Kolejne 7 dni, 168 godzin, 10 080 minut, 604 800 sekund z poczuciem winy. Tyle właśnie minęło od rozmowy z Fede, czy coś się zmieniło? Spotkałam Leona? Zerwałam kontakt z Ludmiłą? Zmieniłam pracę? Zrobiłam sobie tatuaż? Na każde z tych pytań jest taka sama odpowiedź, nie, choćbym nawet bardzo chciała, nie. Z każdym kolejnym dniem, czy nawet sekundą jest mi coraz ciężej wytrzymać z samą sobą. Może uważacie, że się nad sobą użalam, ale co wy byście czuli na moim miejscu? Ludmiła była moją najlepszą przyjaciółka, myślałam, że mnie nigdy nie oszuka, a tu co? A Verdas, był jedyna osobą przy której czułam się inaczej, piękniej, bezpieczniej i seksowniej. Moja praca daje mi teraz jeden dzień wolnego na cały tydzień, a reszta to 10/12 godzin w pracy od 6 do 18 czy nawet czasem do 20. Wszystkie te wydarzenia nakładają się na jedną rzecz, wyglądam jak trup, wory pod spuchniętymi oczami, blada przemęczona skóra i praktycznie przestałam jeść, więc jak się pewnie domyślacie schudłam 3 kilo w jeden tydzień. Blondynka cały czas się pyta co ze mną jest, ale ja robię to co ona robi doskonale, kłamałam. Teraz mam właśnie jedyny wolny dzień w tygodniu, jest już 7, a ja nie mam zamiaru kłaść się jeszcze spać. Jedyną rzeczą jaką jadłam ostatnio to była kanapka wczoraj o 13, więc mój żołądek domaga się czegoś co zatka go na kolejne kilka godzin. Niestety dziś nie jest dla mnie szczęśliwym dniem, bo okazuje się, że moja lodówka świeci pustkami. Przewróciłam, lekko zdenerwowana, oczami i ubrałam buty.
Wracając ze sklepu wpadłam na kogoś, niepewnie podniosłam głowę ku twarzy mężczyzny i znieruchomiałam.
- L-le-leon?- wydukałam, a w moich oczach stanęły łzy. Nie wyglądał najlepiej, jego oczy były smutne a twarz bledsza, niestety na mój widok, nawet oczy nie zmieniły wyrazu, o prócz nuty przerażenia, pewnie moim wyglądem.
- Violetta, dobrze się czujesz?- zapytał, ale w jego głosie było słychać tę obojętność do mojej osoby.
- T-tak, ale my musimy porozmawiać.- mówię szybko, gdy szatyn chce odejść.
- Nie mamy o czym, powiedziałaś już chyba wszystko co o mnie sądzisz.- stwierdził z wyrzutem.
- Nie to nie tak, wysłuchaj mnie proszę.- łapię go z rękę, którą szatyn szybko wyrywa i odchodzi.- Proszę! Ja ci to wszystko wytłumaczę, wcale nie sądzę tak o tobie, daj mi chwilę.- krzyczę za nim, lecz on nie reaguje na mój głos.- Leon.- szepczę już sama do siebie, a moje oczy zachodzą łzami. On mi nigdy nie wybaczy, zraniłam go. Szybko pobiegłam do domu, rzuciłam zakupy na podłogę, już nie jestem głodna. Pobiegłam do sypialni i rzuciłam się na łóżko płacząc jak mała dziewczynka. Naglę usłyszałam, że ktoś wchodzi do mieszkania.
- Vils, mam dobrą wiadomość.- słyszę głos Włocha.- Zgadałem się z Leonem.- wchodzi do pokoju, w którym właśnie siedzę i zamiera gdy mnie widzi.- Boże co się stało?
- Też widziałam Leona, ale on ze mną nie chciał gadać.- chlipię.- On mi nigdy nie wybaczy.
- Nie przejmuj się tym, że mieliście spięcie, dzisiaj wieczorem wszystko mu wyjaśnisz, bo idziemy we trójkę do klubu.- pociesza mnie.
- A on wie, że ja też tam będę?
- Leon jest bardzo ostrożny i bardzo rzadko potrafi zaufać po raz drugi komuś, ale jak wytłumaczysz mu, to na pewno może nie od razu, ale da ci drugą szansę.- uśmiech się do mnie pokrzepiająco.
- Dziękuję ci bardzo za wszystko co dla mnie robisz.- mówię i przytulam się do przyjaciela.
- Czego nie robi się dla przyjaciółki, dobra teraz musisz coś zjeść, a tak się składa, że przyniosłem pizzę, bo nudziło mi się siedzenie samemu w domu, więc przyszedłem ciebie pomęczyć. A i nie przyjmuje tekstów typu ja nie jestem głodna, jadałam nie dawno.- grozi mi palcem jak małemu dziecku, przez co lekko się uśmiecham. Schodzimy do salonu, włączamy telewizję i jemy posiłek przyniesiony przez chłopaka.
Przejeżdżam ostatni raz czerwoną szminka po ustach i uśmiecham się. Po zjedzeniu zdrzemnęłam się kilka godzin, więc wyglądam lepiej oraz jestem kobietą, więc mam jeszcze swoje magiczne pomoce zwane kosmetykami. Po zjedzeniu jednej całej dużej pizzy, którą Fede kazał mi zjeść, bo bym się nie dowiedziała na którą i gdzie idziemy, nie wyglądam już tak okropnie,
- Gotowa?- pyta mój przyjaciel czekający na mnie od pół godziny.
- Już idę.- odkrzykuje i zakładam kurtkę.
Czuję jak mój żołądek robi fikołki, a serce bije szybciej niż zwykle.
- A jak nie przyjdzie?- pytam sparaliżowana tą myślą.
- Już jest widzisz?- wskazuje palcem ca stolik w kącie.- Idziesz.- lekko mnie popycha w stronę szatyna. Wycieram spocone dłonie w bluzkę i powolnym krokiem ruszam do niego.
- Co ty tu robisz?- zauważa mnie dopiero gdy podchodzę do stolika. Wygląda lepiej niż rano, jego skóra już ma ten sam piękny odcień co zwykle, lecz oczy nadal pozostały nie zmienne.
- Leon, posłuchaj mnie muszę ci wyjaśnić to wszystko.- zaczynam.
- Nie masz mi czego wyjaśniać powiedziałaś co sądzisz, dotarło, nie mam zamiaru utrudniać ci życia i się odsunąłem.- mówi zły.
- Ale ja tak nie sądzę, wcześniej Ludmiła naopowiadała mi głupot o tobie, a ja jak debilka jej uwierzyłam i nawet nie próbowałam ciebie poznać, co było błędem. Leon przepraszam, rozumiem, że możesz mnie nie chcieć znać, ale wiedz, że nie wiem czemu, ale jesteś jedyną osobą przy której czuję się dobrze. Spieprzyłam! Wiem, to przeświadczenie nie daje mi spać w nocy. Są momenty, w których wspominam jak nazywałeś mnie księżniczką, piękną i brakuje mi tego. Jesteś dla mnie bardzo ważny i przepraszam jeszcze raz.- wycieram łzy ze swoich policzków. A szatyn bez słowa wstaje i wychodzi z klubu, na ten ruch jeszcze bardziej zaczynam płakać, nie mam już ani siły, ani ochoty na nic siedzę tylko i skulam się najbardziej jak jest to możliwe. Spieprzyłam, on już mi nigdy nie wybaczy.
- Violetta, dobrze się czujesz?- zapytał, ale w jego głosie było słychać tę obojętność do mojej osoby.
- T-tak, ale my musimy porozmawiać.- mówię szybko, gdy szatyn chce odejść.
- Nie mamy o czym, powiedziałaś już chyba wszystko co o mnie sądzisz.- stwierdził z wyrzutem.
- Nie to nie tak, wysłuchaj mnie proszę.- łapię go z rękę, którą szatyn szybko wyrywa i odchodzi.- Proszę! Ja ci to wszystko wytłumaczę, wcale nie sądzę tak o tobie, daj mi chwilę.- krzyczę za nim, lecz on nie reaguje na mój głos.- Leon.- szepczę już sama do siebie, a moje oczy zachodzą łzami. On mi nigdy nie wybaczy, zraniłam go. Szybko pobiegłam do domu, rzuciłam zakupy na podłogę, już nie jestem głodna. Pobiegłam do sypialni i rzuciłam się na łóżko płacząc jak mała dziewczynka. Naglę usłyszałam, że ktoś wchodzi do mieszkania.
- Vils, mam dobrą wiadomość.- słyszę głos Włocha.- Zgadałem się z Leonem.- wchodzi do pokoju, w którym właśnie siedzę i zamiera gdy mnie widzi.- Boże co się stało?
- Też widziałam Leona, ale on ze mną nie chciał gadać.- chlipię.- On mi nigdy nie wybaczy.
- Nie przejmuj się tym, że mieliście spięcie, dzisiaj wieczorem wszystko mu wyjaśnisz, bo idziemy we trójkę do klubu.- pociesza mnie.
- A on wie, że ja też tam będę?
- Leon jest bardzo ostrożny i bardzo rzadko potrafi zaufać po raz drugi komuś, ale jak wytłumaczysz mu, to na pewno może nie od razu, ale da ci drugą szansę.- uśmiech się do mnie pokrzepiająco.
- Dziękuję ci bardzo za wszystko co dla mnie robisz.- mówię i przytulam się do przyjaciela.
- Czego nie robi się dla przyjaciółki, dobra teraz musisz coś zjeść, a tak się składa, że przyniosłem pizzę, bo nudziło mi się siedzenie samemu w domu, więc przyszedłem ciebie pomęczyć. A i nie przyjmuje tekstów typu ja nie jestem głodna, jadałam nie dawno.- grozi mi palcem jak małemu dziecku, przez co lekko się uśmiecham. Schodzimy do salonu, włączamy telewizję i jemy posiłek przyniesiony przez chłopaka.
Przejeżdżam ostatni raz czerwoną szminka po ustach i uśmiecham się. Po zjedzeniu zdrzemnęłam się kilka godzin, więc wyglądam lepiej oraz jestem kobietą, więc mam jeszcze swoje magiczne pomoce zwane kosmetykami. Po zjedzeniu jednej całej dużej pizzy, którą Fede kazał mi zjeść, bo bym się nie dowiedziała na którą i gdzie idziemy, nie wyglądam już tak okropnie,
- Gotowa?- pyta mój przyjaciel czekający na mnie od pół godziny.
- Już idę.- odkrzykuje i zakładam kurtkę.
Czuję jak mój żołądek robi fikołki, a serce bije szybciej niż zwykle.
- A jak nie przyjdzie?- pytam sparaliżowana tą myślą.
- Już jest widzisz?- wskazuje palcem ca stolik w kącie.- Idziesz.- lekko mnie popycha w stronę szatyna. Wycieram spocone dłonie w bluzkę i powolnym krokiem ruszam do niego.
- Co ty tu robisz?- zauważa mnie dopiero gdy podchodzę do stolika. Wygląda lepiej niż rano, jego skóra już ma ten sam piękny odcień co zwykle, lecz oczy nadal pozostały nie zmienne.
- Leon, posłuchaj mnie muszę ci wyjaśnić to wszystko.- zaczynam.
- Nie masz mi czego wyjaśniać powiedziałaś co sądzisz, dotarło, nie mam zamiaru utrudniać ci życia i się odsunąłem.- mówi zły.
- Ale ja tak nie sądzę, wcześniej Ludmiła naopowiadała mi głupot o tobie, a ja jak debilka jej uwierzyłam i nawet nie próbowałam ciebie poznać, co było błędem. Leon przepraszam, rozumiem, że możesz mnie nie chcieć znać, ale wiedz, że nie wiem czemu, ale jesteś jedyną osobą przy której czuję się dobrze. Spieprzyłam! Wiem, to przeświadczenie nie daje mi spać w nocy. Są momenty, w których wspominam jak nazywałeś mnie księżniczką, piękną i brakuje mi tego. Jesteś dla mnie bardzo ważny i przepraszam jeszcze raz.- wycieram łzy ze swoich policzków. A szatyn bez słowa wstaje i wychodzi z klubu, na ten ruch jeszcze bardziej zaczynam płakać, nie mam już ani siły, ani ochoty na nic siedzę tylko i skulam się najbardziej jak jest to możliwe. Spieprzyłam, on już mi nigdy nie wybaczy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej, hej!
Przepraszam, że tak późno, ale nie miałam pomysłu na ten rozdział :/
Mam nadzieję, że wam się podoba.
Mam wolny teraz cały tydzień więc postaram się trochę częściej dodawać ;)
Do następnego :*
A niech to!
OdpowiedzUsuńZ Vils jest coraz gorzej. Załamała się totalnie. Nie dziwie jej się. Wszystko przez Lu. Fo tego V udaje przed nią, że jest ok. Ciekawe jak długo tak pociągnie. Leon nie chce z nią rozmawiać. Nie słucha jej wyjaśnień, a jak wysłuchał to wyszedł z klubu. Istnieje opcja, że poszedł nawrzeszczeć na Lu za to, że po raz kolejny odbiera mu osobę dla niego ważną. Mało prawdopodobne, ale jeszcze się łudze. Będę płakać. Było tam pięknie i Lu wszystko spieprzyła. Cholerna egoistka.
Zajebisty.
Czekam na next :*
Buziaczki :* ❤
Maddy ❤
Cudowny rozdział.
OdpowiedzUsuńNic się nie zmieniło.
Jest coraz gorzej z Violą.
I to wszystko przez Lu.
Nie rozumiem jednego. Dlaczego ona to zrobiła? Coś jej Leon zrobił?
Violka mu wyjaśniła, a on bez słowa wyszedł z klubu.
Biedna Violetta.
A i przepraszam, że nie wróciłam pod One Shotem, ale wiedz, że jest wspaniały.
No to ja czekam na rozdział.
Pozdrawiam Patty;*
Buziaczki:*
Cudowny;*
OdpowiedzUsuńViolka wreszcie powiedziała prawdę!
Ale Leon poprostu wyszedł
Heh
A to wszystko przez Lu,
To ona powiedziała te kłamstwa
Ugh!!
Czekam na next
Buziaczki;*
Tila
GENIALNY !
OdpowiedzUsuńCudowne
Doskonałe
REWelacyjNE
Niesamowity rozdział *-*
OdpowiedzUsuńLeon mnie irytuje, serio. Mógłby przestać strzelać fochy i się ogarnąć. Przecież wszystko mu wyjaśniła, przeprosiła. Mógłby chociaż coś powiedzieć, a nie tak po prostu wyjść, ugh.
Czekam na następny
avia
xx