Już minęło całe 9
miesięcy. Leon przez cały czas ze mną jest. Niedługo powinnam rodzić, trochę
się boję. Właśnie wstałam, zegarek pokazuje godzinę 10, ostatnio dużo śpię.
Skierowałam się do kuchni, bo jak każda kobieta w ciąży jestem ciągle głodna,
więc cięgle dużo jem, aż się boję ile okażę się, że przytyłam.
*******
-Aaaaaa!
-Violu spokojnie
zaraz będzie już po wszystkim.- pociesza mnie siedzący obok mnie Leon. Właśnie
rodzę od godziny.
-Jeszcze trochę
już widać główkę.- mówi lekarka.
*******
-Jaka ona piękna!-
zachwyca się Leon. Jest już po rodziłam 3 godziny, a lekarz mówi, że to bardzo
mało po większość rodzi nawet ponad kilka dni.
-Tak.- przyznaję
rację mojemu już mężowi. Od kilki dni już nie jestem Violetta Castillo, ja
jestem Violetta Verdas.- Nasza kochana i piękna… właśnie jak damy jej na imię?
-Może… Marcedes?
-Czemu nie w sumie
pasuje. Mała Marcedes Verdas.
********
Mała wyrosła na piękną
i cudowną kobietę a moja i Leona miłość do siebie jest przepiękna i codziennie
zaskakuje nas coraz bardzij i to na lepsze oprócz Marcedes mamy jeszcze 3
dzieci Martine, Jorge i Christiana. Jesteśmy kochającą się rodziną.
KONIEC
Przepraszam, że tak, ale nie miałam pomysłu. Poza tym to były moje pierwsze opowiadania. Dzięki, że je czytacie. Przepraszam też za to, że tak żadko piszę, ale tylko jeden komentarz to jest mało, więc nie czuję takiej potrzeby. Mam nadzieję, że zaczniecie komentować PROSZĘ o to. Pozdro ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Gdy czytam jakikolwiek komentarz od was cieszę się jak małe dziecko. Przez co motywuje się do pisania opowiadani i staram się aby były co raz lepsze. DLA WAS! :*