środa, 15 października 2014

2 Rozdział "Lu pomóż!"



Po odejściu Leona przyszła do mnie Lu.
-No i co?- pyta zaciekawiona- Dosłownie wybiegł ucieszony jakby usłyszał, że go kochasz.-a mnie zamurowało.
-Przyjęłam go.-powiedziałam krótko.
-A co on będzie robił?- dopytywała.
-Będzie mi pomagał w sprawdzaniu umów, kontraktów, projektów itp.- zaczęłam wymieniać- A co?-
-A tak byłam ciekawa. To co idziemy po Fran i na lunch?- proponuje.
-Chętnie.
-Super!- krzyczy; podskakuje z radości i klaszcze w dłonie jak mała dziewczynka co bardzo śmiesznie wygląda. Wychodzimy z mojego gabinetu i kierujemy się do windy. Wchodzimy do ruchomego pomieszczenia i przyciskam odpowiedni guzik i jedziemy na piętro na którym pracuje Fran.  Pukamy do jej drzwi słyszymy proszę. Wchodzimy i widzimy smukłą, drobną, czarnowłosą kobietę, która siedzi przed komputerem i nie zwraca uwagi na przyjaciółki.
-Czy pani Francesca da się wyciągnąć przez przyjaciółki na lunch- zaczęłam, a ona momentalnie spojrzałam na nas i się szeroko uśmiechnęła.
-Z wami jasne.- powiedziała i okazu wstała.- A właśnie Vilu jak poszła rozmowa?
-Dobrze. Czemu obie o to mnie pytacie?
- Bo jesteśmy ciekawe.- odpowiedziały razem. Tylko się uśmiechnęłam. Ruszyłyśmy w stronę wyjścia. Gdy znalazłyśmy się przed wieżowcem poszłyśmy do restauracji  obok. Po zjedzeniu wróciłyśmy do pracy. Dalej minęło mi bardzo szybko. Wróciłam do domu a tam… już czekała na mnie… KOLACJA. Zrobiona przez FEDE.
-Fede co się z tobą stało?- śmieję się z niego.
-Pomyślałem, że się ucieszysz poza tym siedziałem cały dzień w domu nudziło mi się.- zjadłam kolację i poszłam do łazienki i zrobiłam to samo co rano tylko umyłam jeszcze włosy. Po skończeniu kierowałam się do sypialni tam ubrałam się w piżame.
Zasnęłam szybko myśląc o Leonie. NIE MOGĘ O NIM ZAPOMNIEĆ!!! Obudziłam się jak zawsze i wykonałam wszystkie poranne czynności. Ubrałam się w luźną bluzkę i spódnice, i jak zawsze wysokie buty. Weszłam do swojego gabinetu, była 7:56. Wzięłam się więc do pracy. Nagle ktoś zapukał to drzwi powiedziałam proszę nie odrywałam wzroku od komputera.
-Dzień dobry. Da mi pani klucze do pokoju.- usłyszałam głos Leona. Od razu oderwałam się od komputera. Otworzyłam swoją szufladę i wyjęłam kluczyk z numerem pokoju 986(2/2) i podałam mu.
-Wiesz gdzie jest ten pokuj?- zapytałam.
-Niedokońca.- powiedział patrząc na kluczyk.
-To choć pokarze ci.- wstałam i wyszłam z nim z mojego pokoju i skierowałam się w lewą stronę. Szłam kawałek prosto i skręciłam w lewo po kilku metrach otworzyłam drzwi po prawej. Tam był mini hol i dwie pary drzwi. Otworzyłam te z numerem 2 i weszłam do środka.
-To jest tu. W drugim pokoju jest pokuj awaryjny, czyli jak w tym coś się zepsuje to przychodzisz to mnie i ja daje ci kluczyk od tamtego. Masz jeszcze jakieś pytania?- mam nadzieję, że ma, bo chce z nim jeszcze pobyć. Czy to NORMALNE???
-Tak. Jakie jest moje pierwsze zadanie?- pyta.
-Zaraz przyniosę ci. Pracujesz od 8 do 17 pasuje. Na to przypada jedna przerwa 1godzinna. Możesz wtedy wyjść z firmy. Jak skończysz jakieś zadanie, które ci powierzam to przychodzisz do mnie i przedstawiasz plusy, minusy lub „haczyki”. Okey. A i na początek zarabiasz jak wszyscy początkujący 2 i pół tysiąc do ręki. Za tydzień podpisujemy umowę, czyli to jest twój okres próbny, lecz jeśli będzie coś nie tak z twoją pracą to mogę cię zwolnić przed podpisaniem pracy bez niczego. A gdy po to płacę ci 5 tysięcy i zwalniam. Ale po roku dobrej pracy są jest już z tym normalnie. Rozumiesz wszystko czy jeszcze coś wyjaśnić.- mówię z uśmiechem.
-Nie już wszystko wiem. To ja pójdę z tobą po te papiery i wezmę się do pracy.- zaproponował nie pewny. Cholera wystraszyłam go.
-Okey. Spoko nie bój się mnie tak nie jestem straszna. Tylko chce wszystko wyjaśnić. Jak będziesz musiał opuścić firmę nie na lunch to przychodzisz i mi mówisz prawie zawsze poszczam możesz zapytać.- próbuje wyprostować, ale przu nim nie mogę. Poszliśmy do mojego gabinetu, a ja dałam mu jedną umowę.
-Mam nadzieję, że dasz radę dzisiaj ją sprawdzić.-uśmiecham się- Powodzenia. Jak byś miał jeszcze jakieś pytanie to pytaj.
-Okey.- mówi już uśmiechnięty chyba się udało.
*****
-Vilu idziemy na lunch.- pyta Lu.
-Jasne tylko dzisiaj nie ma Fran to gdzie idziemy?- Lu się uśmiecha i wchodzi i zamyka drzwi na klucz i wyciąga pizzę.
-Dzisiaj wzięłam na wynos.- zaśmiałyśmy się.
-To może i lepiej. Lu mam problem.- opowiedziałam jej całą historię.- I teraz nie mogę o nim zapomnieć. Ciągle o nim myślę. Lu pomóż mi proszę.
-Vilu pewnie nie długo ci minie. On cię można powiedzieć ocalił, więc pewnie dla tego wydaje ci się, że coś do niego czujesz. A tak naprawdę nic nie czujesz. Viola ty już od 3 gimnazjum z nikim nie byłaś, bo chłopcy cię nie obchodzili, więc i ten Leon ci się nie długo znudzi.- mówiła mi Lu.
-Może masz rację.- jednak nie jestem do końca przekonana.
-Vilu na pewno zobaczysz, że mam rację. Daj sobie 2 miesiące najwyżej. Przez ten okres w ogóle o nim nie mówimy po 2 miesiącach się dowiemy czy ci minęło. Okey.- blondynka uśmiechnęła się do mnie, a ja odwzajemniłam i obie się przytuliłyśmy.
-Okey.
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Sorry, że tak późno, ale dzisiaj mam urodziny, więc rozumiecie ;) 
Ale za to za chwilę dodam kolejny. Proszę o komentarze. Kocham Was wszystkich

1 komentarz:

Gdy czytam jakikolwiek komentarz od was cieszę się jak małe dziecko. Przez co motywuje się do pisania opowiadani i staram się aby były co raz lepsze. DLA WAS! :*