niedziela, 8 lutego 2015
Rozdział 7 "Czemu my??"
Po chwili doszedł do mnie jeszcze ból tyłu głowy. Zaczęła się zastanawiać co się stało, gdzie mój telefon i czemu my?? Nagle do garażu wszedł jakiś zamaskowany koleś, popatrzył na nas i zaśmiał się pod nosem. W ręku miał mój telefon i w tym samym momencie rzucił go o podłogę i zdeptał po czym wyrzucił do kosza. Myślę nad następnymi poczynaniami tego oto typa. Obszedł nas do okoła i staną przede mną. Chwycił mnie za nogę i zaciągną do jakiegoś pomieszczenia, gdzie było łóżko. Tam rzucił mnie na łóżko i zaczął się do mnie dobierać, nic nie pomagały moje opierania, bez problemu zerwał ze mnie spodnie i zaczął ślinić moją szyję, i usta. Niczego nie oddawałam, gdyż chciałam przeżyć swój pierwszy raz jakoś... wyjątkowo. Przez cały czas piszkałam, a gdy we mnie wszedł zaczęłam płakać, po jakiś kilku godzinach zostawił mnie i zaciągną do pokoju gdzie była reszta dziewczyn. Miałam tylko majtki, które były zakrwawione i stanik, który już nie był taki jak rano. Byłam
obolała, dziewczyny patrzył na mnie ze współczuciem i strachem.
- Reszta ma szczęście, że wasza koleżanka mi dzisiaj wystarczy.- zaśmiał się pogardliwie i kopnął mnie w brzuch, choć już i tak mnie wszystko bolało. Zaczęłam płakać z ogromnego bólu, zwinęłam się w kłębek, żadna nie mogła mnie pocieszyć lub chociaż podejść, bo wszystkie były związane, oprócz mnie, ale ja nie mogłam się wogóle poruszyć z bólu.- Jutro wybiorę sobie kolejną.- powiedział i zatrzasnął drzwi. Ja cały czas płakałam.
- Viola co Ci zrobił?- zapytał po jakimś czasie Cami.
- Zgwałcił.- powiedziałam łkając i jeszcze bardziej się rozpłakałam.
Federico:
Gdy zadzwoniła do mnie Vils szybko odebrałem, tylko, że słyszałem jej krzyki i męski uciszający ją głos. Nie miałem wątpliwości, że to samo stało się z Lu. Szybko zadzwoniłem Marco i Seby, żeby zapytać ich o Fran i Cami, nie dzwoniłem do Brodweya, bo mu nie ufam. Ale z to wiem, że Seba jest zakochany w Cami, ale ona nas nie słucha. Okazało się, że one też zniknęły, stwiedziliśmy, że pójdziemy na policję. W drodze na posterunek spotkaliśmy Leona, wszyscy mieli poważne miny, więc był zdezorientowany.
- Co jest, znaleźliście Lu?- zapytał, no tak Vils ma z nim projekt, poza tym w jego oczach widzę zmartwienie, więc stwierdziłem, że powiem mu o co chodzi.
- Nie, ale jak dzwoniła do mnie Viola, to przez telefon słyszałem jak ją ktoś porywa, Marco i Seba powiedzieli, że nie mogą dodzwonić się do Fran i Cami, więc idziemy na policję.- gdy powiedziałem o Violi w jego oczach można było zobaczyć strach i łzę. Sądzę, że on coś do niej czuję.
- Może wam jakoś pomogę?- zapytał od razu.
- A czujesz coś do Violi?- zapytałem prosto z mostu.
- Tak, tylko głupi zakład...i ona mnie nienawidzi.- powiedział smutny.
- Nie prawda ona ciągle coś do ciebie czuję.- gdy to powiedziałem w jego oczach pojawiła się radość.
- Chodźcie nie ma czasu to stracenia.- powiedział i poszliśmy na policję. Jednak powiedzieli nam, że może być kłopot je odnaleźć, ale my nie straciliśmy nadziei, postanowiliśmy ich sami szukać.
Violetta:
Po kilku godzinach się uspokoiłam, nadal miałam kłopot z poruszaniem się, gdyż wszystko mnie bolało. Mimo wszystko postanowiłam się doczołgać do Cami, która była najbliżej i rozwiązać jej ręce. Gdy mi się to udało Cami odwiązała sobie nogi i zaczęła odplątywać Fran i Lu. Po czym wszystkie pomogły mi usiąść i przytuliły mnie. Lu poprosiła dziewczyny, żeby stanęły na czatach, gdyż zamknął drzwi. Lu wyciągnęła ze stanika telefon. No tak zapomniałam i zadzwoniła na policję, oni jednak powiedzieli, że man nie wierzą, bo nie chcemy podać adresu. Lu się nie poddała i zadzwoniła do Fede.
Federico:
Siedzimy wszyscy w moim domu i myślimy, gdy nagle dzwoni do mnie... Lu. Szybko odbieram włączam na głośnik i pokazuję chłopaką, żeby słychali.
- Hej kochanie, gdzie jesteś.- pytam szybko, w tle słyszę głośny płacz.
- Porwano mnie, Violę, Fran i Cami- powiedziała szybko.- Dzwoniła na policję, ale oni nie wierzą, bo nie znamy adresu.- powiedziała jeszcze szybciej.
- My już was znajdziemy.- powiedziałem chcąc ją pocieszyć, ale to nie ona płakała.- Która z was płacze i dla czego.- zapytałem przerażony.
- Viola, zgwałcił ją i poszedł sobie.- powiedziała, a Viola jeszcze bardziej się rozpłakała, a w oczach Leona była nie samowita złość.- Muszę kończyć, bo idzie.- powiedziała i rozłączyła się. Od razu Maxi włączył laptopa i namierzył telefon Lu.
Violetta:
Gdy Lu skończyła rozmową, wszedł ponownie. Dziewczyny usiadły przy mnie.
- No widzę, że dość szybko się pozbierałaś po naszej zabawie.- zadrwił, a ja znów wybuchłam płaczem. Podszedł do mnie i szarpną za włosy, żebym na niego spojrzała.- Nie ma sprawy, choć poprawimy.- zaśmiał się i zaciągną mnie znów tam tylko, że za włosy. Znowu to samo, ściągną ze mnie stanik i majtki i zaczął ślinić moją szyję i piersi, znów krzyczałam i piszczałam. Po kilku minutach znów we mnie wszedł do samego końca, chciałam się skulić, ale przykuł mnie do łóżka, po chwili wyszedł i znowu wszedł po sam koniec.
- Wiesz co, tak to mnie nie sprawiasz przyjemności, teraz zacznie się ostry sex.- powiedział kpiąco. Zaczął się we mnie bardzo brutalnie poruszać i coraz szybciej. Tym razem skończył po siedmiu godzinach, wiem, bo był tam zegarek. Rzucił we mnie moją bielizną, a ja ostatkami sił ją założyłam. Znów zaciągną mnie do reszty. Znów płakałam, jeszcze przy nich mnie skopał i wyszedł. Po kilku minutach znów ktoś wszedł, skuliłam się i zaczęłam jeszcze bardziej płakać.
Mam nadzieję, że podoba wam się kolejny rozdział. Na razie tylko Viola ucierpiała... Zachęcam was do komentowania.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Gdy czytam jakikolwiek komentarz od was cieszę się jak małe dziecko. Przez co motywuje się do pisania opowiadani i staram się aby były co raz lepsze. DLA WAS! :*