Dziś jest
dyskoteka, tylko nie taka zwykła będzie ona w parku nad jeziorem, więc trzeba
mieć jeszcze oprócz ubrań stroje kąpielowe, ale w przyszłym miesiącu będzie już
normalna dyskoteka i wtedy ubierzemy się w te piękne sukienki od Fran, ale ona
o wszystkim chyba wiedziała, bo nam kupiła jeszcze stroje kąpielowe. Oczywiście
dwu częściowe. Jestem bardzo chuda, więc nie wstydzę się swojego ciała tak jak
Fran i Cami, ale ja i Cami jesteśmy chude, bo w sierocińcu jest bardzo kiepsko
z jedzeniem, więc bardzo rzadko jesteśmy najedzone, a o przejedzeniu nie ma
mowy są trzy posiłki dziennie i i tak jesteśmy ledwo najedzone. Idziemy na
imprezę, żadna z nas się nie maluję, więc jest to normalne, że idziemy w
kucykach i bez makijażu. Ja jestem ubrana w rurki od Fran i luźną bluzkę z
sierocińca, tak samo Cami i Fran. Bardzo podobnie się ubieramy. Fran ma koc i
jedzenie jak każdy, bo jest to ale piknik. Jak weszłyśmy na teren parku już
było słychać głupią muzykę chłopaków, a wszystkie plastiki się rumienią słysząc
ją, na co my załamujemy się. Podchodzą do nas nasza reszta przyjaciół, czyli
Marco chłopak Fran, Maxi mój najlepszy przyjaciel, Brodwey chłopak Cami i Fede
też mój przyjaciel. Wszyscy stwierdzili, że wyglądam pięknie. Kocham ich jak
rodzinę, bo to jest moja rodzina nie mam innej nie chce innej. Ale jest mi
trochę przykro, że wszyscy mają swoje połówki a ja nie i nigdy nie miałam, i
nigdy się nie całowałam.
Cała nasza
paczka usiadła ma dwóch kocach Fran i Marco, śmieliśmy się i już chcieliśmy iść
do wody jak podszedł do nas Veras.
- Pięknie
wyglądasz.- zakpił.- Komu ukradłaś ciuchy Castillo.- cała jego elita zaczęła
się śmiać czyli same plastiki Ludmiła, Lara (jego „dziewczyna”), Natalia i
Andres.- Co się stało widzę, że jakimś cudem pozbyłaś się okularów? Może ktoś
ci ukradł w co wątpię.
- To co
idziemy pływać.- zapytałam swojej paczki nie zwracając na niego uwagi. Wszyscy
przytaknęli i rozebraliśmy się do strojów. Verdas wciąż na mnie patrzył. Gdy
już szliśmy Verdas stał wryty w ziemię.- To co skaczemy z mostu?
- Tak.
- Wow
sierotka umie pływać.- powiedział jak ochłoną. Tylko przewróciłam teatralnie
oczami.
- Ale mi
pojechałeś.- Skwitowałam.- Lepiej idź do swoich plastików.- powiedziałam i
dobiegłam do reszty i stanęliśmy w kolejce do drabinki. Skakałam chyba druga po
Cami. Potem rzucaliśmy piłką, która jak na złość wylądowała obok Verdas’a,
wyszłam z wody i skierowałam się po piłkę, potknęłam się o podłożoną nogę Ludmiły.
- Oj,
biedna sierota nie umie chodzić.- zakpił mój wróg i zabrał piłkę.
- Oddaj
piłkę Verdas- powiedziałam beznamiętnie.
- Bo co
poskarżysz się komuś w sierocińcu?- pyta Andres.
- Widzę, że
inni muszą mówić za ciebie.- zakpiłam, już Lara chciała coś powiedzieć.-
Plastik tylko nic nie mów, bo pewnie nic mądrego nie powiesz. Jak zawsze.- a
ona zrobiła się tylko czerwona.
- Jej
Castillo nie poznaje cię.- zakpił- Taka myszka. A teraz taka „wyszczekana”-
zakpił jeszcze bardziej.
- Oddasz mi
piłkę.- pytam.
- A co będę
miał w zamian?- pyta.
- Nic.-
odpowiadam szczerze. A on się śmieję.
- To kup
sobie nową. Oj ty nie masz za co.- zakpił, tylko teraz przegiął. Kopnęłam go w
czułe miejsce i wyrwałam piłkę. A on kulił się z bólu.
- Już wiesz
co dostaniesz.- szepnęłam mu do ucha i odeszłam zadowolona. – Może mnie nie
stać, ale jak widzisz daje sobie rade.- krzyknęłam do niego z daleka przez co wszyscy
spojrzeli na Verdas’a leżącego na ziemi.
- Viola co
ty mu zrobiłaś?- pyta mnie lekko rozbawiony Maxi.
- Obraził
mnie, więc go kopnęłam, ale jak widać nie jest odporny na ból.- zakpiłam. Cały
wieczór bawiliśmy się dobrze i Verdas już odpuścił sobie żarty ze mnie. Już po
imprezie i idziemy z Cami do… może odpuśćmy sobie nazwę „sierociniec”, bo nie
lubię tej nazwy… może będę mówiła na to… „dom”, w końcu mieszkam tam już 12 lat.
Nie ważne. Jest już 23 więc pewnie będziemy miały ochrzan, bo miałyśmy być
godzinę temu, tu zawsze są straszne zasady. Jakimś cudem pani odpuściła nam i
poszłyśmy spać.
Dzisiaj
wstałam o 5:30 i poszłam do naszej łazienki w pokoju. Ubrałam się w ubrania od
Fran, bo ona stwierdziła, że jak nie mam aparatu, to muszę się inaczej ubierać.
Więc założyłam krótkie spodenki, bo we wrześniu zawsze jest ciepło i bluzkę na
krótki rękaw z myszką Miki, i rozpuszczone włosy. Do tego torba na ramię i
wszystkie książki. Gdyż u mnie w szkole książki zostawia się w szafce i drabia
się w szkole i nie ma możliwości pisania z Internetu. Gotowa usiadłam na łóżku
czekając na Cami, która jest już spakowana tylko jest w łazience. Razem
schodzimy na śniadanie, jej dzisiaj jest jajecznica na maśle. Wzięłyśmy talerze
i podeszłyśmy do okienka, każda dostała swoją porcję i poszłyśmy usiąść obok
Marceli i Moniki.
- Hej.-
przywitałyśmy się z przyjaciółkami.- Co u was?
- Spoko.
Mamy na 8 a wy?- w tym momencie dosiadają się jeszcze Xabi i Nataniel.
- Na 7,
więc musimy się spieszyć.- mówi do mnie Cami. Od razu przyspieszamy jedzenie i
po chwili nic nie ma na naszych talerzach.
- Dobra,
musimy lecieć. Papa- żegnamy się całując każdego w policzek. Odniosłyśmy
talerze i pobiegłyśmy do szkoły. Droga zajęła nam 20 minut. W szkole od razu
podeszłyśmy do naszych szafek mamy razem z Fran obok siebie wyciągnęłyśmy
wszystkie książki i wzięłyśmy tylko nuty. Jeszcze wam ni powiedziałam, że
chodzę do Stud!o, to szkoła tylko dla utalentowanych muzycznie osób. Przy
okazji spotkałyśmy Fran.
- Hej co
tam u ciebie?- pytam od razu jak zauważam Fran.
- Dobrze.
Teraz mamy z Ange?- pyta widać po jej oczach sutek.
- Hej Fran
co jest?- a ona nie odpowiada mi tylko się przytula, już nie dopytuje tylko
przytulam ją.
-
Pokłóciłam się z Marco.- powiedziała po chwili.- Nie wiem czemu. Powiedział, że
nie chce mnie znać i, że to koniec.- Nie wiem o co chodzi, ale wiem, że muszę
się dowiedzieć, nie powiem Fran, że pogadam z Marco, bo mnie będzie błagać,
żebym sobie odpuściła. Więc zrobię to bez jej wiedzy. Nagle zadzwonił dzwonek.
Weszliśmy do klasy.
- Witajcie
po wakacjach.- powitała nas jak zawsze ciepło.- Muszę sprawdzić czy
ćwiczyliście choć trochę podczas wakacji. Dobrze niech każdy dobierze się w
pary dziewczyna chłopak. Nie wierzę ja musiałam być z Verdas’em. Każda z
dziewczyn w klasie oprócz Fran i Cami mi zazdrościła, mogę się zamienić
nienawidzę go.
- Dobrze,
macie wylosować o czym mają być piosenki. Macie wybrać z już napisanych.
Najpierw Viola i León.- on wyciągnął o czym ma być piosenka.
- Proszę
pani… mogę jeszcze raz losować?- zapytał patrząc na napis na kartce.
- Nie.-
powiedziała spokojnie.- A właśnie co wylosowaliście?
- Że
piosenka ma być o- nic nie powiedział tylko pokazał mi, a ja wytrzeszczyłam oczy
i otworzyłam buzię czytając zdanie pod „Po skończeniu piosenki trzeba się
pocałować”
- Halo,
może nam powiecie.- powiedziała Ange, ale nie otrzymała odpowiedzi, więc
zabrała nam kartkę i przeczytała na głos.- Piosenka ma być o miłości i po
skończeniu musicie się pocałować. To jest dobre ćwiczenie na aktorstwo. A
piosenka to- podała mi drugi kos z napisem „MIŁOŚĆ”, wyciągnęłam karteczkę i
podałam nauczycielce, boląc się samej otworzyć. Wystarczyło mi to że wszystkim
po tym co powiedziała Ange, oczy mało nie wyskoczyły.- „Podemos”. Macie teraz
wolne i możecie wyjść i przećwiczyć za 20 minut macie mi to pokazać.-
powiedziała i dała nam klucze do kanciapy. León wziął powoli kluczy- Dobra
teraz reszta.- Wyszliśmy z klasy i poszliśmy do wyżej wymienionego miejsca.
- Boże,
czemu muszę być z tobą.- powiedziałam jak byliśmy już sami.
- Nie wiem.
Myślisz, że dla mnie to fajnie z tobą być i się całować?- zapytał.
- Wiesz to
ty się na mnie uwziąłeś.- powiedziałam broniąc się.
- Dobra,
nie ważne, musimy jakoś to… przećwiczyć- a mnie przeszły ciarki. Podchodzi do
mnie, nasze usta dzielą już tylko milimetry…
bardzo fajny rodział:*
OdpowiedzUsuńczekam na next
jak najszybciej plis