sobota, 29 listopada 2014

Epilog



Już minęło całe 9 miesięcy. Leon przez cały czas ze mną jest. Niedługo powinnam rodzić, trochę się boję. Właśnie wstałam, zegarek pokazuje godzinę 10, ostatnio dużo śpię. Skierowałam się do kuchni, bo jak każda kobieta w ciąży jestem ciągle głodna, więc cięgle dużo jem, aż się boję ile okażę się, że przytyłam.
*******
-Aaaaaa!
-Violu spokojnie zaraz będzie już po wszystkim.- pociesza mnie siedzący obok mnie Leon. Właśnie rodzę od godziny.
-Jeszcze trochę już widać główkę.- mówi lekarka.
*******
-Jaka ona piękna!- zachwyca się Leon. Jest już po rodziłam 3 godziny, a lekarz mówi, że to bardzo mało po większość rodzi nawet ponad kilka dni.
-Tak.- przyznaję rację mojemu już mężowi. Od kilki dni już nie jestem Violetta Castillo, ja jestem Violetta Verdas.- Nasza kochana i piękna… właśnie jak damy jej na imię?
-Może… Marcedes?
-Czemu nie w sumie pasuje. Mała Marcedes Verdas.
********
Mała wyrosła na piękną i cudowną kobietę a moja i Leona miłość do siebie jest przepiękna i codziennie zaskakuje nas coraz bardzij i to na lepsze oprócz Marcedes mamy jeszcze 3 dzieci Martine, Jorge i Christiana. Jesteśmy kochającą się rodziną.
KONIEC
Przepraszam, że tak, ale nie miałam pomysłu. Poza tym to były moje pierwsze opowiadania. Dzięki, że je czytacie. Przepraszam też za to, że tak żadko piszę, ale tylko jeden komentarz to jest mało, więc nie czuję takiej potrzeby. Mam nadzieję, że zaczniecie komentować PROSZĘ o to. Pozdro ;)

czwartek, 13 listopada 2014

9 ROZDZIAŁ "Gratulację!"



Obudziłam się o 8 i myślałam, że dzisiaj jest poniedziałek, więc zerwałam się na równe nogi. Nadal myślę o wczoraj. Czemu byłam tak nie mi dla Francesci, może sobie trochę zasłużyła, ale tyle razy przepraszała. Ale mniejsza o to czemu wczoraj wymiotowałam? Nie mam pojęcia… może… tak! Na pewno! To tylko… jakaś choroba. Pewnie do poniedziałku mi przejdzie. No dobra jest 8:10 i nie mam planów, więc idę spać.

Jednak nie udało mi się zasnąć i musiałam wstać i pójść zjeść śniadanie, ostatnio bardzo dużo jem. Po jedzeniu wstałam i ruszyłam do łazienki tam podczas codziennych czynności znowu zrobiło mi się nie dobrze. To mnie już wkurza! Ubyłam jeszcze raz zęby i ubrałam się. dzisiaj wróciła Lu nie mogę się doczekać jak się z nią zobaczę. Założyłam wysokie buty, ale od razu je zdjęłam i usiadłam na kanapie. Strasznie zakręciło mi się w głowie, kolejne podejście skończyło się tak samo, więc zadzwoniłam do Lu, bo nie mogłam wstać.
-Hejo! Gdzie jesteś czekam na ciebie już 10 minut.- pyta szczęśliwa przyjaciółka.- Już stwierdziłam, że jak się nie odezwiesz to pójdę po ciebie.
-Lu, proszę choć do mnie ja nie mogę.- powiedziałam szybko.
-Jak w przedszkolu.- śmieje się- Oki. Już idę.


Gdy weszła od razu usiadła obok mnie i się przytuliłyśmy. Powiedziałam jej o wszystkim, a ona powiedziałam, żebym się nie przejmowała i, że to nie długo minie i się wszystko wyjaśni. Zawsze umie nie pocieszyć. A ja ją i dlatego jesteśmy przyjaciółkami.


Cały weekend źle się czułam, Ale nie powiedziałam o tym Lu. Właśnie jadę do pracy strasznie się spieszę, bo trochę mi się zaspało i jestem bez śniadania, ale nadrobię sobie to lunchem. Weszłam do budynku i od razu przywitałam się z moją asystentką i weszłam do windy wcisnęłam guzik z napisem 10 i pojechałam na górę. Gdy winda się otworzyła wyszłam i ruszyłam w kierunku swojego biura. Za nie całą minutę znalazłam się na miejscu weszłam i usiadłam na fotelu. Dopiero teraz poczułam jak naprawdę się czuje ciągle kręci mi się w głowie i jest nie dobrze dodatkowo okres mi się spóźnia kilka dni zaczynam się bardzo obawiać. Z zamyśleń wyrwał mnie Leon z gotową umową. Dał mi ją i chciał coś powiedzieć, ale nie dałam mu.
-Jeszcze coś panie Verdas?- pytam a on momentalnie robi się jeszcze smutniejszy (jeśli to możliwe. SORRY NIE MOJA WINA!)
-Nie. Jest jeszcze jakaś umowa?
-Tak. Ta- chce wstać i mu podać, ale w tym momencie prawie nie zemdlałam, więc usiadłam i podałam mu siedząc. Chciał mnie zapytać, ale szybko zgasiłam- To tylke dowidzenia.


Wreszcie koniec pracy jeszcze trochę i chyba ze świrowałabym zamiast pracować. Właśnie zauważyłam, że jestem w windzie sama z Leonem. Tyle pamiętam. Spojrzałam się na niego i zachwiałam.

Obudziłam się w… gdzie ja jestem? Nagle wchodzi Leon i siada obok mnie z szklanką wody.
-Już Oki?- pyta.
-Tak. Dziękuje.- mówie i chce wstać, ale nie daje rady co ze mną jest.
-Violetta. Może nie jestem lekarzem, ale wiem gdzie właśnie jedziemy.- mówi i wstaje z łóżka.
-Nigdzie nie jadę!- krzyczę, bo obawiam się, że jestem w ciąży i nie chce by się ewentualnie dowiedział.- Po prostu dzisiaj nic nie zdąrzyłam zjeść i tyle.
-Oki, ale niech mi to powie lekarz.- łapie mnie z rękę, żeby pomóc mi wstać. Jednak nie udaje mi się, gdyż nie mogę ruszyć nogami. Więc gdy mnie lekko pociągnął zsunęłam się z łóżka i upadłam na podłogę. Strasznie się boję, nie wiem co jest ze mną najpierw wymioty, złość, kręcenie w głowie i spóźniony okres to jakby myślałam, że to może ciąża, ale nogi?! Leon też się zmartwił, ale musiałam coś powiedzieć
-No co mówiłam, że nigdzie nie jadę.-  1:0 Castillo!!! Nie domyśli się.
-Violetta nie zachowuj się jak dziecko! Chyba, że masz coś o ukrycia?
-Nie, ale nikt nie będzie mi rządził!- krzyknęłam, a on się przestraszył z resztą nie tylko on.
-Violetta co się z tobą dzieje?- pyta spokojny
-Nic!- burknęłam
-Wstawaj odwiozę cię tylko do domu.- powiedział i nie czekając na moją odpowiedź podniósł mnie i chciał postawić na podłodze, ale nie udało mi się stanąć i gdyby nie refleks Leona leżałabym na ziemi. Chciałam coś powiedzieć, ale był szybszy ode mnie.- Jedziemy do szpitala!- krzykną przerażony a ja nic nie powiedziałam.

Leżę na łóżku na SOR-re czekam na lekarza. Leon siedzi na korytarzu więc mogę swobodnie porozmawiać z lekarzem, o ile przyjdzie. I nagle jak na zawołanie.
-Dzień dobry, nazywam się Alicja i będę pani lekarzem. A więc co się dzieję pani…- powiedziała niska, miła i uśmiechnięta, brunetka.
-Violetta Castillo. Miło mi. Od kilku dni jestem podenerwowana, wymiotuje co jakiś czas, kręci mi się w głowie no i okres mi się spóźnia, więc myślałam, że może jestem w ciąży bo nie dawno zdarzyło mi się…- zawiesiłam głos.
-Tylko tyle?- pyta zdziwiona lekarka.
-No gdyby tylko tyle to by mnie tu nie było. Dzisiaj zemdlałam a jak się obudziłam to nie mogłam poruszyć nogami i ich nie czuje.
-Może jak pani upadła, to
-Właśnie ja nie upadłam w odpowiednim momencie złapał mnie mój…- co mam jej powiedzieć?- chłopak?
- Niestety muszę panią zbadać czy nie jest pani a ciąży, bo prawdo podobnie to to jest przyczyną.

Jestem po badaniu i czekam znowu na panią Alicję.- po kilku sekundach wchodzi z uśmiechem.
-Już mamy winowajcę!- powiedziała z radością- Mogę tylko gratulować jest pani w ciąży.- oznajmiła a mnie zatkało. CO!?
-A czemu nie czuję nóg?- tylko tyle dałam rade wykrztusić z siebie.
-Niestety dzidziuś przyczepił się w gorszym miejscu i zaczął rosnąć więc przez parę miesięcy tak będzie dopóki się nie „odczepi”. Już idę po chłopaka niech panią zabiera z tond. Proszę to moja wizytówka jestem ginekologiem, więc będę szczęśliwa jak będę mogła pani pomóc z tym.
-Dziękuje. Oczywiście skorzystam.
-Ale lepiej jak chłopak się panią zajmie.
-Dziękuje. Dowidzenia

Leon:
Gdy wyszła lekarka z Sali Violi od razu zapytałem, bo wiedziałem, że sama mi nic nie powie.
-Przepraszam, ale co z Violettą?- zapytałem, a on się uśmiechnęła.
-Gratuluję państwu! Jeszcze nie wiadomo czy jedno czy więcej, ale musi się pan nią zająć dopóki ciąża się nie rozwinie nie będzie mogła chodzić.
-Dziękuje. Dowidzenia- powiedziałem i od razu wbiegłem do sali gdzie leży moja ukochana.

Violetta:
Leon wbiegła do mnie i już wiedział. Pocałowaliśmy się i po dłuższej rozmowie okazało się, że ta dziewczyna to jego kolegi dziewczyna która jest chora na wyjątkową chorobę i tylko tu jest na nią lek. Ale jego przyjaciel nie mógł z nią przylecieć i Leon obiecał mu, że on się nią zajmie i, że nikomu nie powie. Bo się wstydzili.
Hejo sorry, że dopiero teraz, ale wiecie szkoła. Wiem, że jest jeden komentarz, więc nie czuję presji. Poza tym nie mam weny, ale coś wypadało napisać. Piszcie coś w komentarzach błągam bo nie widzę sensu dalszego prowadzenia bloga jeśli już 9 rozdział i 1 komentarz (dobrze, że chociaż jeden jest) 
POZDRAWIAM Julia
 

czwartek, 6 listopada 2014

Rozdział 8: Niech tak zostanie!



Obudziłam się o 5, żeby pomóc Lu się naszykować poza tym ja też muszę się jakoś ogarnąć, więc sądzę, że się wyrobię. Wstałam z łóżka i skierowałam się w stronę łazienki. Tam się myję i ubieram w lekkie ubrania które później z mienię. Zeszłam do kuchni i zjadłam sałatkę i popiłam sokiem pomarańczowym. Brudne naczynia włożyłam do zmywarki i wyszłam zabierając ze swojego domu pięknie zapakowane pudełka z moją i Lu sukienką, butami, kosmetykami, przyrządami fryzjerskimi i innymi potrzebnymi nam. Chociaż i tak przyjeżdża do nas super fryzjerka i makijażystka, ale wolimy, żeby wszystkie te zabiegi były wykonywane naszymi produktami(stara mania jeszcze z liceum). Pukam do drzwi i prawie od razu otwiera mi Fede. Zawsze uśmiechnięty. Tylko w jego oczach dzisiaj było widać nie ograniczoną radość i miłość do Lu. Niesamowite nigdy bym go o to mnie posądziła, a tu nagle biorą ślub. Strasznie cieszę się ich szczęściem, nie ukrywam, że gdyby mnie ono to nie pogodziłabym się z Leonem i była bym nada w fatalnym stanie. Jednak na szczęcie do mnie przyszło w odpowiednim czasie zanim któreś z nas zobiło jakieś głupstwo. No i przy okazji pozbyłam się dziewictwa. Z moich rozmyśleń wybija mnie Lu.
-Hej już jesteś. Cieszę się to co idziemy się szykować?- pyta się mnie z jej oczu mogę wyczytać to samo co z oczu Fede. ONI SĄ DLA SIEBIE STWORZENI! Nagle uświadomiłam sobie to. Są prawie tacy sami, a jednak się dopełniają i jedno rozumie drugie. Co ja bym dała za to żeby mnie i Leonowi tak się ułożyło.
-Tak idziemy na górę?- pytam a ona tylko przytakuje. Biorę pudła i wchodzę z nimi na górę i kątem oka widzę jak się całują .

Stoimy przed kościołem i czekamy na księdza. Już wszyscy są w środku świątyni opróz naszej czwórki (mnie, Leona, Fede i Lu). Nagle ksiądz przyszedł.

Jesteśmy w środku domu weselnego który został wynajęty, orkiestra już grała właśnie minęła 5godzina zabawy. Już wszyscy są nie źle wstawieni. Zabawa trwa jeszcze Kika godzin i nagle przychodzi czas na oczepiny. Najpierw każda z 5 par staje na środku (oczywiście: ja i Leon; Maxi i Nati; Cami i Brodway; Alicja i Mati; no i Francesca i Marko. Pogodzili się ze sobą a to właśnie Marko nas przekonał, żebyśmy dały jej jeszcze jedną szanse. Dałyśmy, ale dla tego, że bardzo prosił nas Marco.) musiała wykonać jakieś zadanie wymyślone przez resztę gości. Było ciekawie. A teraz pora na rzucanie przez Lu welonem, a przez Fede muchą. Złapałam welon. Ale nie wiedziałam kto złapał muchę miałam nadzieję, że Leon. Lecz nie wiedzą kto złapał zakryli mi oczy i chyba jemu też i krzyczeli. „Gorzko, gorzko” Bez namysłu pocałowaliśmy się i już wtedy Miałam pewność, że to Leon. Całą noc praktycznie ciągle tańczyłam lub piłam jak wszyscy na weselu, ale tańczyłam prawie ciągle z Leonem.


Od wesela minęło już kilka tygodni. Lu i Fede są „miodowym” i się nie odzywają wiadomo co robią. Z Francescą… chyba… dobrze? A z Leonem wszystko nie dobrze… tylko super! Ja się w nim zakochałam. Ale ostatnio zrobił się trochę dziwny. Lu mówi, żebym sinie przejmowała, bo pewnie przesadzam. Właśnie idę na zakupy musze kupić sobie coś do jedzenia. Po drodze idę przez park i widzę Leona. Już podchodzę, ale się zatrzymuje i widzę go z inną kobietą. Całują się w policzki i śmieją się. Nie wiem co zrobić… uciekam. Nikt mnie z nich nie widział i chyba lepiej. Może dla mnie jest dziwny, bo ma kogoś może tą dziewczynę w sumie to jest chyba młodsza od niego chyba… jakieś, może… dwa lata. Chce mi się płakać, ale jednak się powstrzymuje i robie wszystkie potrzebne zakupy. Idę szybko do domu i wrzucam zakupy i przebieram się. Jestem umówiona z Leonem, ale nie mam zamiaru iść na to spotkanie. Ale los mnie nie lubi właśnie kiedy wychodzę widzę znowu Leona i tą dziewczynę, ale ona jest w samochodzie i się i chyba ją coś boli. Podchodzi do mnie Leon z bardzo… smutną miną. Podszedł do mnie i chciał mnie pocałować, ale ja się odsunęłam.
-Violu. Przepraszam cię, ale musze odwołać nasze dzisiejsze spotkanie.- a ja mam świeczki w oczach, ale jestem na tyle zła na niego, że pytam go, a nie uciekam
-Czemu?
-Wybacz mi, ale nie mogę ci tego powiedzieć. Nie teraz powiem ci później, ale teraz się trochę śpieszę.- powiedział, a po jego ocach widziałam, że z wielkim trudem to mówi. Ale nie potrafiłam nad sobą zapanować.
-Bo co? Bo w samochodzie czeka na ciebie nowa dziewczyna? Myślisz, że jej nie widze? Myślisz, że jestem głupia? Widziałam was dzisiaj w parku. Idź sobie do niej i nie zbliżaj się do mnie więcej poza pracą.- wybuchnę łam- Dowidzenia! Do poniedziałku panie Verdas. Chyba, że chce pan wziąć wolne, żeby pobyć ze swoją nową połówką? Jak tak to nie ma problemu.- wrzasnęłam. Zamknęłam domu.
-Violu to nie tak.- tłumaczy się i jest smutny tym co powiedziałam.
-A jak? Powiedz mi! Oświeć mnie.- powiedziałam.
-Nie mogę powiedzieć ci teraz. Sam musze sobie to ułożyć to jest dla mnie ciężkie.- po moim Poliku spłynęła łza.- Proszę cię daj mi czas nie mam nikogo oprócz ciebie.- próbował zetrzeć tą łzę, ale ja mu nie dałam.
-Jak będziesz chciał mi powiedzieć to wiesz gdzie mnie szukać. A na razie będzie lepiej jak zrobimy sobie przerwę. Wybacz, ale już nie chcę mi się gadać.- powiedziałam i go ominęłam i zostawiłam samego, tylko z daleka krzyknęłam- Twój gość siedzi w samochodzie!- nie patrząc za siebie poszłam do pizzerii i trafiłam na Francesce.
-Violu co się stało?- pyta naprawdę zmartwiona Włoszka.
-Sorry nie chce mi się gadać.- warknęłam, ale ona nie odpuściła.
-Wiem, że nie masz do mnie zaufania. Wiem, że źle zrobiłam, ale ja chciałam zemścić tylko na Marco, a ty byłaś nie widziałam was.- przerwałam jej.
-Gówno mnie to obchodzi nie interesuje mnie to co ty chciałaś. Już nie jesteśmy przyjaciółkami i niech tak zostanie. Zgodziłyśmy się z Lu bo Marco na BŁAGAŁ.- znowu krzyknęłam co ze mną jest? Włoszka uciekła z płaczem. Pobiegłam za nią ale zrobiło mi się nie dobrze i szybko obiegłam do łazienki.
Siema zgodnie z obietnicą napisałam rodział jak najszybciej. Wiem, że jest beznadziejny, ale co poradzę, że nie mam narazi na to weny. No dobra więc znowu minimum 2 komentarze kolejny rozdział albo one short możecie zdecydować. Pozdrawiam Julia.

wtorek, 4 listopada 2014

ROZDZIAŁ 7 "Czarny alarm"

PRZECZYTAJ NOTATKĘ NA DOLĘ!!!!!!!!! WAŻNE!!!!!!!!


Rano obudziłam się strasznie obolała, nie wiedziałam czemu. Nagle zorientowałam się, że jestem naga i, że leży koło mnie LEON!!! Co on tu robi? Czemu moja niebieska kołdra jest w czerwone i białe plamy? Czy ja wczoraj z nim spałam? Nie to nie możliwe! Nagle Leon się obudził , po jego zachowaniu poznałam, że nie wie gdzie jest i co się działo wcześniej w nocy.
-Czy ty wiesz co się wczoraj działo, bo ja nie do końca.- zapytałam go z nadzieją. Ale pokiwał przecząco głową.
-Czemu tu jest krew?- zapytał przerażony, ale i tak jego głos był zmieniony przez chrypę po seksie.
-Bo się chyba wczoraj uprawialiśmy sex.- powiedziałam w ironią w głosie.
-Okey. Kompletnie nic nie pamiętam, ale wiem, że krwi nie powinno być.- powiedział z coraz większą obawą.
-Ja też nic nie pamiętam. A krew jest dla tego, że to- tą ostatnią część powiedziałam bardzo cicho- był mój pierwszy raz.
-Ile my wypiliśmy.- zmienił temat widząc, że to jest dla mnie krępujące.
-Nie wiem, ale wiem, że mam kaca i nie mam soku, a sklepy są dzisiaj zamknięte, więc idę  do Lu i Fede po sok.- po skończeniu zdania wstałam mimo dużego bólu. O matko musiało być ostro. Podeszłam do szafy i założyłam zwiewną sukienkę i wyszłam. Zapukałam do ich drzwi i prawie od razu otworzyła mi Lu.
-No nareszcie jesteś już się martwiłam o ciebie, że zrobiłaś coś złego.- zaśmiała się Ferrero.
-Jest Fede?- pytam z nadzieją, że nie.
-Nie pojechał po garnitur, więc nie będzie go jeszcze minimum 2godziny. A co?- pyta gdy siadamy my na kanapę.
-Wczoraj robiłam ten tort, tylko, że ja nie umiem, więc poprosiłam Leona, żeby mi pomógł. No i przy tym piliśmy wino i film nam się urwał. Ale obudziłam się naga i obolała obok niego a moja ulubiona poszewka jest w czerwone i białe plamy.-mówiłam coraz ciszej.-Lu ja się z nim przespałam! Co mam robić?- pytam zaniepokojona. Ale Lu się nawet cieszy nie rozumiem czemu.
-Wreszcie straciłaś dziewictwo! Jesteśmy już takie same. Bólem się nie martw jutro już nie będziesz czuła. Kompletnie nic nie pamiętasz?
-Lu co mam robić przespałam się z Leonem!
-Uspokój się. W końcu kochasz go mnie nie oszukasz. Widziałam jak go całujesz jak graliśmy w butelkę. To nie był obojętny pocałunek. Poza tym on też cie kocha. Widać to po was, bije od was miłością na 10kilomerów!
-W sumie pamiętam tylko, że było strasznie przyjemnie.
-No widzisz już się tak nie martw! Wszystko się ułoży.- uspokaja mnie.
-Dzięki! Kocham cie. A właśnie masz sok z pomarańczy albo pomarańcze?
-Tak, trzymaj wystarczy ci jeden karton?- pytam mnie podając mi sok.
-Tak, musze już iść, bo jestem głodna.- powiedziałam i dałam jej buziaka na pożegnanie. Wyszłam z jej domu. Gdy weszłam do swojego domu poczułam zapach świeżo smażonych naleśników. Bez dłuższego zastanowienia weszłam do kuchni i zobaczyłam Leona stojącego w bokserkach przy kuchni robiący naleśniki. Podeszłam do stołu i położyłam sok na nim i obok dwie szklanki i dwa talerze, dżem, miód i czekoladę . A Leon talerz ze stosem naleśników.
-Czemu zrobiłeś śniadanie?- pytam zaciekawiona.
-Bo byłem głody, wiedziałem, że nie umiesz gotować i je lubie.- odpowiedział płynnie.
-Mam już sok i jestem głodna więc bardzo dziękuje.- powiedziałam z uśmiechem na twarzy. Usiadłam na krześle i zaczęłam jeść posiłek. Leon usiadł obok mnie i zaczął robić tą samą czynność. Oczywiście nie było wtedy między nami ciszy żartowaliśmy sobie i śmieliśmy z siebie nawzajem. Przy nim czuje się naprawdę szczęśliwa i kochana, czuję, że z Leonem mogę góry przenosić. Mam nadzieję =, że on też coś do mnie czuje i, że Lu się nie myli. Po zjedzeniu posiłku wstaliśmy i brudne naczynia włożyliśmy do zmywarki. Nagle zadzwonił mój i jego telefon szybko odebraliśmy tylko, że je weszłam do innego pokoju, żebyśmy sobie nie przeszkadzali. Dzwoni do mnie Lu. O co chodzi?
-Hej. O co chodzi?- od razu pytam po odebraniu.
-Hej sorry, że ci przeszkadzam, ale musimy iść na zakupy.- powiedziała z strasną powagą.
-Okey, ale czemu?- pytam zdziwiona.
-Boooo...pamiętasz tą sukienkę co ci ostatnio wybrałam na nasze wesele?-zawiesiła się chyba czekała na moją odpowiedź.
-Tak a co?
-No bo ona się trochę zniszczyła, tak jak moja. Nie wiem jakim cudem, ale były w szafie same i są całe w czarne plamy.- powiedziała na jednym wdechu.
-Oki. to ja już idę. Nie możemy tracić czasu musimy ci nowa sukienkę kupić. To co spotykamy się za chwilkę pod domem?
-Oki.- powiedziała ucieszona i się rozłączyła. Weszłam do kuchni gdzie czekał Leon.
-Sorry, ale muszę  iść do Lu, bo mamy czarny alarm- zaśmiałam się.
-Okey. Ja muszę lecieć do Fede, bo biedaczyna nie może sobie sam poradzić w wybraniu garnituru.- zaśmiał się.
-Cały mój braciszek.- powiedziałam z ironią w głosie.


Jesteśmy już na zakupach z Lu od 4 godzin i nic nie znalazłyśmy. Nagle naszą uwagę przykuła ta piękna biała suknia. Weszłyśmy do środka i od razy poprosiłyśmy o tamtą. Gdy Lu ją założyła wyglądała bajecznie. Po kupieniu jej wyszłyśmy ze sklepu. Obie zadowolone z siebie.
-Dobrze nam poszło po 4 godzinach znalazłyśmy sukienkę za tamtą chodziłyśmy trzy razy dłużej.- śmieję się.
-No i zostało na jeszcze 4 godziny na znalezienie dla ciebie. A potem grzecznie lulu spać i pobudka o 5 i szykowania na ślub o 12.- zaśmiała się, a ja udałam załamaną. zaczęłyśmy szukać sukienku dla mnie. Ale ze mną poszło nam szybciej w końcu wybrałam tę. Potem wróciłyśmy do domu i jak to Lu powiedziała grzecznie lulu spać.



Hej sorry za kiepski rozdział, ale nie miałam weny anie motywacji od was. patrzę że sporo osób czyta, ale ani jedna osoba nie napisze nawet jednego słowa czy dobry może nie. Rozdział 8 jeszcze nie powstał, ale wstawię i napiszę go jak najszybciej, gdy zobaczę pod tym chociaż jeden komentarz. Więc to od was zależy kiedy przeczytacie ciąg dalszy. Pozdrawiam Jluia. :D