- Zeżarłeś moje ulubione ciastka!- krzyczy.
- Nie...- Fede próbuje się wybronić, ale coś mu nie idzie za dobrze.
- To niby co masz w ręce?!- wszystkie trzy wybuchamy śmiechem widząc minę mojego brata. Hiszpan rzuca poduszką, niestety szatyn wykonuje unik i miękki przedmiot trafia w głowę Ludmi, chłopcy wstrzymują oddech, a ja z Fran wybuchamy jeszcze głośniejszym śmiechem.
- Diego!- wybucha w końcu- Czy ty jesteś...
- Przepraszam, to przez Fede, bo się schylil.- przerwał blondynce tłumacząc się, strasznie mie bawiła ta sytuacja. Lu stała się kobietą pewną siebie, słodką, kochaną, ale gdy się tylko zdenerwuje jest jak przecinak, nic po sobie nie zostawi.
- A ty się nie śmiej! - już po kilku sekundach poczułam poduszkę na twarzy. Przestałam się śmiać i spojrzałam na nią z wyrzutem, udaje, że wypada mi lakier i schylam się po niego, ale przy okazji sięgam po poduszkę, którą uderzyła mnie blondynka. Szybko wyprostowyje się i miękki przedmiot znów trafia kochaną blondynkę w głowę tym razem psują fryzurę. Szybko wstaje i chowam się za brata, gdyż wiem co to znaczy zepsuć włosy Luso.
- Przepraszam, to nie tak miało być!- zaczynam się tłumaczyć, lecz to nic nie daje, na mone szczęście Lu nie trafia w moją głowę, tylko w grzywkę Fede. No to się zaczęło... Szatyn podchodzi do blondynki i bierze na ręcę i przenosi na podłogę, po czym siada na niej i zaczyna łaskotać.
- P-prze-przestań!- ledwo wydusza z siebie.
- To mnie przeproś.
- P-przep-przepras-szam!- gdy Fede puszcza Lu mój telefon zaczyna wibrować, szybko wstaje i sięgam po telefon, niestety moje zamiary uniemożliwia Fede.
- Czemu dzwoni do ciebie Leon?- pyta zdziwion, a ja karce siebie za powolność.
- Pogodziłam się z nim, przegadaliśmy wszystko i postanowiliśmy zacząć od nowa, ale tym razem on ma narzeczoną i nie chcemy być razem.- powiedziałam jakby to była najnormalnoejsza rzecz w życiu. Wszyscy na mnie spojrzeli.- Tak wiem co robię.- Wtedy spojrzeli już spokojniej.
- Wierzymy ci- powiedziała Lu i przytuliła mnie.
-Dzwoniłeś, ale nie zdążyłam odebrać.- mówoe gdy Leon odbiera.
- Tak chciałem cię zapytać, czy masz może czas, żebyśmy posiedzieli razem?- zapytał nie pewnie.
- Tak, jasne jak chcesz to możesz przyjść do nas to poznasz Diego i pogadasz z Lu, Fran, Fede.- zaproponowałam.
- Nie wiem, czy na pewno chcą mnie widzieć...- mówi lekko skruszony.
- Nawet tak nie mów! Oczywiście, że chcą.- słyszę jak wzdycha.
- No dobrze, to gdzie?- słyszę ile go to kosztuje, ale cieszę się, że jednak udaje mi się go przekonać.
- Wyślę c sms-em i czekam na ciebie.- uśmiecham się.
- Dobrze, to do zobaczenia.- mówi i rozłącza się. Szybko biegnę do salonu gdzie wszyscy siedzieli i śmiali się z jakiegoś filmu.
- Mam do was prośbę.- zaczynam szybko, a oni patrzą na mnie zdziwieni.
- Więc?- pyta Fede
- Leon przyjdzie tu za chwilę i wymijając wasze pytanie ja go zaprosiłam i tak musicie być dla niego mili.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, przepraszam. przepraszam i jeszcze raz przepraszam.
Wiem, że dawno rozdziału nie było choć obiecywałam.
Nie będę się tłumaczyć, bo wiem, że was trochę olewałam...
A ten rozdział wcale nie jest ani ciekawy ani długi.
Ale ten tydzień dał mi dużo do myślenia.
Tym razem OBECUJĘ na wszystko, że kolejny rozdział pojawi się albo za tydzień,
albo za dwa tygodnie.
Spinam dupcie i nie chodzi mi tylko o bloggera.
Moje oceny fatalnie się obniżyły, ale nie będę was zanudzać swoimi problemami.
Kocham was
Przepraszam jeszcze raz
I do następnego max za 2tyg
I dziękuje bardzo mocno wszystkim, którzy skomentowali ostatni post.
Obiecuję wam poprawię się
Przepiękne
OdpowiedzUsuńCzekam na next
Czekam
OdpowiedzUsuń