział i nie czekając na moją odpowiedź podniósł mnie i
chciał postawić na podłodze, ale nie udało mi się stanąć i gdyby nie refleks
Leona leżałabym na ziemi. Chciałam coś powiedzieć, ale był szybszy ode mnie.-
Jedziemy do szpitala!- krzykną przerażony a ja nic nie powiedziałam.
Leżę na łóżku na
SOR-re czekam na lekarza. Leon siedzi na korytarzu więc mogę swobodnie porozmawiać
z lekarzem, o ile przyjdzie. I nagle jak na zawołanie.
-Dzień dobry,
nazywam się Alicja i będę pani lekarzem. A więc co się dzieję pani…-
powiedziała niska, miła i uśmiechnięta, brunetka.
-Violetta
Castillo. Miło mi. Od kilku dni jestem podenerwowana, wymiotuje co jakiś czas, kręci
mi się w głowie no i okres mi się spóźnia, więc myślałam, że może jestem w
ciąży bo nie dawno zdarzyło mi się…- zawiesiłam głos.
-Tylko tyle?- pyta
zdziwiona lekarka.
-No gdyby tylko
tyle to by mnie tu nie było. Dzisiaj zemdlałam a jak się obudziłam to nie
mogłam poruszyć nogami i ich nie czuje.
-Może jak pani
upadła, to
-Właśnie ja nie
upadłam w odpowiednim momencie złapał mnie mój…- co mam jej powiedzieć?-
chłopak?
- Niestety muszę
panią zbadać czy nie jest pani a ciąży, bo prawdo podobnie to to jest
przyczyną.
Jestem po badaniu
i czekam znowu na panią Alicję.- po kilku sekundach wchodzi z uśmiechem.
-Już mamy
winowajcę!- powiedziała z radością- Mogę tylko gratulować jest pani w ciąży.-
oznajmiła a mnie zatkało. CO!?
-A czemu nie czuję
nóg?- tylko tyle dałam rade wykrztusić z siebie.
-Niestety dzidziuś
przyczepił się w gorszym miejscu i zaczął rosnąć więc przez parę miesięcy tak
będzie dopóki się nie „odczepi”. Już idę po chłopaka niech panią zabiera z
tond. Proszę to moja wizytówka jestem ginekologiem, więc będę szczęśliwa jak będę
mogła pani pomóc z tym.
-Dziękuje. Oczywiście
skorzystam.
-Ale lepiej jak
chłopak się panią zajmie.
-Dziękuje. Dowidzenia
Leon:
Gdy wyszła lekarka
z Sali Violi od razu zapytałem, bo wiedziałem, że sama mi nic nie powie.
-Przepraszam, ale
co z Violettą?- zapytałem, a on się uśmiechnęła.
-Gratuluję państwu!
Jeszcze nie wiadomo czy jedno czy więcej, ale musi się pan nią zająć dopóki
ciąża się nie rozwinie nie będzie mogła chodzić.
-Dziękuje. Dowidzenia-
powiedziałem i od razu wbiegłem do sali gdzie leży moja ukochana.
Violetta:
Leon wbiegła do
mnie i już wiedział. Pocałowaliśmy się i po dłuższej rozmowie okazało się, że
ta dziewczyna to jego kolegi dziewczyna która jest chora na wyjątkową chorobę i
tylko tu jest na nią lek. Ale jego przyjaciel nie mógł z nią przylecieć i Leon obiecał
mu, że on się nią zajmie i, że nikomu nie powie. Bo się wstydzili.
Hejo sorry, że dopiero teraz, ale wiecie szkoła. Wiem, że jest jeden komentarz, więc nie czuję presji. Poza tym nie mam weny, ale coś wypadało napisać. Piszcie coś w komentarzach błągam bo nie widzę sensu dalszego prowadzenia bloga jeśli już 9 rozdział i 1 komentarz (dobrze, że chociaż jeden jest)
POZDRAWIAM Julia