- Co się ze mną dzieje.- szepczę sama do siebie. Jestem przerażona tym wszystkim co się dzieje dookoła mnie. Wstaję z wygodnego fotela i odnoszę pusty już kubek do zlewu, po czym idę do pokoju i zaczynam się szykować, umówiłam się z Lu, że jej pomogę w wyborze mebli do wspólnego mieszkania jej i Federico. Po kilku minutach wychodzę gotowa z łazienki i ruszam w stronę przedpokoju, gdzie ubieram kurtkę i buty. Po raz ostatni przeglądam się w lustrze i wychodzę zamykając drzwi na klucz, który następnie chowam do torebki. Idąc chodnikiem poprawiam włosy tak, aby zakrywały "prezent" od szatyna.
- Wreszcie jesteś!- śmieję się ze mnie blondynka, przyznam, że się lekko zgubiłam, bo źle przeczytałam adres. Niestety zdarza mi się to często.
- Przepraszam.- mówię szybko i siadam na krześle na przeciwko Lu.
- Zamówiłam już dla nas, więc zaraz będzie.- uśmiecha się do mnie wyrozumiale.
- Dziękuje, nie wiem czemu, ale cały czas jestem zamotana.- tłumaczę się dalej.
- Vils spokojnie.- śmieje się.- Mam nadzieję, że Fede nie będzie ci przeszkadzał, bo jedzie z nami.- mówi radosna. Eh... Czyli znowu będę piątym kołem u woku.
- Nie no coś ty, to przecież będzie wasze mieszkanie.- tylko po co prosiłaś mnie o pomoc?!
- Proszę oto wasze zamówienie.- uśmiecha się do blondynki brunet o ciemnych oczach.
Mija już druga godzina a ja chodzę za moimi przyjaciółmi i patrzę jak całują się, śmieją i wybierają nie pytając mnie o zdanie. Mam dość!
- Lu, wiesz co, jestem strasznie zmęczona, bo nie spałam w nocy, więc wy sobie dalej patrzcie, a ja wrócę do domu.- powiedziałam i nie czekając na jej reakcje wyszłam z budynku. Wzięłam głęboki oddech wiedząc, że czeka mnie dość długi marsz. Nie czekając dłużej ruszyłam w stronę domu, gdy po kilku minutach zaczął padać deszcz, ale jakie byłoby to szczęście jakby akurat w obrębie kilkuset metrów nie było by niczego, gdzie można się schować. Naglę czuję jak moje barki przykrywa suchy materiał, przestraszona odwracam się w tamtą stronę i napotykam nikogo innego jak Leona Verdasa. W pierwszej chwili zastygam nie wiedząc co zrobić.
- Znów się spotykamy, śliczna.- puszcza do mnie oko jestem troszkę przestraszona, bo nie wiem czy nic mi nie zrobi.- No przykryj się kurtką, żebyś nie zmokła do końca.- posłusznie wypełniam jego polecenie.
- Dziękuję.- mruczę nie śmiało. Nie wiem, co mam robić, idziemy dalej w ciszy, aż w końcu szatyn chwyta mnie za ramię i pociąga lekko w lewo. Zdezorientowana patrzę na zielonookiego.
- Podwiozę cię.
- Chyba wolę nie...- mówię cicho.
- Nie wygłupiaj się, pada deszcz.- mówi ciągnąc mnie w stronę auta.- Nic ci nie zrobię.- zapewnia, naglę zabłysło.
- Okey.- mówię szybko na co on się śmieje.
- Nie wiedziałem, że jesteś taka strachliwa, Violetto.- uśmiecha się zadziornie, a ja drżę gdy wypowiada moje imię. Otworzył mi drzwi. Przez całą drogę siedzieliśmy w ciszy. Gdy dotarliśmy pod moje mieszkanie zaprosiłam go na herbatę, sama nie wiem dlaczego, to był impuls. Wpuściłam go do salonu i poszłam wstawić wodę, po kilku minutach przyszłam z dwoma kubkami parującego napoju. Usiadłam obok niego na kanapie i podałam mu jeden.
- Mam pytanie, które nurtuje mnie od dyskoteki.- zaczynam nie pewnie, a on patrzy na mnie wzrokiem zachęcającym do kontynuowania.- Czemu mówisz, że jestem twoja?
- Bo jesteś krucha, bezbronna, gdybym ci wtedy nie pomógł to dobrze wiesz jakbyś skończyła.- mówi tak lekkim tonem jakby to była jedna z najnormalniejszych rzeczy na świecie.
- A to na dyskotece?- dopytuje.
- A to był taki dodatek.- uśmiecha się porozumiewawczo i odrzuca na plecy kosmyk zakrywający mi malinkę od niego.- Może by ją poprawić.- bardziej stwierdza jak pyta. Lekko nachyla się nad moja szyją i muska wargami moją szyję i znów ssie moją skórą, jestem tak zdziwiona obrotem spraw i strachem przed ponownym bólem. O dziwo nie czuję bólu tylko ogromną przyjemność, czuję jak Leon przyciąga mnie do siebie i znów nasze klatki się zderzają, a ja nie wiem kiedy znajduję się na jego kolanach. Pod wpływem jego dotyku zapominam o wszystkim. Odrywa się ode mnie i zsuwa swoje ręce z talii na biodra i przyciąga do siebie.- Jutro 18 przyjdę po ciebie.- mruczy mi do ucha i lekko mnie zsuwa ze swoich kolan i wychodzi znów zostawiając mnie w szoku.
~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej!
Szczerzę to nawet podoba mi się 3
i mam nadzieję, że wam też.
Czekam na wasze opinie
Do następnego ;*
Weź mi tego nie rób. Ja już chce next! Teraz to się nie mogę doczekać co wie będzie działo. Propozycja Verdasa. O ile można tak to nazwać. Prędzej postawił ją przed faktem dokonanym.
OdpowiedzUsuńPoprawił malinkę. Ajć.
Zajebisty.
Cudowny.
Genialny.
Wspaniały.
Boski.
Fantastyczny.
Czekam na next :*
Buziaczki :* ❤
Maddy ❤
Jakie to cudowne.
OdpowiedzUsuńZnów spotyka Leona.
Poprawia swoje dzieło.
Propozycja Verdasa.
Z.A.J.E.B.I.S.T.Y
S.U.P.E.R
B.O.S.K.I
G.E.N.I.A.L.N.Y
P.E.R.E.Ł.K.A
Czekam z niecierpliwością na next.
Pozdrawiam Patty;*
Ta propozycja verdaska
OdpowiedzUsuńAh!
Czekam na więcej
Rozdział majstersztyk ;)