wtorek, 27 stycznia 2015
Wybaczcie!
Przepraszam, że dopiero teraz o tym mówię, ale jestem na feriach w innym mieście i nie mam zbyt dobrego dostępu do internetu:( . Więc nie będzie rozdziału :( ,ale już nie długo wracam do domciu i napisze jak najszybciej. Buziaki :)
niedziela, 11 stycznia 2015
Rozdział 4 "To co?"
Już się szykuję na nie przyjemne spotkanie z podłogą, ale nie wiem czemu to się nie dzieję, dopiero po chwili oriętuję się, że ten ktoś mnie złapał. Spojrzałam i ujrzałam Fede. Od razu pomógł złapać mi równowagę.
- Przepraszam, Violu nie zauważyłem Cię.- zaczyna się tłumaczyć mój przyjaciel.
- Fede spoko.- przerywam mu.- A co się stało, że jesteś taki zamyślony.- pytam, a na jego twarzy widzę... rumieńce?- Fede się zakochał!- zaczęłam krzyczeć w kółko, a on błagał mnie, żebym przestała. Więc dla przyjaciela przestałam.
- To co? Dawno nie gadaliśmy, idziemy na zakupy i pogadać?- pyta mnie, na co się zgadzam. Od zawsze chodziłam z Fede na zakupy i do kawiarni pogadać i obgadywać innych ludzi, przy nim czuję się jak przy bracie. Napisałam tylko sms'a do dziewczyn o moich zamiarach i poszłam dalej z przyjacielem. Jak zawsze świetnie się bawiliśmy, potem poszliśmy do kawiarni jak zawsze podzieliliśmy się swoimi problemami. Gdy nagłe zauważyłam Verdas'a z jaką niunią, oczywiście całowali się. Nie ukrywam zabolało, szybko powiedziałam Fede, żebyśmy poszli dalej, on się odwrócił i zobaczył to co ja. Chyba zrozumiał, że coś czuję jeszcze do Verdas'a, ale to prawda. Szybko wstał, zapłacił i przytulił, to dziwne, bo Fede nie jest moją rodziną, a jednak czuję, jakby byliśmy nią.
- A jeszcze ktoś wie?- pyta nagle, wiem o co chodzi, ale wolę trochę poudawać.
- Ale co?- pytam tym samym tonem co on.
- Że ciągle czujesz coś to... tego debila.- mówi bardzo poważnie.
- Nie i wolę, żeby tak zostało. Poza tym jakie to ma znaczenie.- pytam.
- Takie, że jak się komuś wygadasz co czujesz do innych, to będzie Ci łatwiej.- powiedział zamyślony.
- Dobrze, to ja pogadam z tobą o swoich uczuciach, a potem powiesz w kim się zakochałeś.- powiedziałam pewna siebie.
- Dobrze. Tylko to wszystko zostaje między nami.- mówi szybko, a ja się zgadzam.- Więc nie wiem czemu ciągle czuję coś do Vrdas'a. Wiem, że jest okropny i fałszywy, ale nie wiem czemu coś mnie ciągnie do niego.- powiedziałam na jednym wdechu.
- Ja zabujałem się w... Ludmile.- powiedział cicho.- Ale nie taki plastik jak w szkole, nikt nie wiem, że mieszkam blisko niej i często widzę ją bez tej tapety, widzę jaka ona jest w stosunku do innych. I nie wierzę, że to ta Ludmiła, ale też mnie coś do niej ciągnie.- wiedziałam, że Fede mówi poważnie, przez tyle czasu ile się znamy Fede tylko mi mówił o swoich problemach i uczuciach. Resztę dnia spędziliśmy jeszcze lepiej bo śpiewaliśmy w parku, zawsze śpiew nas rozbawiał, pocieszał. Nagle gdy siedzieliśmy już cicho, obaczyliśmy Ludmiłę rzeczywiście, jest inna, piękniejsza i milsza, co ja mówię ona jest przemiła, gdy nas zauważa chce odejść, lecz ja ją wołam i idę w jej stronę, przez co ona robi to co ja.
- Hej.- wita się nieśmialę.
- Hej, czemu jesteś inna w szkole?- pytam prosto z mostu.
- Bo boję się, że wszyscy będą się śmiać, że noszą luźne ubrania, nie maluję się i jestem miąła dla innych.- wyznaję.
- Wierz mi my nie będziemy się śmiać z tego, że jesteś wspaniałą osobą. Więc jak byś chciała powakaz w szkole prawdziwą siebie, pamiętaj, że możesz na nas liczyć.- powiedziałam a ona uśmiechnęła się tylko i podziękowała, poszliśmy jeszcze na spacer i zrozumiałam, że Ludmiła jest taka sama jak ja.
- To co może się jurto spotkamy?- zapytała mnie nie pewnie.
- Tak jasne, trzymaj to mój numer telefonu, zadzwoń lub napisz to się dogadamy co do jutra, bo już muszę iść, bo Cami się już pewnie martwi.- pożegnałyśmy się przytuleniem i poszłyśmy w swoje strony.
Weszłam do pokoju, a tam cała nasza paczka.
- Siema.- mówię, a oni patrzą w moją stronę.
- Czemu Cię tak długo nie było?- pyta mnie Fran.
- Byłam z Ludmiła na spacerze.- wszyscy na mnie patrzą ze zdziwieniem, tylko Fede oprócz zdziwienia ma w oczach jeszcze radość.- Wiecie, że ona jest taka jak my, tylko ona potrzebuję pomocy, żeby to okazać.- oczywiście nie obyło się bez sprzeczki o to. Ale ostatecznie ja z Fede wygraliśmy i stwierdziliśmy, że damy szanse Ludmile.
Od kiedy tam tej pory miną już miesiąc z Lu świetnie się dogadujemy wreszcie pokazała prawdziwą siebie. Oczywiście tan debil Verdas stwierdził, że to żałosne, ale ja stanęłam w obronie Lu i znowu koza, ale tym razem z Gregorio.
Zamiast siedzieć w kozie mam tydzień na zrobienie układu z Verdasem. To nie mozlie! Czemu ja?! Własnie ide do domu Verdasa, zacząc pracowac nad układem.
Hej, hej. Kolejny rozdział jak widzicie juz 4, wiem, ze pewnie was rozczarowałam, ze nie wpadła na Leosia, tylko na swojego przyjaciela. Nie przejmujcie sie, przeciez teraz musza wymyslic uklad. Moze sie cos wydarzy, a moze nie nic wam jeszcze nie powiem. Buziaczki. Czekam na wasze komentarze.
- Przepraszam, Violu nie zauważyłem Cię.- zaczyna się tłumaczyć mój przyjaciel.
- Fede spoko.- przerywam mu.- A co się stało, że jesteś taki zamyślony.- pytam, a na jego twarzy widzę... rumieńce?- Fede się zakochał!- zaczęłam krzyczeć w kółko, a on błagał mnie, żebym przestała. Więc dla przyjaciela przestałam.
- To co? Dawno nie gadaliśmy, idziemy na zakupy i pogadać?- pyta mnie, na co się zgadzam. Od zawsze chodziłam z Fede na zakupy i do kawiarni pogadać i obgadywać innych ludzi, przy nim czuję się jak przy bracie. Napisałam tylko sms'a do dziewczyn o moich zamiarach i poszłam dalej z przyjacielem. Jak zawsze świetnie się bawiliśmy, potem poszliśmy do kawiarni jak zawsze podzieliliśmy się swoimi problemami. Gdy nagłe zauważyłam Verdas'a z jaką niunią, oczywiście całowali się. Nie ukrywam zabolało, szybko powiedziałam Fede, żebyśmy poszli dalej, on się odwrócił i zobaczył to co ja. Chyba zrozumiał, że coś czuję jeszcze do Verdas'a, ale to prawda. Szybko wstał, zapłacił i przytulił, to dziwne, bo Fede nie jest moją rodziną, a jednak czuję, jakby byliśmy nią.
- A jeszcze ktoś wie?- pyta nagle, wiem o co chodzi, ale wolę trochę poudawać.
- Ale co?- pytam tym samym tonem co on.
- Że ciągle czujesz coś to... tego debila.- mówi bardzo poważnie.
- Nie i wolę, żeby tak zostało. Poza tym jakie to ma znaczenie.- pytam.
- Takie, że jak się komuś wygadasz co czujesz do innych, to będzie Ci łatwiej.- powiedział zamyślony.
- Dobrze, to ja pogadam z tobą o swoich uczuciach, a potem powiesz w kim się zakochałeś.- powiedziałam pewna siebie.
- Dobrze. Tylko to wszystko zostaje między nami.- mówi szybko, a ja się zgadzam.- Więc nie wiem czemu ciągle czuję coś do Vrdas'a. Wiem, że jest okropny i fałszywy, ale nie wiem czemu coś mnie ciągnie do niego.- powiedziałam na jednym wdechu.
- Ja zabujałem się w... Ludmile.- powiedział cicho.- Ale nie taki plastik jak w szkole, nikt nie wiem, że mieszkam blisko niej i często widzę ją bez tej tapety, widzę jaka ona jest w stosunku do innych. I nie wierzę, że to ta Ludmiła, ale też mnie coś do niej ciągnie.- wiedziałam, że Fede mówi poważnie, przez tyle czasu ile się znamy Fede tylko mi mówił o swoich problemach i uczuciach. Resztę dnia spędziliśmy jeszcze lepiej bo śpiewaliśmy w parku, zawsze śpiew nas rozbawiał, pocieszał. Nagle gdy siedzieliśmy już cicho, obaczyliśmy Ludmiłę rzeczywiście, jest inna, piękniejsza i milsza, co ja mówię ona jest przemiła, gdy nas zauważa chce odejść, lecz ja ją wołam i idę w jej stronę, przez co ona robi to co ja.
- Hej.- wita się nieśmialę.
- Hej, czemu jesteś inna w szkole?- pytam prosto z mostu.
- Bo boję się, że wszyscy będą się śmiać, że noszą luźne ubrania, nie maluję się i jestem miąła dla innych.- wyznaję.
- Wierz mi my nie będziemy się śmiać z tego, że jesteś wspaniałą osobą. Więc jak byś chciała powakaz w szkole prawdziwą siebie, pamiętaj, że możesz na nas liczyć.- powiedziałam a ona uśmiechnęła się tylko i podziękowała, poszliśmy jeszcze na spacer i zrozumiałam, że Ludmiła jest taka sama jak ja.
- To co może się jurto spotkamy?- zapytała mnie nie pewnie.
- Tak jasne, trzymaj to mój numer telefonu, zadzwoń lub napisz to się dogadamy co do jutra, bo już muszę iść, bo Cami się już pewnie martwi.- pożegnałyśmy się przytuleniem i poszłyśmy w swoje strony.
Weszłam do pokoju, a tam cała nasza paczka.
- Siema.- mówię, a oni patrzą w moją stronę.
- Czemu Cię tak długo nie było?- pyta mnie Fran.
- Byłam z Ludmiła na spacerze.- wszyscy na mnie patrzą ze zdziwieniem, tylko Fede oprócz zdziwienia ma w oczach jeszcze radość.- Wiecie, że ona jest taka jak my, tylko ona potrzebuję pomocy, żeby to okazać.- oczywiście nie obyło się bez sprzeczki o to. Ale ostatecznie ja z Fede wygraliśmy i stwierdziliśmy, że damy szanse Ludmile.
Od kiedy tam tej pory miną już miesiąc z Lu świetnie się dogadujemy wreszcie pokazała prawdziwą siebie. Oczywiście tan debil Verdas stwierdził, że to żałosne, ale ja stanęłam w obronie Lu i znowu koza, ale tym razem z Gregorio.
Zamiast siedzieć w kozie mam tydzień na zrobienie układu z Verdasem. To nie mozlie! Czemu ja?! Własnie ide do domu Verdasa, zacząc pracowac nad układem.
Hej, hej. Kolejny rozdział jak widzicie juz 4, wiem, ze pewnie was rozczarowałam, ze nie wpadła na Leosia, tylko na swojego przyjaciela. Nie przejmujcie sie, przeciez teraz musza wymyslic uklad. Moze sie cos wydarzy, a moze nie nic wam jeszcze nie powiem. Buziaczki. Czekam na wasze komentarze.
piątek, 9 stycznia 2015
Rozdziął 3 "Wszystko przez ciebie"
Dzisiaj kolejny dzień i znowu trzeba iść do szkoły. Po raz kolejny nie mogę znaleźć pasujących ciuchów, znów ubieram się w krótkie spodenki i luźną bluzkę. Pakuje się do torby i schodzimy z Cami coś zjeść jestem mega głodna. Podchodzimy do okienka i dostajemy swoje porcję i szybko jemy, po czym idziemy do szkoły.
Tym razem Verdas przesadził, nie mam zamiaru słuchać jak obraża Cami.
- Co masz do Cami?- pytam energicznie wstając. Oczywiście Cami próbuje mnie powstrzymać, ale jak zawsze jej się to nie udaje.
- Widzę, że Castillo lubi się wcinać.- zakpił.
- Cami to moja przyjaciółka, więc nie masz prawa jej obrażać!- krzyczę w jego stronę, a wokół nas robi się zbiegowisko.- Lepiej powiedz do mnie co do niej masz- dodałam. Kłóciliśmy się jeszcze sporo czasu.
- Co ja widzę, swoją ukochaną parę uczniów.- powiedział z sarkazmem pan Dixon, nikt go nie lubi. Już chcieliśmy co powiedzieć, ale nam przewał.- Nie obchodzą mnie wasze tłumaczenia, dziś po lekcjach zostajecie dwie godziny u mnie w sali.- powiedział głupio się szczerząc.- A teraz proszę się rozejść.- powiedział, a ja tylko syknęłam w stronę Verdas'a "Wszystko przez ciebie" i odeszłam. Przez resztę lekcji nie mogłam się skupić, nie moja wina, że przez Verdas'a muszę siedzieć w kozie, w której nigdy nie byłam. No dobra w drugiej klasie byłam nawet często, ale też przez Verdas'a. Najchętniej poszłabym do domu i olała tą kare, ale wiem, że jak chodzi o Dixon'a to pogorszy moją sytuację. Po skończonych zajęciach pożegnałam się z dziewczynami i poszłam pod salę od chemii. Wyjęłam z torby telefon i słuchawki i rzuciłam nią o ścianę. Oczywiście zaczęłam słuchać muzyki, nagle przyszedł Verdas położył torbę na parapecie przede mną i wpatrywał się w coś, tylko nie wiem co. Po chwili poczułam straszy smród fajek od niego. Myślałam, że nie wytrzymam tego smrodu. Na szczęście zadzwonił dzwonek na lekcje, chce mieć to już za sobą. Po chwili przychodzi pan Dixon i wpuszcza nas do sali, ja siadam i pierwszym rzędzie, a on w ostatnim, nauczyciel bierze od nas telefony. Siada przy biurku i dziwnie się na nas patrzy.
- Panie Verdas, niech się pan przysiądzie do koleżanki.- powiedział, ale doskonale wiedział, że się nienawidzimy, poza tym oboje krzyknęliśmy "nie" w tym samym momencie.- Widzicie, jaka zgrana z was dwójka.- powiedział sarkastycznie. Niestety ten nauczyciel bardzo lubi nam "dokoczać", czyli sadzać i porównywać nas (całą klasę), sądzi wtedy, że nie będziemy gadać. Więc chcąc nie chcąc Verdas musiał usiąść obok mnie. Oczywiście odsunęłam się na krześle jak to było najbardziej możliwe. Wyciągnęłam kartkę i zaczęłam coś rysować, zawsze tak robię (przelewam swoje uczucia na papier). Po jakiś 10 minutach nauczyciel wyszedł z klasy, zawsze tak robią. Niestety zostałam sama z Verdas'em i tak nie gadamy ze sobą, więc nikt się nie martwi, że będziemy za dobrze się bawić w kozie, bardziej się martwią czy się nie pozabijamy, ale jakoś nam wierzą. Nawet bym go kijem nie dotknęła. Od kilku minut czuję, że się na mnie patrzy.
- Co?- pytam wreszcie nie wytrzymując. A on tylko kiwa głową, że nic. Przewracam teatralnie oczami i kontynłuje wcześniejsze zajęcie.
Wreszcie w "swoim" pokoju, oczywiście mogłam liczyć na Cami, która wzięła porcję obiadu dla mnie i schowała w pokoju. Zjadłam sobie zimnie, ale nie przeszkadzało mi to za bardzo. Pogadałam z Cami i Fran, szkoda mi ich, że mają problemy ze swoimi chłopakami. Znaczy ja do Brodweya nie mam za bardzo zaufania, ale jeśli kocha Cami cieszę się szczęściem mojej przyjaciółki. Ale Marco wydaje się miły i normalny, nie wiem czemu kłócą się z Fran.
3 miesiące później:
Właśnie jest sobota i z Fran wychodzimy na zakupy. Cami z Brodwey'em nie gadają ze sobą od miesiąca i dobrze zasługuje na lepszego. A Fran jest... właśnie z Fran i Marco nie wiadomo do końca, w sumie to oni sami nie wiedzą. Właśnie jestem z laskami w centrum. A no i bym zapomniała, Fede powiedział mi, że podoba mu się Ludmiła. Masakra, obiecałam, że nikomu nie powiem, ale ja nie wiem czemu. Verdas zrobił się jeszcze bardziej denerwujący, niż wcześniej. Dziewczyny poszły do sklepu, a ja do nich dochodziłam, gdy w padłam na kogoś.
Dzięki za dwa komentarze pod wcześniejszym rozdziałem, wiem, że ten mi nie wyszedł, ale na początku to była trochę inna historia. Mam nadzieję, że pod tym rozdziałem też będą przynajmniej dwa komentarze. No i wczoraj dowiedziałam się, że jadę na EuroWeek w czerwcu i nie mogłam się skoncentrować na pisaniu rozdziału. Następny niebawem.
Pozdro ~Julia~
Tym razem Verdas przesadził, nie mam zamiaru słuchać jak obraża Cami.
- Co masz do Cami?- pytam energicznie wstając. Oczywiście Cami próbuje mnie powstrzymać, ale jak zawsze jej się to nie udaje.
- Widzę, że Castillo lubi się wcinać.- zakpił.
- Cami to moja przyjaciółka, więc nie masz prawa jej obrażać!- krzyczę w jego stronę, a wokół nas robi się zbiegowisko.- Lepiej powiedz do mnie co do niej masz- dodałam. Kłóciliśmy się jeszcze sporo czasu.
- Co ja widzę, swoją ukochaną parę uczniów.- powiedział z sarkazmem pan Dixon, nikt go nie lubi. Już chcieliśmy co powiedzieć, ale nam przewał.- Nie obchodzą mnie wasze tłumaczenia, dziś po lekcjach zostajecie dwie godziny u mnie w sali.- powiedział głupio się szczerząc.- A teraz proszę się rozejść.- powiedział, a ja tylko syknęłam w stronę Verdas'a "Wszystko przez ciebie" i odeszłam. Przez resztę lekcji nie mogłam się skupić, nie moja wina, że przez Verdas'a muszę siedzieć w kozie, w której nigdy nie byłam. No dobra w drugiej klasie byłam nawet często, ale też przez Verdas'a. Najchętniej poszłabym do domu i olała tą kare, ale wiem, że jak chodzi o Dixon'a to pogorszy moją sytuację. Po skończonych zajęciach pożegnałam się z dziewczynami i poszłam pod salę od chemii. Wyjęłam z torby telefon i słuchawki i rzuciłam nią o ścianę. Oczywiście zaczęłam słuchać muzyki, nagle przyszedł Verdas położył torbę na parapecie przede mną i wpatrywał się w coś, tylko nie wiem co. Po chwili poczułam straszy smród fajek od niego. Myślałam, że nie wytrzymam tego smrodu. Na szczęście zadzwonił dzwonek na lekcje, chce mieć to już za sobą. Po chwili przychodzi pan Dixon i wpuszcza nas do sali, ja siadam i pierwszym rzędzie, a on w ostatnim, nauczyciel bierze od nas telefony. Siada przy biurku i dziwnie się na nas patrzy.
- Panie Verdas, niech się pan przysiądzie do koleżanki.- powiedział, ale doskonale wiedział, że się nienawidzimy, poza tym oboje krzyknęliśmy "nie" w tym samym momencie.- Widzicie, jaka zgrana z was dwójka.- powiedział sarkastycznie. Niestety ten nauczyciel bardzo lubi nam "dokoczać", czyli sadzać i porównywać nas (całą klasę), sądzi wtedy, że nie będziemy gadać. Więc chcąc nie chcąc Verdas musiał usiąść obok mnie. Oczywiście odsunęłam się na krześle jak to było najbardziej możliwe. Wyciągnęłam kartkę i zaczęłam coś rysować, zawsze tak robię (przelewam swoje uczucia na papier). Po jakiś 10 minutach nauczyciel wyszedł z klasy, zawsze tak robią. Niestety zostałam sama z Verdas'em i tak nie gadamy ze sobą, więc nikt się nie martwi, że będziemy za dobrze się bawić w kozie, bardziej się martwią czy się nie pozabijamy, ale jakoś nam wierzą. Nawet bym go kijem nie dotknęła. Od kilku minut czuję, że się na mnie patrzy.
- Co?- pytam wreszcie nie wytrzymując. A on tylko kiwa głową, że nic. Przewracam teatralnie oczami i kontynłuje wcześniejsze zajęcie.
Wreszcie w "swoim" pokoju, oczywiście mogłam liczyć na Cami, która wzięła porcję obiadu dla mnie i schowała w pokoju. Zjadłam sobie zimnie, ale nie przeszkadzało mi to za bardzo. Pogadałam z Cami i Fran, szkoda mi ich, że mają problemy ze swoimi chłopakami. Znaczy ja do Brodweya nie mam za bardzo zaufania, ale jeśli kocha Cami cieszę się szczęściem mojej przyjaciółki. Ale Marco wydaje się miły i normalny, nie wiem czemu kłócą się z Fran.
3 miesiące później:
Właśnie jest sobota i z Fran wychodzimy na zakupy. Cami z Brodwey'em nie gadają ze sobą od miesiąca i dobrze zasługuje na lepszego. A Fran jest... właśnie z Fran i Marco nie wiadomo do końca, w sumie to oni sami nie wiedzą. Właśnie jestem z laskami w centrum. A no i bym zapomniała, Fede powiedział mi, że podoba mu się Ludmiła. Masakra, obiecałam, że nikomu nie powiem, ale ja nie wiem czemu. Verdas zrobił się jeszcze bardziej denerwujący, niż wcześniej. Dziewczyny poszły do sklepu, a ja do nich dochodziłam, gdy w padłam na kogoś.
Dzięki za dwa komentarze pod wcześniejszym rozdziałem, wiem, że ten mi nie wyszedł, ale na początku to była trochę inna historia. Mam nadzieję, że pod tym rozdziałem też będą przynajmniej dwa komentarze. No i wczoraj dowiedziałam się, że jadę na EuroWeek w czerwcu i nie mogłam się skoncentrować na pisaniu rozdziału. Następny niebawem.
Pozdro ~Julia~
wtorek, 6 stycznia 2015
Rozdział 2 „Czemu zawsze ja?”
-
Poczekaj.- mówię naglę i odsuwam się od niego, nie stać mnie na to. Nie chce
tego pocałunku, boję się, boję się, że znowu coś poczuję i … STOP Castillo! Nic
nie poczujesz do tego dupka. Zranił cię pamiętasz?! Więc nie jesteś w tanie
znowu się w nim zauroczyć.- Może najpierw zaśpiewamy.- to też ledwo przechodzi
przez gardło, a on tylko kiwa twierdząco głową. On zaczyna śpiewać piosenkę, a
ja po chwili dołączam do niego i kończymy razem „tu voz”. Po czym przybliżamy
się do siebie, on łapie mnie w talii i przyciąga do siebie, a ja nic stoję, tak blisko niego, aż on mnie całuje. Po raz pierwszy całuję się z kimś i to jeszcze z moim wrogiem. To mój pierwszy pocałunek i nie ukrywam, że jest mi nawet... przyjemnie. To ja pierwsza odsuwam się od niego i robie krok w tył, on
robi to samo i cisza…
- I.- przezywa ciszę i drapie się z zakłopotaniem po głowie.
Nie wiem co powiedzieć. Nic nie poczułam yeah! Widzisz Vils nie trzeba było
się, aż tak martwić.- To co idziemy do klasy?- pytam już pewniejsza.
- Tak.-
tylko tyle może powiedzieć. Co mu się dzieje? Halo Viola co Cie to??? Mówi
szybko moja podświadomość. Tylko wzruszyłam ramionami i weszłam do klasy, a za
mną Verdas. Wszyscy się na nas patrzyli.
-Dobra, to
co śpiewacie?- pyta nauczycielka, a my kiwamy twierdząco głową. Weszliśmy na
scenę i zaśpiewaliśmy tak jak w schowku. Znów złapał mnie w talii i przyciągną,
moje ręce tym razem dla pokazu na jego barkach. Bezmyślnie oddałam pocałunek i tym razem przerwały
nam brawa pani. Szybko się od siebie odsunęliśmy. Moje usta były gorące.
- Widzę, że
się wczuliście i dobrze.- powiedziała uśmiechnięta.- Dobrze macie po 6 za to,
że się wczuliście. OK, teraz Maxi i Ludmiła.- usiadłam koło Cami i Fran, a one
patrzyły na mnie.
- I jak,
wszystko w porządku?- pyta mnie Fran.
-
Dziewczyny nie uwierzycie.- powiedziałam, a one spojrzały na mnie, żebym już
mówiła.- Nic nie poczułam.- powiedziałam z uśmiecham na ustach, a dziewczyny
zaczęły piszczeć ze szczęścia, bo pamiętają jak przeżywałam to, że Verdas był
dla mnie oschły. Gdy Maxi przyszedł do nas miał minę jakby musiał pocałować
lamę, a nawet nie musiał się całować z tym plastikiem.- No i jak Maxi śpiewało
Ci się z plastikiem?- zrobił minę mówiącą nam wszystko, a my zaczęłyśmy się
śmiać.
- Lepiej
nie pytaj, czemu zawsze ja muszę z nią być w parze?!- zaczął rozpaczać nad
sobą.- A tobie Vils, jak Ci się całowało z LEÓN’EM?- tak podkreślił tem ostatni
wyra, że zaczęłam się śmiać.
- Lepiej
nie pytaj, czemu zawsze ja?!- zacytowałam Maxi’ego, a ten wpadł w nieopanowany
śmiech. Nagle zadzwonił dzwonek a przerwę, mamy to dobrodziejstwo, że każda
przerwa ma 30 minut.- To co Restó?- to nasz bar należący do starszego brata
Fran. Wszyscy przytaknęli oprócz Fran- Fran, czemu nie chcesz?- zapytałam, jak
już wszyscy poszli.
- Bo nie
mam ochoty.- powiedziała smutna.
- A tak
naprawdę, chodzi o Marko?- zapytałam.
- Tak.-
przyznała smutna.
- Trudno i
tak idziesz.- powiedziałam jej. Chcąc ją rozśmieszyć dodałam- To ja powinnam
się smucić, pocałowałam Verdas’a.- po czym zrobiłam bardzo śmieszną minę
obrzydzenia.
- Ty zawsze
umiesz mnie podnieś na duchu.- wyznaje po chwili. Idziemy do Restó?- pyta mnie,
a ja kiwam twierdząco głową, na szczęście idziemy tam tylko 2 minuty. Gdy
doszliśmy do reszty zamówiliśmy soki i usiedliśmy przy stoliku. W między czasie
wpadliśmy na pomył, żeby zaśpiewać. Więc ja Cami , Fran i Maxi zaczęliśmy śpiewać Cami i Fran
śpiewały, a ja i Maxi rapowaliśmy. Nauczyłam się rapować gdy byłam mała, bo
pamiętam, że tata zawsze chciał mnie nauczyć, więc dla niego się nauczyłam, już
w domu dziecka. Ale też umiem śpiewać i nie wszyscy wiedzą, że rapuje, tylko
moi przyjaciele. Po około 10 minutach ruszyliśmy do Stud!a, gdy byliśmy na
miejscu wzięliśmy swoje instrumenty, moim jest keyboary, ale szkolny i gitara
akustyczna, którą dostałam dwa lata temu od Fran. Wracając do szkoły zabrałam
gitarę, która nie mieściła się w szafce i była w Sali od grania na ścianie z
podpisem Violetta Castillo, ale w ym roku była wyżej i nie mogłam dosięgnąć.
Gdy po raz dziesiąty próbowałam sięgnąć do niej, nagle ktoś staną za mną, ten
ktoś był wyższy ode mnie i pachniał przepięknymi perfumami, to był jakiś
chłopak. Gdy ściągną gitarę odwróciłam się w jego stronę i zauważyłam Leóna.
Nie myśląc długo Wyrwałam my swoją gitarę z nadrukowanym kwiatem.
- Nie
trzeba było.- syczę w jego stronę.
- Ale nie
dałabyś sobie nie poradziła.- uśmiechną się. Wow co z nim jest?
- Odwal się
Verdas.- mówię do niego z pogardą.- Idź sobie do swoich plastików, a mi daj
spokój. Przecież jestem tylko biedną sierotą, bez tony tapety i wiesz co? Chyba
nie zgadniesz, dobrze mi z tym.- wykrzyczałam na niego i odeszłam zostawiając
go zdziwionego. Gdy dziewczyny mnie zobaczyłyod razu mnie zapytały.
- Co jest
Vils? Czemu jesteś zła?- one mnie tak dobrze znają, a ja je nie mamy przed sobą
tajemnic, bo znamy się na wylot.
- Ten dupek
mnie wkurzył.- powiedziałam szybko, bo wiedziałam, że nie odpuszczą.
- A co
zrobił tym razem?- yyy… no właśnie, co on zrobił? Nic. To ja na niego
nawrzeszczałam.
-Nie
ważne.- wyminęłam się odpowiedzi i na szczęście zadzwonił dzwonek.- to co
idziemy?- a one tylko przytaknęły.
- Witajcie.
Jak wam minęły wakacje? Mam nadzieję, że dobrze.- powitał nas z radością Beto.-
Dobra z tego co widzę nadal dużo z was gra na gitarze. Violetta na czym ty
jeszcze grasz.- zapytał nagle nauczyciel.
- Na
keyboardzie.- szybko odpowiadam.
-Wspaniale.
Ty, Maxi, Andres i León tworzycie zespół przez cały rok, tylko rapowy i ty też
śpiewasz, wiem, że umiesz rapować. Fran, Camila i ty, jeszcze jeden zespół, ale
już taki jak zdecydujecie, reszta się dowie jak przeczyta kartkę wywieszoną na
drzwiach. A i każdy jest w jakimś ducie. Te zespoły tyczą się nie tylko zajęć z
grania, ale duety też tańca, zespoły zajęcia z Pablo i inne, czego też dowiecie
się na inny zajęciach. Już mieliście zajęcia śpiew, więc tak jak dzisiaj
śpiewaliście, jesteście cały rok jako duet.- wszyscy zaczęli marudzić.
- Nie ja
muszę cały rok z Verdas’em grać.- powiedziałam z obrzydzeniem.
- A ja z
super głupią.- zaśmialiśmy się. Lekcja minęła dość szybko. Kolejne były zajęcia
z Pablo. Pewnie będzie coś z zaufania. Wchodzimy do klasy i siadamy na
krzesłach.
- Witajcie!
Jak minęły wam wakacje?- zapytał głosem pełnym energii.- Dobrze to może jakieś
ćwiczenia z zaufania? OK. Wszyscy znacie już swoje par?- każdy przytaknął,
niestety ja z Leónem.- w takim razie to co zawsze.- gdy to powiedział, każdy
ruszył do swojej pary i zaczął ćwiczyć. Ta lekcja dłużyła mi się strasznie.
Kolejna i ostatnia wreszcie to zajęcia z tańca. Wszyscy zaczęli się rozciągać.
Okazało się, że mam miesiąc na stworzenie układu w duecie, oczyście ja z Ver…
Leónem. Violka co Ci się dzieje? Już po raz drugi powiedziałaś na Verdasa,
León?! Znów moja podświadomość. Jesteśmy już w „domu” a mi się
przypomina. Jak ja tego nie lubię.
- Podobasz mi się.- mówię.
- Wybacz mała jesteś za brzydka,
może nie będę cię, aż tak ranił nie jesteś w moim stylu.- mówi śmiejąc się.
-Niech zgadnę dla tego, że mam
aparat i okulary i dla tego, że jestem biedna?- pytam płacząc.
-Ej wszyscy słuchajcie sierota się
we mnie zabujała.- zakpił i wszyscy to usłyszeli, uciekłam.
Od tamtej
pory nienawidzę Verdas’a.
Mam nadzieję, że podobają wam się opowiadania. Już drugi rozdział. Mam nadzieję na chociaż jeden komentarz, dzięki czemu rozdział będzie szybciej.
sobota, 3 stycznia 2015
Rozdział 1 "Komu ukradłaś ciuchy Castillo?" + 1000 wyświetleń !!!
Dziś notka nad rozdziałem. Jak już napisałam dziś rozdział z okazji 1000 wyświetleń!!! Mam nadzieję, że wam się podoba. Liczę na choć jeden komentarz. Buziaki. Miej lektury.
Dziś jest
dyskoteka, tylko nie taka zwykła będzie ona w parku nad jeziorem, więc trzeba
mieć jeszcze oprócz ubrań stroje kąpielowe, ale w przyszłym miesiącu będzie już
normalna dyskoteka i wtedy ubierzemy się w te piękne sukienki od Fran, ale ona
o wszystkim chyba wiedziała, bo nam kupiła jeszcze stroje kąpielowe. Oczywiście
dwu częściowe. Jestem bardzo chuda, więc nie wstydzę się swojego ciała tak jak
Fran i Cami, ale ja i Cami jesteśmy chude, bo w sierocińcu jest bardzo kiepsko
z jedzeniem, więc bardzo rzadko jesteśmy najedzone, a o przejedzeniu nie ma
mowy są trzy posiłki dziennie i i tak jesteśmy ledwo najedzone. Idziemy na
imprezę, żadna z nas się nie maluję, więc jest to normalne, że idziemy w
kucykach i bez makijażu. Ja jestem ubrana w rurki od Fran i luźną bluzkę z
sierocińca, tak samo Cami i Fran. Bardzo podobnie się ubieramy. Fran ma koc i
jedzenie jak każdy, bo jest to ale piknik. Jak weszłyśmy na teren parku już
było słychać głupią muzykę chłopaków, a wszystkie plastiki się rumienią słysząc
ją, na co my załamujemy się. Podchodzą do nas nasza reszta przyjaciół, czyli
Marco chłopak Fran, Maxi mój najlepszy przyjaciel, Brodwey chłopak Cami i Fede
też mój przyjaciel. Wszyscy stwierdzili, że wyglądam pięknie. Kocham ich jak
rodzinę, bo to jest moja rodzina nie mam innej nie chce innej. Ale jest mi
trochę przykro, że wszyscy mają swoje połówki a ja nie i nigdy nie miałam, i
nigdy się nie całowałam.
Cała nasza
paczka usiadła ma dwóch kocach Fran i Marco, śmieliśmy się i już chcieliśmy iść
do wody jak podszedł do nas Veras.
- Pięknie
wyglądasz.- zakpił.- Komu ukradłaś ciuchy Castillo.- cała jego elita zaczęła
się śmiać czyli same plastiki Ludmiła, Lara (jego „dziewczyna”), Natalia i
Andres.- Co się stało widzę, że jakimś cudem pozbyłaś się okularów? Może ktoś
ci ukradł w co wątpię.
- To co
idziemy pływać.- zapytałam swojej paczki nie zwracając na niego uwagi. Wszyscy
przytaknęli i rozebraliśmy się do strojów. Verdas wciąż na mnie patrzył. Gdy
już szliśmy Verdas stał wryty w ziemię.- To co skaczemy z mostu?
- Tak.
- Wow
sierotka umie pływać.- powiedział jak ochłoną. Tylko przewróciłam teatralnie
oczami.
- Ale mi
pojechałeś.- Skwitowałam.- Lepiej idź do swoich plastików.- powiedziałam i
dobiegłam do reszty i stanęliśmy w kolejce do drabinki. Skakałam chyba druga po
Cami. Potem rzucaliśmy piłką, która jak na złość wylądowała obok Verdas’a,
wyszłam z wody i skierowałam się po piłkę, potknęłam się o podłożoną nogę Ludmiły.
- Oj,
biedna sierota nie umie chodzić.- zakpił mój wróg i zabrał piłkę.
- Oddaj
piłkę Verdas- powiedziałam beznamiętnie.
- Bo co
poskarżysz się komuś w sierocińcu?- pyta Andres.
- Widzę, że
inni muszą mówić za ciebie.- zakpiłam, już Lara chciała coś powiedzieć.-
Plastik tylko nic nie mów, bo pewnie nic mądrego nie powiesz. Jak zawsze.- a
ona zrobiła się tylko czerwona.
- Jej
Castillo nie poznaje cię.- zakpił- Taka myszka. A teraz taka „wyszczekana”-
zakpił jeszcze bardziej.
- Oddasz mi
piłkę.- pytam.
- A co będę
miał w zamian?- pyta.
- Nic.-
odpowiadam szczerze. A on się śmieję.
- To kup
sobie nową. Oj ty nie masz za co.- zakpił, tylko teraz przegiął. Kopnęłam go w
czułe miejsce i wyrwałam piłkę. A on kulił się z bólu.
- Już wiesz
co dostaniesz.- szepnęłam mu do ucha i odeszłam zadowolona. – Może mnie nie
stać, ale jak widzisz daje sobie rade.- krzyknęłam do niego z daleka przez co wszyscy
spojrzeli na Verdas’a leżącego na ziemi.
- Viola co
ty mu zrobiłaś?- pyta mnie lekko rozbawiony Maxi.
- Obraził
mnie, więc go kopnęłam, ale jak widać nie jest odporny na ból.- zakpiłam. Cały
wieczór bawiliśmy się dobrze i Verdas już odpuścił sobie żarty ze mnie. Już po
imprezie i idziemy z Cami do… może odpuśćmy sobie nazwę „sierociniec”, bo nie
lubię tej nazwy… może będę mówiła na to… „dom”, w końcu mieszkam tam już 12 lat.
Nie ważne. Jest już 23 więc pewnie będziemy miały ochrzan, bo miałyśmy być
godzinę temu, tu zawsze są straszne zasady. Jakimś cudem pani odpuściła nam i
poszłyśmy spać.
Dzisiaj
wstałam o 5:30 i poszłam do naszej łazienki w pokoju. Ubrałam się w ubrania od
Fran, bo ona stwierdziła, że jak nie mam aparatu, to muszę się inaczej ubierać.
Więc założyłam krótkie spodenki, bo we wrześniu zawsze jest ciepło i bluzkę na
krótki rękaw z myszką Miki, i rozpuszczone włosy. Do tego torba na ramię i
wszystkie książki. Gdyż u mnie w szkole książki zostawia się w szafce i drabia
się w szkole i nie ma możliwości pisania z Internetu. Gotowa usiadłam na łóżku
czekając na Cami, która jest już spakowana tylko jest w łazience. Razem
schodzimy na śniadanie, jej dzisiaj jest jajecznica na maśle. Wzięłyśmy talerze
i podeszłyśmy do okienka, każda dostała swoją porcję i poszłyśmy usiąść obok
Marceli i Moniki.
- Hej.-
przywitałyśmy się z przyjaciółkami.- Co u was?
- Spoko.
Mamy na 8 a wy?- w tym momencie dosiadają się jeszcze Xabi i Nataniel.
- Na 7,
więc musimy się spieszyć.- mówi do mnie Cami. Od razu przyspieszamy jedzenie i
po chwili nic nie ma na naszych talerzach.
- Dobra,
musimy lecieć. Papa- żegnamy się całując każdego w policzek. Odniosłyśmy
talerze i pobiegłyśmy do szkoły. Droga zajęła nam 20 minut. W szkole od razu
podeszłyśmy do naszych szafek mamy razem z Fran obok siebie wyciągnęłyśmy
wszystkie książki i wzięłyśmy tylko nuty. Jeszcze wam ni powiedziałam, że
chodzę do Stud!o, to szkoła tylko dla utalentowanych muzycznie osób. Przy
okazji spotkałyśmy Fran.
- Hej co
tam u ciebie?- pytam od razu jak zauważam Fran.
- Dobrze.
Teraz mamy z Ange?- pyta widać po jej oczach sutek.
- Hej Fran
co jest?- a ona nie odpowiada mi tylko się przytula, już nie dopytuje tylko
przytulam ją.
-
Pokłóciłam się z Marco.- powiedziała po chwili.- Nie wiem czemu. Powiedział, że
nie chce mnie znać i, że to koniec.- Nie wiem o co chodzi, ale wiem, że muszę
się dowiedzieć, nie powiem Fran, że pogadam z Marco, bo mnie będzie błagać,
żebym sobie odpuściła. Więc zrobię to bez jej wiedzy. Nagle zadzwonił dzwonek.
Weszliśmy do klasy.
- Witajcie
po wakacjach.- powitała nas jak zawsze ciepło.- Muszę sprawdzić czy
ćwiczyliście choć trochę podczas wakacji. Dobrze niech każdy dobierze się w
pary dziewczyna chłopak. Nie wierzę ja musiałam być z Verdas’em. Każda z
dziewczyn w klasie oprócz Fran i Cami mi zazdrościła, mogę się zamienić
nienawidzę go.
- Dobrze,
macie wylosować o czym mają być piosenki. Macie wybrać z już napisanych.
Najpierw Viola i León.- on wyciągnął o czym ma być piosenka.
- Proszę
pani… mogę jeszcze raz losować?- zapytał patrząc na napis na kartce.
- Nie.-
powiedziała spokojnie.- A właśnie co wylosowaliście?
- Że
piosenka ma być o- nic nie powiedział tylko pokazał mi, a ja wytrzeszczyłam oczy
i otworzyłam buzię czytając zdanie pod „Po skończeniu piosenki trzeba się
pocałować”
- Halo,
może nam powiecie.- powiedziała Ange, ale nie otrzymała odpowiedzi, więc
zabrała nam kartkę i przeczytała na głos.- Piosenka ma być o miłości i po
skończeniu musicie się pocałować. To jest dobre ćwiczenie na aktorstwo. A
piosenka to- podała mi drugi kos z napisem „MIŁOŚĆ”, wyciągnęłam karteczkę i
podałam nauczycielce, boląc się samej otworzyć. Wystarczyło mi to że wszystkim
po tym co powiedziała Ange, oczy mało nie wyskoczyły.- „Podemos”. Macie teraz
wolne i możecie wyjść i przećwiczyć za 20 minut macie mi to pokazać.-
powiedziała i dała nam klucze do kanciapy. León wziął powoli kluczy- Dobra
teraz reszta.- Wyszliśmy z klasy i poszliśmy do wyżej wymienionego miejsca.
- Boże,
czemu muszę być z tobą.- powiedziałam jak byliśmy już sami.
- Nie wiem.
Myślisz, że dla mnie to fajnie z tobą być i się całować?- zapytał.
- Wiesz to
ty się na mnie uwziąłeś.- powiedziałam broniąc się.
- Dobra,
nie ważne, musimy jakoś to… przećwiczyć- a mnie przeszły ciarki. Podchodzi do
mnie, nasze usta dzielą już tylko milimetry…
piątek, 2 stycznia 2015
Prolog "Nieawiść i miłość ma cienką granicę"
Jestem 16
letnią Violettą Castillo. Za dwa dni
kończą się wakacje i będę szła do 3 klasy gimnazjum. Nie ukrywam, że
jestem kujonem, przez ostatnie dwa lata nosiłam stały aparat i okulary, przez
to, że jestem biedna nie były to ładne okulary, a aparat jak wiecie nie wygląda
za fajnie. Mam dwie przyjaciółki Fran i Cami, mogę im wszystko powiedzieć, nie
Fran nie jest biedna, a z Cami mieszkamy w tym samym pokoju w sierocińcu, w
sumie to tylko my w całej szkole jesteśmy na stypendium. Nie mam rodziców,
oddali mnie do domu dziecka i już nikt mnie nie chciał, więc nadal tam
mieszkam. Idę właśnie z Fran i Cami na zakupy, Fran powiedziała, że kupi nam
trochę ciuchów jako prezent na nasze urodziny, które są właśnie dzisiaj. No i
pójdziemy do fryzjera. Ona jest bogata i ma dobre serce, pomaga nam jak tylko
może, bo wie, że my nie mamy pieniędzy i ich w ogóle nie dostajemy. Mam proste
włosy i wczoraj zdjęto mi aparat, a okularów nie noszę od trzech dni, bo wzrok
mi się już poprawił. Więc nie wyglądam już tak źle, wszyscy mówią, że moją
zaletą są moje brązowe oczy. W pierwszej gimnazjum podobał mi się Leon Verdas,
ale on mnie ma w dupie, a w drugiej jak się dowiedział, że coś do niego czuję
zaczął mnie gnębić, NIENAWIDZĘ go za to i w ten sposób moje uczucia do niego
zagasły. Pierwszego dnia szkoły jest dyskoteka chce, żebyśmy wszystkie trzy
wyglądały przepięknie. Po kilku godzinach chodzenia po sklepach mamy sukienki i
parę innych ubrań. Ja mam morską sukienkę do połowy ud bez ramiączek,
oczywiście rozkloszowaną. Cami czerwoną (idealnie pasującą do jej rudych
włosów)asymetryczną i też bez ramiączek. A Fran fioletową, oczywiście bez
ramiączek, też do połowy ud tylko prostą, a gdy się obraca jest jak suknia
baleriny. U fryzjera spędziłyśmy dwie godziny wszystkie wyszłyśmy z lekką
trwałą i Fran umówiła nas na pojutrze przed balem. Po całym dniu Fran poszła do
siebie a my do siebie sierocińca, obie jesteśmy tam od 4 lat i od
początku jesteśmy przyjaciółkami. Zawsze się wspieramy i nigdy nie opuszczamy,
bardzo mi pomogła gdy Verdas mnie ośmieszał.
Wybaczcie mi długą nie obecność, nie miałam dostępu do internetu. No nic życzę wam spóźnionego nowego roku!!! Mam nadzieję, że prolog podoba się wam. Tak zaczynam nowe opowiadanie, bo stwierdziłam, że za szybko się u mnie schodzą, więc opowiadanie zaczynam od nienawiści. To nie jest jedyna zmiana zaraz dodaje jeszcze inne elementy na które serdecznie zapraszam. A i jeszcze jedno niedługo będzie już 1000 wyświetleń mam nadzieję, że ktoś napisze w komentarzu czy wolicie z tek okazji One Short czy kolejny rozdział.
Pozdrawiam was.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)