niedziela, 13 września 2015

Rozdział 2

Violetta:
Od samego rana siedzę nad tymi pojebanymi papierami. Nie wierzę, że mam cztery razy więcej pracy przez to, że jakiś debil źle się z nami umówił. Wczoraj musiałam przekładać wszystkie spotkania z następnego tygodnia na dziś i jutro. Jest prawie 12, więc niedługo pójdę na lunch, potem tylko cztery spotkania i będę mogła iść do domu. Od kiedy powiedziałam Fede co się stało trochę mi ulżyło, ale nadal nie zamierzam zmieniać niczego w moim życiu. Ciężko wzdycham i sięgam po kolejny stosik papierów, obiecuję sobie, że to ostatni przed jedzeniem, resztę zabiorę do domu. Po kilkunastu minutach męki energicznie wstaję i prawie, że wrzucam resztę papierów do torby. Wychodzę z gabinetu i kieruje się do wyjścia:
- Idę na lunch, proszę przygotować salę konferencyjną i zaprosić tam wszystkich z którymi jestem umówiona.- rzucam beznamiętnie. 

Gdy idę parkiem moją uwagę przyciąga płacząca brunetka, urodą trochę przypomina włoszkę. Dobra rozumiem jestem dla wielu ludzi zimna suką, ale szkoda mi płaczących kobiet... No tak, wada doświadczeń życiowych. Nagle widzę jak podchodzi do niej jakiś brunet, z daleka słyszę jak krzyczy i zamachuje się na nią. Bez namysłu biegnę w tamta stronę i zatrzymuje jego rękę swoją, wściekły odwraca się. Ma w oczach to samo co mój ojciec, brzydzę się nim. Przerażona kobieta patrzy się na mnie i wzrokiem każe mi uciekać.
- Co ty suko robisz?! Czy kurwa ktoś kazał ci się szmato wpierdalać?!- wrzeszczy na mnie, staram się opanować, ale nie wychodzi mi to.- I co dziwce zabrakło słów? Idź niech przeleci cię ktoś za rogiem i będziesz szczęśliwa.- zadrwił, tego dość. Zgięłam nogę w kolanie i cofnęłam do tyłu, następnie wycelowałam i kopnęłam go z całej siły w jaja, niech nie myśli, że jeśli je ma to jest lepszy. Szybko zwinął się z bólu, aby nie podniósł się tak od razu kopnęłam go szpilką w piszczel.
- Pomyśl zanim jeszcze raz skrzywdzisz jakąś dziewczynę, chuju.- wysyczałam mu w twarz, którą podtrzymywałam dłonią, następnie lewą wymierzyłam mu siarczysty cios w policzek. Szybko podeszłam do zdezorientowanej włoszki.
- Wszystko w porządku?- popatrzyła się na mnie ze zdziwieniem. 
- T-tak. A-ale czemu się za mną wstawiłaś?- była bliska płaczu.
- Nie lubię jak faceci podnoszą rękę lub głos na kobiety.- wymamrotałam.- Powiedz mi tylko szczerzę, czy to pierwszy raz?
- Nie Marco stał się taki rok temu, zawsze się go bałam, więc nie miała odwagi...- jej oczy się zeszkliły.
- Spokojnie. Ale wiesz, że teraz musisz iść na policję?- zapytałam spokojnie.
- Wiem, ale nie chcę, boję się. Nie mam co ze sobą zrobić.- powiedziała na jednym wdechu.- Zabrał mi wszystko.- wyszeptała. Dobra Violetta musisz jej pomóc, przysunęłam się do niej lekko i przytuliłam, zdziwiona wtuliła się ze mnie i zaczęła szlochać.
- Jak coś możesz u mnie zamieszkać, mam wielkie mieszkanie, mieszkam sama i możesz łatwo sprawdzić moja tożsamość.- powiedziałam myśląc nad każdym słowem.
- Mogłabym?- zapytała z nadzieją, jej była potrzebna troska, to jak przed chwilą potraktowałam tego całego "Marco" dodało mi jej zaufania, ale może i lepiej...
- Tak oczywiście, teraz muszę iść na lunch i wrócić do pracy, więc możesz iść ze mną.- zaproponowałam.
- Dziękuję.- powiedziała cicho.- Ale ja nic nie mam.- powiedziała ze wstydem.
- Spokojnie, tak w ogóle jestem Violetta Castillo.- spojrzała na mnie zdziwiona.
- V-violetta Castillo, a-ale wszyscy mówią o tobie źle...- no cóż wszystko się roznosi.
- Czasem taka nie jestem.- zażartowałam i zrobiłam "urażona"minę małego dziecka, Boże co ze mną?! 
- Francesca Cauviglia- zaśmiała się.

Razem z Francescą wracamy do domu z policji, obiecali, że jak go złapią to zadzwonią do mnie. Gdy weszłyśmy do środka pokazałam włoszce jej pokój i zrobiłam kolację, swoja drogą ostatnio robiłam ją jakoś rok temu. Napisałam Fede sms z planem wszystkich wydarzeń jakie się stały, żeby się nie zdziwił jak zobaczy Francescę u mnie. Nagle zadzwonił mój telefon.
- Dobry wieczór, czy mam przyjemność z Violettą Castillo?- kurwa facet nie przymilaj się tak i mów czego chcesz.
- Tak, słucham?- starałam się opanować.
- Złapaliśmy pana Travelli.- och nawet się schować nie umie.
- Dziękuję za wiadomość.- bardzo szybko zbywam facetów, ciekawe czemu? Na pewno nie dla tego, że są ciotami i myślą, że jak mają jaja to mogą wszystko.
- Dobranoc.- rozłączyłam się. Skierowałam się do pokoju mojej "współlokatorki", lekko uchylam drzwi i widzę jak siedzi na łóżku i płaczę.
- Ej wszystko okey?- pytam z troską.
- T-tak, a-ale się b-boję.- wyszlochała.
- Nie ma czego właśnie dzwonił policjant i powiedział, że go złapali.- usiadłam obok,  ona od razu przytuliła się.
- Czemu mi pomagasz?- zapytała naglę.
- Bo mogę, bo chcę.- zaczęłam żartobliwie wymieniać na palcach.
- Opowiesz mi coś o sobie?- zapytała.
- No to tak mam na imię Violetta, mam 24 lat i prowadzę firmę.- uściśliłam.- Teraz ty.
- Mam na imię Francesca, ale błagam mów mi Fran, też mam 24 lata i obecnie nie mam nic.- zaśmiała się smętnie.
~~~~~~~~~~~~
Oto kolejny!
Mam nadzieję, że wam się podoba.
Nie wiem co mam jeszcze napisać.
Wiem, że pewnie za szybko się dzieję, ale zaczynam pisać od zmiany życia Violi.
Jak widzicie nasza dzielna V ratuję Fran.
Może się zaprzyjaźnią?
A może coś pęknie w Violi?
Dobra już nic nie piszę.
Do następnego :*
PS zachęcam do głosowania ;)

3 komentarze:

Gdy czytam jakikolwiek komentarz od was cieszę się jak małe dziecko. Przez co motywuje się do pisania opowiadani i staram się aby były co raz lepsze. DLA WAS! :*