czwartek, 28 grudnia 2017

Eliminacje: Rozdział 5

Stoimy przed limuzyną, która ma mnie dowieźć na lotnisko. Gdy tylko dociera do mnie, że to ja muszę tam wsiąść w niedalekiej przyszłości, mdli mnie. Jednak, gdy przypominam sobie Matta razem z Grace, do mojego ciała przypływa nie znana mi siła. Przytulam się do Kenny, mojej starszej siostry, która jest w siódmym miesiącu ciąży.
- Boże, Vi, przecież my się prawie nie widywałyśmy, a co dopiero teraz?- mówi ze łzami w oczach.
- Och, nie przejmuj się, niedługo wrócę.- zapewniam ją.
- Żebyś się nie zdziwiła Vi, jesteś cudowną dziewczyną.- uśmiecha się przez wzruszenie.- Będę tęsknić i oczywiście zaczekamy na chrzciny z Timmy'm na jego mamą chrzestną.- jeszcze raz wtuliłam się w siostrę, gdy jedna łza zaczynała torować sobie drogę ku wolności. Przecież wrócę do nich nie długo, czemu się rozklejam? Gdy puszczamy się z Kenną podchodzę do jej męża.
- Masz mi jej pilnować teraz coraz bardziej, wiesz jaka jest porywcza.- śmiejemy się.
- Ja współczuję jego książęcej mości, bo będzie musiał wytrzymać z najbardziej żywiołową Castillo.- puścił do mnie oko, gdy lekko szturchnęłam go w brzuch.- Nie daj się tam.- szepnął, gdy mnie przytulił. Zawsze miałam z Davidem dobre stosunki, byliśmy jak siostra z bratem i w sumie zastępował mi Kote, który gdy tylko dostał kwitek, że jest Dwójką odciął się od nas. Odwracam się do Gerarda, który od razu rzuca mi się w ramiona i szepcze słowa, jakie rzadko opuszczają jego usta.
- Kocham cię Vi i będę tęsknił. Z kim będę teraz grał w nogę?- chłopiec był wyraźnie smutny.
- Ja ciebie też kocham i też będę tęsknić, ale niedługo wrócę, obiecuję. Poza tym zawsze możesz iść na ogólne boisko i zapytać, czy możesz dołączyć, w końcu jesteś wspaniałym piłkarzem. Może do czasu jak wrócę to już będziesz wiedział co lubisz? Spróbuj zagrać na moich skrzypcach i pianinie jeszcze raz.- uśmiechnęłam się i dałam mu buziaka w policzek. Kolejna była May i gdy tylko na siebie spojrzałyśmy wszystkie moje tamy puściły i w oczach zaczęły zbierać się łzy.
- Vi będziesz cudowną księżniczką, wiem to! Bijesz je wszystkie na głowę. Pamiętaj, że jesteśmy prawie identyczne, a ja jestem śliczna, więc ty też.- zaśmiałyśmy się obie i wpadłyśmy w swoje ramiona szlochając. Mama podeszła do mnie i objęła szepcząc- Będziesz prześliczną księżniczką.- w tej chwili wolałabym, żeby mówiła, że i tak mnie kocha bez względu na nic. Jednak wiem, że jej słowa są dowodem jej miłości do mnie i tego, że chce zadbać o moją przyszłość. Ostatni zostaje tata. Stoję przed nim oniemiała, bo wiem, że zaraz po pożegnaniu z nim będę musiała odjechać... a tego nie chcę. Nie chcę ich opuszczać, nie chce jechać do żadnego pałacu i nie chce poznawać żadnego sztywnego i głupiego księcia. Ale też chce pomóc rodzinie finansowo i chcę odpocząć od Matta, który widocznie był szczęśliwy beze mnie, a ja chciałam spędzić z nim całe życie... co za ironia.
- Myszko jestem z ciebie dumny, z tego kim jesteś i nie dlatego, że się gdzieś dostałaś. Będę z ciebie dumny do końca życia i nie ważne kim będziesz. Kocham cię i wierzę, że odnajdziesz szczęście nie ważne gdzie. Pamiętaj, chcę żebyś była szczęśliwa. Nie płacz skarbie, wszystko będzie dobrze.- tuli mnie do swojej piersi, a ja płaczę szczęśliwa, że go mam, że mam wszystkich. Nie mogłabym mieć lepszej rodziny. Kocham ich. To jest właśnie powód, dla którego muszę wsiąść do tego auta. Za spędzenie chociaż dnia w tym przeklętym pałacu moja rodzina otrzyma niewyobrażalną sumę pieniędzy, która tylko ułatwi nam życie. Muszę przestać myśleć tylko o sobie i pomyśleć o nim. O tacie i mamie, którzy już ledwo żyją od ciężkiej pracy jaką mają na swoich barkach. Przecież nie spadnie mi z głowy korona za to, że zrobię coś dla rodziny i przy okazji uwolnię się od przeklętego Matta i jego nowej czy starej towarzyszki życia. Gdy wrócę tu za jakiś czas wszystko będę mogła zacząć od początku i to z większą korzyścią dla siebie i rodziny... Z tą myślą wsiadam do auta i zamykam za sobą drzwi. Zamykam niewidzialne drzwi przeszłości i myśli przyszłości z Mattem. Zamykam w odpowiedniej szufladce wszystkie swoje obawy i niechęci. Za to w samym centrum swoich myśli stawiam sobie tyko to, że pomogę w ten sposób rodzinie. Żegnaj Matthew, żegnaj cały mój świecie. Wrócę tu, ale będę wtedy kimś innym. Żegnaj dawna Violetto Castillo od teraz musisz przestać istnieć... Tak będzie lepiej dla wszystkich.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nie wiem, ale coś nie idzie mi trzymanie się terminów.
Rozdział jest nie sprawdzany.
Wrzuciłam jak najszybciej się dało.
Patrząc, że cały grudzień miałam zawalony egzaminami.
Święta piękne, ale z zatruciem pokarmowy i przez kilka dni nawet nie wstawałam z łóżka.
Kocham was.
Błagam nie zabijajcie mnie.
Poprawię się obiecuję!

środa, 13 grudnia 2017

Eliminacje: Rozdział 4

Jutro wyjeżdżam. Niestety ten dzień nastąpił szybciej niż sądziłam, jednak nie mam zamiaru zostawać tam na dłużej. Zamierzam od początku pokazać, że się do tego nie nadaję i wylecieć jako jedna z pierwszych. Jednak dzisiaj o tym nie myślę, siedzimy wszyscy w salonie i gramy w karty. Śmiejemy się gdy nagle ktoś puka do domu. Tata idzie otworzyć, a my kontynuujemy rozgrywkę.
- Myszko przyszedł do ciebie Matt z gratulacjami od rodziny.- mówi tata, a ja tężeje. Matt. Przyszedł i chce mi pogratulować...
- Tak właśnie miałam się brać za pakowanie, więc jak chce i ma czas może mi pomóc.- mówię lekko jakby była to czysto przyjacielska propozycja. Po kilku sekundach wchodzą do pokoju, a ja wstaję i prowadzę chłopaka do swojego pokoju, gdy zamykam drzwi odzywa się.
- Gratuluję ci, na zdjęciu wyglądałaś na zakochaną.- mówi z wyrzutami.
- Bo kilka sekund wcześniej dowiedziałam się, że zbierasz pieniądze na ślub! Nic dziwnego, że wyglądałam na zakochaną idioto.- syczę, a on spuszcza wzrok. Nie czekam na to co powie, biorę plecak i pakuję do niego koszulę i spodenki na przebranie jak mnie wyrzucą i zamykam plecak.
- Tylko to bierzesz?-pyta zdziwiony.
- Jako jeden z nielicznych powinieneś wiedzieć, że nie potrzebuję rzeczy i pieniędzy do szczęścia.- znów można wyczuć wściekłość bijącą ode mnie.
- Chciałem poczekać do naborów, żeby móc zapewnić ci lepszą klasę niż Szóstkę.- mówi nieśmiało.
- Przecież wiesz, że mnie klasy nie obchodzą. Wiesz co mi powiedzieli posłańcy królewscy?- udaję podekscytowanie.- Że nie powinnam odmawiać księciu niczego.- szczęka chłopaka się zaciska wraz z pięściami.
- Nawet jakby później nie chciał się z tobą ożenić?
- Nawet! Przez ciebie jadę do jakiegoś nie wyżytego buca!- krzyczę.
- Świetnie, krzycz dalej, potrzebujesz treningu na karceniu ludzi, w końcu musisz ćwiczyć rolę królowej.- cedzi.
- Nie wierzę.- tylko tyle przechodzi mi przez gardło.
- Jeśli już skończyłem ci pomagać to idę.- odwraca się na pięcie lecz mój wrzask zaskakuje nas oboje.
- ZATRZYMAJ SIĘ!- lecz on znów się śmieje.
- Coraz lepiej ci idzie wydawanie rozkazów.- chce odejść lecz łapię go za ramię i ciągnę do biurka.
- Wyciągnij rękę.- mówię szorstko- nie zapłaciłam ci.- mówiąc to otwieram szufladę, w której trzymałam wszystkie zaoszczędzone przez te tygodnie pieniądze i wysypuję mu je na dłonie na co potrząsa głową.
- To za dużo.- mamrocze.
- Czekaj jeszcze.- podchodzę do łóżka i wyciągam spod niego słoiczek ze wszystkimi jednocenówkami jakie mi kiedykolwiek dał, nigdy nie potrafiłam ich wydać, znaczyły dla mnie zbyt dużo, teraz mu je oddaję.- One zawsze należały do ciebie. Ja nie potrzebuję teraz pieniędzy.- mówię i odwracam się.- Teraz możesz iść.- jego mina zrzednie, a ja nie jestem w stanie patrzeć mu w oczy. Jednak nie muszę się tym martwić, bo wciska pieniądze do kieszeni i wychodzi nic nie mówiąc. Czekam przez chwilę, siadam na łóżku i rozpadam się na maleńkie kawałeczki. Jak on mógł?
Gdy rano wstałam, niechętnie zwlekłam się z łóżka, w którym spałam z May. Wykonałam poranną toaletę, zjadłam swoje ostatnie śniadanie z rodziną i ubrałam się w wcześniej przywiezione ubrania. Lekko się umalowałam i tuląc May i Gerarda poszliśmy na pożegnanie kandydatki z Karoliny, czyli niestety mnie. Gdy stoję na scenie i próbuję się nie rozpłakać i udawać, że słucham tego co mówi o mnie burmistrz. Jednak gdy w tłumie odnajduję Matta śmiejącego się i tulącego do Grace, nasze wspólnej znajomej wszystko wydaje się trudniejsze... Po za jedną rzeczą. Wyjechaniem stąd.
~~~~~~~~~~~~~
Wrzucam krótki, bo jak się okazało to już wcześniej to napisałam.
Jest to ostatni rozdział z domu i kolejne będą już z pałacu i podróży.
Przepraszam, że kazałam wam czekać, ale dużo nauki i mało czasu...
Ale postaram się spiąć.
Kolejny rozdział zaczynam pisać od razu, więc powinien się pojawić nie długo.
Przeprasza, za długość tego, ale to miało być zakończenie pewnego jej etapu życia,
więc bałam się, że jak się rozpiszę to zniszczę to...
Mam nadzieję, że wam się podoba i do zobaczenia ;*
Czekam na Wasze zdanie :D