poniedziałek, 25 kwietnia 2016

OS z okazji 20tys!

Dziewięcioletnia szatynka o czekoladowych oczach, siedzi sama w parku i płaczę. Jest środek dnia, więc większość ludzi siedzi w pracy, ale nie jej rodzice...Oni jak zawsze piją w domu i nie interesują się własną córką. Biedna maleńka istota przeżyła w swoim króciutkim życiu więcej niż niektórzy z nas. Nagle podszedł do niej chłopczyk w tym samym wieku o pięknych szmaragdowych oczkach.
- Cemu płaces?- pyta zdziwiony zachowaniem dziewczynki.
- Bo moi lodzice znowu piją i kłocą sie.- chlipie, chłopczyk siada na drugiej huśtawce i uśmiecha się do niej.
- Leon, chces być moją pzyjaciółkom?- wyciąga w stronę zdziwionej szatynki dłoń.
- V-Viola- lekko uśmiecha się.

Siedem lat później...
Violetta po raz kolejny ucieka z domu, po raz kolejny nie ma gdzie się podziać. Tylko raz w życiu wyciągnął ktoś do niej rękę, Leon, pamięta go doskonale, pamięta jak miesiąc temu wolał iść na randkę z Amy niż jej pomóc. Prawda była taka, że miał dość tego, że szatynka nie chce wydać ojca. Jej mama zmarła z przedawkowania trzy lata temu, a ojciec zmienił się. Nie pił przez dwa lata, ale od roku piję dwa razy więcej, zabierał pieniądze szatynki. Niestety od dwóch tygodni Violetta pokłóciła się z Leonem i nie odzywają się do siebie, a od trzech dni w jej domu dzieje się piekło, ojciec pobił ją dwa razy. Na razie nikt nie zauważył, bo mieli dłuższe wolne, ale pojutrze trzeba iść do szkoły, jeszcze nie wie jak to zatuszuje. Zmęczona ucieczką usiadła na ławce i mimo woli zaczęła płakać, czemu akurat ona? Czemu nie ma nikogo bliskiego? Mogła by się zabić i nikt by nie płakał po niej, nie tęsknił, ani jedna osoba nie pamiętałaby o niej, że ktoś taki jak Violetta Castillo żył... Ta prawda przytłaczała ją, z każdym kolejnym dnie coraz ciężej jej było budzić się i funkcjonować. Nagle poczuła jak ktoś siada obok niej.
- Hej, wszystko w porządku?- pyta nieznajoma, szatynka podnosi na nią zapłakane oczy i widzi czarnowłosą dziewczynę.
- T-tak- duka.
- Właśnie widzę, jestem Francesca.- przedstawia się.
- Nie chcę litości.- szepczę.
-Ale to nie litość pytam się czy jest okey i przy okazji chce poznać kogoś z San Diego, bo przyleciałam tu dwa dni temu z Rzymu.- mówi i podaję szatynce chusteczkę.
- Violetta.- rozmawiały dwie godziny w końcu brązowooka otworzyła się przed Włoszką, okazało się, że będą chodzić razem do klasy. Szatynkę ucieszył fakt, że całkowicie będzie mogła odsunąć się od Leona za to jak ją potraktował. Wymieniły się numerami telefonów i rozeszły się do domów, Violetta miała nadzieję, że jej ojciec już śpi. Nagle usłyszała dźwięk sms'a.
Od: Fran <3
Jak chodzi o ślady przy godzinę przed szkołą do parku gdzie się spotkałyśmy ;)
Uśmiechnęła się, że ktoś chce jej pomóc.

Kilka dni później:
Właśnie obie dziewczyny szły do szkoły, jak Francesca obiecała pomogła zamaskować szatynce uciążliwe ślady. Gdy tylko doszły do budynku włoszka poszła do dyrektora, a Violetta pod salę, która była już otwarta, a uczniowie zbierali się powoli do środka. Szatynka weszła do środka i zauważyła też szatyna, ale nie usiadła jak zawsze obok niego, lecz podeszła do ostatniej ławki, w której nikt nie siedzi i zaczęła się rozpakowywać. Zielonooki spojrzał na nią smutny i powoli podszedł.
- Violetta możesz nie robić cyrku i usiąść ze mną? - zapytał lekko zły.
- Po co? Przecież ostatnio powiedziałeś mi co sądzisz o mnie i moim rozumowaniu, więc nie mamy już o czym ze sobą gadać.- mówi zła.
- Jestem twoim przyjacielem.- krzyczy, nie chciał aby tamta rozmowa tyle zmieniła między nimi.- Przepraszam za to co powiedziałem, byłe wściekły bo ryzykujesz życie.- przyciszonym głosem. Chciała coś powiedzieć, ale on dotknął miejsca gdzie było limo, zesztywniała.- Uderzył cię.- syczy i wychodzi z klasy, a szatynka przestraszona za nim.
- Leon. co ty chcesz zrobić.- pyta, on odwraca się i podciąga jej rękawy i odsłania brzuch, teraz widzi wiele siniaków, w jego oczach płonie gniew.
- Nie daruje mu!- wrzeszczy.- Nie może cie krzywdzić!
- Ale tylko dwa lata.- próbuje przekonać bardziej siebie niż jego.
- I przez te dwa lata zabiję osobę, którą kocham! Violetta ja nie chce się stracić.- w jego głosie słychać lekką panikę a mnie osłupiło wyznanie szatyna.
- T-t-ty mnie kochasz?- pyta nie dowierzając. Twarz szatyna lekko zmienia się ze złość na delikatne zawstydzenie. Przybliżył się do dziewczyny i lekko przyciągnął ją za talię do siebie.
- Kocham cię Violetta od kiedy tylko pamiętam, nigdy nie mogłem przeżyć tego jak rodzice cie traktują. Starałem się pomóc, a jak odtrącałaś moje pomysły to całkowicie ogarniała mnie złość, nie mogę stać z boku i patrzeć jak cierpisz. Dlatego wtedy powiedziałem, że nie mogę, nigdzie z nikim nie wyszedłem, siedziałem w domu i zastanawiałem się jak ci pomóc, ale ty zawrzeszczałaś na mnie i odcięłaś się. A jak widzę cię w szkole to może i masz zamaskowane rany i siniaki, ale ja cię znam i wiem co jest nie tak.- lekko opuszkami palców zaczął zmazywać podkład szatynki.
- Leon, proszę nie rób tego.- jęczy przerażona, przecież nikt nie może zauważyć jej śladów zostawionych przez ojca.
- Violetta koniec. Już dłużej nie mogę powiedziałem ci co do ciebie czuję, teraz twoja kolej,
- Kocham cię, ale jak przyjaciela, nigdy nie sądziłam, że możesz czuć coś do mnie i nawet się nie zastanawiałam nad uczuciami do ciebie.- mówi, a na jego twarzy maluje się smutek.- Ale wiem, że nigdy, ale to nigdy nie chcę cię stracić.- szepczę.
- Violetta to nie jest o samo.- odrywa się lekko zły od kobiety.- Ciężko mi to mówić, ale ciężko jest mi się dłużej z tobą tylko przyjaźnić.- mówi powoli, a do moich oczu napływają łzy.
- A-a-ale j-ja c-cię po-potrzebuję.- chlipie.
- Za każdym razem gdy ci jakąś oferowałem ty nie uważałaś tego za dobry plan. Ale Francesca to inna rzecz co? Jej uwierzyłaś szybciej niż mnie i jej rozwiązanie było strzałem w dziesiątkę!- krzyczy, milczy chwilę i znów przybiera swoją barwę lecz bardziej smutną i załamującą się.- Za dwa dni wyjeżdżam do Meksyku, miałem zostać dla ciebie, ale widzę, że znalazłaś sobie kogoś lepszego na moje miejsce, więc nie mam po co tu zostawać. Wyświadczę ci przysługę i zniknę z twojego życia raz na zawsze.- odwrócił się i poszedł do swojego domu, a szatynka właśnie zrozumiała swój błąd. Zielonooki był zawsze przy niej nie ważne jak było ciężko, nigdy jej nie zostawił, chciał jej pomóc prawie za każdym razem przez rok codziennie jak się widzieli to szatyn podsuwał jej jakiś sposób aby uwolniła od ojca, ale ona go nie słuchała. Teraz go straciła, przez własną głupotę. Nie wiedziała co robić, jak zareagować, iść za nim czy nie? Jedyną rzeczą jaką była w stanie zrobić to płakać.

Następnego dnia obudziła się o 7 czyli spała całe trzy godziny, od felernego zdarzenia szatynka nie mogła nic powiedzieć, ani zasnąć. Zeszła po cichu do kuchni mając nadzieję, że jej ojciec jeszcze śpi, a ona weźmie tylko jabłko i pójdzie do Leona, powiedzieć, że go kocha, bo taka była prawda. Brązowooka czuła się głupio, że nie zauważyła tego co czuje do szatyna. Niestety dziś los jej nie sprzyjał a w kuchni przy blacie siedział już nawalony ojciec.
- Ty szato!- krzyknął- Tu jesteś! Wczoraj do 23 cię nie było. Co puszczałaś się?!- zakpił, a w jej oczach stanęły łzy.- Wiesz za co cię nienawidzę?- syczy.- Cały czas przypominasz mi o Marii!- wrzasnął i uderzył ją z pięści w policzek, poczuła piekący ból, osunęła się po ścianie z kolejnym jego uderzeniem w brzuch. Wiedziała, że nie wygra, udała, że zemdlała, zamknęła oczy i wstrzymywała oddech. Kopnął ją jeszcze kilka razy w brzuch i głowę i wyszedł z domu zamykając drzwi na klucz. Przerażona szybko wstała nie zważając na ból i nagle dostała niewiarygodny przypływ adrenaliny. Otworzyła okno i wyskoczyła przez nie, lecz nie poczuła kostki, którą w tym momencie skręciła. Biegła ile miała sił do jedynego miejsca, gdzie czuła się dobrze, zapomniała o swoim stanie teraz liczyły się tylko jego ramiona. Gdy tylko dotarła pod dobrze jej znane drzwi nie śmiało zapukała w nie. Po kilku minutach otworzył jej szatyn, przerażony tym, że zobaczył szatynkę całą zakrwawioną.
- Leon proszę nie zostawiaj mnie, ja ciebie też kocham, obiecuję, że już zawsze będę się ciebie słuchała, tylko nie zostawiaj mnie. Tylko w twoich ramionach czuję się dobrze, bezpiecznie i, że coś znaczę. Proszę nie wyjeżdżaj.- zaczęła chlipać. Szatyn osłupiały uśmiechnął się lekko i przytulił ją. Ta zaczęła płakać jeszcze bardziej i wtuliła się w jego tors jakby już nigdy nie miała go puścić.
- Nie zostawię cię, bo ty jedziesz ze mną.- szepnął w jej włosy.
- A-a-ale mój ojciec.
- Nic nie zrobi, bo wie, że będzie miał problemy, kochanie od jutra zaczniemy wszystko od nowa.- pocałował ją czule, co zaskoczona odwzajemniła.
- Kocham cię- powiedziała.
- Ja ciebie też kocham.- Mruknął w jej usta i znów pocałował.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak oto prezentuje sie OS
Przepraszam, że musieliscie tak długo czekać,
ale dopadł mnie brak weny.
Postaram sie, aby rozdział pojawił się najpóźniej w piątek.
Mam nadzieję, że podoba się wam to co wyskrobałam wyżej.
I chciałabym podziękować wszystkim, którzy są ze mną i czytają ten blog
to dla mnie naprawdę wiele znaczy.
Do następnego :*

5 komentarzy:

  1. Zajebisty.
    Na szczęście z happening endem 😀
    Pieprzony gnojek z tego jej ojca.
    Katował własną córkę.
    Vils wyjedzie z Leonem. Zacznie nowe życie.
    Myślałaś nad kontynuacją?
    Boski.

    Maddy ❤

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku cudowny!
    Aż sie wzruszyłam :(
    Na szczęście wszystko dobrze się skończyło<3

    OdpowiedzUsuń
  3. Ooooooooooooo <3
    Aż się łezka w oku kręci =,^
    Nie no po prostu cudowny
    Biedna V
    Leon zawsze przy niej <3
    Na prawdę piękny OS
    Matko, kocham Twojego bloga
    Masz wielki talent i bardzo się cieszę, że piszesz dla nas ;*

    Nie mogę doczekać się rozdziału;*

    XOXO
    Madzia <3

    OdpowiedzUsuń

Gdy czytam jakikolwiek komentarz od was cieszę się jak małe dziecko. Przez co motywuje się do pisania opowiadani i staram się aby były co raz lepsze. DLA WAS! :*