Właśnie idę na spotkanie z Ludmiłą, jak zawsze trochę się spóźnię. Nie wiem co jest ze mną nie tak, ale zawsze zaczynam szykować się za późno... Przez te pięć lat dużo się zmieniło. Straciłam kontakt prawie z cała paczką, ta lafirynda i Leon zniszczyli wszystko. Został mi tylko Lu, Fran i Fede oraz Diego. Oczywiście nadal wszyscy są razem szczęśliwi, tylko ja miałam pecha. Niby próbował mi tłumaczyć, że to nie tak, że mnie kocha, ale za chwilę znów widziałam ich razem. Obecnie mieszkam w Los Angeles tak przeprowadziłam się rozmachem, ale jak poszło się na najlepsze studia projektanckie w całych Stanach Zjednoczonych to się trzeba poświęcać. Dla tego nie mam kontaktu z Cami, ona tego nie rozumiała. Na szczęście Lu poszła tu na modeling, a Fran z Diego studia ekonomiczne jedne z lepszych też w LA, a Fede
studia dla przyszłych gwiazd. On jeden z naszej teraźniejszej paczki został przy muzyce, ale cóż mówi się trudno.
Szybkim tempem wchodzę do kawiarni gdzie byłyśmy umówione i odnalazłam Lu.
- Znowu się spóźniłaś.- patrzy na telefon- Tylko 12 minut.- powiedziała z lekkim sarkazmem.
- Wiesz, że szykowanie zaskakująco długo trwa.- zrobiłam minę " nie wiedziałam o tym".
- Ty już mnie nie oszukuj.- zagroziła mi palcem, po czym obie zaczęłyśmy się śmiać.
- To co chciałaś, że o tak wczesnej porze wyrwałaś mnie z łóżka w niedzielę.- podkreśliłam ostatniemsłowo.
- Leon mieszka w LA od miesiąca.- powiedziała szybko, a ja ciut zbladłam nie widziałam go od zakończenia liceum.- Podobno strasznie się zmienił...
- A skąd to podobni wiesz?- zapytałam zdziwiona.
- Bo spotkał się z Fede w galerii w której pracujesz.- powiedziała szybko.
- To nic, już każde z nas ma własne życie.- powiedziałam pewnie.
- Violu ty nadal nie masz chłopaka.- wspomniała.
- Czekam na tego jedynego.- zaśmiałyśmy się. Gadałyśmy tak jeszcze z godzinę, aż w końcu mój telefon zaczął dzwonić.
- Musze już iść, bo mój budzik zadzwonił, że za godzinę praca.- zaśmiałam się.
- Powodzenia z Bry.- imię mojej szefowej powiedziała z odrazą. Nie dziwie się sama jej nie lubię, ale cóż mam zrobić, jak zarabiam tam całkiem dobrze, a mieszkanie trzeba sobie opłacić.
Siedzę za ladą i patrzę jak ludzie szukają odpowiednich ubrań, co jakiś czas przychodzi ktoś zapłacić za zakupy, lub spytać o rozmiar bądź rade.
- Dobra Castillo masz godzinę przerwy.- mówi Bry i staje na moim miejscu. Bez słowa wychodzę ze sklepu i zmierzam do kafejki w celu zjedzenia czegoś. Nadal w głowie mam słowa Lu " Leon mieszka w LA od miesiąca. Podobno strasznie się zmienił... Bo spotkał się z Fede w galerii w której pracujesz." Nie kocham go już, tak sądzę, bo jak na niego patrzyłam zawsze czułam motyle w brzuchu, ale gdy wyjechałam jakaś część została przy nim czuję to. Skrzywdził mnie, ale darzyłam go uczuciem tak silnym, że nie ławo mi zapomnieć o naszych wspólnych chwilach. Z zamyślenia wyrywa mnie mocne zderzenie z kimś, kubek z kawą trzymany przez nie znajomego wylał się na moją ulubioną sukienkę, ostatni prezent od Leona, jednak nikt oprócz nas o tym nie wie.
- Jak chodzisz pokrako!- krzyknął na mnie znajomy mi głos.
- To na mnie wylała się pańska kawa!- no sorry gościu zaczyna mnie opieprzać o to, że on też nie zauważył, że ma przed sobą ludzi.
- Violetta?!- podniosłam wzrok z plamy na moim ubraniu, cholera te
- Leon?- nie wierzę.
- Co ty tu robisz?- pyta.
- Żyję, a ty?- wyciągam z torby chusteczki, nie mogę pokazać, że jeszcze coś do niego czuję.
- Również.- ściśla.
- Zobacz co mi zrobiłeś z sukienką.- mówię pretensjonalnie, cholera to od niego.
Witajcie!
Wiem długo mnie nie było.
Ale byłam za granicą.
Mam nadzieję, że wam się rozdział podoba.
Niestety rozdziały będą rzadko do końca wakacji, czyli nie długo :'(
Nie rozpisuję się, mam nadzieje, że napiszecie opinie.
Julia :*
Świetny rozdział. Kiedy next?
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział. Kiedy next?
OdpowiedzUsuń