!!!Przeczytaj notka, ważna!!!
Dzisiejszy dzień nie potoczył się tak jakbym chciała i na dodatek nie chce się szybko skończyć tylko ciągnie się wiekami. Też tak macie, że dni, które są nawet zadowalające mijają tak, że nie masz czasu na wszystko co zaplanowałeś, a te okropne ciągnął się w nieskończoność, w skutek czego obie zostaje jeszcze do przepracowania sześć godzin. Ale czym było by szczęście Violetty Castillo, gdyby nie byłoby dzisiaj bankietu i akurat w mojej części siedzi nie kto inny jak Verdas. Nie mam pojęcia co on tu robi, ale wiem, że nie mogę się z nikim zamienić, a szatyn uparcie mnie zaczepia, co coraz trudniej jest mi to ignorować.- Viola sprawdź, czy na pewno wszystko jest na stole, bo u mnie strasznie szybko kończy się wino.- karze mi Ami, która jest naszą kierowniczką, więc chcąc nie chcąc muszę to zrobić. Ciężko wzdycham i kieruję się do stolików określanych przez nas jako strefą szóstą. Niestety brunetka miała rację i znalazłam cztery puste butelki wykwintnego czerwonego alkoholu. Zebrałam wszystkie i już z nabytą tu zręcznością i gracją wirowałam z nimi między ludźmi, aby donieść je w całości na zaplecze i wymienić na pełne.
- Widzę, że naszym gościom szybko idzie wino.- śmieje się Alex, mój kolega z pracy, bardzo go lubię, zawsze mogę z nim się pośmiać i czasem chodzimy razem na piwo.
- Daj spokój, mam już dość pełnej sali, że akurat dzisiaj musiał się odbyć, mógłby być wczoraj, albo w czwartek, jakby mnie nie było.- narzekam, na co blondyn się śmieje.
- Wczoraj jakiś gościu się ze mną wykłócał, że jego jedzenie jest za zimne.- na dane wspomnienie mężczyzna lekko się skrzywił.- zajął mi godzinę, rozumiesz?! A akurat miałem przerwę na lunch.- oburzył się, a ja zaśmiałam się i podmieniłam butelki na pełne. Uśmiechnęłam się dając mu do zrozumienia, że muszę już wracać na salę i wyszłam, na każdym stoliku położyłam jedną butelkę.
- Rozlało się, posprzątaj.- oznajmiła jakaś nie znana mi rudowłosa kobieta, która powinna skończyć picie dwie lampki temu. Nie zadowolona jej tonem przekręciłam oczami i ruszyłam po mopa, niestety moje zamiary uniemożliwił jakiś mężczyzna łapiąc mnie za nadgarstek. Przyciąga mnie płynnym ruchem, w skutek tego moja głowa boleśnie uderza w klatkę piersiową tego debila.
- Co sobie wyobrażasz?!- krzyczę zła i dopiero teraz rozpoznaję Verdasa, o nie, próbuję się wyrwać, lecz nie wychodzi mi to.
- Nie sądzisz, że powinnaś mi coś wytłumaczyć?- uśmiecha się do mnie zaczepnie.
- Chyba nie mamy o czym.- mój oschły ton zaskakuje mnie samą, ale on się nie przejmuję tym, jedyne co robi to śmieję się i przyciąga mnie do siebie łapiąc w talii.
- Naszą ostatnią randkę skarbie.- szepcze zmysłowo do mojego ucha- A raczej- przerywa i przygryza płatek mojego ucha, a jego dłoń zsuwa się tak, że szatyn bez problemu lekko masuję mój pośladek.- nasze dość bliskie zapoznanie się ze sobą w aucie.- całuję moją szyję, a ja walczę ze sobą, aby nie poddać się, lecz gdy zielonooki przytrzymuje mnie jak chce się odsunąć lekko pojękuję z powodu tego, że mocniej przyciska moje ciało do swojego.
- Nie mamy o czym.- ledwo wymawiam i podejmuję kolejną próbę uwolnienia, która kończy kończy się w ten sam sposób co poprzednia.- Puść mnie.- syczę, lecz on ma to po prostu w dupie.- Jestem w pracy to po pierwsze, a po drugie nie mam zamiaru kolejny raz dać ci się uwieść.- jestem wściekła, że naprawdę trudno przychodzi mi przeciwstawianie się mu, ale nie mogę, obiecałam to sobie.
- Ojj, kochanie, nie bądź taka, przecież ci się podobało, sama chciałaś więcej i teraz też to czujesz, tracisz kontrolę na sobą gdy tylko jestem obok. Nie zaprzeczysz temu. wiem to i ty też to wiesz.- całuję moją szyję dość zachłannie.
- Verdas zabieraj ode mnie te łapy i daj mi pracować.- warczę i odpycham go jak najmocniej potrafię, może rzeczywiście się odsuwa, ale robi to tylko i wyłącznie z własnej woli, i robi to na odległość jednego kroku, a na ego twarzy tkwi łobuzerski uśmieszek.
- Śliczna- znów jego usta muskają moje ucho, przymykam oczy.- Jak woli, ale pamiętaj, że jak coś to jetem tu, wiesz...- przerywa i lewą dłoń kładzie na moich żebrach na wysokości biustu, a mnie przechodzą ciarki.- noc jest jeszcze długa.- gdy odsuwa swoje usta od mojego ucha to całuję delikatnie kącik moich warg. Przez to było mi jeszcze gorzej odejść od niego, pragnę go, wiem jaki jest, ale tylko przy nim czuję tak silne pożądanie i nie ukrywajmy jest wprost genialny w łóżku.
Przez cały wieczór nie mogłam się skoncentrować i nie ukrywam, że Verdas jeszcze dwa razy próbował mi "umilić" godziny mojej pracy. Zaczynam powoli mieć dość i niestety Lu musiała mnie opuścić wcześniej, bo poślizgnęła się nie za bardzo wiem czym i chyba skręciła kostkę, bo nie mogła normalnie stanąć. więc Ami zwolniła ją z reszty pracy i biedna Meg musiała ogarniać dwie części sali. Cieszę się, że to nie przeszło na mnie, ale zastanawiam się jak wrócić do domu, bo przyjechałam razem z blondynką. Na szczęście reszta wieczoru odbyła się bez niespodzianek, lecz musiałam zostać godzinę i przeliczyć kasę, więc na mnie spadł obowiązek zamknięcia lokalu i wracania na pieszo do mieszkania. Przebrałam się, włączyłam alarm i powolnym krokiem ruszyłam w stronę mojego miejsca zamieszkania, po jakiś trzech minutach znów zaczął padać deszcz, a ja pogratulowałam sobie głupoty, bo nie wzięłam parasolki i nie mam choćby kaptura. Nagle poczułam jak ktoś nakłada mi na ramiona kurtkę, skórzaną, pachnącą perfumami, które zdążyłam już tak poznać, iż wiem, że tylko jedna osoba tak bosko pachnie- Leon. Odwróciłam się w jego stronę.
- Czego chcesz?- warczę, choć jestem wdzięczna, że tu jest, sama nie wiem dla czego.
- Oh, kochanie, nie unoś się tak.- mówi zmysłowym tonem.
- Zostaw mnie wreszcie w spokoju.- syczę, nie zwracając uwagi na to co powiedział.
- Przecież ty tego nie chcesz.- stwierdza, a ja zamieram.
- Skąd ty możesz wiedzieć co JA chcę.
- Bo nigdy, ani razu nie sprzeciwiłaś się temu jak cię nazywam, nie zauważyłaś, skarbie?- jego usta przybierają łobuzerski uśmieszek.
- Bo nie zwracałam na to uwagi.- zmyślam szybko, ale wiem, że tak naprawdę podobało mi się jak się do mnie zwraca.
- Nie kłam, widać po tobie, że cieszysz się, gdy słyszysz jak zwracam się do ciebie, śliczna, czy kochanie.- mówi pociągającym głosem, przyciągając mnie do siebie. Nasze mokre ciała zderzają się ze sobą, a ja wzdycham czując jego mięśnie, przez dwie mokre koszulki.- Widzisz, teraz jesteś podniecona i chcesz więcej.- szepce mi do ucha, a jego ręce schodzą na moje pośladki, a ja cały czas stoję jak zahipnotyzowana i nie wiem co robić, mój umysł jest całkowicie w innej rzeczywistości, w której liczy się tylko bliskość Leona. Niestety wiem, że nie mogę na to pozwolić, ale sprzeciw działaniom Leona jest jak walka z samą sobą i swoimi pragnieniami.
- I jeszcze więcej.- mówi szatyn i zaczyna całować moją szyję, ssąc w jednym miejscu, tym samym kiedy byliśmy na dyskotece.- Nie zaprzeczysz?- pyta oderwawszy się od mojej szyi.
- Leon...- próbuję coś z siebie wydusić, ale nie wiem co.
- Choć, zawiozę cię do domu, śliczna.- nie jestem w stanie wypowiedzieć czegokolwiek, idę za szatynem milcząc.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej!
Przepraszam, że tydzień emu nic nie dodałam,
ale pisałam na telefonie i w sumie rozdział był dość długi.
Niestety stwierdziłam, że jest słaby i wolałam nic nie dodać.
Później szkoła, ale ten rozdział pisałam trzy dni nie mogąc nic wymyślić.
Tak oto przedstawiam wam moje wypociny i mam nadzieje, że wam się spodobają.
Mam jeszcze jedną sprawę i to super ważną.
Nie wiem czemu pod ostatnim rozdziałem jest ponad 200 wyświetleń,
a komentarzy 3.
Staram się pisać coraz lepiej dla was i jest mi przykro kiedy nie widzę
chociażby złego zdania o moim opowiadaniu.
Mi wystarczy nawet kropka, jedno słowo.
Ale chciałabym wiedzieć, ile osób to naprawdę czyta.
Czy jest sens dalej ciągnąć bloga.
Szczególnie, że widzę czasem więcej komentarzy.
Najwięcej to 5, a jak patrzę pod rozdziałami innych
ponad dziesięć razy więcej komów, to zastanawiam się, czy serio jestem,
aż tak słaba?
Proszę was, żebyście pod tym rozdziałem zostawili
chociaż kropkę, jeśli czytacie.
Bo zastanawiam się od dłuższego czasu nad sensem istnienia tego bloga...
Verdas znowu wkracza do akcji. Ohooo on i ten jego podryw. Violka niby się sprzeciwia. Niby jej to pasuje. Za nią nie idzie nadążyć.
OdpowiedzUsuńZajebisty.
Czekam na next :*
Buziaczki :* ❤
Maddy ❤
Wspaniały
OdpowiedzUsuńLeon nie daje spokoju Vilu;)
I bardzo dobrze<3
Czekam na kolejny
Cudo
OdpowiedzUsuńCudo
OdpowiedzUsuńWspaniały
OdpowiedzUsuńBardzo dobry rozdzial
OdpowiedzUsuńTrafiłam na twojego bloga pierwszy raz i muszę ci powiedzieć WOW. Genialnie piszesz. Też chcę mieć taki talent. Czekam na kolejny rozdział. Buziaki Viola
OdpowiedzUsuń.
OdpowiedzUsuńGenialne
OdpowiedzUsuńFantastyczne
Fenomenalne
Doskonałe
Bym mogła napisać więcej ale jestem strasznie zmęczona a moje palce odmawiają mi posłuszeństwa .
Ajajaj taki piękny rozdział mogłam przeczetać.
OdpowiedzUsuńReakcja między Leonem, a Violką mi się podoba. To zachowanie Leona. Ta jego pewność siebie. Aww
Czekam z niecierpliwością na next.
Pozdrawiam Patty;*
Buziaczki♥♡♥
Genialny
OdpowiedzUsuńFantastyczny
Fenomenalny
Doskonały
Cudowny
Fajny
Piękny
Rewelacyjny
Hey hey😂😘
OdpowiedzUsuńIt's me 😂😂
No no rozdział całkiem całkiem 😘😘
Widzę że dziko się zaczyna robić 😂
Natalia 💖
Hey hey😂😘
OdpowiedzUsuńIt's me 😂😂
No no rozdział całkiem całkiem 😘😘
Widzę że dziko się zaczyna robić 😂
Natalia 💖
Dopiero co przed chwilą odkryłam Twojego bloga i się zakochałam!!
OdpowiedzUsuńWpadłam na niego przypadkiem i po prostu jestem zachwycona!!
Ta historia jest genialna <3
A Twój styl pisania ZAJEBISTY!!
Od dzisiaj oficjalnie zostałam Twoją fanką. ;)
Na milion procent będę czytać i oczywiście komentować
Do następnego rozdziału ;*
XOXO
Madzia <3
Czekam na next cudwny ;* nie mogłam napisać ze swojego konta wieć muszę z anonima pozdrawiam
OdpowiedzUsuńRoxy ;*