niedziela, 22 maja 2016

Rozdział 12+ ważna notka

WAŻNA NOTKA, PRZECZYTAJ !!!
Koniec pracy, wreszcie wchodzę do domu, idę pod prysznic i myję się pod zimną wodą, która mam nadzieję , że mnie obudzi. Wychodzę z pomieszczenia w piżamie i turbanie na włosach. Przechodząc przez salon włączam telewizję na kanale muzycznym i tanecznym krokiem ruszam do kuchni, gdzie wstawiam wodę na herbatę i robię kolację. Jestem tak zmęczona, że ledwo widzę na oczy. Obecnie jest 23 a ja mam na 10 do pracy czyli muszę wstać o 7:30. Ledwo starcza mi czasu na zakupy raz na tydzień, z Leonem nie widziałam się od tygodnia, oczywiście rozmawiamy przez telefon, ale gdy on proponuje spotkanie, ja przepraszam go i tłumaczę, że jestem zmęczona. Nagle słyszę dzwonek do drzwi co mnie lekko niepokoi. Bezszelestnie podchodzę do drzwi i patrzę przez wizjer, dzięki czemu dostrzegam szatyna. Otwieram drzwi.
- Zwariowałeś, wiesz jak mnie przestraszyłeś?- mówię na przywitanie, ale on nie przejmuje się tym tylko mnie całuje.
- Hej kochanie, też się cieszę, że cię widzę.- mówi- Wyglądasz jak zombie- wyznaje.
- Dzięki każda laska marzy, żeby usłyszeć coś takiego od chłopaka.- mówię sarkastycznie.
- Chodziło mi o to, że przez pracę masz wory pod oczami i sińce, poza tym po twojej twarzy widać przemęczenie.- tłumaczy.
- Wiem, ale nic na to nie poradzę, jeszcze tylko dwa dni i będę mogła się wyspać.- nie brzmi to za optymistycznie, ale jestem tak przyzwyczajona do pracy jak wół, że perspektywa wolnego dnia jest dla mnie niczym zbawienie.
- Oni ci zrobili pranie mózgu?- pyta zaskoczony moim stwierdzeniem.- Powinnaś mieć pracę max 8 godzin i wolny weekend jak inni, a nie pracujesz jak osioł i dostajesz tyle co nic.- oburza się.
- Leoś, nie mam innego wyjścia, musi mi starczyć na mieszkanie i jedzenie, a jak pracuje w takich godzinach to nie mam kiedy szukać innej, poza tym gdzie ja indziej mogłabym pracować.
- Masz za sobą studia, więc masz możliwości.- zaczyna.
- Ale nie mam ich jak wykorzystać, bo nikt za mnie nie zarobi.- kończę.
- Wprowadź się do mnie.- rzuca, a ja nie wiem co mam o tym myśleć.
- Leon to nie za wcześnie?- pytam cichutko.
- Możesz pomieszkać u mnie póki nie znajdziesz innej pracy, później jak będziesz chciała to się wyprowadzisz.- proponuje.
- Ale jak rzucę tą to mnie nie będzie stać nawet na jedzenie, wiesz o tym?- oburzam się.
- To ja ci pomogę.
- Nie Leon to za dużo...
- Jak będziesz chciała to mi oddasz, a jak nie to nic się nie stanie.- podchodzi do mnie i całuje mnie uniemożliwiając kolejne zaprzeczenie na jego propozycję.
- Ale będę się czuła nieswojo na twoim utrzymaniu, nawet nie wiem ile taki okres by trwał.- mówię wtulona w jego klatkę piersiową.
- Jesteśmy razem tak?- przytakuję.- Od czego ma się drugą połówkę jak nie od wsparcia?- zadaje kolejne pytanie.
- Dziękuję, kocham cię bardzo, wiesz o tym?- szatyn uśmiech się łobuzersko.
- Wiem, każda za mną szaleje, auć.- dostaje ode mnie z knykcia w brzuch.- To bolało trafiłaś mnie w pępek.- żali się jak małe dziecko. Śmieję się krótko i składam na jego ustach kolejny pocałunek.
- Wybacz, ale ja będę szła spać powoli, bo jutro.- przerywa mi.
- Jutro rzucasz tę pracę i przeprowadzasz się do mnie.- oznajmia, bierze mnie na ręce i kieruje się w stronę sypialni, gdzie kładzie mnie na łóżko, a sam położył się obok mnie. Objął mnie ramieniem i przyciągnął do swoich pleców, przykrył nas kołdrą i pocałował moje czoło.
- Śpij teraz skarbie, musisz odpocząć.- wtulam się w niego jak w misia.
- Dziękuję, że przyszedłeś dzisiaj i, że zostajesz, kocham cie.- mruczę w jego klatkę piersiową.
- Ja ciebie też kocham śliczna.-wtulam się jeszcze bardzie i po chwili odpływam do krainy snów.
~~~~~~~~~~~~~~~~ 
Przepraszam, że tak późno i takie nie wiadomo co,
ale jest końcówka roku i muszę wziąć się w garść.
Niestety źle się czuję to pisząc,
nie wiem kiedy wstawię next'a.
Może za tydzień, dwa lub dopiero po wystawieniu ocen.
Przepraszam was...
I jeszcze jedno, w tym czasie nie będę też komentowała.
bo całkowicie muszę się skupić na nauce i nie będę czytać opowiadań.
Oczywiście jak jakieś przeczytam to skomentuję, krótko, ale ślad zostawię.
No to do następnego :*

sobota, 14 maja 2016

Rozdział 11

Nie mam pojęcia co zrobić, gdy obaj mężczyźni wchodzą do mieszkania, tak dawno się nie widzieliśmy i nie rozmawialiśmy, ale mimo to i tak uśmiecham się nieświadomie.
- Diego.- wyprzedzam szatyna i przytulam się do starego przyjaciela.
- Viola.- odwzajemnia uścisk.- Nie sądziłem, że się jeszcze zobaczymy po twoim wyjeździe i zmianie telefonu, o czym mi nie powiedziałaś.- mówi z akcentem na dwa ostatnie słowa.
- Ludmiła, miała ci przekazać, bo ja nie miałam twojego, bo mi przejechał po nim samochód, ale teraz nie rozmawiam z Ludmiłą i nie dziwi mnie to, że kolejny raz mnie okłamała.- burczę na co brunet się śmieje.
- Co się stało? Myślałem, że to twoja przyjaciółka.- mówi zdziwiony.
- Ja też tak sądziłam, ale ostatnio wydarzyło się tyle, że wiem, iż się myliłam.- przytula mnie i szepcze do ucha.
- Nie martw się. Niestety muszę lecieć, bo mnie Verdas zabije wzrokiem.- chichoczemy oboje.- Dobra, ja chciałem ci powiedzieć, że załatwiłem ci zlecenie, więc jak będziesz mógł to zadzwoń.- mówi do szatyna, jakie zlecenie?!- A ty masz moją wizytówkę i zadzwoń jak będziesz chciała to się zgadamy na kawę i poplotkujemy.- śmiejemy się po czym brunet wychodzi. Patrzę na Leon'a, którego oczy ujawniają lekką zazdrość, uśmiecham się do niego i podchodzę zarzucając swoje ręce na jego barki.
- Diego to mój przyjaciel ze szkoły, jak się tu przeprowadziłam to urwał nam się kontakt.- tłumaczę.- Ale może ty też mi powiesz o co chodzi?- pytam i widząc na jego twarzy niechęć przejeżdżam dłonią po jego torsie, zostawiając ją na zapięciu od paska, druga zaś niszczy fryzurę.
- Tak masz zamiar wyciągnąć ze mnie informacje?- patrzy na mnie pobłażliwie, a ja pcham go na kanapę za nami i siadam na nim okrakiem, pochylam się nad jego szyją zaczynając ją całować. Słyszę jak zaczyna się śmieć, ale ja i tak wiem, że dowiem się tego czego chcę. Ssę jedno miejsce i pieszczę dłońmi jego klatkę piersiową z której pozbyłam się już koszuli. Odrywam się od szyi zostawiając malinkę na wysokości, którą zakryje bez problemu kurtką. Zaczynam całować jego umięśnione piersi i brzuch, aż w końcu czuję lekkie wybrzuszenie pod sobą. Poruszam biodrami i gdy szatyn chce się zamienić miejscami przytrzymuję go na co uśmiecha się łobuzersko.
- Mam swoje sposoby na wyciąganie informacji.- szepczę zmysłowo do jego ucha i delikatnie przygryzam jego płatek. Zaczynam całować jego umięśniony brzuch, z każdą chwilą czuję jak szatyn spina mięśnie coraz bardziej, wiem, że ma ochotę zrzucić mnie w siebie i przejść do rzeczy, ale ja nie przestanę póki się nie dowiem o co chodzi.- To powiesz mi o jakie chodzi zlecenie?- pytam zmysłowym głosem i pochylam się przed nim tak, że bez problemu widzi mój dekolt, bawi mnie fakt, że próbuje na niego nie patrzeć, ale to mężczyzna, więc przegrywa ze samym sobą po kilku sekundach. Widząc, że zielonooki zaczyna się wyłamywać zjeżdżam dłonią z jego szyi na jego przyjaciela, którego zaczynam masować przez spodnie. Mężczyzna zamyka oczy i spina wszystkie mięśnie, jednak jego oddech zdradza, że niedługo dowiem się tego czego chcę.- Skarbie, wystarczy, że odpowiesz mi na pytanie, a będziesz mógł zrobić co chcesz.- szepczę do ucha i zaczynam je całować nie przestając go masować.
- Jestem fotografem.- wyrzuca z siebie dysząc, nie ukrywam, że zdziwiło mnie to, ale jestem szczęśliwa, iż udało mi się. Zadowolona odpinam pasek od jego spodni i zsuwam je z niego, ku memu zdziwieniu szatyn wręcz rzuca się na mnie i w tempie ekspresowym zdejmuje moje ubrania. Śmieję się, gdy czuję jego usta na szyi i dłonie na zapięciu od stanika, przez chwilę bawi się moimi piersiami, ale jednak szybko decyduje się przejść do konkretu. Zsuwa moje majtki i masuje moją przyjaciółkę, wyjmuje palce gdy czuję, że robię się mokra i wchodzi we mnie. Nie ukrywam, że zdziwiło mnie, iż poczekał, aż ja również będę gotowa i nie parzył tylko na swój popęd. Zaczął poruszać się wolno.
- Szybciej.- duszę, czując rozkosz z każdym pchnięciem. Po kilku chwilach jego pchnięcia są szybkie i stanowcze, a ja czuję, że jestem u kresu. Rozkosz rośnie z każdym ruchem, aż w końcu rozpadam się pod nim i czuję ten błogi stan, a szatyn dołącza mnie po chwili. Leżymy tak parę minut, aż Leon wychodzi ze mnie i zanosi do sypialni, gdzie robimy powtórkę i zasypiamy dopiero nad ranem.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej.
Mam nadzieję, że wam się podoba
Piałam go dzisiaj, bo cały tydzień nie odchodzę od książek.
Bo mama i siostra uparły się, że będę miała pasek, ale jego nie będzie xd
Czekam na wasze opinię i do następnego :*

sobota, 7 maja 2016

OS "Szczęśliwe zakończenia"

Ból staje się coraz silniejszy, a ja nadal nie wiem o co chodzi. Jadę jakimś samochodem, nie wiem dokąd, ani z kim, po prostu siedzę na tylnych siedzeniem i zwijam się z bólu.
- Wytrzymaj jeszcze trochę.- słyszę szept jakiejś kobiety, lecz nie wiem kto to i nie dlatego, że straciłam tyle krwi, że nie łącze faktów.

 Szłam przez park, usłyszałam strzał i poczułam jak malutka kula godzi mnie w bok. Z mojego gardła, przez zaskoczenie jakim jest cała ta sytuacja, nie mógł się wydostać jakikolwiek dźwięk prócz jęku. Upadam na ziemię i zwinęłam się w kłębek, po chwili poczułam jak ciepła krew ucieka z mojego organizmu przez ranę, którą ktoś mi zadał. Wydałam z siebie kolejne skomlenia mając nadzieje, że ktoś mi pomoże. W oddali mogę usłyszeć jak nieznana osoba biegnie prawdopodobnie w moją stronę.
- Cholera… Diego! Jest ranna!- słyszę głos kobiety, lecz obraz zaczyna mi się rozmazywać przed oczami.
- Ale ona nie jest od nas.- udaje mi się wyłapać po kilku chwilach niski, męski ton.
- Ale też nie jest w od nich, musiała dostać przez przypadek.- po raz kolejny czuję falę ognistego bólu, więc tym razem udaję mi się krzyknąć z bólu.
- Cholera... Dzwoń po Fede i zawiadom Verdas'a… Jak to się mogło stać, kurwa!- ktoś podchodzi do mnie i próbuję zatamować krwawienie z  mojego boku na co po raz kolejny krzyczę.- Siedź cicho, bo będziemy mieli problemy.- warczy w moją stronę, a ja zamieram.
                                                         
Czuję jak ktoś kładzie mnie na czymś, resztkami sił otwieram oczy i próbuję złapać ostrość. Widzę szatyna z brązowymi oczami.
- Obudziła się!- krzyczy od razu i odchodzi.- Francesca!- po chwili podchodzi do mnie wyżej wymieniona kobieta i uśmiecha się pokrzepiająco.
- Wszystko będzie dobrze.- następnie zwróciła się do mężczyzny o zielonych oczach- Przez wypadek została postrzelona w bok.
- Widzę, ale kurwa wytłumacz mi jak mogliście postrzelić kogoś nie winnego!- krzyczy zły, po czym przykłada gazik do mojej rany na co staram się wyrwać i krzyczę z bólu.
- Przytrzymaj ją.- mamroczę szatyn.- Zaraz będzie po wszystkim.- zwraca się do mnie. Kolejny gazik, ból, mój krzyk,czyjeś ręce przytrzymujące mnie abym nie mogła uciec, aż w końcu ciemność.

Budzę się w dość dużym pokoju. Próbuję usiąść, lecz uniemożliwia mi to okropny ból w boku i wszystko już sobie przypominam, no prawie… Park, strzał, jakieś dwie osoby, samochód, kobieta i zielone oczy. Słyszę jak ktoś wchodzi do pokoju.
- Jak się czujesz?- dostrzegam kobietę o czarnych włosach, która nieśmiało podchodzi do mnie, a ja patrzę na nią przerażona.- Nie bój się, nic ci nie zrobię.
- Kim jesteś, czemu tu jestem, to wy mnie postrzeliliście?!- zaczynam zadawać pytania.- Kiedy będę mogła wrócić do domu?
- Jestem Francesca, nie to nie my, tylko ci z którymi walczyliśmy i znalazłaś się w nieodpowiednim miejscu i porze. Niestety nie wiem, czy będziesz mogła wrócić do domu, za dużo wiesz…- mruczy pod nosem ostanie zdanie, a ja blednę.- Spałaś cztery dni, a teraz pójdę po Leona i on zmieni ci opatrunek.- wyszła, w co ja się wpakowałam?! Po chwili Francesca po raz kolejny weszła do pokoju, lecz tym razem nie sama, tylko z mężczyzną, który mnie opatrywał. Podszedł do mnie, a ja przestraszona chciałam się lekko odsunąć, lecz nie był to najlepszy pomysł, gdyż poczułam promieniujący ból w lewym boku przez co suliłam się.
- Spokojnie, chce tylko zobaczyć jak się goi i założyć nowy opatrunek.- uspokaja mnie, lecz ja nadal patrzę na niego nie ufnie.- Jestem Leon.- przedstawia się widząc moją minę.- Tylko ja tutaj jestem wstanie zaopiekować się tobą pod względem medycznym.- dodaje, a moje ręce zaciśnięte na końcach koszulki lekko się rozluźniają i delikatnie podnoszę materiał do góry. Natomiast Leon zsuwa jeszcze trochę spodenki od piżamy, a ja zamieram.- Spokojnie, muszę je lekko zsunąć, aby w całości zobaczyć ranę, nie mam zamiaru cię gwałcić.- lekko śmieję się, a ja lekko się rozluźniam. Czuję jak odkleja opatrunek i muska palcami ranę.- Goi się ładnie, lecz musisz jeszcze poczekać z dużą ilością ruchu. Fran pomoże ci się umyć, a później założę ci nowy opatrunek.- odchodzi od nas i zapisuję sobie coś w zeszycie, a kobieta podchodzi do mnie i pomaga wstać, niestety nie jestem w stanie nawet zgiąć się. Szatyn widząc to podchodzi do nas i bierz mnie na ręce, syczę, a moje ręce zwijają się w piąstki i mocno zaciskają.
- Przepraszam, ale i tak bardziej by cię bolało, gdybyś sama musiała iść.- tłumaczy.
- Dziękuję.- szepczę cichutko, a zielonooki uśmiecha się do mnie. Odnosi mnie do łazienki i pomaga samej stanąć pod prysznicem. W reszcie pomaga mi czarnowłosa.
- Przepraszam, nie mieliśmy zamiaru, aby cię w to wplątać, to nie miało tak być- zaczyna się tłumaczyć co przerywam jej śmiechem.
- Mogłam nie iść do tego parku, ale się uparłam i mam co chciałam, ale czemu wcześniej mi powiedziałaś, że nie wiesz kiedy mnie wypuścicie?- kobieta w pierwszej chwili sztywnieje.
- Wiesz… bo ty… ehh… Wiesz za dużo.- wyrzuca z siebie wreszcie.- Wiesz, że istniejemy i masz na to dowód w postaci rany postrzałowej, nie możemy ryzykować, tu nikt nie chce iść do więzienia.- śmieje się cicho, a ja parzę na nią zdumiona.
- Czyli… Ja muszę z wami zostać?- nie dowierzam, ale chyba każdy na moim miejscu by tak zareagował, nagle dowiadujecie się, że wasze życie zmieni się o 180 stopni i musicie zostawić wszystko czego się dorobiliście.
- Nauczymy cię strzelać, walczyć i zostaniesz, ale jak nie… do są trzy wyjścia, albo zostaniesz jako jedna z nas, albo naprawdę polubiliśmy się, lub…- nie kończy lecz wiem co ma na myśli.

Jestem tu od miesiąca, poznałam wszystkich, zaczęłam już sama się poruszać i polubiłam ich wszystkich, mimo, że łamią prawo są dla siebie jak rodzina, jedno broni i wspiera drugie. Nie ukrywam, że w pewnym stopniu cieszę się, że nie długo dołączę to tej „rodziny”. Od tygodnia uczę się strzelania i zagrań taktycznych, lecz na walkę muszę poczekać, aż rana całkiem się zabliźni, a propo niej, właśnie idę do Leona, aby sprawdził czy mogę już zacząć trenować.
- Hej.- mówię wchodząc do salonu, wszyscy mieszkamy razem, a Leon jest jedyną osobą, która jest w stanie uratować nam życie, poznałam jego historię, był na piątym roku studiów medycznych, lecz tak jak ja i Camila wpadł na nich i nie żałuje tego.
- Zapomniałem.- mówi wstając.- Choć zobaczymy tą ranę.- uśmiechnięta kieruję się w stronę „gabinetu”. Kładę się na leżance i podwijam koszulkę, szatyn na to śmieję się.
- Aż tak chcesz do nas dołączyć?
- Tak.-mówię jak małe dziecko czym wzbudzam jeszcze głośniejszy śmiech szatyna. Podchodzi do mnie i lekko zsuwa spodenki.
- Dobra, wygląda na to, że możesz zacząć już ćwiczyć, więc zaczynasz od jutra.- mówi uśmiechnięty.- O 7 widzimy się w kuchni i idziemy biegać.- oznajmia na co jęczę niezadowolona, a zielonooki chichocze.

Dwa miesiące później:
- Leon, kochanie, nie rób mi tego.- szlocham płacząc.
- Violu pamiętaj, że cię kocham.- mówi z trudem i powolnym ruchem zamyka oczy, wybucham płaczem. To mogłam być ja, ale nie on zakrył mnie swoim ciałem i dostał kulkę w brzuch.
- Viola gdzie jesteście?- słyszę krzyk Diego, który po chwili zjawia się przede mną z Francesca.- Cholera!- wrzeszczy i uderza z całej siły w pobliską ścianę on i szatyn byli przyjaciółmi.
- O-o-o-on- próbuję coś wydusić, włoszka dzwoni po pomoc.- Leon, obudź się i przestań udawać.- zaczynam błądzić dłońmi po jego szyi, a oczy zachodzą łzami i już prawie nic nie widzę.- Kochanie…- łkam. Moi towarzyszę patrzą na mnie ze smutkiem jaki sami odczuwają, ale też z żalem.
- Violetta daj spokój.- mówi Diego.
- Zamknij się on żyje, tylko udaje, zaraz się obudzi.- wrzeszczę, a Diego zrezygnowany odchodzi.

Rok później:
Wierzycie w szczęśliwe zakończenia? Niektórzy mówią, że to jest duży błąd, ja właśnie przez całe życie w nie wierzyłam. Ludzie mówią, że cierpimy przez to więcej, ale ja nie cierpię, właśnie ta wiara w szczęśliwe zakończenia dawała mi siły, kiedy Leon by śpiączce. Tak Leon się wybudził i żyje, jesteśmy razem. Wszyscy dalej robimy to co robiliśmy, ale szatyn ma zakaz ode mnie i Diego na walki z innymi, nie chcę, aby dostał po raz z trzeci w brzuch. Ja też nie mogę, lecz o tym wszyscy dowiedzą się dzisiaj.
- Kochanie muszę ci coś powiedzieć.- mówię, gdy jesteśmy sami.
- Będziemy rodzicami.- szepczę na co mnie całuje.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej, hej.
Dzisiaj przychodzę z OS'em napisanym jakiś czas temu.
Mam nadzieję, że wybaczycie mi brak rozdziału.
Postaram się go napisać jeszcze w ten weekend,
ale jeszcze nie wiem czy go nie zostawię już na kolejny tydzień.
Zostawiam wam do opinii.
Do następnego :*

czwartek, 5 maja 2016

Rozdział 10

Jak byłam mała zawsze marzyłam o księciu z bajki, który przyjedzie na białym koniu i uratuje mnie od życia w rutynie. Ale wiecie, co mi się przydarzyło? Mężczyzna z wyglądu spokojnie mógłby być księciem, który zawsze jak się pojawiał sprawiał, że nie potrafiłam mu się oprzeć. Miał jedyny defekt, brak białego konia, ale to najmniej mi przeszkadzało. Jednak zawsze, gdy coś jest dobrze to pojawiają się osoby, które chcą to twoje szczęście zniszczyć i  pogrzebać. Nie zawsze im się udaje, ale w mojej bajce zdecydowanie rozpieprzyła całą historie. Teraz nie mam SWOJEGO księcia, ani przyjaciółki, która okazała się być wredną żmiją. Ale zawsze próbuję znaleźć plusy sytuacji w których jestem i wiecie co? Nie mogę znaleźć ani jednego. 
- Viola, co jest? Cały dzień taka zamyślona jesteś?- pyta Ferro, a mnie skręca. 
- Nic. Zmęczona jestem.- mruczę.- Mam prośbę, powiesz mi coś więcej o Leon'ie?- zastanawiam się czy powie mi prawdę, czy nie.
- Mówiłam ci, po prostu się z nim nie zadawaj to zły człowiek.- mówi, a mnie coś bierze.
- To ty jesteś złym człowiekiem, myślisz, że nie wiem jak wszystkich okłamałaś i zniszczyłaś przyjaźń Fede i Leon'a, bo tak ci się akurat podobało?~ wybucham, nie udało mi się wytrzymać, ale jestem wściekła na nią, że zniszczyła mi życie.- Jest podłą, suką, która okłamie nawet "najlepszą przyjaciółkę" chociaż teraz nie wiem czy w ogóle nimi kiedyś byłyśmy. Nie wiem czemu go tak nie lubisz, ale nie chcę cię znać.- krzyczę, a ona blednie.
- V-violu, to nie tak.- zaczyna się tłumaczyć.
- A jak?! Przez ciebie sprawiłam, że Leon cierpiał, a nie powinien, to ty powinnaś, a nie on.
- Daj mi wytłumaczy- przerywam jej.
- Nie masz czego, postąpiłaś tak samolubnie, że nie mam zamiaru się do ciebie kiedykolwiek jeszcze odzywać.- warczę i wychodzę z kawiarni. Idę wściekła, nie patrząc na ludzi mijających mnie, łudziłam się, że Ludmiła powie mi prawdę, ale myliłam się i to jest dla mnie bardzo przykre. Nagle z zamyśleń wybudza mnie zderzanie się z kimś.
- Bardzo przepraszam nie zauważyłem- nie jest mu dane dokończyć, bo rzucam się mu na szyję, a moich oczu wylewają się łzy. Już wiem, że mnie poznał, bo chciał mnie lekko odepchnąć, lecz ja tylko mocniej oplotłam ręce wokół jego szyi i uniemożliwiłam jego zamiar.
- Leon.- mówię, nie jestem w stanie się od niego oderwać, nie chce i nie umiem.- Proszę uwierz mi powiedziałam ci prawdę. Ludmiła mnie oszukała- chlipię.
- A ty uwierzyłaś.- te słowa brzmią jak największa zbrodnia i tak właśnie się czuję.
- Bo nic o tobie nie wiedziałam.
- Nie mogłaś zapytać?- jest na mnie zły.
- Ludmiła powiedziała mi, żebym cię unikała, bo...- już chce powiedzieć.- A-ale to nie jest istotne, bo wiem, że kłamała, wiem też, że zależy mi na tobie, więc proszę nie zostawiaj mnie.- płaczę.
- Chodź.- mówi zrezygnowany, a ja powoli odsuwam się od jego ciała i ruszam za nim. Wsiadamy do samochodu, a ja nie pytam o nic, ufam mu.

Wchodzimy do jego mieszkania, jest piękne. Ale bardziej dziwi mnie fakt czemu my tutaj jesteśmy.
- Napijesz się czegoś?- pyta.
- Wody.- przytakuję.
- Oj nie o to mi chodzi, śliczna.- mówi, a ja jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. Nie wiele myśląc podbiegam do niego i obejmuję rękami jego szyję, czuję, że jest zdziwiony tym ruchem.
- Tylko ty możesz tak do mnie mówić i nawet nie wiesz jak mi tego brakowało.- szepczę, przez łzy.
- Ej, czemu płaczesz?- zmartwił się.
- Tęskniłam.- wyznaje.- Nawet nie masz pojęcia jak źle się czułam gdy nie było ciebie obok mnie. Gdy wyszedłeś z klubu jak powiedziałam prawdę.- na to wspomnienie zaczęłam bardziej płakać, nie wiem czemu dzieje się to wszystko mimo tego, że nie chcę okazywać tak dużej słabość do niego.
- Wyszedłem, bo musiałem przemyśleć pewne rzeczy, historia powtórzyła się u mnie dwa razy i- nie dałam mu dokończyć, w sposób, który nie był przemyślany w najmniejszym stopniu, całuję go. Jednak wiecie co dziwi mnie najbardziej? Odwzajemnia go i obejmuje moją talię swoimi dłońmi przyciągając mnie do siebie.
- Zależy mi na tobie.- szepczę gdy się odrywamy od siebie.
- Gdyby mi na tobie nie zależało nie było by tu nas.- przyznaje i śmieje się sam z siebie.
- Zacznijmy z czystymi kartami.- proponuję, szatyn przez chwilę analizuje moje słowa po czym przytakuje.
- Jestem Leon, a ty śliczna?- szepczę przy moim uchu pociągającym tonem. Szybko dołączam się do tej gry, bo uwielbiam ją, uwielbiam czuć, że jest blisko, jak nazywa mnie piękną czy śliczną. czuję się bezpieczna, gdy tylko wiem, że jest obok.
- Violetta.- mruczę i przysuwam się do niego blisko, nasze klatki piersiowe zderzają się, a oddechy mieszają- To co robimy?- pytam odsuwając się od niego.
- Hmm... Możemy pogadać, obejrzeć film, albo wyjąć coś zjeść.- proponuje- Co panienka tylko woli- mruczy w zgięcie mojej szyi.
- Ja byłabym za obejrzeniem czegoś, a pan panie Verdas?- odsuwam się, aby spojrzeć w jego oczy.
- Jakieś preferencje?
- Możesz wybrać.- uśmiecham się.

Siedzimy i oglądamy komedię, oczywiście pozwoliłam wybrać szatynowi, ale nie pozwoliłam włączyć żadnego horroru, więc stanęło na komedii. Siedzę oparta o tors mężczyzny, jego dłonie obejmują moją talię, a moje przytrzymują miskę z popcornem, którą trzymam na kolanach. Czuję jak jedną dłoń zdejmuje z mojej talii i sięga do naczynia z uprażonymi ziarnami kukurydzy. Patrzę na niego groźnym wzrokiem, na co on się śmieje, lekko podbijam dłoń w której miał popcorn przez co wypadły mu z ręki, a on wybuchł jeszcze głośniejszym śmiechem. Nie wiem jak mogłam pomyśleć, że jest okropny, gdy jest się blisko niego staje się inny niż by można było o nim pomyśleć. Teraz to ja nabrałam trochę ziarenek i dałam mu, a jego dłoń położyłam z powrotem na jej wcześniejsze miejsce, bo nie ukrywam podobało mi się to.
- Zachowujesz się gorzej niż ja.- szatyn nadal chichoczę z co dostaje ode mnie knykcia w żebra, niestety nie okazuje się to zbyt dobrym posunięciem, bo Leon zaczyna mnie łaskotać. Gdy wreszcie przestaje zbliżamy nasze usta do siebie, lecz przeszkadza nam dzwonek, szatyn rusza w stronę drzwi.
- Musimy pogadać.- słyszę ten głos i nieruchomieję, cholera co ja teraz zrobię?
~~~~~~~~~
Hej
Jak obiecałam jest rozdział wcześniej niż w sobotę, czy niedzielę, 
oczywiście w weekend też będzie.
Nie macie pojęcia ile podejść zrobiłam pisząc ten rozdział,
gdy miałam już cały usuwałam go, bo stwierdziłam, że to nie to i tak kilka razy.
No i tak powstała ta 10
za chyba 6 podejściem.
Mam nadzieję, że wam się podoba.
Do następnego :*