poniedziałek, 13 października 2014

1rozdział: "A gdzie twój..."



Drobną blondynkę o czekoladowych oczach budzi telefon.
-Słucham?- pyta zaspanym głosem.
-Witaj Violetto! Ty jeszcze śpisz?- pyta jak zawsze głosem pełnym energii jej tata.
-Jest 8 rano w sobotę, więc jeszcze spałam.- odpowiada głosem już bardziej żywym.
-Anna i twój brat się pokłócili i…-nagle zawiesił głos-Tak, tak może Pani mi to wydrukować. Przepraszam, ale tera muszę już kończyć. Dowidzenia!- i koniec rozmowy.
-Aha, więc wszystko zrozumiałe.-powiedziałam sama do siebie. Próbowałam jeszcze usnąć, ale marnie mi to szło; więc wstałam i skierowałam się w stronę łazienki. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Dokładnie umyłam ciało. Wyszłam i ubrałam się w jeansowe rurki, luźną bluzkę i włosy spiełam w kok. Zeszłam do kuchni. Podgrzałam sobie naleśniki (z wczoraj) i nalałam do szklanki sok pomarańczowy. Po zjedzeniu obiadu zadzwoniłam do swojej przyjaciółki.
-Hej Lu może wpadniesz do mnie?- pytam z nadzieją- Pójdziemy na zakupy.
-Okey!- krzyczy ucieszona- będę za 15 minut.
*****
-Hej! Wchodź za minutę będę gotowa.- witam Lu.
-Okey. To ja idę do salonu.-oznajmia. Szukam butów. GDZIE ONE SĄ!!!
Nagle ktoś puka WALI do drzwi.
-Już idę!- otwieram, a tam stoi… Federico!
-Hej siostra!- wita mnie z lekkim zakłopotany.
-Hej!- uśmiecham się widząc, że nie ma pojęcia co zrobić.- Co cię sprowadza.
-Pokłóciłem się z Anną i się rozstaliśmy, a ona mnie z domu wyrzuciła, a tata nie chce mnie przyjąć, pewnie za tą kłótnie.- mówi prawie na jednym wdechu i patrzy się na mnie.
-Okey. A na ile chciałbyś zostać u mnie?- pytam a on odetchnął z ulgą i zaczął cieszyć się jak małe dziecko.
-Max miesiąc.
-To nie ma problemu. Tylko teraz idę z przyjaciółką idę na zakupy. A i nie urządzasz żadnych imprez.- grożę mu palcem, a on przytakuje. Daje mu kluczę w wołam Lu. A gdy ona przychodzi nagle Fede nieruchomieje. Chwila ona też. Oni się ZAKOCHALI nie źle. Biorę ją z rękę i ciągnę ją w stronę drzwi.- Będę za kilka godzin.- oznajmiłam i wyszłam.
-Lu co się z tobą ?- śmieję się z niej.
-Nie wiem co się ze mną dzieję!- mówi przerażona.
-Ludmiła Lodowico Ferrero, która nigdy się nie zakochuje.- patrzę a ona się RUMIENI! Już wiem- Ty się w nim zakochałaś się w nim na zabój! W moim bracie i to starszym o dwa trzy lata. On ma 27 lat! – śmieję się.
-Nie gadajmy teraz na ten temat. O parz jaka ładna sukienka!- pociągnęła mnie w tamtą stronę.
*****
-Jestem.- krzyczę- Fede gdzie jesteś?- Nagle Fede podbiega do mnie.
-Mam pytanie? Gdzie jest twój… eeeee- nie wie jak ma to powiedzieć.-Chłopak.
-Chłopak.- przerywam mu. A on tylko kiwną głową. O cholera! Zapomniałam o tym, że kilka miesięcy temu powiedziałam im, że mam chłopaka. Ale jak powiem, że zerwaliśmy to będą mnie swatać z pierwszym lepszym gościem.- Wyjechał za granicę do pracy, a co?
-Nic tylko chciałem go poznać, a ile już jesteście razem?- pyta dalej zaciekawiony. Cholera o co tu chodzi!?
-Rok.- rzuciłam.
-A jak ma na imię? Bo jesteście ze sobą już rok i nikt nie zna jego imienia.- cholera robi się pod górkę.
-Leon.- w ostatniej chwili wymyśliłam.
-A jak wygląda?- kurwa mam dość!
-Dowiesz się nie długo.- dobre rozwiązanie Castillo. Mogłam wcześniej na to wpaść.
*****
Niedziela zeszła szybko, bo jest już poniedziałek Fede już nie pytał o nic, ale jestem ciekawa o co mu chodziło. Obudziłam się o 7. Weszłam do łazienki i rozebrałam się. Weszłam pod prysznic i dokładnie się umyłam. Potem ubrałam się w jeansowe rurki (oczywiście jasno niebieskie) i pasującą do tego bluzkę. No i oczwiście WYSOKIE buty. Zeszłam to kuchni i wzięłam sałatkę i sok z mojego ulubionego owocu (pomarańczy). Wyszłam do pracy. Czyli to firmy którą mama mi ofiarowała przed śmiercią. Zobaczyłam, że jest 7:55, o cholera spóźnię się, nigdy się nie spóźniłam. Po 10 minutach jestem na miejscu, szybko wychodzę z samochodu i go zamykam. Idę nie patrząc prze siebie. Nagle wpadam na kogoś już jestem gotowa na przykre i bolesne spotkanie z ziemią. Ale zamiast tego ląduje na czyjejś umięśnionej klatce piersiowej, o cholera czuję się tak bezpiecznie pomimo, że nie znam tego kolesia i to jest bardzo krępująca sytuacja, a jednak jest mi tak dobrze. Podnoszę się i widzę cholernie przystojnego i seksownego szatyna  o pięknie zielonych oczach, jego figura jest wysportowana wygląda na młodego mężczyznę.
-Przepraszam bardzo nie zauważyłam pana, bo się spieszę do pracy nic
-Spokojnie.- jego głos jest taki melodyjni i uspokajający, cholera Castillo ogarnij się.- Jestem Leon, nie lubię jak ktoś mówi do mnie „pan” czuję się staro. Ja też przepraszam tak samo nie patrzyłem i też się spieszę na rozmowę o pracę. A poza tym nic ci się nie stało.- on jest podobny do mnie ja też nie lubię jak ktoś mówi do mnie „pani”.
-Nie wszystko dobrze.- nie wiem co mam dalej powiedzieć, więc niestety się żegnam.- No nic to dowidzenia.- uśmiecham się a on to odwzajemnia, ma taki piękny uśmiech. Cały czas myślę o nim Leonie. Wchodzę do swojego gabinetu i widzę Lu i Fran.
-Hej laski! Sorry za spóźnienie.
-Violetta Maria Castillo, która nigdy nie spóźniająca się.- śmieje się Lu.
-Spoko tylko pamiętasz, że masz dzisiaj kogoś na rozmowę o pracę i już czeka.- mówi mi Fran.
-Spoko. To wy już idźcie po pracy a ja się zajmę tą rozmową.- mówię do nich i się „żegnamy”
Gdy wyszły to ja się szybko ogarnęłam i zaprosiłam osobę, która chce tu pracować. Siedzę przed komputerem i nagle wchodzi ktoś do mnie.
-Dzień dobry.- witam.
-Dzień dobry- słyszę nagle TEN głos. Odrywam wzrok od komputera i patrzę na niego. Uśmiecham się a on odwzajemnia go tak pięknie.
-Więc to tu się spieszyłeś?- pytam śmiejąc się.
-Tak nie wiedziałem, że ty jesteś Violetta Castillo.
-A więc chcesz być moją prawą ręką?- pytam z uśmiechem.
-Tak. Wiem mam tylko 24 lat i pewnie sądzisz, że to mało, ale dam radę
-Nie spokojnie- przerwałam mu- ja też mam 24 lata.- powiedziałam z uśmiechem i patrzę na niego, a on się nagle RUMIENI. A ja powstrzymuję się, żeby się na niego nie rzuci.
-Dobra widzę, że masz doświadczenie, więc od kiedy chcesz zacząć?- pytam.
-Naprawdę! Mogę nawet od jutra.- zobaczyłam jak przestaje być spięty i cieszy się jak małe dziecko.- Dziękuje ci bardzo!
-Spoko. Czyli… do jutra? Przyjdź do mnie o… 8 to ci pokarze twój gabinet. Okey?
^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Sorry, że taki, ale to mój pierwszy. Chce żebyście napisali w komentarzach czy dalej pisać i co najwyżej mogłabym zmienić. Jak mam dalej pisać to następny rozdział w tą środę.           

1 komentarz:

  1. Super<3
    Leoś się rumieni <3
    Haha Violka chce się na niego rzucic XD
    Czekqm na nexta :-P

    OdpowiedzUsuń

Gdy czytam jakikolwiek komentarz od was cieszę się jak małe dziecko. Przez co motywuje się do pisania opowiadani i staram się aby były co raz lepsze. DLA WAS! :*