czwartek, 28 grudnia 2017

Eliminacje: Rozdział 5

Stoimy przed limuzyną, która ma mnie dowieźć na lotnisko. Gdy tylko dociera do mnie, że to ja muszę tam wsiąść w niedalekiej przyszłości, mdli mnie. Jednak, gdy przypominam sobie Matta razem z Grace, do mojego ciała przypływa nie znana mi siła. Przytulam się do Kenny, mojej starszej siostry, która jest w siódmym miesiącu ciąży.
- Boże, Vi, przecież my się prawie nie widywałyśmy, a co dopiero teraz?- mówi ze łzami w oczach.
- Och, nie przejmuj się, niedługo wrócę.- zapewniam ją.
- Żebyś się nie zdziwiła Vi, jesteś cudowną dziewczyną.- uśmiecha się przez wzruszenie.- Będę tęsknić i oczywiście zaczekamy na chrzciny z Timmy'm na jego mamą chrzestną.- jeszcze raz wtuliłam się w siostrę, gdy jedna łza zaczynała torować sobie drogę ku wolności. Przecież wrócę do nich nie długo, czemu się rozklejam? Gdy puszczamy się z Kenną podchodzę do jej męża.
- Masz mi jej pilnować teraz coraz bardziej, wiesz jaka jest porywcza.- śmiejemy się.
- Ja współczuję jego książęcej mości, bo będzie musiał wytrzymać z najbardziej żywiołową Castillo.- puścił do mnie oko, gdy lekko szturchnęłam go w brzuch.- Nie daj się tam.- szepnął, gdy mnie przytulił. Zawsze miałam z Davidem dobre stosunki, byliśmy jak siostra z bratem i w sumie zastępował mi Kote, który gdy tylko dostał kwitek, że jest Dwójką odciął się od nas. Odwracam się do Gerarda, który od razu rzuca mi się w ramiona i szepcze słowa, jakie rzadko opuszczają jego usta.
- Kocham cię Vi i będę tęsknił. Z kim będę teraz grał w nogę?- chłopiec był wyraźnie smutny.
- Ja ciebie też kocham i też będę tęsknić, ale niedługo wrócę, obiecuję. Poza tym zawsze możesz iść na ogólne boisko i zapytać, czy możesz dołączyć, w końcu jesteś wspaniałym piłkarzem. Może do czasu jak wrócę to już będziesz wiedział co lubisz? Spróbuj zagrać na moich skrzypcach i pianinie jeszcze raz.- uśmiechnęłam się i dałam mu buziaka w policzek. Kolejna była May i gdy tylko na siebie spojrzałyśmy wszystkie moje tamy puściły i w oczach zaczęły zbierać się łzy.
- Vi będziesz cudowną księżniczką, wiem to! Bijesz je wszystkie na głowę. Pamiętaj, że jesteśmy prawie identyczne, a ja jestem śliczna, więc ty też.- zaśmiałyśmy się obie i wpadłyśmy w swoje ramiona szlochając. Mama podeszła do mnie i objęła szepcząc- Będziesz prześliczną księżniczką.- w tej chwili wolałabym, żeby mówiła, że i tak mnie kocha bez względu na nic. Jednak wiem, że jej słowa są dowodem jej miłości do mnie i tego, że chce zadbać o moją przyszłość. Ostatni zostaje tata. Stoję przed nim oniemiała, bo wiem, że zaraz po pożegnaniu z nim będę musiała odjechać... a tego nie chcę. Nie chcę ich opuszczać, nie chce jechać do żadnego pałacu i nie chce poznawać żadnego sztywnego i głupiego księcia. Ale też chce pomóc rodzinie finansowo i chcę odpocząć od Matta, który widocznie był szczęśliwy beze mnie, a ja chciałam spędzić z nim całe życie... co za ironia.
- Myszko jestem z ciebie dumny, z tego kim jesteś i nie dlatego, że się gdzieś dostałaś. Będę z ciebie dumny do końca życia i nie ważne kim będziesz. Kocham cię i wierzę, że odnajdziesz szczęście nie ważne gdzie. Pamiętaj, chcę żebyś była szczęśliwa. Nie płacz skarbie, wszystko będzie dobrze.- tuli mnie do swojej piersi, a ja płaczę szczęśliwa, że go mam, że mam wszystkich. Nie mogłabym mieć lepszej rodziny. Kocham ich. To jest właśnie powód, dla którego muszę wsiąść do tego auta. Za spędzenie chociaż dnia w tym przeklętym pałacu moja rodzina otrzyma niewyobrażalną sumę pieniędzy, która tylko ułatwi nam życie. Muszę przestać myśleć tylko o sobie i pomyśleć o nim. O tacie i mamie, którzy już ledwo żyją od ciężkiej pracy jaką mają na swoich barkach. Przecież nie spadnie mi z głowy korona za to, że zrobię coś dla rodziny i przy okazji uwolnię się od przeklętego Matta i jego nowej czy starej towarzyszki życia. Gdy wrócę tu za jakiś czas wszystko będę mogła zacząć od początku i to z większą korzyścią dla siebie i rodziny... Z tą myślą wsiadam do auta i zamykam za sobą drzwi. Zamykam niewidzialne drzwi przeszłości i myśli przyszłości z Mattem. Zamykam w odpowiedniej szufladce wszystkie swoje obawy i niechęci. Za to w samym centrum swoich myśli stawiam sobie tyko to, że pomogę w ten sposób rodzinie. Żegnaj Matthew, żegnaj cały mój świecie. Wrócę tu, ale będę wtedy kimś innym. Żegnaj dawna Violetto Castillo od teraz musisz przestać istnieć... Tak będzie lepiej dla wszystkich.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nie wiem, ale coś nie idzie mi trzymanie się terminów.
Rozdział jest nie sprawdzany.
Wrzuciłam jak najszybciej się dało.
Patrząc, że cały grudzień miałam zawalony egzaminami.
Święta piękne, ale z zatruciem pokarmowy i przez kilka dni nawet nie wstawałam z łóżka.
Kocham was.
Błagam nie zabijajcie mnie.
Poprawię się obiecuję!

środa, 13 grudnia 2017

Eliminacje: Rozdział 4

Jutro wyjeżdżam. Niestety ten dzień nastąpił szybciej niż sądziłam, jednak nie mam zamiaru zostawać tam na dłużej. Zamierzam od początku pokazać, że się do tego nie nadaję i wylecieć jako jedna z pierwszych. Jednak dzisiaj o tym nie myślę, siedzimy wszyscy w salonie i gramy w karty. Śmiejemy się gdy nagle ktoś puka do domu. Tata idzie otworzyć, a my kontynuujemy rozgrywkę.
- Myszko przyszedł do ciebie Matt z gratulacjami od rodziny.- mówi tata, a ja tężeje. Matt. Przyszedł i chce mi pogratulować...
- Tak właśnie miałam się brać za pakowanie, więc jak chce i ma czas może mi pomóc.- mówię lekko jakby była to czysto przyjacielska propozycja. Po kilku sekundach wchodzą do pokoju, a ja wstaję i prowadzę chłopaka do swojego pokoju, gdy zamykam drzwi odzywa się.
- Gratuluję ci, na zdjęciu wyglądałaś na zakochaną.- mówi z wyrzutami.
- Bo kilka sekund wcześniej dowiedziałam się, że zbierasz pieniądze na ślub! Nic dziwnego, że wyglądałam na zakochaną idioto.- syczę, a on spuszcza wzrok. Nie czekam na to co powie, biorę plecak i pakuję do niego koszulę i spodenki na przebranie jak mnie wyrzucą i zamykam plecak.
- Tylko to bierzesz?-pyta zdziwiony.
- Jako jeden z nielicznych powinieneś wiedzieć, że nie potrzebuję rzeczy i pieniędzy do szczęścia.- znów można wyczuć wściekłość bijącą ode mnie.
- Chciałem poczekać do naborów, żeby móc zapewnić ci lepszą klasę niż Szóstkę.- mówi nieśmiało.
- Przecież wiesz, że mnie klasy nie obchodzą. Wiesz co mi powiedzieli posłańcy królewscy?- udaję podekscytowanie.- Że nie powinnam odmawiać księciu niczego.- szczęka chłopaka się zaciska wraz z pięściami.
- Nawet jakby później nie chciał się z tobą ożenić?
- Nawet! Przez ciebie jadę do jakiegoś nie wyżytego buca!- krzyczę.
- Świetnie, krzycz dalej, potrzebujesz treningu na karceniu ludzi, w końcu musisz ćwiczyć rolę królowej.- cedzi.
- Nie wierzę.- tylko tyle przechodzi mi przez gardło.
- Jeśli już skończyłem ci pomagać to idę.- odwraca się na pięcie lecz mój wrzask zaskakuje nas oboje.
- ZATRZYMAJ SIĘ!- lecz on znów się śmieje.
- Coraz lepiej ci idzie wydawanie rozkazów.- chce odejść lecz łapię go za ramię i ciągnę do biurka.
- Wyciągnij rękę.- mówię szorstko- nie zapłaciłam ci.- mówiąc to otwieram szufladę, w której trzymałam wszystkie zaoszczędzone przez te tygodnie pieniądze i wysypuję mu je na dłonie na co potrząsa głową.
- To za dużo.- mamrocze.
- Czekaj jeszcze.- podchodzę do łóżka i wyciągam spod niego słoiczek ze wszystkimi jednocenówkami jakie mi kiedykolwiek dał, nigdy nie potrafiłam ich wydać, znaczyły dla mnie zbyt dużo, teraz mu je oddaję.- One zawsze należały do ciebie. Ja nie potrzebuję teraz pieniędzy.- mówię i odwracam się.- Teraz możesz iść.- jego mina zrzednie, a ja nie jestem w stanie patrzeć mu w oczy. Jednak nie muszę się tym martwić, bo wciska pieniądze do kieszeni i wychodzi nic nie mówiąc. Czekam przez chwilę, siadam na łóżku i rozpadam się na maleńkie kawałeczki. Jak on mógł?
Gdy rano wstałam, niechętnie zwlekłam się z łóżka, w którym spałam z May. Wykonałam poranną toaletę, zjadłam swoje ostatnie śniadanie z rodziną i ubrałam się w wcześniej przywiezione ubrania. Lekko się umalowałam i tuląc May i Gerarda poszliśmy na pożegnanie kandydatki z Karoliny, czyli niestety mnie. Gdy stoję na scenie i próbuję się nie rozpłakać i udawać, że słucham tego co mówi o mnie burmistrz. Jednak gdy w tłumie odnajduję Matta śmiejącego się i tulącego do Grace, nasze wspólnej znajomej wszystko wydaje się trudniejsze... Po za jedną rzeczą. Wyjechaniem stąd.
~~~~~~~~~~~~~
Wrzucam krótki, bo jak się okazało to już wcześniej to napisałam.
Jest to ostatni rozdział z domu i kolejne będą już z pałacu i podróży.
Przepraszam, że kazałam wam czekać, ale dużo nauki i mało czasu...
Ale postaram się spiąć.
Kolejny rozdział zaczynam pisać od razu, więc powinien się pojawić nie długo.
Przeprasza, za długość tego, ale to miało być zakończenie pewnego jej etapu życia,
więc bałam się, że jak się rozpiszę to zniszczę to...
Mam nadzieję, że wam się podoba i do zobaczenia ;*
Czekam na Wasze zdanie :D

wtorek, 26 września 2017

Eliminacje: Rozdział 3

Przez kolejny tydzień funkcjonuję jak robot, nie jem, nie śpię... tylko płaczę, gdy nikt mnie nie słyszy i zatracam się w pracy. Rodzina myśli, że tak się przejmuję wynikami losowania i tak jest lepiej.Nie chcę dokładać im problemu w postaci mojego złamanego serca, przez chłopaka, którego zatrudniali od małego, gdy tylko mogli, by pomóc jego rodzinie. Teraz siedzimy razem przed telewizorem z popcornem i czekamy na ogłoszenie wyników. May cały czas powtarza, że to na pewno wylosowano i, że będziemy z księciem Leonem wspaniałą parą. Wcześniej przewracałam na to oczami, ale po jakimś czasie zaczęłam ignorować jej zachowanie. Mama, May i Gerard siedzą na kanapie, tata na fotelu, a ja na podłodze tuż przez siostrą, która zaplata mi włosy. Gdy Biuletyn się zaczyna i opowiadają wydarzenia z minionego tygodnia, pytam mamy.
- Kim była Królowa Ambery?
- Była Czwórką, ale naprawdę wspaniałą, kobietą, nigdy nie można było pomyśleć, że jest z tak niskiej klasy.
- A ty brałaś udział w Eliminacjach?
- Nie, byłam za młoda i już wtedy byłam z waszym ojcem, więc nawet, gdyby mój wiek mi pozwalał to nie skorzystałabym z tego.- uśmiecha się do taty, który odwzajemnia jej gest. Już o nic więcej nie pytałam tylko skupiłam się na ekranie.
- Ma Królowa jakieś rady dla kandydatek, które zaraz przedstawimy ?- pyta Gavril, prowadzący Biuletynu i najbliższy przyjaciel rodziny królewskiej.
- Bądźcie sobą. Książę ma się zakochać w was, a nie w jakieś wykreowanej postaci.- uśmiech się.- Dzisiaj jest ostatnim wieczorem, gdy jesteście sobą, od jutra zmieni się wszystko, więc korzystajcie z tego.
- Dziękuję.- powiedział prezenter.- A ty wasza wysokość znasz już kandydatki?- pyta Leona, który siedzi sztywno wyprostowany i ze sztucznym uśmiechem.
- Nie Garvilu, zobaczę je po raz pierwszy razem z wami.- lekko się rozchmurza.
- No dobrze, to już nie opóźniając oto wyniki losowania:- May piszczy cicho i poprawia się na kanapie, mocniej łapiąc za moje włosy.- Fiolna Castley z Palomy, Trójka.- na ekranie widnieje zdjęcie brunetki z ciemnymi oczami i piegami na twarzy, w małym okienku po lewej stronie ekranu jest nagrywana reakcja księcia, który się rozpromienia na widok kobiety.- Tina Lee z Dakoty, Trójka.- kolejne zdjęcie.- Camellie Ashot z Baffin, Dwójka.- wyglądała na starszą od Leona i bardzo doświadczoną jeśli chodzi o partnerów, odwracam się do mamy.
- Wam też się wydaję, że ona jest...
- Violetta Castillo z Karoliny, Piątka.- szybko się odwracam i widzę, piękną dziewczynę, promieniejącą ze szczęścia, ktoś nie znający mnie, mógł pomyśleć, że jestem zakochana w Leonie, jednak kilka minut wcześniej dowiedziałam się, że Matt zbiera na nasz ślub. Nie zdążyłam zobaczyć reakcji Leona, ale sama byłam w wystarczającym szoku, żeby się jeszcze przejmować jak jakiś zadufany w sobie koleś mnie spostrzega. May rozsypała ze szczęścia popcorn i zaczęła wykrzykiwać
- Vilu i Leon zakochana para!- mama podskoczyła rozradowana na kanapie nie krzycząc na May za bałagan jaki zrobiła. Tata uśmiechnął się delikatnie znad gazety nie patrząc na nic poza nią, Gerard również nie posiadał się ze szczęścia, choć sądzę, że udzieliło mu się od reszty... Natomiast ja siedziałam na podłodze, nie mogąc się ruszyć z miejsca. Jakim cudem mam, aż takiego pecha?! Czemu życie chce mnie tak bardzo za coś ukarać? Tego dnia poszłam wcześniej spać z May, która wślizgnęła się do mojego łóżka jak prawie zawsze, przytuliłam ją i zamknęłam oczy mając nadzieję, że to tylko sen. Proszę, chcę się jutro obudzić z May w łóżku, pójść do pracy, a w nocy pójść spotkać się z Mattem, żadnych Eliminacji, żadnych zerwań, żadnych rozczarowań, żadnych łez, żadnych smutków, żadnych problemów. Żadnego księcia Leona Verdasa w moim życiu.

Jednak moje modlitwy nie zostały wysłuchane i następnego ranka dzwoni do nas telefon, który zmienia cały bieg mojego życia. Dziś przyszedł do nas posłaniec królewski i żądał rozmowy na osobności ze mną i mamą. Musiałam pocieszyć May, że wszystko jej później powtórzę. Pierwszą rzeczą jaką zrobił to wyciągnął słój tabletek.
- Z powodu, że jest pani Piątką, ma pani pewnie wiele niedoborów witamin, a skoro jesteś od teraz skarbem państwa musisz je zażywać, by poprawić swoją kondycję.- już chcę odmówić, ale mama przyjmuje szklane naczynie i uśmiecha się wdzięcznie.
- Dziękujemy, z chęcią je weźmiemy.- mężczyzna podał nam kartkę, gdzie miałyśmy podpisać, że odebrałyśmy je.
- To natomiast są tabletki na sen, ponieważ teraz przed panienką wiele stresu, a musisz wyglądać zdrowo i witalnie, powinnaś brać jedną tabletkę przed snem.- znów mama przyjmuję kolejne naczynie i podpisuję kolejną kartkę.
- Teraz ze spraw organizacyjnych.- zaczął i wysunął ku mnie kolejny papier.- Musisz to podpisać, jest to twoje potwierdzenie, że jesteś dziewicą, ale jeśli nie jesteś...
- Jak pan śmie!- przerwałyśmy z rodzicielką w tym samym czasie.
- Nie jestem głupia, żeby świadomie łamać prawo!- dodałam oburzona.
- Rozumiem, ale zasady...
- Na litość boską! Vi nie miała nawet chłopaka.- tym razem przewała mu mama, a ja się kurczowo tego złapałam byle skończyć ten temat. Jak najszybciej podpisałam dokument i oddałam do pośrednikowi.
- Więc tak od dzisiaj jest skarbem narodowym. Otrzymuje panienka rangę Lady i tak mają się do panienki zwracać oficjalnie. Gdy zakończy panienka Eliminację jako jedna z odrzuconych przyjmuje pani status Trójki.
- Dlaczego?- pytam.
- Ponieważ we wcześniejszych Eliminacjach kandydatką odrzuconym ciężko było wrócić do swojego poprzedniego statusu, szczególnie, gdy był on niższy niż Trzecia klasa. Dostaniecie wszystkie takie same uniformy na dzień pożegnania się z rodziną i prowincją. Co tydzień pańska rodzina będzie otrzymywać czeki, za to, że bierze panienka udział w Eliminacjach, wynagrodzenie będzie wysyłane do momentu końca twojego uczestnictwa. To chyba wszystko. Otrzymają panie jeszcze pisemną informacje, czego się możecie spodziewać i jak to będzie wyglądało.- podaje mi plik kartek i jedną oddzielnie do podpisania. Pożegnaliśmy się, lecz gdy wychodził odwrócił się do mnie jeszcze i powiedział przyciszonym głosem.- Wiem, że to nie jest nigdzie zapisane, ale niech panienka pamięta, że odmówienie jego wysokości CZEGOKOLWIEK zapragnie jest widziane w bardzo złym świetle i obniża pani szanse na przejście do dalszych etapów Eliminacji.- po raz kolejny tego dnia zamieram ze zdumienia. Czy on właśnie mi powiedział, że książę, może żądać mojej cnoty, a ja mam mu ją tak zwyczajnie oddać albo wylatuję?! Boże za co mnie karzesz?!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Czekam na wasze opinię ;)
Nie długo zmienię trochę rozkład bloga, ale wszystko wam wcześniej powiem.
Pytanie do was, czy chcecie jakąś dodatkową stronę typu zapytaj bohatera, czy coś w tym stylu?
Do następnego :*

poniedziałek, 25 września 2017

Eliminacje: Rozdział 2

Rankiem mama wpada do pokoju niczym huragan, wybudzając mnie ze słodkiego snu. Stajeąc naprzeciw mojego łóżka i mówi.
- Jeśli wyślesz formularz, to pozwolę ci pracować samej.- mówi to z niechęcią, a ja zamieram. Pozwala mi pracować samej, czyli automatycznie część zarobionych pieniędzy będzie należeć do mnie. Rodzicielka nie wie, że i tak wypełnię formularz, więc z przyjemnością przyjmę to co mi oferuje.
- Dobrze, jak tylko wstanę to wypełnię formularz.- mówię spokojnie, leniwie się przeciągając, a mama z radości klaszcze w dłonie i wychodzi z pokoju, mówiąc przez ramię, żebym się pospieszyła. Kładę się na plecy, gdy drzwi się zamykają i rozmyślam o wczorajszym wieczorze i fakcie, że Matt tak bardzo naciskał na wysłanie tego formularza. Nie wiem czemu, tak bardzo mu na tym zależy, jakby to było dla mnie dobre, ale dla mnie najlepszą rzeczą jaka może być to moment, w którym wreszcie zdecyduję się zaręczyć się ze mną i ożenić, nic więcej mi do szczęścia nie będzie więcej potrzebne. Leniwym ruchem odkrywam się i siadam na łóżku, zakładam kapcie i ruszam do kuchni, gdzie już czeka na mnie formularz, długopis i koperta. Gdy podchodzę do stołu i biorę do rąk papier, zaskakuję mnie jego faktura, jest niesamowicie delikatny. Trę więc przez chwilę palcami materiał i biorę długopis. Pytania są konkretne, imię, nazwisko, wiek, stan zdrowia, kolor włosów, oczu i skóry, wymiary. Przy znajomości języków piszę z dumą, że znam trzy języki obce, ponieważ mama przy naszej nauce najbardziej naciskała na rozwijanie się w mowie i śpiewie obcojęzycznym. Więc wpisuję angielski, hiszpański i francuski. Kolejne pytanie dotyczy szczególnych uzdolnień.
- Tato jak sądzisz w uzdolnieniach powinnam napisać: spanie z każdym możliwym miejscu?- uśmiechamy się do siebie.
- Oczywiście myszko, nie zapomnij o tym, że umiesz zjeść obiad w niecałe 5 minut.- zaśmiał się. To była prawda jeśli chodziło o jedzenie to jadłam w tempie natychmiastowym.
- Oh błagam, to napisz jeszcze, że nie masz za grosz ogłady towarzyskiej!- oburzyła się mama na co przewróciłam oczami, a tata uśmiechnął się pocieszająco.
 Po zjedzeniu śniadania mama kazała mi się iść ubrać, żebyśmy mogły zanieść list do wyznaczonego punktu. Ubrałam się, więc w najładniejsze ubrania jakie miałam, czyli krótkie spodenki i oliwkową tunikę i lekko się umalowałam. Gdy gotowa przechodziłam obok pokoju Gerarda, zobaczyłam, że siedzi na łóżku.
- Cześć, młody.- uśmiechnęłam się.
- Vi, mama znowu mi każe robić to czego nie chcę.- burzy się maluch.
- Wiem, ale to dla twojego dobra, skarbie. Musisz znaleźć coś w czym jesteś dobry i co polubisz, żeby móc się z tego utrzymać.- tłumaczę mu spokojnie. Niestety dziewięciolatek nie chce robić nic związanego ze sztuką, co jest niestety naszą główną możliwością utrzymania się.
- Ale ja lubię grać w piłkę.- mruczy.
- Ale w piłkę, możesz grać gdy będziesz miał wolne, a teraz musisz poszukać czego co da ci pieniążki.- uśmiecham się troskliwie.- Może spróbujesz pograć na fortepianie?
- Violetta na litość Boską, ile mam na ciebie czekać.- usłyszałam krzyk mamy z przedpokoju, cicho westchnęłam, pocałowałam braciszka w czółko i ruszyłam w kierunku rodzicielki.

Stoimy w kolejce, aby oddać formularz, aż podchodzi do nas mama Matt z córkami.
- Witaj Margaret- wita się z moją mamą.
- Witajcie, jak pięknie jesteście ubrane.- to prawdą, są w sukienkach i pełnym makijażu, co zdarza się bardzo rzadko u Szóstek.- Jaka to okazja?
- Gdy sprzątałam w domu jakiejś Dwójki, słyszałam, że mają dodatkowo robić zdjęcie.- widziałam po minie mamy, że zastanawia się nad wysłaniem mnie do domu i przebraniem się jednak z tego rezygnuję. Coś mi się nie chce wierzyć, że to losowanie będzie czysto przypadkowe, w końcu po co zdjęcie kandydatki?! Szkoda mi tylko niczego nie świadomych Siódemek i Szóstek, które przychodzą prosto z pracy w ubłoconych ogrodniczkach.
- Co tam Marsel?- podejmuję rozmowę.
- Wspaniale, podejrzewam, że Matt się niedługo zaręczy!- piszczy szczęśliwa, a na mojej twarzy maluję się pełna radość.
- Czemu tak sądzisz?- pytam jak najmniej podekscytowana jak tylko mogę.
- Od jakiegoś czasu zbiera pieniądze i zaczął pośpiewywać pod nosem.- ciężko mi opisać stan w jakim teraz jestem, czuję się jakbym była pijana euforią, jakby każdą komórkę mojego ciała napełniała cała tona szczęścia. Tak też się czuję, gdy siadam na krześle i uśmiecham się jak wariatka do obiektywu. Matt mi się oświadczy! Będziemy małżeństwem i będziemy mieli dzieci. Jestem pewna, że na zdjęciu wyglądam jak najszczęśliwszy człowiek na ziemi, ponieważ tak się teraz czuję.

Gdy siedzimy przed telewizorem i oglądamy Społeczny Biuletyn przyglądam się Leon'owi. Siedzi sztywny, dostojny, tak daleki od mojego życia. Wygląda jak posąg z marmuru, nie chcę nawet poznawać tego nadętego i zaparzonego w sobie chłopaka. Już od dwóch tygodni zbieram pieniądze, z przyjęć na których jestem sama i mam zamiar dzisiaj zrobić Mattowi idealną sytuację do tego, aby mi się oświadczył. Upiekłam ciasto i zrobiłam więcej spaghetti, więc spokojnie mogłam to zanieść dzisiaj w nocy do domku na drzewie. Zapaliłam też kilka świeczek i czekałam na chłopaka. Gdy przyszedł usiadłam mu na kolanach i namiętnie pocałowałam.
- Cześć skarbie.- wymruczałam.
- Hej, jak ci dzień minął?- zagadnął.
- Dobrze, zrobiłam nam kolację.- gdy to powiedziałam stężał.
- Przecież wiesz, że to jest niesprawiedliwe, bo ja nie mam ci czego podarować?!- zapytał zły, tego się nie spodziewałam.
- Ale ja nic od ciebie nie chce, oprócz tego, żebyś był ze mną zawsze.- powiedziałam łagodnie, aby go lekko przekonać do działania.
- Czuję się jak pasożyt...
- Ale nim nie jesteś.- powiedziałam ostro, przez co nastąpiła chwila ciszy.
- To koniec Violetto.- osłupiałam.
- Cco?
- Nie mogę ci nic więcej dać poza spadkiem z Piątki na Szóstkę, a to jest niesprawiedliwe.- mówi wolno.
- Przecież wiesz, że nie zależy mi na pieniądzach, damy sobie razem radę...
- To koniec.- podrywa się i wychodzi z naszej drewnianej ostoi nie dopuszczając mnie do słowa... Jak on mógł?! Płaczę, łzy ciekną mi po policzkach, gdy siedzę w domku licząc, że wróci, spływają też gdy wracam do domu po kilku godzinach. Ale w łóżku dopiero zaczynają lecieć niepohamowanie... Zostawił mnie przez głupi numerek... zostawił mnie po dwóch latach związku... zostawił, chociaż zbierał na nasz ślub... zostawił.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Czekam na opinie :)

niedziela, 24 września 2017

Eliminacje: Kraj i klasy

Sytuacja rozgrywa się w przyszłości kilkadziesiąt lat po V Wojnie Światowej, która całkowicie zmieniła wygląd świata. Ludzkość straciła wiele swoich odkryć, przez co cofnęła się w rozwoju. Na całym świecie panuję ustrój monarchistyczny, jednak władanie poddanymi w każdym kraju wygląda inaczej. Duża część państw zmieniła swój rozmiar, bądź całkowicie zniknęła z mapy. Takim przykładem są Stany Zjednoczone, Ameryka Środkowa. Te państwa zostały pochłonięte przez Chino-Japonię. Jednak ludność wyzwoliła się spod jej władzy i założyła nowe państwo na tym obszarze. Przyjęło swoją nazwę od jego założyciele Gregora Illei. Illea rosła w siłę, przez co stała się jednym z mocarstw obecnego świata.. W tym czasie ród Illea został przerwany przez nagłą śmierć króla ( zatrucie przez żonę), więc, aby zachować koronę wyszła ona za mąż za jego kuzyna zmieniając dynastię na Verdas. Od początków państwa panował w nim podział na Klasy wprowadzony przez Gregorego Illeę.
Jedynki- były tylko i wyłącznie rodziną królewską.
Dwójki- Wszyscy celebryci, zawodowi sportowcy, aktorzy, modele, politycy, malarze, funkcjonariusze wszystkich służb mundurowych (żołnierze, strażnicy, gwardziści- zaciągnięci przymusowo podczas poborów)
Trójki- kadra pedagogiczna każdego poziomu, filozofowie, wynalazcy, pisarze, naukowcy, lekarze, architekci, reżyserowie, producenci muzyczni, terapeuci i kandydatki, które odpadły z Eliminacji, a miały niższą klasę.
Czwórki- właściciele farm, jubilerzy, agenci ubezpieczeniowi, agenci nieruchomości, szefowie kuchni, kierownicy budowy, właściciele firm, hoteli, restauracji.
Piątki- ogólnie zajmują się sztuką, są to: muzycy, śpiewacy, malarze, rzeźbiarze, aktorzy teatralni, tancerze. Jedna z biedniejszych klas, zależna od innych.
Szóstki- sekretarze, kelnerzy, sprzątacze, pokojówki, kucharze i kierowcy.
Siódemki- ogrodnicy, pracownicy budowy, pracownicy roli, czyściciele kanalizacji, basenów, wszyscy pracownicy pracujący pod gołym niebem.
Ósemki- osoby chore psychicznie i fizycznie bez opieki, uciekinierzy, nieślubne dzieci, bezdomni.
~~~~~~~~~~~~~~~~~
Mam nadzieję, że to wam trochę rozjaśni sytuację :)
Zmieniłam swój pseudonim, więc od dzisiaj
Sweetheard :*

wtorek, 19 września 2017

Eliminacje: Rozdział 1 (Przeczytaj notkę, wszystko wyjaśnia)

Zacznijmy od początku.
Nie byłam w stanie przeczytać tego OS'a od początku, widząc jak fatalnie mi czasem szło.
Wiem, że wszyscy chcieliście dokończenie OS'a i trochę szybszej reakcji, ale próbując jeszcze raz wbić się w ten klimat po prostu myślałam, że zabiję samą siebie, za niektóre błędy. 
Postanowiłam, więc, że może nie zabijecie mnie bardzo szybko, gdy spróbuję jeszcze raz napisać go.
Zmienię oczywiście kilka szczegółów, żebyście nie czytali tego samego, ale nie przewiduję ogromnych zmian.
Zmienię też trochę postać, ponieważ rozdzielę to na rozdziały, tak wiem nie podoba się to wam. 
Ale będę miała większą swobodę wrzucania czegoś na bloga, nie martwiąc się uprzednio o to, czy nie jest to zbyt krótkie, więc mogą pojawiać się częściej i być lepszej jakości.
Oraz bliżej poznacie wszystkie postacie, co jest dla mnie bardzo ważne, bo osobiście ze wszystkimi się związałam i chce wam pokazać dlaczego.
Przepraszam was bardzo za to i mam nadzieję, że mimo wszystko będziecie czytać to z radością taką samą jak ja to piszę.
Kolejnego możecie spodziewać się do piątku!
~~~~~~
Z hukiem zamykam drzwi do pokoju i tarasuję je krzesłem. Nie mam zamiaru teraz z kimkolwiek rozmawiać. Proszę, niech to okażę się tylko jakimś głupim snem, z którego zaraz się obudzę i będę się śmiała z niego wraz z May. Przecieram zmęczoną od nadmiaru emocji twarz z nadzieją, że to w jakiś sposób uspokoi moje stargane nerwy. Ten dzień jest przeklęty od samego rana, gdy jakaś Trójka, odwołała nasz występ na swoich urodzinach, twierdząc, że znalazła coś o wiele lepszego niż Piątki. Jakby tego było mało to jeszcze zamyśliłam się robiąc śniadanie i przypaliłam jajecznicę dla piątki osób, przez to musieliśmy jeść lekko zwęglone jajka. A na sam deser przed obiadem przyszedł polecony list od rodziny królewskiej zaadresowany do rodziców. Nigdy nie sądziłam, że jedna kartka papieru jest w stanie zniszczyć komuś dzień jak nie najbliższy miesiąc. Mama uważa, że to wspaniała wiadomość, rozwiązanie wszystkich naszych problemów. Jednak jedynym i największym problemem jestem ja. Niestety rodzicielka nie słucha moich protestów i uważa, że jestem opryskliwa i nieczuła w stosunku do swojej rodziny. Kładę się na łóżku i zakrywam głowę poduszką, która i tak nie odcina mnie wystarczająco od świata. Biorę kilka głębszych oddechów, próbując uspokoić rozszalały puls. Czemu mama nie może zrozumieć, że nie mogę tego zrobić?! Przecież jestem z Matt'em. Doskonale zdaję sobie sprawę, że nikt oprócz nas o tym nie wie, jednak mam nikłą nadzieję, na zrozumienie ze strony kobiety siedzącej w salonie. Nie mogę wyznać jej prawdy, bo gdyby się dowiedziała, że od dwóch lat regularnie po godzinie policyjnej spotykam się ze swoim chłopakiem, który jest Szóstką to stwierdziłaby, że oszalałam i chce popełnić samobójstwo.
Biorę talerze i zanoszę do jadalni, to samo robię ze sztućcami i resztą obiadu. Uśmiecham się do taty, który puszcza do mnie oczko i zajmuję swoje miejsce. Siedzimy w błogiej dla mnie ciszy i nakładamy jedzenie. Mama jest na mnie obrażona, więc nic nie mówi, sądząc, że się złamię i zgodzę na ten absurdalny pomysł. Niestety moje szczęście nie trwa długo, ponieważ rodzicielka wyciąga spod stołu list i zaczyna czytać.
- Szanowni państwo Castillo.- przewracam oczami i błaganie patrzę na tatę, jednak dobrze wiem, że nie może nic zrobić.- W tym miesiącu nasz kochany syn książę Leon Verdas skończy osiemnaście lat. Jest to dla nas wszystkich ważne wydarzenie. Ku naszej ogromnej radości książę chce wejść w kolejny etap życia z kobietą, którą pokocha. Wraz ze spisem ludności dowiedzieliśmy się, że macie Państwo córkę w wieku między szesnaście a dwadzieścia lat, niezamężną oraz w pełni zdrową.
- To ty!- krzyczy May, podskakując na krześle, uśmiecham się do niej i głaszczę po włosach, jest młodsza ode mnie tylko o dwa lata, z wygładu jesteśmy niemal identyczne, ale charaktery diametralnie inne.
- Ma ona szanse na zostanie przyszłą Królową Illei.- podkreśla ostanie zdanie kontynuując- Oczywiście znacie Państwo tradycję Eliminacji w naszym państwie. Gdy następca tronu kończy osiemnaście lat jest urządzana selekcja kobiet nadających się na wybrankę jego serca. Oczywiście jest to forma losowania jednej kandydatki z każdej prowincji naszego państwa i musi ona być rodowitą Illejanką. Później wszystkie 35 dziewcząt trafia do zamku, gdzie są przedstawiane jego książęcej mości i poddawane najprostszym zadaniom przyszłej Królowej. Oczywiście ich rodziny są za to sowicie wynagradzane.- te dwa słowa czyta głośno akcentując.- Jeśli Państwa córka jest zainteresowana prosimy o uzupełnienie dołączonego formularza i zaniesienie go do Urzędu Kontroli Prowincji w jak najszybszym czasie.- zamyka list nie czytają reszty.- Przecież wiesz, że ostatnie lata były dla nas bardzo ciężkie. Co ci szkodzi uzupełnić ten cholerny formularz i dać nam wszystkim szanse na lepsze życie.- mówi oburzona.
- Bo to unieszczęśliwi mnie! Nie chce nawet próbować takiego życia, to nie są moje marzenia.- oburzam się, wstaję i odchodzę od stołu z talerzem w dłoni.

 Gdy wybija północ zamykam drzwi i wymykam się w piżamie przez okno. Szybko przebiegam przez ogród i wspinam się po szczebelkach drewnianej drabinki do maleńkiego domku na drzewie. Gdy wchodzę do drewnianej konstrukcji uderza mnie słaby zapach domowego mydła, które robi mama Matta. Mojego chłopaka, spotykamy się od dwóch lat, utrzymując to w ścisłej tajemnicy. Jak już wcześniej wspomniałam Matthew jest Szóstką, jego tata zmarł, więc to na jego barkach, jako najstarszego syna, spoczęło utrzymanie matki i piątki rodzeństwa. Często bierze po kilka zmian w fabryce pod rząd lub jednego dnia pracuje w różnych miejscach, bo niestety im niższa klasa tym jest się mniej opłacanym.
- Cześć.- mówię i zapalam świeczkę, która leciutko rozświetla mrok/
- Hej.- uśmiecha się i przybliża się, aby mnie pocałować.
- Jak ci dzień minął?- pytam wyciągając trzy kromki chleba, masło i szynkę, moją część kolacji. Ale ja nie byłam głodna, bo jadłam obiad, a Matt miał skłonność do oddawania swojej porcji jedzenia rodzeństwu, więc nie dość, że ogromnie dużo pracował to jeszcze głodował.
- Dobrze, a tobie?- uśmiecha się i niepewnie bierze ode mnie posiłek.
- Nie ma o czym opowiadać.- zbywam temat, bo nie chcę się znowu denerwować.
- Dostałaś list o Eliminacjach?- zamieram.
- Tak, ale nie mam zamiaru nawet myśleć o tym. Jestem z tobą i jestem szczęśliwa, nie potrzebuję niczego innego.- mówię pewnie.
- Cassie i Grace też dostały.- uśmiecham się- są w niebo wzięte na samą myśl, że to może któraś z nich będzie miała szanse.- no tak siostry Matta są o rok ode mnie młodsze i bardzo romantyczne, wszystko widzą w kolorowych barwach.
- To trzymam za nie kciuki.- szczerzę w nie wierzę.
- Chcę, żebyś też uzupełniła formularz i go oddała.- mówi poważnie, na co mój humor cierpnie.
- Żartujesz sobie prawda?!- irytuję się.- Jak możesz tego chcieć?! Jesteśmy razem dwa lata i jestem szczęśliwa, nie mam zamiaru niczego zmieniać. Może poza tym, że kiedyś powiemy o tym rodzicom.
- Vils posłuchaj mnie. Dla mojego czystego sumienia uzupełnij ten formularz, gdy cię nie wylosują, to będę miał pewność, że to nie ja stałem na drodze do twojego szczęścia, a jeśli się dostaniesz...- przerywam mu.
- Moim szczęściem jesteś ty, nie potrzebuję pieniędzy do spełnienia. Jestem pewna, że się nie dostanę.
- Violu proszę, zrób to dla mnie...- wyczuwam w tym błaganie, więc nie ciągnę tego dalej i się zgadzam.

 Siedzimy przytuleni do siebie w błogiej ciszy, ponieważ żadne z nas nie chce, by to spotkanie zaczęło zmierzać ku końcowi.
- Zaśpiewasz mi coś?- pyta w końcu, a ja zaczynam cichutko śpiewać. Przez chwilę mnie słucha, lecz po kilku minutach zaczyna całować moją szyję, ramiona i dekolt, który zostawia koszulka. Zawsze tak robi, jakby mój zdyszany i przerywany sprawiał mu więcej przyjemności. Wplotłam palce w jego miękkie, przydługie włosy. Śpiewałam dalej, gdy kładł mnie na kocu i obdarowywał pocałunkami ręce. Za każdym razem musieliśmy w ostatniej chwili się opamiętywać, ponieważ w prawie illeiskim kobieta musiała zachować cnotę do małżeństwa w innym przypadku, była zamykana w więzieniu. Gdy nadszedł czas rozstania dał mi jednocentówkę, nie byłam z tego zadowolona, bo nie oczekiwałam od niego niczego w zamian. Jednak jego duma kazała mu coś dawać, więc umówiliśmy się na jedocentówki. Wszystkie, które od niego dostałam chowałam do słoika pod łóżkiem, bo nie chciałam ich wydawać, były mi zbyt bliskie. Gdy weszłam przez okno do pokoju, schowałam monetę, krzesło zajęło swoje miejsce przy łóżku, a sama położyłam się myśląc o Matthew.

poniedziałek, 4 września 2017

Ważne! Dalszy los bloga!

Witajcie! Z góry chce was przeprosić za tak długą nieobecność i tym razem mój plan poprawy jest już w trakcie! Zacznijmy od początku. Przepraszam was za tak długą nieobecność. Złożyło się na to kilka rzeczy. Na początku musiałam dociągnąć wszystko w szkole, bo to był mój ostatni rok w gimnazjum i mega zależało mi na danym liceum. Później miałam blokadę, bo nie wiedziałam czy się dostane, a potem przez całe wakacje nie miałam dostępu do laptopa i internetu. Postaram się to nadrobić tylko, mam dwa pomysły i czekam na waszą opinie. Czy chcecie, żeby dokończyć tego OS'a i zacząć nowe opowiadanie? Czy będę mogła jeszcze raz przerobić tematykę tego OS'a tylko, że w formie opowiadania (oczywiście, bardziej dopracowane i zmienione ;) ). Tu czekam na waszą odpowiedź jeśli jeszcze ktoś tu jest :D. To tyle chciałam wam przekazać. Czekam na wasze komentarze i następny OS bądź rozdział w weekend.

środa, 15 marca 2017

Jeszcze trochę

Wiem, że pewnie zawiodłam już wszystkich swoich czytelników, ale te miesiące były dla mnie naprawdę męczące i ostatnią rzeczą na jaką mogłam się zdobyć to pisanie kolejnej części. Oczywiście co jakiś czas mam przypływ weny i mogę coś napisać, ale jest to coraz rzadsze. W kwietniu mam egzaminy i bardzo zależy mi na dostaniu się do pewnej szkoły i po prostu ze stresu nie mam siły spędzania kolejnych kilku godzin nad czymś czego nie potrafię ugryźć. Proszę was o jeszcze chwilę cierpliwości. Teraz jestem skupiona na przygotowywaniu się do egzaminów, ale sądzę, że jak tylko się z nimi uporam to wrócę. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za bardzo za złe i, że jeszcze ktoś czeka. No cóż zostaje mi was tylko przeprosić i mieć nadzieję, że zrozumiecie.

niedziela, 8 stycznia 2017

Szybko i na temat, WAŻNE!!!

Wiem, że czekacie już długo na kolejny rozdział. Niestety mam drobny problem z internetem a dokładnie z jego brakiem. Na Nowy Rok przeprowadziłam się, a tam internet był wspólny co łączy się z tym, że aktualnie jestem bez niego. A dzisiaj jestem u koleżanki i mam wifi ^^ Wiec są dwa wyjścia, albo załatwimy sobie do nowego domciu internet, a jak nie to przychodzę do koleżanki z laptopem :D Mam nadziej,  że rozumiecie i maciettrochę cierpliwości.