wtorek, 19 września 2017

Eliminacje: Rozdział 1 (Przeczytaj notkę, wszystko wyjaśnia)

Zacznijmy od początku.
Nie byłam w stanie przeczytać tego OS'a od początku, widząc jak fatalnie mi czasem szło.
Wiem, że wszyscy chcieliście dokończenie OS'a i trochę szybszej reakcji, ale próbując jeszcze raz wbić się w ten klimat po prostu myślałam, że zabiję samą siebie, za niektóre błędy. 
Postanowiłam, więc, że może nie zabijecie mnie bardzo szybko, gdy spróbuję jeszcze raz napisać go.
Zmienię oczywiście kilka szczegółów, żebyście nie czytali tego samego, ale nie przewiduję ogromnych zmian.
Zmienię też trochę postać, ponieważ rozdzielę to na rozdziały, tak wiem nie podoba się to wam. 
Ale będę miała większą swobodę wrzucania czegoś na bloga, nie martwiąc się uprzednio o to, czy nie jest to zbyt krótkie, więc mogą pojawiać się częściej i być lepszej jakości.
Oraz bliżej poznacie wszystkie postacie, co jest dla mnie bardzo ważne, bo osobiście ze wszystkimi się związałam i chce wam pokazać dlaczego.
Przepraszam was bardzo za to i mam nadzieję, że mimo wszystko będziecie czytać to z radością taką samą jak ja to piszę.
Kolejnego możecie spodziewać się do piątku!
~~~~~~
Z hukiem zamykam drzwi do pokoju i tarasuję je krzesłem. Nie mam zamiaru teraz z kimkolwiek rozmawiać. Proszę, niech to okażę się tylko jakimś głupim snem, z którego zaraz się obudzę i będę się śmiała z niego wraz z May. Przecieram zmęczoną od nadmiaru emocji twarz z nadzieją, że to w jakiś sposób uspokoi moje stargane nerwy. Ten dzień jest przeklęty od samego rana, gdy jakaś Trójka, odwołała nasz występ na swoich urodzinach, twierdząc, że znalazła coś o wiele lepszego niż Piątki. Jakby tego było mało to jeszcze zamyśliłam się robiąc śniadanie i przypaliłam jajecznicę dla piątki osób, przez to musieliśmy jeść lekko zwęglone jajka. A na sam deser przed obiadem przyszedł polecony list od rodziny królewskiej zaadresowany do rodziców. Nigdy nie sądziłam, że jedna kartka papieru jest w stanie zniszczyć komuś dzień jak nie najbliższy miesiąc. Mama uważa, że to wspaniała wiadomość, rozwiązanie wszystkich naszych problemów. Jednak jedynym i największym problemem jestem ja. Niestety rodzicielka nie słucha moich protestów i uważa, że jestem opryskliwa i nieczuła w stosunku do swojej rodziny. Kładę się na łóżku i zakrywam głowę poduszką, która i tak nie odcina mnie wystarczająco od świata. Biorę kilka głębszych oddechów, próbując uspokoić rozszalały puls. Czemu mama nie może zrozumieć, że nie mogę tego zrobić?! Przecież jestem z Matt'em. Doskonale zdaję sobie sprawę, że nikt oprócz nas o tym nie wie, jednak mam nikłą nadzieję, na zrozumienie ze strony kobiety siedzącej w salonie. Nie mogę wyznać jej prawdy, bo gdyby się dowiedziała, że od dwóch lat regularnie po godzinie policyjnej spotykam się ze swoim chłopakiem, który jest Szóstką to stwierdziłaby, że oszalałam i chce popełnić samobójstwo.
Biorę talerze i zanoszę do jadalni, to samo robię ze sztućcami i resztą obiadu. Uśmiecham się do taty, który puszcza do mnie oczko i zajmuję swoje miejsce. Siedzimy w błogiej dla mnie ciszy i nakładamy jedzenie. Mama jest na mnie obrażona, więc nic nie mówi, sądząc, że się złamię i zgodzę na ten absurdalny pomysł. Niestety moje szczęście nie trwa długo, ponieważ rodzicielka wyciąga spod stołu list i zaczyna czytać.
- Szanowni państwo Castillo.- przewracam oczami i błaganie patrzę na tatę, jednak dobrze wiem, że nie może nic zrobić.- W tym miesiącu nasz kochany syn książę Leon Verdas skończy osiemnaście lat. Jest to dla nas wszystkich ważne wydarzenie. Ku naszej ogromnej radości książę chce wejść w kolejny etap życia z kobietą, którą pokocha. Wraz ze spisem ludności dowiedzieliśmy się, że macie Państwo córkę w wieku między szesnaście a dwadzieścia lat, niezamężną oraz w pełni zdrową.
- To ty!- krzyczy May, podskakując na krześle, uśmiecham się do niej i głaszczę po włosach, jest młodsza ode mnie tylko o dwa lata, z wygładu jesteśmy niemal identyczne, ale charaktery diametralnie inne.
- Ma ona szanse na zostanie przyszłą Królową Illei.- podkreśla ostanie zdanie kontynuując- Oczywiście znacie Państwo tradycję Eliminacji w naszym państwie. Gdy następca tronu kończy osiemnaście lat jest urządzana selekcja kobiet nadających się na wybrankę jego serca. Oczywiście jest to forma losowania jednej kandydatki z każdej prowincji naszego państwa i musi ona być rodowitą Illejanką. Później wszystkie 35 dziewcząt trafia do zamku, gdzie są przedstawiane jego książęcej mości i poddawane najprostszym zadaniom przyszłej Królowej. Oczywiście ich rodziny są za to sowicie wynagradzane.- te dwa słowa czyta głośno akcentując.- Jeśli Państwa córka jest zainteresowana prosimy o uzupełnienie dołączonego formularza i zaniesienie go do Urzędu Kontroli Prowincji w jak najszybszym czasie.- zamyka list nie czytają reszty.- Przecież wiesz, że ostatnie lata były dla nas bardzo ciężkie. Co ci szkodzi uzupełnić ten cholerny formularz i dać nam wszystkim szanse na lepsze życie.- mówi oburzona.
- Bo to unieszczęśliwi mnie! Nie chce nawet próbować takiego życia, to nie są moje marzenia.- oburzam się, wstaję i odchodzę od stołu z talerzem w dłoni.

 Gdy wybija północ zamykam drzwi i wymykam się w piżamie przez okno. Szybko przebiegam przez ogród i wspinam się po szczebelkach drewnianej drabinki do maleńkiego domku na drzewie. Gdy wchodzę do drewnianej konstrukcji uderza mnie słaby zapach domowego mydła, które robi mama Matta. Mojego chłopaka, spotykamy się od dwóch lat, utrzymując to w ścisłej tajemnicy. Jak już wcześniej wspomniałam Matthew jest Szóstką, jego tata zmarł, więc to na jego barkach, jako najstarszego syna, spoczęło utrzymanie matki i piątki rodzeństwa. Często bierze po kilka zmian w fabryce pod rząd lub jednego dnia pracuje w różnych miejscach, bo niestety im niższa klasa tym jest się mniej opłacanym.
- Cześć.- mówię i zapalam świeczkę, która leciutko rozświetla mrok/
- Hej.- uśmiecha się i przybliża się, aby mnie pocałować.
- Jak ci dzień minął?- pytam wyciągając trzy kromki chleba, masło i szynkę, moją część kolacji. Ale ja nie byłam głodna, bo jadłam obiad, a Matt miał skłonność do oddawania swojej porcji jedzenia rodzeństwu, więc nie dość, że ogromnie dużo pracował to jeszcze głodował.
- Dobrze, a tobie?- uśmiecha się i niepewnie bierze ode mnie posiłek.
- Nie ma o czym opowiadać.- zbywam temat, bo nie chcę się znowu denerwować.
- Dostałaś list o Eliminacjach?- zamieram.
- Tak, ale nie mam zamiaru nawet myśleć o tym. Jestem z tobą i jestem szczęśliwa, nie potrzebuję niczego innego.- mówię pewnie.
- Cassie i Grace też dostały.- uśmiecham się- są w niebo wzięte na samą myśl, że to może któraś z nich będzie miała szanse.- no tak siostry Matta są o rok ode mnie młodsze i bardzo romantyczne, wszystko widzą w kolorowych barwach.
- To trzymam za nie kciuki.- szczerzę w nie wierzę.
- Chcę, żebyś też uzupełniła formularz i go oddała.- mówi poważnie, na co mój humor cierpnie.
- Żartujesz sobie prawda?!- irytuję się.- Jak możesz tego chcieć?! Jesteśmy razem dwa lata i jestem szczęśliwa, nie mam zamiaru niczego zmieniać. Może poza tym, że kiedyś powiemy o tym rodzicom.
- Vils posłuchaj mnie. Dla mojego czystego sumienia uzupełnij ten formularz, gdy cię nie wylosują, to będę miał pewność, że to nie ja stałem na drodze do twojego szczęścia, a jeśli się dostaniesz...- przerywam mu.
- Moim szczęściem jesteś ty, nie potrzebuję pieniędzy do spełnienia. Jestem pewna, że się nie dostanę.
- Violu proszę, zrób to dla mnie...- wyczuwam w tym błaganie, więc nie ciągnę tego dalej i się zgadzam.

 Siedzimy przytuleni do siebie w błogiej ciszy, ponieważ żadne z nas nie chce, by to spotkanie zaczęło zmierzać ku końcowi.
- Zaśpiewasz mi coś?- pyta w końcu, a ja zaczynam cichutko śpiewać. Przez chwilę mnie słucha, lecz po kilku minutach zaczyna całować moją szyję, ramiona i dekolt, który zostawia koszulka. Zawsze tak robi, jakby mój zdyszany i przerywany sprawiał mu więcej przyjemności. Wplotłam palce w jego miękkie, przydługie włosy. Śpiewałam dalej, gdy kładł mnie na kocu i obdarowywał pocałunkami ręce. Za każdym razem musieliśmy w ostatniej chwili się opamiętywać, ponieważ w prawie illeiskim kobieta musiała zachować cnotę do małżeństwa w innym przypadku, była zamykana w więzieniu. Gdy nadszedł czas rozstania dał mi jednocentówkę, nie byłam z tego zadowolona, bo nie oczekiwałam od niego niczego w zamian. Jednak jego duma kazała mu coś dawać, więc umówiliśmy się na jedocentówki. Wszystkie, które od niego dostałam chowałam do słoika pod łóżkiem, bo nie chciałam ich wydawać, były mi zbyt bliskie. Gdy weszłam przez okno do pokoju, schowałam monetę, krzesło zajęło swoje miejsce przy łóżku, a sama położyłam się myśląc o Matthew.

8 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Wspaniały rozdział. Bardzo mi się podoba, tylko mogła byś mi bardziej wytłumaczyć czym się różni 3 od 6? Bo już zapomniałam.
      Matt, nie przepadam już za nim. Czyżby chciał się już pozbyć Vils? XD Jego strata, nikt nie będzie płakać.
      Violka wyjdzie za Leonka i będzie happy.
      Czekam na next z niecierpliwością. Fajnie, że wróciłaś
      Pozdrawiam

      Mrs. Devil ❤
      (Może pamiętasz Patty;* Super) 😂

      Usuń
  2. Nie zaprzecze, bo jestem trochę rozczarowana, że będę musiała czekać dłużej na to jak zakończy się ich historia.
    Aczkolwiek to ty masz być w pełni zadowolona, więc pisz od nowa, a ja czytać i tak będę.
    Ta historia od samego początku mnie wciągnęła i chce poznać jej kontynuację, nawet jeżeli będę musiała czytać od nowa 😀
    Świetny rozdział.
    ❤❤❤❤❤❤

    Do następnego!

    Alessia, dawniej Maddy

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej witam. Daria się kłania.
    Jeśli chodzi o mnie nie czytałam tego i z chęcią poczytam.
    Zapowiada się bardzo ciekawie.
    Już dodaje bloga do obserwowanych by nic mi nie uciekło.
    Czekam na kolejne części :)

    OdpowiedzUsuń

Gdy czytam jakikolwiek komentarz od was cieszę się jak małe dziecko. Przez co motywuje się do pisania opowiadani i staram się aby były co raz lepsze. DLA WAS! :*