Obudziłam się o 5,
żeby pomóc Lu się naszykować poza tym ja też muszę się jakoś ogarnąć, więc
sądzę, że się wyrobię. Wstałam z łóżka i skierowałam się w stronę łazienki. Tam
się myję i ubieram w lekkie ubrania które później z mienię. Zeszłam do kuchni i
zjadłam sałatkę i popiłam sokiem pomarańczowym. Brudne naczynia włożyłam do
zmywarki i wyszłam zabierając ze swojego domu pięknie zapakowane pudełka z moją
i Lu sukienką, butami, kosmetykami, przyrządami fryzjerskimi i innymi
potrzebnymi nam. Chociaż i tak przyjeżdża do nas super fryzjerka i makijażystka,
ale wolimy, żeby wszystkie te zabiegi były wykonywane naszymi produktami(stara
mania jeszcze z liceum). Pukam do drzwi i prawie od razu otwiera mi Fede.
Zawsze uśmiechnięty. Tylko w jego oczach dzisiaj było widać nie ograniczoną
radość i miłość do Lu. Niesamowite nigdy bym go o to mnie posądziła, a tu nagle
biorą ślub. Strasznie cieszę się ich szczęściem, nie ukrywam, że gdyby mnie ono
to nie pogodziłabym się z Leonem i była bym nada w fatalnym stanie. Jednak na
szczęcie do mnie przyszło w odpowiednim czasie zanim któreś z nas zobiło jakieś
głupstwo. No i przy okazji pozbyłam się dziewictwa. Z moich rozmyśleń wybija
mnie Lu.
-Hej już jesteś.
Cieszę się to co idziemy się szykować?- pyta się mnie z jej oczu mogę wyczytać
to samo co z oczu Fede. ONI SĄ DLA SIEBIE STWORZENI! Nagle uświadomiłam sobie
to. Są prawie tacy sami, a jednak się dopełniają i jedno rozumie drugie. Co ja
bym dała za to żeby mnie i Leonowi tak się ułożyło.
-Tak idziemy na
górę?- pytam a ona tylko przytakuje. Biorę pudła i wchodzę z nimi na górę i
kątem oka widzę jak się całują .
Stoimy przed
kościołem i czekamy na księdza. Już wszyscy są w środku świątyni opróz naszej
czwórki (mnie, Leona, Fede i Lu). Nagle ksiądz przyszedł.
Jesteśmy w środku
domu weselnego który został wynajęty, orkiestra już grała właśnie minęła
5godzina zabawy. Już wszyscy są nie źle wstawieni. Zabawa trwa jeszcze Kika
godzin i nagle przychodzi czas na oczepiny. Najpierw każda z 5 par staje na
środku (oczywiście: ja i Leon; Maxi i Nati; Cami i Brodway; Alicja i Mati; no i
Francesca i Marko. Pogodzili się ze sobą a to właśnie Marko nas przekonał,
żebyśmy dały jej jeszcze jedną szanse. Dałyśmy, ale dla tego, że bardzo prosił
nas Marco.) musiała wykonać jakieś zadanie wymyślone przez resztę gości. Było
ciekawie. A teraz pora na rzucanie przez Lu welonem, a przez Fede muchą.
Złapałam welon. Ale nie wiedziałam kto złapał muchę miałam nadzieję, że Leon.
Lecz nie wiedzą kto złapał zakryli mi oczy i chyba jemu też i krzyczeli.
„Gorzko, gorzko” Bez namysłu pocałowaliśmy się i już wtedy Miałam pewność, że
to Leon. Całą noc praktycznie ciągle tańczyłam lub piłam jak wszyscy na weselu,
ale tańczyłam prawie ciągle z Leonem.
Od wesela minęło
już kilka tygodni. Lu i Fede są „miodowym” i się nie odzywają wiadomo co robią.
Z Francescą… chyba… dobrze? A z Leonem wszystko nie dobrze… tylko super! Ja się
w nim zakochałam. Ale ostatnio zrobił się trochę dziwny. Lu mówi, żebym sinie
przejmowała, bo pewnie przesadzam. Właśnie idę na zakupy musze kupić sobie coś
do jedzenia. Po drodze idę przez park i widzę Leona. Już podchodzę, ale się zatrzymuje
i widzę go z inną kobietą. Całują się w policzki i śmieją się. Nie wiem co
zrobić… uciekam. Nikt mnie z nich nie widział i chyba lepiej. Może dla mnie
jest dziwny, bo ma kogoś może tą dziewczynę w sumie to jest chyba młodsza od
niego chyba… jakieś, może… dwa lata. Chce mi się płakać, ale jednak się powstrzymuje
i robie wszystkie potrzebne zakupy. Idę szybko do domu i wrzucam zakupy i
przebieram się. Jestem umówiona z Leonem, ale nie mam zamiaru iść na to spotkanie.
Ale los mnie nie lubi właśnie kiedy wychodzę widzę znowu Leona i tą dziewczynę,
ale ona jest w samochodzie i się i chyba ją coś boli. Podchodzi do mnie Leon z
bardzo… smutną miną. Podszedł do mnie i chciał mnie pocałować, ale ja się
odsunęłam.
-Violu. Przepraszam
cię, ale musze odwołać nasze dzisiejsze spotkanie.- a ja mam świeczki w oczach,
ale jestem na tyle zła na niego, że pytam go, a nie uciekam
-Czemu?
-Wybacz mi, ale
nie mogę ci tego powiedzieć. Nie teraz powiem ci później, ale teraz się trochę
śpieszę.- powiedział, a po jego ocach widziałam, że z wielkim trudem to mówi. Ale
nie potrafiłam nad sobą zapanować.
-Bo co? Bo w
samochodzie czeka na ciebie nowa dziewczyna? Myślisz, że jej nie widze? Myślisz,
że jestem głupia? Widziałam was dzisiaj w parku. Idź sobie do niej i nie
zbliżaj się do mnie więcej poza pracą.- wybuchnę łam- Dowidzenia! Do poniedziałku
panie Verdas. Chyba, że chce pan wziąć wolne, żeby pobyć ze swoją nową połówką?
Jak tak to nie ma problemu.- wrzasnęłam. Zamknęłam domu.
-Violu to nie tak.-
tłumaczy się i jest smutny tym co powiedziałam.
-A jak? Powiedz
mi! Oświeć mnie.- powiedziałam.
-Nie mogę
powiedzieć ci teraz. Sam musze sobie to ułożyć to jest dla mnie ciężkie.- po moim
Poliku spłynęła łza.- Proszę cię daj mi czas nie mam nikogo oprócz ciebie.- próbował
zetrzeć tą łzę, ale ja mu nie dałam.
-Jak będziesz
chciał mi powiedzieć to wiesz gdzie mnie szukać. A na razie będzie lepiej jak
zrobimy sobie przerwę. Wybacz, ale już nie chcę mi się gadać.- powiedziałam i
go ominęłam i zostawiłam samego, tylko z daleka krzyknęłam- Twój gość siedzi w
samochodzie!- nie patrząc za siebie poszłam do pizzerii i trafiłam na
Francesce.
-Violu co się
stało?- pyta naprawdę zmartwiona Włoszka.
-Sorry nie chce mi
się gadać.- warknęłam, ale ona nie odpuściła.
-Wiem, że nie masz
do mnie zaufania. Wiem, że źle zrobiłam, ale ja chciałam zemścić tylko na Marco,
a ty byłaś nie widziałam was.- przerwałam jej.
Siema zgodnie z obietnicą napisałam rodział jak najszybciej. Wiem, że jest beznadziejny, ale co poradzę, że nie mam narazi na to weny. No dobra więc znowu minimum 2 komentarze kolejny rozdział albo one short możecie zdecydować. Pozdrawiam Julia.
Super<3
OdpowiedzUsuńCzekam na next<3