piątek, 19 lutego 2016

Rodział 1

Kolejny męczący dzień za mną. Rzucam zniszczone i przemoczone szpilki w kąt, zmęczona opadam na kanapę. Jestem po bardzo ciężkim dniu w pracy, jestem kelnerką w jednej z najdroższych restauracji i jak pewnie się domyślacie przychodzą tam tylko bogate ćwoki, którzy myślą, że skoro mają pieniądze to mogą wszystko. Niestety jak wracałam do domu to moje kochane auto zepsuło się, a wszystkie drobne wypadły mi jak przebierałam się i wpadły pod krzesła, które były zajęte przez pijanych ćwoków, więc postanowiłam je tam zostawić, i nie ryzykować. A telefon? No cóż wpadł do garnka z gotującą się wodą, bo ktoś mnie popchnął, a komórka wypadła mi z rąk. Z tego powodu musiałam iść na piechotę 10 kilometrów, ale co to było by za szczęście, gdyby nie zaczęło lać?! Obecnie jest 22, a ja siedzę na kanapie w przemoczonych ciuchach i pustą lodówką... Wspaniałe urodziny. Nie przedstawiłam się jestem Violetta Castillo, tak córka tego miliardera Germana Castillo, który ma ją w nosie od momentu śmierci mamy i wszystko co ma oddaje swojemu synowi w przyszłości prezesowi firmy Castillo. Tak to James Castillo, który uważa, że jego siostra zapracowała sobie na to co ma, a nie jest to wina dużego podobieństwa do mamy. Staję przed lustrem i zastygam przerażona, rozmazany makijaż, ubrania mokre i obłocone.
- Wszystkiego najlepszego, Violu- mówię sama do siebie. Mam przyjaciółkę, ale ona ma chłopaka i wiecie sami jak to jest... Inni znajomi są z pracy, nikt poza tym. Po kilku minutach stania i wpatrywania się w lustro stwierdzam, że przyda mi się kąpiel, ale w tym samym momencie mój brzuch domaga się jedzenia. Jak wcześniej wspomniałam nie mam nic w lodówce, bo miałam zrobić dzisiaj zakupy, ale przetrzymali dłużej w pracy. Cicho wzdycham i idę przebrać się w suche rzeczy, biorę pieniądze i idę do najbliższego fast food'a w okolicy. No co?! Mam urodziny, a poza tym wszystkie sklepy są raczej już zamknięte.

Przyspieszam kroku, gdy mija mnie dwóch najaranych mężczyzn, mówią coś do mnie i gwiżdżą, przez co jeszcze bardzie przyspieszam. Marzę o tym, żeby dali mi spokój i wtedy mogłabym spokojnie dojść do tego cholernego lokalu. Dyskretnie odwracam się i widzę, że moje marzenia nie zostaną spełnione, bo tych dwóch kolesi idzie, a raczej biegnie, w moją stronę. Rzucam parasolkę, którą wzięłam na wszelki wypadek i zrywam się do ucieczki, słyszę ich śmiech i kroki za swoimi plecami. Nagle czuję jak odbijam się od czegoś i upadam na chodnik, moje serce bije jak oszalałe i najpierw sprawdzam czy mam jeszcze czas na ucieczkę przed tymi ćpunami, ale ostatecznie stwierdzam, że nie mam dużych szans. Następnie spoglądam na przyczynę mojego upadku, sztywnieję. Jest to jakiś mężczyzna w skórzanej kurtce, z tego co mogę stwierdzić, bo światła tu prawie nie ma, to jest to szatyn.
- Dzięki, że nam pomogłeś znaleźć dupę na dzisiejszą noc.- rechocze jeden z moich prześladowców, a ja blednę. Nie, nie, nie proszę tylko nie to.
- Spieprzajcie zanim wam coś zrobię.- warczy wściekły, patrzy na mnie i z powrotem na nich.- Ona jest moja.- cedzi przez zęby, że co?
- Dobra, dobra przepraszamy.- unoszą ręce w geście obrony i odchodzą. A ja parzę się ze strachem na mężczyznę przede mną.
- Co taka piękna kobieta robi sama o takiej porze i to w tym miejscu?- pyta z kpiącym uśmieszkiem, co mnie przeraża jeszcze bardziej.- Przecież ktoś mógłby cię zgwałcić, porwać lub zabić.- cofam się powoli, ale wciąż leżę na ziemi, on tylko podaje mi rękę, którą chwytam i czuję jak delikatnie ciągnie mnie ku górze, dzięki czemu wstaje.
 - D-dzię-dziękuje.- wykrztuszam przerażona jego zamiarami wobec mnie.- Ja chciałam tylko pójść coś zjeść...- tłumaczę się jak 10 latek rodzicowi, dlaczego odszedł od niego na chwilę. Do moich uszu dobiega jego śmiech, bawię go swoim zachowaniem.
- To może pójdę z tobą dalej, aby nikt cię już nie gonił?- proponuje z kpiącym uśmieszkiem.
- N-nie dziękuję.- wzrusza ramionami.
- Jak coś ci się stanie to pamiętaj, że proponowałem pomoc.- śmieje się.
- A jaką mam pewność, że ty mi nic nie zrobisz?- pytam zaciekawiona. Podchodzi do mnie bliżej.
- Moje słowo kochanie.- przełykam ślinę.
- N- nie jednak nie ja i tak zaraz dojdę, więc...- przerywa mi podchodząc do mnie tak blisko, że stykamy się klatkami, nogi mi miękną i serce przyspiesza.
- Dojść to możesz tylko ze mną, śliczna.- uśmiecha się porozumiewawczo i odchodzi.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej hej!
Tak oto prezentuję jedyneczka.
I wytłumaczenie :
Na razie piszę nową historię i starą albo skończę, albo będę czasem dodawała rozdziały. 
Ala na razie nie mam na nią pomysłu, więc zaczynam nową,
Brawo Julia! 
Przepraszam za błędy, ale rozdział pisany na szybko, więc przepraszam za błędy.
Poprawię na tygodniu.
Czekam na wasze opinie :*

4 komentarze:

  1. Ten ostatni ten był zajebisty.
    Szatynek to Lajon co nie?
    Uratował V. Uffff.
    Zajebisty!
    Czekam na next :*
    Buziaczki :* ❤

    Maddy ❤

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaki piękny rozdział, a ta końcówka najlepsza.
    ,,- N- nie jednak nie ja i tak zaraz dojdę, więc...- przerywa mi podchodząc do mnie tak blisko, że stykamy się klatkami, nogi mi miękną i serce przyspiesza.
    - Dojść to możesz tylko ze mną, śliczna.'' Mam nadzieję, że to Leon, bo jak nie on to te słowa już tracą na wartości:)
    Historia zapowiada się ciekawie. Będę to czytać!

    G.E.N.I.A.L.N.Y
    B.O.S.K.I
    C.U.D.O

    Zapraszam do mnie http://kochamleonetteforever.blogspot.de/
    Pozdrawiam Patty;*
    Buziaczki:*

    OdpowiedzUsuń

Gdy czytam jakikolwiek komentarz od was cieszę się jak małe dziecko. Przez co motywuje się do pisania opowiadani i staram się aby były co raz lepsze. DLA WAS! :*