środa, 15 października 2014

3 Rozdział " Już nie dam rady!"



2 miesiące później:
-Więc sądzę, że ta umowa jest korzystna. Będziesz miała więcej pieniędzy z tego przetargu niż z całego roku tej firmy na najwyższych obrotach. Tylko musisz wysłać do końca tego miesiąca 20 nowych projektów. Ale warto tylko zostało nam 3 tygodnie na to, więc trzeba się spiąć i zrobić te projekty. Masz w firmie 50 projektantów, więc się wyrobimy tylko trzeba kazać zrobić od razu.- tłumaczył mi, a przy tym wyglądał tak seksownie. Ciągle musze się powstrzymywać, żeby się na niego nie rzucić.
-Okey. A jakie są haki?- pytam.
-Nie ma. Czytałem tą umowę 5 razy i dałem cioci która jest prawnikiem i ona też nic nie widzi.
-To dobrze. Zbierz wszystkich projektantów, żeby tu przyszli. Okey?- on się tylko uśmiecha, oczywiście odwzajemniam. Wyszedł i po 30 minutach w moim gabinecie byli już wszyscy.
-Dobrze, każdy z was ma wykonać przynajmniej jeden projekt macie na to czas do końca miesiąca, czyli 3 tygodnie. Okey.- pytam, ale i tak znam odpowiedź.
-Dobrze.-odpowiedzieli mi wszyscy.
-Jest ktoś przeciw?- pytam, ale nikt się nie zgłasza. Więc ich żegnam.
*****
Wychodzę z Lu na lunch.
-I co minęło ci?- pyta nagle.
-Szczerze to nie, wręcz odwrotnie coraz bardziej chce się na niego rzucić! Już nie dam RADY! Czemu ja!- zaczęłam krzyczeć.
-Cicho!- uciszyła mnie Lu- Spokojnie. Może po prostu kochasz go. To jest cud! Wreszcie! Moja mała Viola się zakochała!- nie wiem czemu ona się cieszy!
-Czemu się cieszysz!? To okropne! Nie mogę jeść, pić, spać ani żyć. Jak go widzę muszę się powstrzymywać, żeby się na niego nie rzucić.
-Ty się zakochałaś po raz pierwszy od 6 lat. Nie pamiętasz co się robi?- pyta przyjaciółka.
-Kompletnie, nie wiem czy mu się podobam, czy nie.
-Vilu raczej ty mu też widzę jak się patrzy na ciebie. Na żadną inną dziewczynę tak nie patrzy. Jutro jest sobota. Pójdziemy na zakupy i kupimy ci coś, żeby się wszystko w krótkim czasie wyjaśniło. A jak nie to ja wkroczę. Okey.- kocham ją, ona zawsze wie jak mi pomóc. Jak ona to robi.
-Okey. Dziękuje ci, jak to jest, że ty zawsze mi potrafisz mi pomóc?
-Wiesz ma się te sposoby- powiedziała uwodzicielsko i zaczęła śmiesznie poruszać brwiami.
-Tylko o tym nie myśl Ludmiło Lodovico Ferrero.- groziłam jej palcem.- a właśnie przypomniało mi się, jak tam z fede ci się układa.- teraz to ja poruszałam zabawnie brwiami.
-Dobrze, ale jeszcze nie tak jak ci się wydaje.- tą ostatnią część zdania wypowiedziała wskazując na mnie.
-A co jest z Fran. Już nie chodzi z nami na lunche.- mówię trochę smutniejsza.
-To ty nie wiesz ona ma chłopaka, ale trzyma to w tajemnicy. Fran nie wie, że wiem, bo zobaczyłam ich przez wypadek. Ale nie uwierzysz z kim jest.- uśmiechnęła się chytro. A ja tylko pokazałam ruchem ramion, że nie wiem.- Ona jest z Marco!- powiedziała już bardziej podekscytowana.
-Co!?- to mnie zatkało- przecież ona już z nim kiedyś była i zerwała. Potem była z Diego, ale on okazał się chujem więc zerwała z nim i po tym bałam się wszystkich facetów.
-Wiesz jak to jest. Stara miłość nie rdzewieje. A zerwali, bo się pokłócili o bzdurę i stwierdzili, że „odpoczną od siebie”. I jakoś tak wyszło.
*****
-Nie źle wszystkie 20 projektów w tydzień.- mówił do mnie Leon.
-No nie spodziewałam się tego kompletnie. Ale się cieszę umowa już podpisana, więc już się wywiązaliśmy teraz ich kolej.- dzisiaj byłam ubrana w spódnicę nie za długą i bluzkę na krótki rękaw. Siedziałam noga na nogę oczywiście z Leonem tak samo jak z moimi przyjaciółkami nie siedzę za biurkiem tylko na kanapie i wszystkie rzeczy kładziemy obok na małym stoliku. Teraz akurat z Leonem pijemy kawę. On jak zawsze jest ubrany w jeansy i bluzkę na krótki rękaw, oczywiście włosy postawione na żel i piękne perfumy. Coraz trudniej jest się na niego nie rzucić, ale jakoś daję radę.
-Może masz ochotę to jakoś uczcić?- pyta mnie nie pewnie. O matko chyba zaraz zwariuje. On mnie zaprasza na wspólne wyście TYLKO ON I JA!!
-Jasne bardzo chętnie.- odpowiadam starając się zatrzymać spokój- To kiedy i gdzie?
-Może w piątek?- pyta. Co mam wytrzymać do piątku przecież jest dopiero środa!- I pójdziemy do jakiegoś baru czy coś takiego?
-Jasne.- musze powiedzieć o wszystkim Lu.
-To co czyli piątek o 16 pod twoim domem?- zapyta ł bardzo nie pewnie. Czemu nie pewnie!?
-Okey. Ja mieszkam na ulicy Kaktuskiej 48.-odpowiadam a on się uśmiecha. Widzę, ż już nie ma żadnych wątpliwości.
-To pa. Idę do kolejnej umowy.- uśmiecha się do mnie, a ja odwzajemniam. Lu padnie. Idę po Lu.
-Miałaś rację! Leon zaprosił mnie. Powiedział „może masz ochotę jakoś to uczcić”.
-Widzisz kochana miałam rację. To co idziemy do ciebie, znaleźć ci ciuchy na piątek?- pyta i zabawnie porusza brwiami.
-Lu spokojnie. Nie wyobrażaj sobie za dużo.- grożę jej palcem.
*****
-Może to?- pokazuje jej czarną sukienkę pod samą szyję.
-Nie! To ma być coś seksownego, że to on ma się opierać, żeby się nie rzucić na ciebie, a nie na odwrót.- mówi o mnie Lu patrząc na to co mam w szfie.
-O cholera! Lu jak ja się napiję to stracę kontrolę i mogę się na niego rzucić.- obie się spojrzałyśmy na siebie.
-To nie będziesz dużo piła.- rzuca bez przejęcia się.
-Mam, ta powinna być dobra.- pokazuję Lu krótką, granatową sukienkę z dekoltem.- Do tego włosy w kok i makijaż, albo rozpuszczone włosy.- patrzę na Lu, a ona kiwa twierdząco głową. Zadowolona ze swojego wyboru proponuje pizzę.
Właśnie idziemy do pizzerii naszej ulubionej. A tam spotykamy Fran oczywiście siedzącą z Marco. Od jakiegoś czasu w ogóle się do nas nie odzywa i to ona jako jedyna z projektantów nie oddała mi projektu. A jak chce z nia porozmawiać mówi, że nie ma czasu. Olewa mnie i pracę wychodzi z pracy kiedy jej się podoba i nic mi nie mówi mi ani Lu. Ma Marco i ma nas w nosie. Smutno mi z tego powodu, ale Lu mówi, żeby się nią nie przejmować. Ale obie myślimy od jakiegoś czasu czy jej nie zwolnić. Z tego co widać ona w ogóle ni pracuje tylko albo w swoim gabinecie albo poza firmą w godzinach pracy oczywiście siedzi z Marco. A jak jej zwracamy uwagę to nas olewa. Po chwili zapomniałam o niej i zajęłam się wybieraniem pizzy. Ale to nie był spokojny wieczór bo zobaczyłam jak podchodzi do Fran i Marco jakiś mężczyzna i całuje Fran w usta… chwila czy to nie…
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
I oto jest ten obiecany rozdział w przeprosiny. Jak wam się coś nie podoba to mówcie. Może mam zacząć nowe opowiadanie i na jaki temat. Poprostu checie czegoś więcej to piszcie w komach! Kocham Was Julia!

1 komentarz:

Gdy czytam jakikolwiek komentarz od was cieszę się jak małe dziecko. Przez co motywuje się do pisania opowiadani i staram się aby były co raz lepsze. DLA WAS! :*