- No, ale będzie fajnie- próbuje mnie namówić.- Wezmę za ciebie czwartek- mówi z chytrym uśmieszkiem, dobrze wie, że w czwartek mam ważną sprawą do załatwienia i chcąc nie chcąc muszę iść na tę cholerną imprezę.
- Jaka ty kochana jesteś.- mówię z mocno wyczuwalnym sarkazmem, a blondynka posyła mi w powietrzu buziaka na co kręcę oczami z dezaprobatą.
- Musimy się zacząć szykować!- krzyczy i ciągnie mnie za sobą do swojego pokoju, nie ma to jak spędzić sobotę na " dobrej zabawie ".
- Vils jesteśmy już na imprezie, więc nie masz możliwości odwrotu. Uśmiechnij się chociaż.- posyła mi jeden z najszczerszych uśmiechów i ciągnie do baru, tam zamawiamy obie sex on the beatch. Po kilku kolejnych minutach Lu i reszt dziewczyn znika z mojego zasięgu wzroku, szybko dopijam drinka. Gdy chcę odwrócić się, czuję na swoich biodrach ciepłe ręce mężczyzny, więc odruchowo nieruchomieję.
- Zatańczymy?- pyta ustami muskając moje ucho.
- Wolałabym nie...- próbuję wyrwać się z dość mocnego uścisku, lecz tajemniczy mężczyzna odwraca mnie w swoją stronę i przed oczami stoi ten sam szatyn, który mnie ostatnio uratował. Moje kolana automatycznie miękną, a oddech przyspiesza, przyciąga mnie bliżej siebie, łapiąc w tali, przez co zderzamy się klatkami, z moich płuc wydobywa się cichy jęk, stłumiony przez muzykę.
- Tylko jeden.- znów jego usta przy moim uchu, po raz kolejny przyciska mnie do siebie jeszcze mocniej. Wyczuwam, że ma na sobie skórzaną kurtkę, gdyż mam gołe ramiona.
- Ale tylko jeden?- upewniam się.
- Chyba, że poprosisz o więcej, śliczna.- puszcza mi oko i uśmiecha się szarmancko, łapie mnie za rękę i rusza w stronę parkietu, ciągnie mnie, aż na sam środek i dopiero tam ponownie przyciska do siebie. Nasze klatki zderzają się ze sobą, oddechy mieszają, oczy wpatrują się nawzajem w tęczówki swojego partnera. Moje ciało odmawia mi posłuszeństwa i jestem prawie pewna, że gdyby mnie puścił to upadłabym na ziemię, Zarzucam ręce na jego barki, a on przyciska mnie jeszcze mocniej do siebie, jęczę z zachwytu tą bliskością, z faktu, że moje usta są tuż przy jego uchu mogę być pewna, że to usłyszał. Zaczynamy poruszać się powili do dość szybkiego utworu i jestem pewna, że z boku wyglądamy jak mocno nachlana para, która ma w planach tylko jedno. Czuję jego boskie perfumy i jestem w stanie stwierdzić, że ręce szatyna zjechały lekko w dół.
- Może teraz zdradzisz mi swoje imię, śliczna?- pyta, muskając moje ucho.
- Violetta- wyrzucam z siebie nie myśląc.- A ty?
- Leon- mówi z nutą erotyzmu i zaczyna całować moją szyję, pomrukuję z przyjemności i tym razem ja przyciskam nas bliżej siebie, czuję jak moje piersi są miażdżone o umięśnioną klatkę piersiową szatyna, nie przejmuję się lekki bólem, jestem na to zbyt podniecona. Czuję jak kolejny mokry pocałunek ląduje na mojej szyi, czuję jak odrywa się ode mnie i lekko rusza głową szukając kolejnego miejsca spragnionego jego dotyku, odchylam głowę i daje mu pełen dostęp do mojej szyi. Sunie pocałunkami w górę i w dół, aż nagle zatrzymuje się w jednym miejscu i pieści jego skórę. Zaczyna ją lekko ssać i przygryzać, teraz boli mnie to niemiłosiernie, ale nie mam siły, aby odepchnąć go od siebie, czuję jego dłonie na moich pośladkach, masujące je i przyciągające do swojego przyrodzia. Po kilku minutach puszcza mnie i dmucha zimnym powietrzem po opuchniętym miejscu. Przymykam oczy czując jak na mojej twarzy pojawiają się mokre ślady. Łzy.
- Teraz już wiedzą, że jesteś moja.- mruga do mnie porozumiewawczo, a ja dopiero teraz rozumiem o co mu chodzi. Szybko uciekam do Ludmiły, która gdy tylko widzi w jakim jestem stanie i malinkę za szyi przytula mnie.
- Violu co się stało.- pyta przerażona, ja tylko spoglądam na Leona, który patrzy na mnie, puszcza mi oczko i wychodzi.- Verdas?!- W ciągu kolejnych paru minut przyjeżdża po nas Fede.
- Viola ty idź do auta.- nakazuje mi blondynka, więc robię to, gdy widzę Lu tłumaczącą Włochowi sytuację, gdy jej usta układają się w słowo "Verdas", szatyn blednie.
~~~~~~~~~~~~~~~
Hej!
Mam nadzieję, że podoba wam się to co naskrobałam,
czekam na wasze opinie ;)