Drobną blondynkę o czekoladowych oczach budzi telefon.
-Słucham?- pyta zaspanym głosem.
-Witaj Violetto! Ty jeszcze śpisz?- pyta jak zawsze głosem
pełnym energii jej tata.
-Jest 8 rano w sobotę, więc jeszcze spałam.- odpowiada głosem
już bardziej żywym.
-Anna i twój brat się pokłócili i…-nagle zawiesił głos-Tak,
tak może Pani mi to wydrukować. Przepraszam, ale tera muszę już kończyć.
Dowidzenia!- i koniec rozmowy.
-Hej Lu może wpadniesz do mnie?- pytam z nadzieją- Pójdziemy
na zakupy.
-Okey!- krzyczy ucieszona- będę za 15 minut.
*****
-Hej! Wchodź za minutę będę gotowa.- witam Lu.
-Okey. To ja idę do salonu.-oznajmia. Szukam butów. GDZIE ONE
SĄ!!!
Nagle ktoś puka WALI do drzwi.
-Już idę!- otwieram, a tam stoi… Federico!
-Hej siostra!- wita mnie z lekkim zakłopotany.
-Hej!- uśmiecham się widząc, że nie ma pojęcia co zrobić.- Co
cię sprowadza.
-Pokłóciłem się z Anną i się rozstaliśmy, a ona mnie z domu
wyrzuciła, a tata nie chce mnie przyjąć, pewnie za tą kłótnie.- mówi prawie na
jednym wdechu i patrzy się na mnie.
-Okey. A na ile chciałbyś zostać u mnie?- pytam a on odetchnął
z ulgą i zaczął cieszyć się jak małe dziecko.
-Max miesiąc.
-To nie ma problemu. Tylko teraz idę z przyjaciółką idę na
zakupy. A i nie urządzasz żadnych imprez.- grożę mu palcem, a on przytakuje.
Daje mu kluczę w wołam Lu. A gdy ona przychodzi nagle Fede nieruchomieje.
Chwila ona też. Oni się ZAKOCHALI nie źle. Biorę ją z rękę i ciągnę ją w stronę
drzwi.- Będę za kilka godzin.- oznajmiłam i wyszłam.
-Lu co się z tobą ?- śmieję się z niej.
-Nie wiem co się ze mną dzieję!- mówi przerażona.
-Ludmiła Lodowico Ferrero, która nigdy się nie zakochuje.-
patrzę a ona się RUMIENI! Już wiem- Ty się w nim zakochałaś się w nim na zabój!
W moim bracie i to starszym o dwa trzy lata. On ma 27 lat! – śmieję się.
-Nie gadajmy teraz na ten temat. O parz jaka ładna sukienka!-
pociągnęła mnie w tamtą stronę.
*****
-Jestem.- krzyczę- Fede gdzie jesteś?- Nagle Fede podbiega do
mnie.
-Mam pytanie? Gdzie jest twój… eeeee- nie wie jak ma to
powiedzieć.-Chłopak.
-Chłopak.- przerywam mu. A on tylko kiwną głową. O cholera!
Zapomniałam o tym, że kilka miesięcy temu powiedziałam im, że mam chłopaka. Ale
jak powiem, że zerwaliśmy to będą mnie swatać z pierwszym lepszym gościem.-
Wyjechał za granicę do pracy, a co?
-Nic tylko chciałem go poznać, a ile już jesteście razem?-
pyta dalej zaciekawiony. Cholera o co tu chodzi!?
-Rok.- rzuciłam.
-A jak ma na imię? Bo jesteście ze sobą już rok i nikt nie zna
jego imienia.- cholera robi się pod górkę.
-Leon.- w ostatniej chwili wymyśliłam.
-A jak wygląda?- kurwa mam dość!
-Dowiesz się nie długo.- dobre rozwiązanie Castillo. Mogłam
wcześniej na to wpaść.
*****
-Przepraszam bardzo nie zauważyłam pana, bo się spieszę do
pracy nic
-Spokojnie.- jego głos jest taki melodyjni i uspokajający,
cholera Castillo ogarnij się.- Jestem Leon, nie lubię jak ktoś mówi do mnie
„pan” czuję się staro. Ja też przepraszam tak samo nie patrzyłem i też się
spieszę na rozmowę o pracę. A poza tym nic ci się nie stało.- on jest podobny
do mnie ja też nie lubię jak ktoś mówi do mnie „pani”.
-Nie wszystko dobrze.- nie wiem co mam dalej powiedzieć, więc
niestety się żegnam.- No nic to dowidzenia.- uśmiecham się a on to odwzajemnia,
ma taki piękny uśmiech. Cały czas myślę o nim Leonie. Wchodzę do swojego
gabinetu i widzę Lu i Fran.
-Hej laski! Sorry za spóźnienie.
-Violetta Maria Castillo, która nigdy nie spóźniająca się.-
śmieje się Lu.
-Spoko tylko pamiętasz, że masz dzisiaj kogoś na rozmowę o
pracę i już czeka.- mówi mi Fran.
-Spoko. To wy już idźcie po pracy a ja się zajmę tą rozmową.-
mówię do nich i się „żegnamy”
Gdy wyszły to ja się szybko ogarnęłam i zaprosiłam osobę,
która chce tu pracować. Siedzę przed komputerem i nagle wchodzi ktoś do mnie.
-Dzień dobry.- witam.
-Dzień dobry- słyszę nagle TEN głos. Odrywam wzrok od
komputera i patrzę na niego. Uśmiecham się a on odwzajemnia go tak pięknie.
-Więc to tu się spieszyłeś?- pytam śmiejąc się.
-Tak nie wiedziałem, że ty jesteś Violetta Castillo.
-A więc chcesz być moją prawą ręką?- pytam z uśmiechem.
-Tak. Wiem mam tylko 24 lat i pewnie sądzisz, że to mało, ale
dam radę
-Nie spokojnie- przerwałam mu- ja też mam 24 lata.-
powiedziałam z uśmiechem i patrzę na niego, a on się nagle RUMIENI. A ja
powstrzymuję się, żeby się na niego nie rzuci.
-Dobra widzę, że masz doświadczenie, więc od kiedy chcesz
zacząć?- pytam.
-Naprawdę! Mogę nawet od jutra.- zobaczyłam jak przestaje być
spięty i cieszy się jak małe dziecko.- Dziękuje ci bardzo!
-Spoko. Czyli… do jutra? Przyjdź do mnie o… 8 to ci pokarze
twój gabinet. Okey?
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Sorry, że taki, ale
to mój pierwszy. Chce żebyście napisali w komentarzach czy dalej pisać i co
najwyżej mogłabym zmienić. Jak mam dalej pisać to następny rozdział w tą środę.
Super<3
OdpowiedzUsuńLeoś się rumieni <3
Haha Violka chce się na niego rzucic XD
Czekqm na nexta :-P