poniedziałek, 25 września 2017

Eliminacje: Rozdział 2

Rankiem mama wpada do pokoju niczym huragan, wybudzając mnie ze słodkiego snu. Stajeąc naprzeciw mojego łóżka i mówi.
- Jeśli wyślesz formularz, to pozwolę ci pracować samej.- mówi to z niechęcią, a ja zamieram. Pozwala mi pracować samej, czyli automatycznie część zarobionych pieniędzy będzie należeć do mnie. Rodzicielka nie wie, że i tak wypełnię formularz, więc z przyjemnością przyjmę to co mi oferuje.
- Dobrze, jak tylko wstanę to wypełnię formularz.- mówię spokojnie, leniwie się przeciągając, a mama z radości klaszcze w dłonie i wychodzi z pokoju, mówiąc przez ramię, żebym się pospieszyła. Kładę się na plecy, gdy drzwi się zamykają i rozmyślam o wczorajszym wieczorze i fakcie, że Matt tak bardzo naciskał na wysłanie tego formularza. Nie wiem czemu, tak bardzo mu na tym zależy, jakby to było dla mnie dobre, ale dla mnie najlepszą rzeczą jaka może być to moment, w którym wreszcie zdecyduję się zaręczyć się ze mną i ożenić, nic więcej mi do szczęścia nie będzie więcej potrzebne. Leniwym ruchem odkrywam się i siadam na łóżku, zakładam kapcie i ruszam do kuchni, gdzie już czeka na mnie formularz, długopis i koperta. Gdy podchodzę do stołu i biorę do rąk papier, zaskakuję mnie jego faktura, jest niesamowicie delikatny. Trę więc przez chwilę palcami materiał i biorę długopis. Pytania są konkretne, imię, nazwisko, wiek, stan zdrowia, kolor włosów, oczu i skóry, wymiary. Przy znajomości języków piszę z dumą, że znam trzy języki obce, ponieważ mama przy naszej nauce najbardziej naciskała na rozwijanie się w mowie i śpiewie obcojęzycznym. Więc wpisuję angielski, hiszpański i francuski. Kolejne pytanie dotyczy szczególnych uzdolnień.
- Tato jak sądzisz w uzdolnieniach powinnam napisać: spanie z każdym możliwym miejscu?- uśmiechamy się do siebie.
- Oczywiście myszko, nie zapomnij o tym, że umiesz zjeść obiad w niecałe 5 minut.- zaśmiał się. To była prawda jeśli chodziło o jedzenie to jadłam w tempie natychmiastowym.
- Oh błagam, to napisz jeszcze, że nie masz za grosz ogłady towarzyskiej!- oburzyła się mama na co przewróciłam oczami, a tata uśmiechnął się pocieszająco.
 Po zjedzeniu śniadania mama kazała mi się iść ubrać, żebyśmy mogły zanieść list do wyznaczonego punktu. Ubrałam się, więc w najładniejsze ubrania jakie miałam, czyli krótkie spodenki i oliwkową tunikę i lekko się umalowałam. Gdy gotowa przechodziłam obok pokoju Gerarda, zobaczyłam, że siedzi na łóżku.
- Cześć, młody.- uśmiechnęłam się.
- Vi, mama znowu mi każe robić to czego nie chcę.- burzy się maluch.
- Wiem, ale to dla twojego dobra, skarbie. Musisz znaleźć coś w czym jesteś dobry i co polubisz, żeby móc się z tego utrzymać.- tłumaczę mu spokojnie. Niestety dziewięciolatek nie chce robić nic związanego ze sztuką, co jest niestety naszą główną możliwością utrzymania się.
- Ale ja lubię grać w piłkę.- mruczy.
- Ale w piłkę, możesz grać gdy będziesz miał wolne, a teraz musisz poszukać czego co da ci pieniążki.- uśmiecham się troskliwie.- Może spróbujesz pograć na fortepianie?
- Violetta na litość Boską, ile mam na ciebie czekać.- usłyszałam krzyk mamy z przedpokoju, cicho westchnęłam, pocałowałam braciszka w czółko i ruszyłam w kierunku rodzicielki.

Stoimy w kolejce, aby oddać formularz, aż podchodzi do nas mama Matt z córkami.
- Witaj Margaret- wita się z moją mamą.
- Witajcie, jak pięknie jesteście ubrane.- to prawdą, są w sukienkach i pełnym makijażu, co zdarza się bardzo rzadko u Szóstek.- Jaka to okazja?
- Gdy sprzątałam w domu jakiejś Dwójki, słyszałam, że mają dodatkowo robić zdjęcie.- widziałam po minie mamy, że zastanawia się nad wysłaniem mnie do domu i przebraniem się jednak z tego rezygnuję. Coś mi się nie chce wierzyć, że to losowanie będzie czysto przypadkowe, w końcu po co zdjęcie kandydatki?! Szkoda mi tylko niczego nie świadomych Siódemek i Szóstek, które przychodzą prosto z pracy w ubłoconych ogrodniczkach.
- Co tam Marsel?- podejmuję rozmowę.
- Wspaniale, podejrzewam, że Matt się niedługo zaręczy!- piszczy szczęśliwa, a na mojej twarzy maluję się pełna radość.
- Czemu tak sądzisz?- pytam jak najmniej podekscytowana jak tylko mogę.
- Od jakiegoś czasu zbiera pieniądze i zaczął pośpiewywać pod nosem.- ciężko mi opisać stan w jakim teraz jestem, czuję się jakbym była pijana euforią, jakby każdą komórkę mojego ciała napełniała cała tona szczęścia. Tak też się czuję, gdy siadam na krześle i uśmiecham się jak wariatka do obiektywu. Matt mi się oświadczy! Będziemy małżeństwem i będziemy mieli dzieci. Jestem pewna, że na zdjęciu wyglądam jak najszczęśliwszy człowiek na ziemi, ponieważ tak się teraz czuję.

Gdy siedzimy przed telewizorem i oglądamy Społeczny Biuletyn przyglądam się Leon'owi. Siedzi sztywny, dostojny, tak daleki od mojego życia. Wygląda jak posąg z marmuru, nie chcę nawet poznawać tego nadętego i zaparzonego w sobie chłopaka. Już od dwóch tygodni zbieram pieniądze, z przyjęć na których jestem sama i mam zamiar dzisiaj zrobić Mattowi idealną sytuację do tego, aby mi się oświadczył. Upiekłam ciasto i zrobiłam więcej spaghetti, więc spokojnie mogłam to zanieść dzisiaj w nocy do domku na drzewie. Zapaliłam też kilka świeczek i czekałam na chłopaka. Gdy przyszedł usiadłam mu na kolanach i namiętnie pocałowałam.
- Cześć skarbie.- wymruczałam.
- Hej, jak ci dzień minął?- zagadnął.
- Dobrze, zrobiłam nam kolację.- gdy to powiedziałam stężał.
- Przecież wiesz, że to jest niesprawiedliwe, bo ja nie mam ci czego podarować?!- zapytał zły, tego się nie spodziewałam.
- Ale ja nic od ciebie nie chce, oprócz tego, żebyś był ze mną zawsze.- powiedziałam łagodnie, aby go lekko przekonać do działania.
- Czuję się jak pasożyt...
- Ale nim nie jesteś.- powiedziałam ostro, przez co nastąpiła chwila ciszy.
- To koniec Violetto.- osłupiałam.
- Cco?
- Nie mogę ci nic więcej dać poza spadkiem z Piątki na Szóstkę, a to jest niesprawiedliwe.- mówi wolno.
- Przecież wiesz, że nie zależy mi na pieniądzach, damy sobie razem radę...
- To koniec.- podrywa się i wychodzi z naszej drewnianej ostoi nie dopuszczając mnie do słowa... Jak on mógł?! Płaczę, łzy ciekną mi po policzkach, gdy siedzę w domku licząc, że wróci, spływają też gdy wracam do domu po kilku godzinach. Ale w łóżku dopiero zaczynają lecieć niepohamowanie... Zostawił mnie przez głupi numerek... zostawił mnie po dwóch latach związku... zostawił, chociaż zbierał na nasz ślub... zostawił.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Czekam na opinie :)

3 komentarze:

  1. ������

    OdpowiedzUsuń
  2. No hej 🙂
    Rozdział super!
    Ehh... Zostawił ją... Troszkę smutno, ale w sumie to bardzo dobrze, bo Viola pozna Leona i będzie faaaajnie 😏

    Buziaki
    Miss Blueberry

    OdpowiedzUsuń
  3. Violu, skąd taka pewność, że Matt na pewno zbierał pieniądze na wasz ślub? A nie pomyślałaś, że mógłby Cię zdradzać z równorzędnym numerkiem? Hm..
    Cudo! <3

    OdpowiedzUsuń

Gdy czytam jakikolwiek komentarz od was cieszę się jak małe dziecko. Przez co motywuje się do pisania opowiadani i staram się aby były co raz lepsze. DLA WAS! :*