czwartek, 6 listopada 2014

Rozdział 8: Niech tak zostanie!



Obudziłam się o 5, żeby pomóc Lu się naszykować poza tym ja też muszę się jakoś ogarnąć, więc sądzę, że się wyrobię. Wstałam z łóżka i skierowałam się w stronę łazienki. Tam się myję i ubieram w lekkie ubrania które później z mienię. Zeszłam do kuchni i zjadłam sałatkę i popiłam sokiem pomarańczowym. Brudne naczynia włożyłam do zmywarki i wyszłam zabierając ze swojego domu pięknie zapakowane pudełka z moją i Lu sukienką, butami, kosmetykami, przyrządami fryzjerskimi i innymi potrzebnymi nam. Chociaż i tak przyjeżdża do nas super fryzjerka i makijażystka, ale wolimy, żeby wszystkie te zabiegi były wykonywane naszymi produktami(stara mania jeszcze z liceum). Pukam do drzwi i prawie od razu otwiera mi Fede. Zawsze uśmiechnięty. Tylko w jego oczach dzisiaj było widać nie ograniczoną radość i miłość do Lu. Niesamowite nigdy bym go o to mnie posądziła, a tu nagle biorą ślub. Strasznie cieszę się ich szczęściem, nie ukrywam, że gdyby mnie ono to nie pogodziłabym się z Leonem i była bym nada w fatalnym stanie. Jednak na szczęcie do mnie przyszło w odpowiednim czasie zanim któreś z nas zobiło jakieś głupstwo. No i przy okazji pozbyłam się dziewictwa. Z moich rozmyśleń wybija mnie Lu.
-Hej już jesteś. Cieszę się to co idziemy się szykować?- pyta się mnie z jej oczu mogę wyczytać to samo co z oczu Fede. ONI SĄ DLA SIEBIE STWORZENI! Nagle uświadomiłam sobie to. Są prawie tacy sami, a jednak się dopełniają i jedno rozumie drugie. Co ja bym dała za to żeby mnie i Leonowi tak się ułożyło.
-Tak idziemy na górę?- pytam a ona tylko przytakuje. Biorę pudła i wchodzę z nimi na górę i kątem oka widzę jak się całują .

Stoimy przed kościołem i czekamy na księdza. Już wszyscy są w środku świątyni opróz naszej czwórki (mnie, Leona, Fede i Lu). Nagle ksiądz przyszedł.

Jesteśmy w środku domu weselnego który został wynajęty, orkiestra już grała właśnie minęła 5godzina zabawy. Już wszyscy są nie źle wstawieni. Zabawa trwa jeszcze Kika godzin i nagle przychodzi czas na oczepiny. Najpierw każda z 5 par staje na środku (oczywiście: ja i Leon; Maxi i Nati; Cami i Brodway; Alicja i Mati; no i Francesca i Marko. Pogodzili się ze sobą a to właśnie Marko nas przekonał, żebyśmy dały jej jeszcze jedną szanse. Dałyśmy, ale dla tego, że bardzo prosił nas Marco.) musiała wykonać jakieś zadanie wymyślone przez resztę gości. Było ciekawie. A teraz pora na rzucanie przez Lu welonem, a przez Fede muchą. Złapałam welon. Ale nie wiedziałam kto złapał muchę miałam nadzieję, że Leon. Lecz nie wiedzą kto złapał zakryli mi oczy i chyba jemu też i krzyczeli. „Gorzko, gorzko” Bez namysłu pocałowaliśmy się i już wtedy Miałam pewność, że to Leon. Całą noc praktycznie ciągle tańczyłam lub piłam jak wszyscy na weselu, ale tańczyłam prawie ciągle z Leonem.


Od wesela minęło już kilka tygodni. Lu i Fede są „miodowym” i się nie odzywają wiadomo co robią. Z Francescą… chyba… dobrze? A z Leonem wszystko nie dobrze… tylko super! Ja się w nim zakochałam. Ale ostatnio zrobił się trochę dziwny. Lu mówi, żebym sinie przejmowała, bo pewnie przesadzam. Właśnie idę na zakupy musze kupić sobie coś do jedzenia. Po drodze idę przez park i widzę Leona. Już podchodzę, ale się zatrzymuje i widzę go z inną kobietą. Całują się w policzki i śmieją się. Nie wiem co zrobić… uciekam. Nikt mnie z nich nie widział i chyba lepiej. Może dla mnie jest dziwny, bo ma kogoś może tą dziewczynę w sumie to jest chyba młodsza od niego chyba… jakieś, może… dwa lata. Chce mi się płakać, ale jednak się powstrzymuje i robie wszystkie potrzebne zakupy. Idę szybko do domu i wrzucam zakupy i przebieram się. Jestem umówiona z Leonem, ale nie mam zamiaru iść na to spotkanie. Ale los mnie nie lubi właśnie kiedy wychodzę widzę znowu Leona i tą dziewczynę, ale ona jest w samochodzie i się i chyba ją coś boli. Podchodzi do mnie Leon z bardzo… smutną miną. Podszedł do mnie i chciał mnie pocałować, ale ja się odsunęłam.
-Violu. Przepraszam cię, ale musze odwołać nasze dzisiejsze spotkanie.- a ja mam świeczki w oczach, ale jestem na tyle zła na niego, że pytam go, a nie uciekam
-Czemu?
-Wybacz mi, ale nie mogę ci tego powiedzieć. Nie teraz powiem ci później, ale teraz się trochę śpieszę.- powiedział, a po jego ocach widziałam, że z wielkim trudem to mówi. Ale nie potrafiłam nad sobą zapanować.
-Bo co? Bo w samochodzie czeka na ciebie nowa dziewczyna? Myślisz, że jej nie widze? Myślisz, że jestem głupia? Widziałam was dzisiaj w parku. Idź sobie do niej i nie zbliżaj się do mnie więcej poza pracą.- wybuchnę łam- Dowidzenia! Do poniedziałku panie Verdas. Chyba, że chce pan wziąć wolne, żeby pobyć ze swoją nową połówką? Jak tak to nie ma problemu.- wrzasnęłam. Zamknęłam domu.
-Violu to nie tak.- tłumaczy się i jest smutny tym co powiedziałam.
-A jak? Powiedz mi! Oświeć mnie.- powiedziałam.
-Nie mogę powiedzieć ci teraz. Sam musze sobie to ułożyć to jest dla mnie ciężkie.- po moim Poliku spłynęła łza.- Proszę cię daj mi czas nie mam nikogo oprócz ciebie.- próbował zetrzeć tą łzę, ale ja mu nie dałam.
-Jak będziesz chciał mi powiedzieć to wiesz gdzie mnie szukać. A na razie będzie lepiej jak zrobimy sobie przerwę. Wybacz, ale już nie chcę mi się gadać.- powiedziałam i go ominęłam i zostawiłam samego, tylko z daleka krzyknęłam- Twój gość siedzi w samochodzie!- nie patrząc za siebie poszłam do pizzerii i trafiłam na Francesce.
-Violu co się stało?- pyta naprawdę zmartwiona Włoszka.
-Sorry nie chce mi się gadać.- warknęłam, ale ona nie odpuściła.
-Wiem, że nie masz do mnie zaufania. Wiem, że źle zrobiłam, ale ja chciałam zemścić tylko na Marco, a ty byłaś nie widziałam was.- przerwałam jej.
-Gówno mnie to obchodzi nie interesuje mnie to co ty chciałaś. Już nie jesteśmy przyjaciółkami i niech tak zostanie. Zgodziłyśmy się z Lu bo Marco na BŁAGAŁ.- znowu krzyknęłam co ze mną jest? Włoszka uciekła z płaczem. Pobiegłam za nią ale zrobiło mi się nie dobrze i szybko obiegłam do łazienki.
Siema zgodnie z obietnicą napisałam rodział jak najszybciej. Wiem, że jest beznadziejny, ale co poradzę, że nie mam narazi na to weny. No dobra więc znowu minimum 2 komentarze kolejny rozdział albo one short możecie zdecydować. Pozdrawiam Julia.

1 komentarz:

Gdy czytam jakikolwiek komentarz od was cieszę się jak małe dziecko. Przez co motywuje się do pisania opowiadani i staram się aby były co raz lepsze. DLA WAS! :*